![]() |
|
[Jesień 72, 17.10 wybrzeże | Ceolsige & Urd] Gasisz we mnie wojny - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126) +---- Dział: Snowdonia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=132) +---- Wątek: [Jesień 72, 17.10 wybrzeże | Ceolsige & Urd] Gasisz we mnie wojny (/showthread.php?tid=6436) |
[Jesień 72, 17.10 wybrzeże | Ceolsige & Urd] Gasisz we mnie wojny - Urd Nordgersim - 17.09.2026 17.10
Okoliczności wyprawy do Snowdonii były dość spontaniczne. Ceolsige chciała odwiedzić dziadka, a Urd chciała nieco więcej rozwinąć dość spontaniczną myśl o tworzeniu rozdziału do księgozbiorów, która wysmyknęła się Burke przy okazji poltergeistowego opętania. Chciała o tym z nią porozmawiać, chciała jakoś ułożyć sobie fakt, że sama była dopisywaniem tego kolejnego rozdziału bardzo zainteresowana, a wspólna wyprawa do Snowdonii sprzyjała. Szczególnie linia brzegowa, dostęp do otwartej wody z majaczącą się gdzieś w domyśle Irlandią po drugiej stronie horyzontu. Szły powoli, milcząc w ten przyjemny sposób, w jaki milczą ludzie, którzy dobrze się znają. Temat wisiał między nimi, ale bez zbędnej presji, bez parcia by rozsupłać go od razu, od ręki. Urd powoli chłonęła morze, będąc wdzięczną za pokazanie jej tego miejsca. Nieliczni ludzie przechodzący obok byli zdaje się mugolami, ale dla niej liczyło się tylko morze. – Przypomina mi to mój dom. Te okolice. Chciałabym w końcu Ci go pokazać wiesz? Nie jest jakiś okazały, nie było mnie stać na nic okazałego, ale ma taras z widokiem prosto na morze… – zaśmiała się cicho pod nosem, pozwalając wiatrowi szarpać jasne włosy, układające się teraz w nieregularne wzory dookoła jej głowy. Szyję miała ciasno okutaną zielonym miękkim szalem, o poły płaszcza akompaniowały ich krokom, to porywając się to znów uspokajając w chwilach, gdy bryza odpuszczała nabierając sił do kolejnej szarpaniny. – Tam nie muszę się martwić o rozmiar wanny, normalnie śpię w mięciusim łóżku. Szerokim, wygodnym, ale cóż… bardzo chłodnym muszę przyznać… – rozmawiały już raz o łózkach, krążyły wokół tematu nocy spędzanych samotnie z przestrzenią na wypełnienie tej luki. Mogła zacząć w sumie mówić o książkach, ale nie był pewna na ile w głowie Ceo utkwiło to zdanie tak bardzo jak utkwiło w głowie Urd. Zapewne gdyby jej nie zależało tak bardzo na drugiej kobiecie, ten flirt byłby o wiele bardziej wprawny, swobodny, byłby flirtem po prostu. Tu jednak realnie tremowała się, mimo że przecież widziała w odbiciu tęczówek swojej towarzyszki ciepło. Widziała jej zaproszenie, widziała… Urd nagle się zatrzymała, gdy co innego przyciągnęło jej wzrok. Kilkanaście metrów dalej w piachu nieruchomo leżała ona. Twarz zwrócona była w dół, wątła pierś nie unosiła się, a nawet z tej odległości łatwo było wychwycić siność skóry i jej opuchnięcie. Czarne włosy jak przekleństwo oplatały głowę topielicy. – Też ją widzisz? – zapytała cicho zatrzymując się w miejscu, a jej głos był zaciśnięty, oczy szeroko otwarte w instynktownym przerażeniu, które zalało jej ciało mrożącą falą. Urd nie należała do osób, które bałyby się byle trupa. Ale ten trup… ten trup był zbyt podobny. Opowieści o Dunwich już podsycały wyobraźnię, a Nordgersim musiała bardzo się starać by nie dopuszczać do głosu swoich emocji związanych z przygodą dwóch najdroższych