Secrets of London
[20-22.10.1972] Przeklęta klątwa - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [20-22.10.1972] Przeklęta klątwa (/showthread.php?tid=6487)



[20-22.10.1972] Przeklęta klątwa - Richard Mulciber - 28.09.2026

20 października 1972r.
Kamienica Mulciberów

W tym miesiącu, Richard do Anglii wracał częściej niż planował. Niespodziewana śmierć kuzyna Donalda i upierdliwa klątwa w kamienicy, co spokoju mu nie dawała. Na pomoc drugiego kuzyna Alexandra nie miał co liczyć. Z takim jego podejściem i zachowaniem, daleko ich ród nie zajdzie. Do Richarda wciąż ta informacja nie docierała. Pierw stracił brata, a chwilę temu kuzyna. Dwóch rozsądnych członków rodziny w jego ocenie.

Dzisiaj zjawił się w celu rozprawienia z klątwą i spróbowaniu znalezienia kontaktu do klątwołamacza. Zakładał, że Robert na pewno jakiegoś szukał, miał kontakty.

Zjawiając się w kamienicy, po odprawieniu skrzata ze swoją torbą podróżną i sowami, udał się do gabinetu siadając przy biurku. Otwierał każdą szufladę przeszukując wszelkie listy i wizytówki kontaktowe.  Większość z tego, Richard wyciągał na blat biurka, nie przejmują na razie tym syfem sadzy. Przeglądał wszystko w rękawiczkach. Część kontaktów była mu znana, inna wręcz przeciwnie. Aż w końcu znalazł. Klątwołamacz.

- Jednak szukałeś…
Rzekł do siebie, zakładając, że Robert faktycznie szukał kontaktu do klątwo łamacza, w swojej sprawie. Ale nie było pewne, czy tego kontaktu dokonał.

Nie zastanawiając się, Richard sięgnął po pergamin i pióro, otwierając atrament. Zaczął pisać list z prośbą o spotkanie. Ów list wysłał po chwili swoją sową. Pozostawało mu czekać na kontakt zwrotny. A tymczasem, posprzątał na biurku, zamknął szufladę i ogarnął się trochę, zdejmując wierzchnie ubranie. Skrzat przygotował mu posiłek wieczorny, a po nim, Richard znów wrócił do gabinetu, dalej przeglądać zawartość biurka. Wszystkie listy, wizytówki i inne papiery, które Robert trzymał w zabezpieczonych nawet szufladach. Znajdowały się także wybrane z podpisanymi inicjałami. Tutaj Richard zastanawiał się, czy to czasem nie były te od śmierciożerców. Odłożył je na bok, przeznaczone do spalenia. Co też później uczynił, rozpalając kominek w salonie. Spalił wszystkie listy, jakie Robert otrzymywał od śmierciożerców, które jeszcze się zalęgły w biurku. Pamiętając jego nieostrożność, gdy Lorien to odkryła i Chester się wkurzył.

"Po co to trzymałeś…" – zastanawiał się w myślach Richard, patrząc na pochłonięte ogniem ostatnie "tajne liściki". Westchnął zapaliwszy papierosa. Zerknąwszy przy tym w stronę ściany, gdzie pojawiły się dłonie. Przywykł do ich obecności. I nie przeszkadzały by mu, gdyby nie ta upierdliwa sadza, której nie da się w żaden sposób pozbyć. Rozglądając się po salonie, mógł stwierdzić jedno.

- Remontu przy tym chyba też nie da się zrobić.
Mógłby spróbować wynieść dywany i sprawdzić w jakim stanie byłaby podłoga. Czy miałaby czysty ślad podłogi? Nie stać go było na wymianę wszystkiego. Przechodząc do korytarza, spojrzał na dywan, który Lorien nienawidziła. Obrzydzał ją tak, jak jego fotel biurowy ojca, ten sam, na którym siedział też Robert.
Sentyment…

21 października 1972r.

Sowa ze zwrotną odpowiedzią od klątwołamacza, przyleciała przed południem. Czarodziej zgodził się na spotkanie, wyznaczając kolejny dzień na wizytę oględzinową. Oznaczało to dla Richarda, że kolejny dzień będzie musiał przeczekać, zajmując się innymi sprawami. W takim razie, zajął się zaległą korespondencją, która czekała na niego z ostatnich dni. W tym, zleceń na świece i kadzidła. Niektórzy klienci zapominali o tym, że adres zmienił.


22 października 1972r.

Nadszedł w końcu ten dzień. Richard czekał na klątwołamacza w salonie, paląc papierosa. Gdy rozległo się pukanie, skrzat otworzył drzwi i wpuścił gościa, prowadząc go do salonu.

- Dzień dobry. Maxymilian Travers. Klątwołamacz.
Przedstawił się mężczyzna podchodząc, aby przywitać się uściskiem dłoni.
Richard podszedł do niego, uścisnąwszy dłoń.
- Richard Mulciber. Dziękuję, że Pan przyszedł.
Odpowiedział z nutą wdzięczności w głosie.
Mężczyzna rozejrzał się po salonie, dostrzegając znajome ślady sadzy na wielu powierzchniach.
- Z jakim rodzajem klątwy mamy do czynienia?
Zapytał, pozwalając sobie na rozejrzenie się.
- Sadza, której nie da się pozbyć. Nocą pojawiają się w losowych miejscach obce dłonie. Spać też się nie da. Jakby ktoś jeszcze tutaj mieszkał i dusił.
Przedstawił Richard tyle, co zaobserwował w tym rodzinnym domu.
Klątwołamacz pokiwał głową ze zrozumieniem. Nie było dla niego to nic nowego.
- Pojawiła się w noc spaloną w Londynie? Kiedy to było… 8 września?
Zapytał, spoglądając na Richarda.
- Tak. Dokładnie tej nocy.
Potwierdził marszcząc brwi.
- To będzie problem Panie Mulciber. To rodzaj klątwy, który nie jesteśmy wstanie zdjąć. Nie jest Pan pierwszą osobą, która nas o to prosi. Nie spotkałem się z taką siłą, takim rodzajem czarnej magii, którą mógłbym nazwać… Czarną klątwą? Nie pomogę Panu.
Richard nie był pocieszony tą informacją. Klątwołamacz, który nie potrafi pozbyć się klątwy. Odwrócił wzrok od mężczyzny przenosząc na ogród za oknem.
- Belenos Pana odprowadzi.
Skrzat, który wciąż tutaj był przy rozmowie, wskazał kierunek Traversowi.
- Do widzenia.
Pożegnał się mężczyzna, nie zabierając więcej czasu. Jednakże było mu trudno mówić takie słowa, że nie może pomóc. A najpewniej chciałby. Bo przecież za swoje usługi, mógłby zarobić.

Słysząc oddalające się kroki klątwołamaca, Richard przeklął, omal nie zgniatając niedopalonego papierosa w dłoni.

- Kurwa… Jak tego nie zdejmę w inny sposób, napiszę do niego.
Na myśli miał Toma Riddle’a. Zastanawiało też Richarda, dlaczego musiał wybrać sobie jego kamienicę za cel klątwy. Czym jeszcze Robert mu podpadł, czego Richard nie wiedział?
Wściekły, zgasił papierosa w popielniczce. Zabrał płaszcz i wyszedł z domu. Potrzebował się przewietrzyć, pomyśleć.


__________________________
Spalona Karta "Dłonie"
Zawada: Uzależnienie I (papierosy)


Koniec sesji