Secrets of London
[24/10/1972] For gourd’s sake | Benjy, Nora - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [24/10/1972] For gourd’s sake | Benjy, Nora (/showthread.php?tid=6434)



[24/10/1972] For gourd’s sake | Benjy, Nora - Benjy Fenwick - 16.09.2026

Do Doliny Godryka dotarłem późnym popołudniem, kiedy słońce wisiało już nisko nad dachami domów w miasteczku, nad polami zawisła chłodna mgiełka, gdzieś dalej skrzeczały wrony, a z budynków stojących przy drodze zaczynały sączyć się pierwsze światła - było chłodno, ale nie wietrznie, po prostu dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać po nadchodzącym jesiennym wieczorze - ziemia była wilgotna po wcześniejszym deszczu, pod moimi butami uginały się mokre liście i żółkniejące źdźbła traw. Przyszedłem na spotkanie z Norą, żeby pomóc jej przy zbiorach z poletka należącego do jej babci, co być może nie było zwyczajowym zleceniem, jakie przyjąłbym tuż po powrocie do ojczyzny, lecz teraz właściwie nie widziałem w tym szczególnego problemu, bo do roboty fizycznej nadawałem się znacznie lepiej niż do większości rzeczy wymagających cierpliwego siedzenia w jednym miejscu. Nigdy mi nie brakowało mi siły fizycznej, więc wizja przenoszenia kilku skrzynek czy taszczenia dyni z pola nie budziła we mnie żadnego lęku, chociaż podejrzewałem, że „kilka” mogło mieć w przypadku panny Figg znaczenie czysto symboliczne.
Pola dyniowe znajdowały się dalej niż moje miejsce teleportacji, za niskim drewnianym ogrodzeniem, już z daleka widziałem, że jesienne warzywa wyrosły na całkiem dorodne okazy, przynajmniej jak na to, co stało się w związku z pożarami, bo w porównaniu do normalnego roku zapewne było ich dużo mniej. Ostatecznie wyglądało to jednak lepiej, niż mógłbym zakładać, chociaż daleko mi było do eksperta od warzyw. Znałem za to ten rodzaj pracy - najpierw człowiek mówił, że pójdzie szybko, potem podnosił pierwszą dynię, pół godziny później odkrywał, że zebrał już kilkadziesiąt kilogramów i nadal nie widział końca - nie przeszkadzało mi to szczególnie, bo lubiłem rzeczy, przy których rezultat był widoczny od razu, a poza tym mogłem się przynajmniej na coś przydać. Miałem krzepę, nie dało się tego nie zauważyć po tym, w jaki sposób wyglądałem, co przez większość życia okazywało się przydatne w sytuacjach znacznie mniej przyjemnych niż zbieranie warzyw, więc jeśli Nora potrzebowała kogoś do targania ciężarów, mogła liczyć na mnie bez większego zawahania. Sprawie polegał również fakt, iż chciałem przekonać się, jakim pechowcem naprawdę potrafiła być, przez co od jakiegoś czasu widywałem ją już w wieku różnych okolicznościach - poletko dyniowe było zwyczajnie kolejną lokalizacją, ponadto całkiem interesującą, jak na moje gusta, bo na pewno klimatyczną.
Im bliżej byłem właściwego miejsca spotkania, chyba właściwego, tym więcej dyń widziałem pomiędzy liśćmi, niektóre z nich wyglądały natomiast tak, że przez moment zastanawiałem się, czy przypadkiem nie będziemy potrzebowali do ich przeniesienia nie tyle zwykłych mięśni lub ludzkiej siły wspomaganej magią, co olbrzymiego wózka, zastępu ludzi i odpowiedniego zabezpieczenia przeciwko próbom stoczenia się uciekinierów ze wzgórza. W końcu dostrzegłem Norę pomiędzy rzędami, więc wyciągnąłem jedną rękę z kieszeni i pomachałem jej z daleka, kierując się prosto w jej stronę.
- No dobla. - Rzuciłem, kiedy znalazłem się dostatecznie blisko i spojrzałem na rozciągające się przed nami pole. - Pokasz mi, s czym dzisiaj walczymy. - Podszedłem bliżej, zerkając po drodze na największą dynię, jaka wpadła mi w oko.


RE: [24/10/1972] For gourd’s sake | Benjy, Nora - Nora Figg - 18.09.2026

Ten tydzień zapowiadał się naprawdę pracowicie dla rzemieślników. Sabaty zawsze wymagały odpowiedniego poświęcenia. Nie miała wątpliwości co do tego, że do końca tygodnia niewiele będzie okazji do wyjścia poza ściany klubokawiarnii. Postanowiła więc zaprosić swojego nowego kumpla na wyprawę, póki jeszcze nie miała tyle pracy, nie była to jednak wycieczka bez celu. Musiała zaopatrzyć się w produkty, które przydadzą jej się do tworzenia przysmaków, ale też lampionów na święto.

Miała szczęście, że Lizzie posiadała swój kawałek ziemi, który wykorzystywała do hodowli roślin, oczywiście członkowie jej rodziny mogli korzystać z tego, co wyrosło do woli, musieli tylko sobie sami to zebrać. Nie brzmiało to szczególnie skomplikowanie, chociaż Nora potrzebowała u swojego boku kogoś, kto pomoże jej to przenieść - pomyślała więc o swoim nowym znajomym, który zdecydowanie wyglądał jakby mógł sobie poradzić z takim zadaniem.

Norka się tutaj nie teleportowała, nigdy nie opanowała tej umiejętności i pewnie nie miało się to zmienić w najbliższej przyszłości, albo wcale. Na szczęście babcia miała kominek podłączony do sieci z którego mogła korzystać, co dosyć mocno ułatwiało jej poruszanie się między Doliną, a stolicą.

Figgówna pojawiła się na polu chwilę przed umówioną godziną, zdążyła wypić z Lizzy kawę, porozmawiać z nią, wymienić spostrzeżenia związane z nadchodzącym sabatem, później wyruszyła na zewnątrz, gdzie znajdowały się dynie. Pole było spore, jednak nie równało się temu, co widywała tutaj w poprzednich latach. Tak, czy siak jednak mieli co robić, dyń rosło tutaj wiele i zamierzała dzisiaj zebrać sporą część z nich. Miała wiele planów związanych z Samhain, prywatne zamówienia, a do tego jeszcze stoisko, które mieli stworzyć z Bertim Bottem - to wszystko wymagało zasobów.

Usłyszała kroki, uniosła więc głowę i dostrzegła znajomą sylwetkę. Odmachała mu, po czym ruszyła w jego kierunku. Uśmiechnęła się na przywitanie. Ubrana była w różowy płaszcz, który trudno było przegapić w tych okolicznościach, wyjątkowo jednak nie miała na stopach butów na obcasie, przez co mogła wydawać się jeszcze drobniejsza niż zwykle.

- To pole mojej babci. - Zaczęła od tej informacji, jakby była w ogóle istotna, ale może warto było to jednak podkreślić, jeszcze pomyślałby sobie, że to jakiś szaber.

- Walczymy z dyniami, myślę, że na początek wystarczy nam ta taczka. - Pokazała spojrzeniem na narzędzie znajdujące się przy płocie, a później, później się okaże. - Nie ma na to jakiejś specjalnej metody, wybierasz dynię, ucinasz i tyle, wrzucasz do taczki i znajdujesz kolejną ofiarę. - Mogliby tu spędzić cały dzień, gdyby tylko chcieli, bo trochę ich tu urosło.