jej sercu osób. A teraz to… Stała zamrożona, sparaliżowana myślą, że ktoś, że coś mogłoby skrzywdzić Brynję w jej ukochanym morzu, obedrzeć ją ze skóry i wypluć ciało na brzeg u jej stóp. Że nie zdołała jej obronić, że nie zrobiła nic by ustrzec ją od tak okrutnego losu. To nie była Bryndza, to nie mogła być ona… a co jeśli…? Czy koszmar mógły stać się jawą tak okrutnie, ledwie kilka dni po jej przybyciu do Anglii? RE: [Jesień 72, 17.10 wybrzeże | Ceolsige & Urd] Gasisz we mnie wojny - Ceolsige Burke - 20.09.2026 Odwiedziny w dworku dziadka przywodziły na myśl stare dobre czasy. Stare głównie zmianami jakie zaszły w jej życiu a nie samym czasem jaki upłynął. Wiele elementów pozostawało na swoim miejscu i nawet obecność dodatkowego gościa niewiele zmieniała. Wszak nie był to ktoś zupełnie obcy choć zaskakujący. Kraina była rozległa. Niedaleko znajdowały się posiadłości Rowlów i zabezpieczone żerowiska smoków jakie nadal zamieszkiwały okoliczne góry i jamy. Zaczęły jednak tą wyprawę od wycieczki nad brzeg morza. Wędrowały pośród nierównych pagórków, które spływały ku morzu. Niska trawa poddawała się wiatrowi oblewając dywanem ich obute stopy sprawiając wrażenie jakby sunęły po zielonych falach lub brodziły w nich zamiast iść. Długa czarna spódnica, pchana wiatrem co raz owijała się dokoła nóg. Poły czarnego płaszcza łopotały w podmuchach odsłaniając jego chabrową podszewkę. Gruby purpurowy szal ułożony był gładko w rozpiętym kołnierzu. Stanowił niemal lśniącą poduszkę z której smukłą szyja wynosiła bladą, pociągłą twarz o karminowych ustach. Wyróżnione ciemnym, delikatnym makijażem błękitne oczy w zalotny i rozmarzonym wyrazie śledziły pobieżnie krajobraz. W linii brzegowej było coś urokliwego. W majaczących na falach sylwetkach kadłubów było coś wzywającego do podróży. Szarpiące szaty podmuchy wiatru wzywały do przygody. Szarpały długi, wielowątkowy jasny warkoczy jaki odcinał się kontrastem od czerni płaszcza i spiczastego kapelusza. A jednak krajobraz ten szybko znikał z oczy zastąpiony zdecydowanie bardziej zajmującym pejzażem. Szły powoli w milczeniu ale nie było to prawdziwe milczenie. Może i usta ich nie układały się w zgłoski i wiatr nie porywał melodyjnych głosów ale dzieliły ich gesty. Równy rytm kroków dopasowanych swoją długością. Mimowolne równe kołysanie ramion. Naprzemienne chwilowo więzy, które między ruchami głów łączyły ich spojrzenia w dziwnym, częściowo celowym wyrazie pochwycenia na obserwowaniu zgoła innych krajobrazów. Gładkie uśmiechy jakie wtedy gościły na twarzy wyrażały ukryty chichot. Spodziewany, przewidywalny gest gdy zostało się przyłapanym. Wstydliwy i zakłopotany głównie samoświadomością tego, że sam chciał dać się zauważyć i być zauważonym. W końcu to nie był nigdy nagły ruch i nie było to przypadkowe spotkanie. Bardziej przypominało pozornie nieśmiały taniec. Mijanych ludzi Ceo nie zauważała. Tło zdarzeń piękniejszych ze świata dla nich nieprzeznaczonego. Szła z dłońmi splecionymi za plecami lekko kołysząc ciałem na boki przy każdym kroku. Było coś radośnie odświerzającego w tym spacerze, że miała ochotę. W jej postawie było coś ze zmieszanej nastolatki, mimo, że nigdy taką nastolatka nie była. Tu, w tym momencie jej instynkt, i jej potrzeby podpowiadały jej, że doskonale pasuje. Spojrzał na Urd i niosła