Secrets of London
[12.1969] Jaki Czarny Pan, taki mroczny znak - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: [12.1969] Jaki Czarny Pan, taki mroczny znak (/showthread.php?tid=6495)



[12.1969] Jaki Czarny Pan, taki mroczny znak - Atreus Bulstrode - 03.10.2026


Wczorajszy wieczór zakończył się… w sumie Atreus wcale nie był pewien jak. Ważne, że obudził się we własnym łóżku, bo wiadomo - tam obudzić było się najlepiej. Co z tego że we wczorajszym ubraniu, trochę śmierdzącym alkoholem. To akurat nie był żaden problem. Problemem natomiast było już to, że należało wstać do pracy i pośpieszyć do Ministerstwa Magii.

Wyglądał na okropnie wymiętego przez życie i wczorajszego. Mundur zapięty nie do końca, ale cholera, jak on nienawidził tych wdzianek. Do tego jego partner we wczorajszej zbrodni, czyli Stanley Borgin, gdzieś mu się zagubił. Nie był tylko pewien, czy siedział w którymś z pomieszczeń służbowych, lecząc kaca, czy może w ogóle dzisiejszego dnia nie dotarł do pracy. Będzie trzeba to potem zbadać, ale aktualnie otulał dłońmi kubek z kawą, która miał nadzieję, że uratuje mu życie. Gdyby nie to, że musiał się tak śpieszyć, to pewnie wybłagałby u Florence o jakiś wzmacniający eliksir. Ceną co prawda byłoby oceniające spojrzenie i pewnie parę pouczających słów, ale czuł się tak marnie, że byłby w stanie to znieść, byle tylko poczuć się lepiej.

Orion, całe szczęście, też jeszcze nie wpadł na niego na ministerialnych korytarzach. Bo jeśli Atreus uważał, że Florence byłaby niezadowolona z jego stanu, to starszy brat był zupełnie inną ligą – tą nieco bardziej irytującą, wobec której brakowało mu pokory. Ale najgorsza nie byłaby pyskówka, w jaką by się z nim wdał, tylko to że Orion najpewniej odmówiłby mu jakiejkolwiek dalszej pomocy z ewentualną papierkową robotą.

Siedział na ławeczce, która ustawiona była przy pomieszczeniu, które robiło za szatnię. Wciąż było przed południem, wciąż męczyła go głowa i wszystko było za jasne czy głośne, ale przynajmniej przebrnął już przez jeden briefing, który urządził kursantom jeden ze starszych aurorów, którzy nadzorowali młodszych kolegów.

— Nie masz czegoś na ból głowy…? — zapytał, zaczepiając Victorię, która znalazła mu się w zasięgu wzroku. Może nie wyglądała na taką, która w podobnie cierpiętniczy sposób przychodziłaby do pracy, ale na pewno już na kogoś zapobiegawczego. Liczył więc chyba na to, że może ma w szafce jakieś eliksiry.