Secrets of London
[13 marca 1972] Salon Wróżbity „Oko Horusa” | Stella & Lucien - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [13 marca 1972] Salon Wróżbity „Oko Horusa” | Stella & Lucien (/showthread.php?tid=643)



[13 marca 1972] Salon Wróżbity „Oko Horusa” | Stella & Lucien - Lucien Shacklebolt - 15.12.2022

Zamaszystym ruchem różdżki posyłam filiżankę do sprytnie ukrytego za zasłonką zlewu. Trafia na samą górę chwiejnego stosu kubków z plamami po herbacie na brzegach - tych odbarwień nawet magia już nie doczyści. Pewnie jakaś mugolska babcia zna na to sposób w stylu octu i kwasku cytrynowego, ale żyjemy w takich czasach, że wolę nie ujawniać, że takie metody mnie interesują. Tym bardziej, że sprzątanie nie należy do moich obowiązków, a przynajmniej przy tym się upieram. Gram na zwłokę i serio jestem ciekaw, kto dłużej wytrzyma. Ja czy Madame Yyvonne, której regularnie podpierdalam filiżanki, spodeczki i całą resztę materiałów, bo moje się skończyły już z dwa dni temu i od tego czasu gniją w zlewozmywaku. Niedługo jej też się skończą, ale co będzie potem, będę myśleć odpowiednio później. Zamartwiać się na zapas? Marszczę brwi, nie, dziękuję. Jestem za młody, żeby się martwić. Od tego robią się zmarszczki (szybko luzuję napięcie w brwiach), guzy, wrzody i cała reszta. Ważne jest dzisiaj, czyż nie?
Trzech klientów za mną, trzech przede mną. Wyjątkowy ruch, zwykle nie poświęcam czasu więcej niż czterem osobom, zwłaszcza, że przepowiednie bywają dla mnie wyczerpujące. I fizycznie i emocjonalnie, to tak jakby ktoś pytał. Trochę się u mnie ochłodziło, ale to jeszcze nie znaczy, że nic nie czuję. Aura klientów bywa lepka, ciężko się jej pozbyć, szczególnie, kiedy to żal. On jest autentycznie najgorszy, dojeżdża najbardziej i zostaje najdłużej, w ogóle bez porównania ze smutkiem, złością, czy rozgoryczeniem, z których otrząsam się, jak pies wybiegający z kąpieli, do której go zmuszono. Limit nieprzychylnych wróżb został na dziś wyczerpany, mam nadzieję już na same szczęśliwe, po których ewentualnie będę mógł się zrzygać tęczą. Szybkie mycie zębów i zero śladów, proste.
Zakasuję rękawy, dzwonię koralikami, którymi obwieszone są moje nadgarstki, pstryknięciem palców odpalam kadzidełko, a to nie tylko rozpyla w ciasnym saloniku zapach paczuli, ale również wypełnia je szarym, ciężkim dymem. W oparach trudno coś dojrzeć, ale w to mi graj. Ponoć im bardziej niesprzyjające warunki dla ludzkiego wzroku, tym chętniej otwiera się to trzecie, mistyczne. Może i nie doświadczam wizji (choć bardzo bym chciał), lecz sama sugestia bardzo mi pomaga. Zwłaszcza, kiedy zza zwiewnej zasłony imitującej drzwi wyłania się twarz zbyt ładna i zbyt znajoma, bym zachowywał się profesjonalnie. Widzę ją w lustrze, ale i tak zbija mnie z tropu, rzadko trafiam na szkolne historie, to przeszłość, która jest już daleko za mną, więc… więc nie wiem, co robić. Zignorować, udawać, że jej nie pamiętam, przywitać się?
Siadaj, proszę - mówię głębokim głosem, tym, którego używam wyłącznie w tym gabinecie. Nie odwracam się jeszcze - czekam, aż zajmie miejsce na jednej z rozłożonych na podłodze haftowanych puf, to pierwszy test. Oczywiście obserwuję ją dyskretnie w lustrze, kiedy myję dłonie, a po dokładnym ich osuszeniu obficie polewam oliwą, co ma mi zapewnić przychylność Apollina. Trudno mi się powstrzymać, by tłustych palców nie wytrzeć od razu o przód barwnej szaty, to nawyk, z którym wciąż walczę - odpowiem na wszystkie twoje pytania, Stello. Jeśli tylko nie boisz się ich zadać.
Liczę, że mnie nie pamięta. Mam pospolitą twarz, którą ostatnio widziała z siedem lat temu, bo ja, w przeciwieństwie do niej, nie pojawiam się w gazetach. Po nazwisku też do mnie nie dotrze - tutaj mówią na mnie Maestro. Anonimowość to benefit do wypłaty.