brew na uwagę o domu. Rozbawiło ja w duchu, że musiała aktywnie oderwać część swojego skupienia by móc należycie przyjmować treść jaką tworzyły słowa gładzone miękkim ciepłem warg blondynki. Usta Ceo złożyły się w ten zawadiacki, zadziorny uśmieszek szykując się pięknego fechtunku. - A twoją siostrę spakujemy do.. - Już zaczęła chcąc zadziornie zaatakować w Urdową potrzebę ochrony małej foczki i gwałtownie przerwała ściągając brwi w badawcze spojrzenie. Zobaczyła zmianę wyrazu twarzy. Gwałtowną zmianę nie przystającą do całej atmosfery. Spojrzenie jakie uciekło na bok nie było nieśmiało lecz strwożone. Gesty nie wynikały z wahania lecz tężenia ciała. I pytanie… Ceolsige natychmiast puściła swoje własne dłonie i przysunęła się w jednym kroku tuż do nieruchomej Urd. Widząc nieruchome spojrzenie utkwione gdzieś w plaży momentalnie objęła barki kobiety prawą ręką i przylgnęła ciałem do jej boku. Lewą dłonią ujęła obie pozornie nieruchome dłonie. Delikatnie, nie naciskając. Szybko obrzuciła spojrzeniem brzeg. Te dziwne mugolskie domki na kółkach zaparkowane nad brzegiem. Niewielkie ognisko, grupka ludzi nieco od nich młodsza. Mężczyźni i kobiety w tych ich nienaturalnych kostiumach, które nic ostatecznie nie zakrywały i deski ustawione na plaży. Nic podejrzanego. Przycisnęła do siebie mocniej Urd. - Kogo widzę? Kto Cię niepokoi? - Zapytała szukając celu. Spojrzeniem obiegła plażę ponownie. Jej wzrok padł na mężczyznę zmierzającego plażą. Szedł pochylony i roześmiany w stronę fal. Tam leżała obmywana falami postać. Czarne włosy oblepiały twarz, szare ciało lśniło wilgocią. Nieruchoma, podobnego wzrostu. - To nie ona Urd. - Powiedziała spokojnie z absolutnym przekonaniem podczas gdy postać podniosła się powoli na rękach. Nosiła szary, lśniący od wody kombinezon ciasno oblepiający jej ciało. Teraz już nie szary bo oblepiony piaskiem. Rzeczywiście była podobna. Podobna postura i układ twarzy a nawet długość włosów. Ceolsige obróciła głowę i spojrzała na Urd. - To nie ona. - Powiedziała tonem, który mógłby uchodzić za słowo stworzenia. Przyciągnęła mocniej do siebie kobietę w niemożliwej próbie wtulenia jej w siebie. RE: [Jesień 72, 17.10 wybrzeże | Ceolsige & Urd] Gasisz we mnie wojny - Urd Nordgersim - 21.09.2026 Kochała wodę, kochała morskie fale, kochała to uczucie, gdy za sprawą skrzeloziela, mogła utonąć w bezkresie oceanu. Kochała. A jednak teraz brakło jej powietrza, brakło jej tchu, jakby pozostawianie na powierzchni miało ją udusić. Nie zauważyła Ceolsige, nie usłyszała jej słów z oczyma szeroko rozwartymi, utkwionymi w topielicy, która wstała. Jeszcze przez moment, przez krótką chwilę los drwił z niej mirażem, kłamstwem, lękiem i koszmarem najgłębiej zatopionym w sercu. Dopiero po tej chwili trwającej wieczność zachłystnęła się zimnym haustem bryzy, zmieszanym z zapachem towarzyszki, dopiero po chwili zauważyła, że drżące ciało otaczają ciasno ramiona drugiej kobiety. Skłoniła głowę i ukryła w załomie jej szyi, nie będąc w stanie oddać uścisku, ale zdecydowanie będąc w stanie oddać jej swoje łzy. – Myślałam… myślałam… – próbowała przebić się przez własny szloch, rozpaczliwą próbę ciała w zrzuceniu napięcia, w wymuszonym przebudzeniu, w powrocie do rzeczywistości. – Nie wybaczyłabym sobie wiesz? Nie wybaczyłabym sobie nigdy gdyby… gdyby ona… – w końcu dłonie zmuszone przez niewidzialne sznurki woli uniosły się, by ukorzenić się na plecach drugiej kobiety, w końcu dała się ponieść objęciu, ukołysać, a oddech choć wciąż rwany powrócił do niej w pełni, gdy osiadła w porcie bezpiecznych ramion, pewnych ramion, stabilnych ramion. Pozwoliła jednak łzom płynąć, bo nie dała im płynąć tamtej nocy, gdy wysłuchała opowieści o Dunwich. Wtedy musiała być dzielna, wtedy musiała być wściekła i punktować im jak nierozważne były, jak mało się zabezpieczyły przed potencjalnymi zagrożeniami, jak mogły już nigdy stamtąd nie wrócić. Obie. Teraz mogła opowiedzieć bez słów o swojej bezsilności, o strachu, o odpowiedzialności, przed którą próbowała uciec w świat, a która przywiała ją na powrót do spalonego miasta. I ktoś mógłby zarzucić jej, jak zrujnowała przyjemny i lekki spacer, ale ulga, która zaczęła powoli spływać na odrętwiałe ciało, bezpieczeństwo, które poczuła przy trwającej obok kobiety więcej warte były niż płoche przyjemnostki, których na przestrzeni lat zebrały cały słoik. Różnica była subtelna, ale wyczuwalna, gdy drżenie wyciszyło się i przeszło w pełni świadome wdzięcznością objęcie. Ktoś gwizdnął im za plecami, ale nie dbała o to. Liczyło się tylko to, że Sige była obok. Że nie dała jej się zatracić w najczarniejszych z czarnych myśli, że wyłowiła ją z odmętów własnego strachu. – Głupia jestem… – wymamrotała jej we włosy – …przecież serek doskonale sobie radzi w wodzie nie tylko jako foka – podciągnęła nosem, ale nie chciała się odsuwać. Pomijając fakt, że nos miała pewnie opuchnięty jak kartofel, jeszcze by jej się chciało publicznie pocałować czarownicę w spiczastym kapeluszu. Niezbyt rozsądne, ale jakie kuszące… RE: [Jesień 72, 17.10 wybrzeże | Ceolsige & Urd] Gasisz we mnie wojny - Ceolsige Burke - 26.09.2026 Dłonie w harmonii z ruchem Urd objęły ją w pełnym uścisku. Czuła jak się uspokaja. Mimo dzielących ich warstw odzienia miała wrażenie, że pod falowaniem oddechu wyczuwa jeszcze uderzenia jej serca. Psychicznie bardziej stabilna niż fizycznie odsunęła za siebie kawałek nogę by stanowić mocniejszy punkt podparcia dla słodkiego załzawionego ciężaru jaki teraz do niej przylgnął. Prawe ramię, którym jeszcze przed chwilą mocno dociskała do siebie kobiety rozluźniło się nieco i przesunęło po łopatce. Zahaczając palcami o rozwiane pasma jasnych włosów dłoń pogładziła plecy. Powolnym ruchem, po łuku delikatnie dociskając gładziła plecy towarzyszki od łopatki do krzyża. Lewe ramię otulało obręcz barkową. Pilikiem przylgnęła do wtulonej w siebie jasnej główki. Zerknęła jeszcze kątem oka w stronę plaży. Nie tak dawno razem z Brynją i Henrym leżała wyczerpana na nabrzeżu. Zziębnięci i ledwo żywi. "Serek doskonale sobie radzi". Usłyszała mamrotanie Urd przy uchu. Wydawała się uspokojona i nieco odprężona. Tym razem łuk prawej ręki był odrobine dłuższy, i ześliznął się po boku Urd by na chwilę trafić do kieszeni szaty Ceolsige. Tam natrafił na rękojeść różdżki. Delikatnie obróciła głowę głaszcząc polikiem włosy kobiety. W oddali dostrzegła jakiegoś mężczyznę, który przyglądał im się. Zbyt rozbawiony. Po gwiździe pojawiło się gniewne i zaskoczone "Au. Do czorta! Kto to rzucił?!". W tej samej chwili dłoń powróciła do gładzenia pleców. - Doskonale sobie poradziła. - Odparła