RE: [13 marca 1972] Salon Wróżbity „Oko Horusa” | Stella & Lucien - Stella Avery - 16.12.2022

Avery ostatnio raczej egzystowała. Nie do końca wiedziała, co powinna ze sobą zrobić. Nie miała serca do malowania, wydawało się jej, że jej siostra ze swoim samobójstwem zabrała do grobu część jej. Były ze sobą blisko, różnie to bywa z rodzeństwem, jednak Stella naprawdę kochała Kordelię. Kiedy tylko zamykała oczy przychodziła do niej wizja trupa starszej siostry w wannie. Nie potrafiła wyprzeć tego widoku z pamięci. Obrazy, które próbowała malować... główną postacią, która się na nich pojawiała była właśnie jej starsza siostra. Nie umiała tego zmienić, skierować myśli ku czemuś innemu. Męczyło ją to ogromnie, trudno było jej znaleźć cokolwiek, co dawałoby jej przyjemność. Pojawiała się publicznie, jednak teraz już nie brylowała wśród tych wszystkich gwiazd, trzymała się na uboczu, co niestety nie wystarczało. Nadal była wytykana palcami, jako ta, która znalazła trupa Kordelii w wannie. Dlaczego nic nie zauważyła, czy była aż tak ślepa, że nie dostrzegała tego, że siostra jest tak nieszczęśliwa? Zastanawiała się czasem, jak bardzo musiało to być silne uczucie, skoro zdecydowała się odebrać sobie życie. Trudno jej było odpowiedzieć na to pytanie, sama zapewne nigdy nie miałaby tyle odwagi.

Wiele pytań ją ostatnio nurtowało. Czy już zawsze będzie taka apatyczna, czy kiedyś wszystko wróci do normy? Jako, że fascynowała się wróżbiarstwem postanowiła znaleźć odpowiedzi, może nie na wszystkie, lecz choćby na część pytań? Wystarczyłoby to jej. Kiedy wychodziła z domu, zastanawiała się, czy na pewno wybrała dobry moment. Był to w końcu trzynasty, a ta liczba nie kojarzyła się z niczym dobrym, może nie piątek, ale jednak trzynasty, poniedziałek. Co jeśli ześle na siebie jakieś okropne wróżby? Wahała się przez moment, jednak postanowiła zaryzykować.

Przywykła do tego, że obcy ludzie na nią spoglądali. Pojawiała się na salonach, do tego ta umiejętność, którą odziedziczyła po babce, potrafiła czarować, zwracać na siebie uwagę. Miała wrażenie, że ostatnio ta zdolność jest dla niej bardziej wadą niż czymś, co pomaga w życiu. Zmieniła nieco swoje przyzwyczajenia, przestała ubierać się w barwne stroje, które zwracały na siebie uwagę. Wybierała czerń, by oddać szacunek siostrze. Dodawała jej ona lat, tak samo worki pod oczami, których nie dało się ukryć, powodowała je bezsenność, która męczyła ją od czasu utraty siostry.

W Oku Horusa znalazła się o czasie. Avery szanowała pracę innych i zawsze była punktualna. Niepewnie weszła do małego pomieszczenia, nie do końca wiedząc, co właściwie ją tu dzisiaj spotka. Pierwszy raz była w tym miejscu. Zapach kadzideł był duszący, uderzał kiedy wchodziło się do środka, zapewne miały pomóc znaleźć odpowiedzi na pytania, które nurtowały ją i innych, którzy korzystali z takich usług. Obserwowała mężczyznę, który był do niej odwrócony plecami, skoro powiedział, że ma usiąść... Zrobiła to. Usiadła powoli na pufie, która znajdowała się najbliżej wejścia. Zdjęła bransoletkę z kryształu górskiego, którą miała na lewym nadgarstku i zaczęła bawić się kamieniami, musiała na czymś skupić swoją uwagę. - Dzień dobry.- Powiedziała melodyjnym głosem. - Tak właściwie, to trochę się boję.- Może nie powinna tego mówić, skoro już tutaj przyszła? Spoglądała na mężczyznę uważnie, twarz wydawała się jej znajoma. Zmrużyła oczy próbując sobie przypomnieć skąd może go kojarzyć. Jak na razie jednak nie pojawiały się żadne odpowiedzi, czy powinna o tym wspomnieć. - Wydaje mi się, że skądś Cię znam.