spokojnie. Powinna mieć na twarzy złośliwy uśmieszek ale rozpłynął się w ciepłym wyrazie jakby otaczający ich świat był tylko nudnym rozpraszaczem. Ona natomiast odruchowa skupiła się na najważniejszym skarbie. - Nic jej nie będzie ale oczywiście nie będę wstrzymywać twojej potrzeby owinięcia jej ochronnym, siostrzanym kocykiem. - Widząc, że Urd uzyskały bezpieczna stabilność pozwoliła sobie na żartobliwy ton. Nie zauważyła kiedy ale między słowa jej krótkiej wypowiedzi wkradł się mały pocałunek jaki złożyła na głowie kobiety. Urd jeszcze całkiem niedawno raziła je obie pijackimi gromami w pełnoprawnej pozie rozgniewanej bogini sztormów świata. Ceolsige doskonale pamiętała długie wywody choć teraz sobie uświadomiła, że nie do końca pamięta treść. Z pewnością Urd była dotknięta, wzburzona, zdenerwowana i trochę wstawiona. - Jeszcze raz przepraszam, że nie dałam Ci znać ale zdawała się wiedzieć co robi i ten młodzieniec wydawał się kompetentny w martwieniu się o nią. - powiedziała miękko. Miała wrażenie, że zostało to już kilkukrotnie powiedziane ale nie zaszkodzi przypomnieć starszej siostrze, że ktoś poważnie traktuje jej troskę o małą foczkę. - Liczę, że jak zostaniesz dłużej to zyska w twoich oczach na … Cheddar na przykład. - Drobny żarcik, na koniec. Nie poluźniła objęcia, mimo, że miała ochotę posłuchać ciszy płynącej z ich złączonych warg. Ale jak tylko się chociaż odchyli… !BINGO C5 RE: [Jesień 72, 17.10 wybrzeże | Ceolsige & Urd] Gasisz we mnie wojny - Pan Losu - 26.09.2026 Walentynkowe Bingo adres pola: C5 wariant: 1 typ: prompt Bezsenność.
Jedno z was śpi spokojnie, a drugie leży obok, wpatrując się w znajomy profil twarzy w półmroku. Śledzi rytm oddechu, linię ust. Wydaje mu się, że zna to ciało na pamięć: nauczył się go tak, jak zdobywa się wiedzę o świecie lub magii. Bezsenność staje się czasem na obserwację. RE: [Jesień 72, 17.10 wybrzeże | Ceolsige & Urd] Gasisz we mnie wojny - Urd Nordgersim - 28.09.2026 Urd nie miała zamiaru się odchylać, pocałunek nie był bliskością, której teraz potrzebowała. Sama siebie nie określiłaby mianem tchórzliwiej, lubiła ryzyko i lubiła wysoką stawkę. Czego nie lubiła, to myśli, że jej ukochanej siostrze mogłoby cokolwiek grozić. Czego nienawidziła, to bezsilności, wobec tych wszystkich sytuacji, w której jej siostrze coś groziło, a ona nie pomogła jej, nie ochroniła, nie przyjęła ciosu na siebie. Ten lęk, ta obawa, ta gorzka bezsilność ściągnęła ją na powrót do kraju i przez moment była ukojona na tyle, aby nie uniemożliwiać normalnego funkcjonowania. Opowieść o Dunwich (pod moim nosem!) obudziła ten lament, wrzask, to wiadro lodowatych emocji na nowo. Przechodziły przez nią dreszczem, przechodziły falami wytracanego ataku paniki, który rozkładał się miarowo w objęciu znajomych ramion, w otoczeniu znajomego zapachu, w otuleniu znajomym głosem. Ceolsige wiedziała co powiedzieć, by to wszystko ukoić, Ceolsige nie przebierała w środkach, by dawać jej gwarancję, w którą chciała wierzyć. – Być może tak będzie… – mimowolnie uśmiechnęła się na wzmiankę o chedarze, mamrocząc jej w płaszcz i nie chcąc jeszcze się odsuwać. Nie chcąc odsuwać się nigdy. Słyszała wołanie morza. Trudno było je zignorować. Jej krew determinowała tęsknotę, która nakazywała jej nocą moczyć się w wannie. Jej krew modulowała magię strunami głosowymi, pozwalając roztaczać wokół siebie wizję światów odległych i nierealnych, podyktowanych li tylko wyobraźni pieśniarki. Jej krew rezonowała z północnym wiatrem, który gnał ją po całym świecie. Ale tu i teraz, w ramionach Ceolsige, myślała o tym, że nie chce się dać porwać temu wiatrowi i jakby straszna i przeraźliwa nie była latarnia w Dunwich, to właśnie w ten sposób widziała swoją nieco młodszą kuzyneczkę z którą łączyło ją tak wiele. Ciało… mogło mieć swoje pragnienia, lecz to było złudne i chwilowe. Dusza… mogła dawać się ponieść chwili i tęsknotom. Ale razem, w całej harmonii, ta która zwykle czmyhała niczym melodia wypchnięta z płuc, chciała teraz zostać, osiąść, jak wilgoć na grubych wełnianych płaszczach. Zatonąć jak galeon wypchany skarbami, aby stać się legendą niemożliwą do odnalezienia, ale też… spokojnością. Miejscem ciszy. Wytchnienia. – Znudził mnie ten spacer. Za dużo ludzi. – Nawet nie udawała, że to jest kłamstwo. Nie trzeba było być mistrzynią dedukcji, żeby się rozeznać w tej sytuacji. Norgersim wierzyła jednak, że jest między nimi obopólne zrozumienie tej sytuacji. Wycofały się więc z piaszczystej plaży, która przyniosła jej nieprzyjemną wizję, tylko po to by powrócić na tereny dziadka Burke. Potrzebowała chwili by nakierować rozmowę na inne tory, ale złotousta paserka wyszła jej w tej potrzebie na przeciw. Temat lekki był przyjemnym okryciem dla emocjonalnego ciężaru, który pozostawiła za sobą na tamtej plaży, nie obdażając leżącej na piasku dziewczyny nadmierną uwagą. Żadną uwagą… nie chciała o niej myśleć, ani jej wspominać, a jedynym do tego sposobem, było wsłuchać się w słowa tkane dla niej i tylko dla niej. Artefakty, opowieści o duchach, lokalne mity i to jak bardzo były one bliskie, czy dalekie od prawdy… To było coś czego Urd mogła słuchać dzisiaj, w czym mogła utonąć. – Żałujesz, że nie mogę przemienić się w fokę? – zapytała nieoczekiwanie znad kubka gorącej, o dziwo wcale nie alkoholizowanej herbaty. – Właściwie chciałam się Ciebie o to zapytać już kiedyś, jak dowiedziałaś się, że to Bryndza może bez problemu nurkować w oceanie o każdej porze roku. Może to moja nadinterpretacja, ale zdawałaś się być wtedy… rozczarowana? – Jedna skóra, nie mogły nic na to poradzić. Dlaczego ich matka nie chciała jej mieć w Norwegii - żadna nie chciała to wnikać, najważniejsze, że spadek znajdował się w rękach odpowiedniego pokolenia, które mogło z tego korzystać. Siostry jednak były dwie, a Urd… Urd chciała tylko, żeby jej mała siostrzyczka była bezpieczna. Ze skórą - jak jej się zdawało - miała większe szanse, a na pewno większą zabawę. Tymczasem teraz zielone morzem oczy wpatrywały się uważnie w Ceolsige. Urd nie wątpiła że dostanie możliwie dyplomatyczną odpowiedź, zamierzała mimo wszystko czytać między wierszami, licząc ile razy wzrok rozmówczyni zapodzieje się w okolicach jej własnych warg. Na pocałunki zdawało się być jednak jeszcze nieco za szybko. Kiedyś, gdy było to dla zabawy, była gotowa rozdawać całusy na prawo i lewo. Teraz jednak… Teraz miała poczucie, że jest w tym wszystkim coś więcej. Te księgozbiory. Niosły ze sobą pewien gatunkowy ciężar. RE: [Jesień 72, 17.10 wybrzeże | Ceolsige & Urd] Gasisz we mnie wojny - Ceolsige Burke - 02.10.2026 Słowa Urd powitał z ciepłym uśmiechem zrozumienia. Ledwie kiwnęła głową w wyrazie przyzwolenia na zakończenie spacer. Spokojne otoczenie ciepłej werandy towarzyszyły im w dalszym spotkaniu. Siedziały osłonięte od wiatru przez rząd gęstych cisów. Ich głosy były tylko ich własne podczas gdy każdy dodatkowy dźwięk ginął w szumie przetaczającego się górą wiatru. Wygodne krzesła i ławka stały dokoła drewnianego stolika przytulonego do ażurowej ścianki dekorowanej w górnicze stylizacje. Stylizacje przystające do historycznego związania okolicy z kamieniołomami i kopalniami w okolicy. Szczegół będący podobnie jak sporo część reliktem dawnych lat i podobnie jak wszystko skrzętnie zadbanym i regularnie restaurowanym. Krzesła podłoga i stolik miały w sobie ten szczególny klimat czegoś starego, czegoś co widziało historię, która była ceniona. Pośród tych reliktów wypoczywały dwie kobiety. Znane sobie od lat, bywające już tu w podobnej sytuacji jako dzieci i młodzież. Teraz dorosłe, bogatsze o doświadczenia i stabilniejsze w osądach siedziały naprzeciwko siebie owiewając siebie spojrzeniami przemykającymi pomiędzy obłokami parującego naparu oraz rozwiewającego się z wolna tytoniowego dymu. Ceolsige schowała wyczyszczoną fajkę do kieszeni spódnicy. Rozpięty płaszcz luźnymi połami spływał po bokach krzesła opierając się samym rantem o drewnianą podłogę. Spod niego wystawała butelkowo zielona, dopasowana koszula zapinana na rząd jadeitowych guzików w kształcie łezki. Dopasowany krój koszuli przykryty był przez luźno puszczone kręgi purpurowego szalu, który w zaciszu werandy został rozwinięty spod szyi odsłaniając jej smukłą linię. Spódnica powolnie falowała w takt ruchów kiwającej się założonej na druga nogę lewej nogi, której czarny czubek buta pojawiał się rytmicznie w kolejnych fazach. Pytanie wywołało delikatne uniesienie brwi. Zaskoczenie taką zmiana tematu przemknęło ledwie w tym ruchu nie zmieniając wcale przyjaznego uśmiechu. Ceolsige odchyliła się bardziej na oparciu krzesła niedbałym ruchem dłoni zabierając z pleców jasny warkoczy i następnie odrzucając do za plecy. Machinalny odruch, niepotrzebny w tym momencie. Zaczekała aż pytanie przebrzmi. Ułożyła swobodnie splecione dłonie na wysuniętym kolanie i zaciągnęła się głębszym oddechem. Spojrzeniem przemknęła po twarzy Urd badając rysy jej twarzy, wyraz jej oczu, układ jej ust, linie policzka, kość gładką skórę, szyję… Niby niedbale jakby obserwacja była celowym procesem a nie mimowolnym działaniem, które tak łatwo wymknęło się spod świadomego działania skierował swoje błękitne oczy w morską zieleń. – Czy żałuje? – Nie odpowie pytaniem na pytanie. Nie było to elegancki ale jednocześnie w odpowiedzi nie było nic prostego. Dla niej było to proste, jednak wyjaśnienie każdego niuansu byłoby czasochłonne i wymagałoby dodanie kolejnych kontekstów. Przechyliła nieco głowę. – Trochę czasu minęło. – Zaczęła ostrożnie. Pamiętała, ale wiedziała że pamięć jest subiektywna i zmienna. – Żałuję głównie dlatego, że tobie wydaje się tego brakować. – Odparła pierwsza myśl zgodnie z prawdą. Prosto, treściwie i bez epopei. – W mojej wyobraźni jest wiele skojarzeń z syrenami. Zmysł estetyki jaki wyprodukowałam sobie przez lata zdaje się cenić wyeksponowanie pewnych kształtów, zwyczajowo kojarzonych z kobiecymi. Przejawia się to w pewnym zamiłowaniu do określonych krojów szat i słabością do syrenich rewii. – Początkowo poważny ton nabierał stopniowo wydźwięku towarzyskiej pogawędki. Mówiła o sobie ale też o niej i w jakimś zakresie o nich obu. Jednak rzeczy, które są ważne już zostały powiedziane. – Pamiętam pewne rozczarowanie. Jak wiesz egzotyka rzeczy i osób budzi moje naturalne zaintrygowanie. Impuls, słabość której lubię ulegać w rozsądnych ilościach. Jest coś kuszącego w wyciągnięciu się na miękkim futrze i coś hipnotyzującego w tym jak porusza się ten uroczy ssak. – Kontynuowała odpływając wzrokiem na chwilę w górę i w bok jakby wytwarzała przed oczami pewien obraz. Uśmiech zmienił się na chwilę w grymas rozbawienia nim powróciła uwagą do towarzyszki. – Nie jest to jednak stabilne dokuczliwe łaknienie, którego pełna świadomość przypływa wraz z pojawieniem się celu tęsknoty. – Dodała już miło podczas gdy jej twarz powoli odpływał w ten rozmarzony wyraz dostępny tylko dla oczu Urd. – Żałuję bardziej, że częściej nie zdarza mi się znaleźć opalonej blondynki w moich sieciach pośród wypraw. RE: [Jesień 72, 17.10 wybrzeże | Ceolsige & Urd] Gasisz we mnie wojny - Urd Nordgersim - 04.10.2026 Pozwoliła sobie na swobodne przetoczenie oczu wewnątrz kształtnych oczodołów, na wspomnienie o tym, że jej samej miałoby tego brakować. Dyskomfort sprawiał jej brak dostępu do morza, tudzież jakiejkolwiek sadzawki z kryształowo czystą wodą, i to właśnie ten dyskomfort budził jej dyskomfort. Oczywiście, pozostawała nienasycona ciekawość dotycząca jej foczej formy, której ni jak nie mogła zaspokoić. Prawda jednak była taka, że Urd cieszyła się, że to nie jej przypadła w udziale ta cała heca ze skórą. Miała w głowie całkiem prawdopodobny scenariusz, w którym gdzieś kiedyś po pijaku zastawiłaby go w skazanym na porażkę zakładzie. Pod tym względem była wdzięczna losowi, że nigdy nie dała się tak przyczepić do kawałka futra. Tymczasem Ceolsige mówiła, jak zawsze bardzo obszernie odpowiadając na jej pytanie. Kobieta pozwoliła sobie nie wtrącać się i nie dodawać, że selkie w przeciwieństwie do syren i trytonów nie mają cycków wywalonych do pozbawionego krępacji podziwiania. Nie powiedziała nic na temat rozsądnych ilości impulsów, którym Ceolsige potrafiła się poddawać, a które absolutnie rozsądne nie były. Uśmiech błądził jej po ustach, gdy sobie słuchała tej odpowiedzi z zaszytym komplementem jej obecnej sytuacji, mając też świadomość, że intryguje Ceolsige na pięć tysięcy sześćset osiemdziesiąt dwa inne sposoby. Sam fakt braku możliwości przemiany w futrzaka nie umniejszał przecież kolejce mniejszych i większych aspektów jej osoby, które przyciągały młodsza blondyneczkę wprost w jej objęcia. Sieci… dobre sobie, kto tu kogo złapał? Patrząc na ich wieloletnią historię przeróżnych przygód, Urd była niemal pewna, że statystyki przemawiały na jej korzyść. Zamiast więc odpowiedzieć jak człowiek, odpowiedziała jej jak selkie. Otworzyła usta i pozwoliła przestrzeni rozpłynąć się w wizji podwodnego świata. Czarująca (dosłownie i w przenośni) melodia niosła ze sobą opowieść o słodkiej niewinności i tańcu dwóch rozkosznie cukierkowych, jasnowłosych syren, które po sielankowych tańcach i harcach opadły zmęczone na wielką muszlę, by spleść swoje włosy w jeden gruby, niemożliwy do przerwania kłos. Koniec sesji
|