Secrets of London
[31.10 jezioro Windermere | Violet & Samuel] Dance me - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150)
+---- Wątek: [31.10 jezioro Windermere | Violet & Samuel] Dance me (/showthread.php?tid=6506)



[31.10 jezioro Windermere | Violet & Samuel] Dance me - Samuel McGonagall - 09.10.2026

31.10

Myślał o tym bardzo dużo.

Myślał o tym podczas pracy.

Myślał o tym podczas odpoczynku.

Myślał o tym rozmawiając z tymi z którymi pracował, myślał o tym kiedy milczał.

Panna Avery rozbudziła w nim potrzebę, która zgasła równie szybko jak ociosana drzazga wyłuszczona z łuczywa. Własne stoisko, chwalenie się rzeźbami, które ponoć był bruistyczne przez to piękne, prymitywne, przez co intrygujące. Był umęczony, jego ciało krzyczało o odpoczynek, ale zapalił się do tego pomysłu. Amulety, zwierzęce totemy, wisiorki i duperelki, które pełniły funkcje ochronne i estetyczne. Które niosły ze sobą odrobinę ciepła.

Nie były przydatne, większość nie. Dłonie miał naznaczone odciskami a jego umysł niebezpiecznie zbliżał się do granicy, w którym klątwa żywiołów nie byłaby niespodzianką, a wręcz oczekiwanym gościem. Kumulacja stresu, niedospania i poczucia obowiązku wobec wszystkich którym obiecał pomóc… Nie chodziło o to, że żałował. Chodziło o to, że pojawiając się na sabacie naraziłby wszystkich.

Dlatego zgodnie ze swoim nowym sabatowym zwyczajem, odwiedził przedpołudniem Mabel by zjeść z nią ciasto. Nie dał się sprowokować Karlowi, pojawił się w Little Hangleton, by dopilnować straganów, a potem uciekł. Uciekł stamtąd co prędzej, zabierając kilka produktów, które przyjął od swoich zleceniodawców z niezręcznym uśmiechem. Nie był osobą nawykłą do pikników - było to w jego mniemaniu zajęcie dla mieszczuchów, którzy chcieli udawać, że mają jeszcze w zgniłych sercach połączenie z natura. Ostatecznie jednak zabrał słoiczki, chleb owinięty w płócienną szmatkę, ser i pęto kiełbasy, butelkę wina i kosz owoców. Zabrał ze sobą koc oferowany przez panią Wesley i zabrał drewniany amulet wciśnięty w dłoń.

Zabrał wszystko. Swój strach i przemęczenie. Zabrał drżenie człowieka, który w ostatnim czasie wymagał od siebie zbyt wiele.

I w końcu dotarł w to miejsce, które poznał magią uwolnionych elfów kilka tygodni wcześniej. Kwiaty zakwitłe wkoło już obumarły, a słońce dopiero zaczęło snuć się ku zachodowi. Zdawało mu się, że gdy przed momentem opowiadał o tym miejscu komuś w Little Hangleton, o jeziorze Windermere, to oddawał piękno tego miejsca. Teraz jednak zdał sobie sprawę z tego, że słowa pozostawały bezbronne wobec uroku. Wobec piękna. Wobec prawdy.

Rzeczy opadł na miękką trawę, podobnie jak zrzucił z siebie ubrania i nie bacząc na chłód zanurzył się w jeziornej wodzie, póki słońce nie opadło zupełnie, tak aby spłukać z siebie trud, otrzeźwić umysł przed nadchodzącą nocą zjednoczenia dusz, żywych i umarłych. W torbie miał też świece, miał zmniejszone gałęzie gotowe do ułożenia ogniska. Będzie to małe ognisko, ofiarowane szczerą intencją bardziej niż dłońmi kapłanów, ale na razie… na razie oddał się zimnej wodzie i mgle niespiesznie zasnuwającej milczącą taflę.


RE: [31.10 jezioro Windermere | Violet & Samuel] Dance me - Violet Greengrass - 10.10.2026

Całą uwagę skupiała na blado świecących grzybach. Pęseta zawisła tuż nad delikatnym kapeluszem największego okazu.

Ktoś mógłby ją zapytać co tutaj robiła, ale przez dwa dni trudno byłoby od razu zauważyć krogulca, który za nim podążał. A w październiku krogulce nie zmieniały upierzenia.

Gdzieś po jej lewej stronie trzasnęła sucha gałązka. Jest! jest!

Dziecięca radość o mało nie przedostała się na twarz. Kiedy to w Little Hangleton siedziała plecami do sąsiedniej loży, udając głębokie zainteresowanie zaschniętymi kręgami po kuflu kremowego piwa, rozważała możliwość, że zasłyszana rozmowa okaże się czymś więcej niż tylko zrządzeniem losu. Jego głos przebijał się wówczas przez gwar, zdradzając nazwy roślin, wskazówki topograficzne i szczegóły, których człowiek nieprzywykły do obcowania z przyrodą zapewne nie uznałby za warte zapamiętania. Wspomniał o tym skrawku lasu, o jeziorze, o konkretnym punkcie orientacyjnym.

Wystarczyło jej to za zaproszenie.

Viola ostrożnie odcięła pojedynczy świecący grzyb i umieściła go w szklanej fiolce, dodając szczyptę mchu konserwującego wyjętego z torby. Zakręciła wieczko, po czym schowała kielnię, pędzelki oraz pozostałe przybory. Następnie ruszyła wzdłuż ścieżki, zagłębiając się w gęstwinę, gdzie splątane jeżyny i młode ostrokrzewy tworzyły nieprzebytą ścianę. Buty nie wydawały najlżejszego dźwięku na wilgotnej ściółce. Rąbek spódnicy zaczepiał o ciernie.

Dwadzieścia metrów dalej znalazła dogodne miejsce do obserwacji. Rozłożyste korzenie powalonego buka tworzyły naturalną kryjówkę. Pannica sadowiła się w wilgotnym zagłębieniu, nie bacząc na chłód przenikający przez materiał. Kiedy ostrożnie przesunęła się wzdłuż korzeni i zeszła niżej, dostrzegła na brzegu pozostawione przedmioty.

Nie musiała długo szukać sprawcy tego nieporządku, ponieważ jego sylwetka majaczyła w jeziorze. Ostatnie promienie słońca oblepiły ramiona mężczyzny białawymi strzępami. Jak pączuś w maśle, pomyślała.


RE: [31.10 jezioro Windermere | Violet & Samuel] Dance me - Samuel McGonagall - 12.10.2026

Samuel nie był świadomy wielu spraw, ale tego konkretnego dnia najmniej był świadomy uszy i oczu czujnie śledzących to co mówił i robił. Jego prostolinijność w zbyt oczywisty sposób wynikała z faktu, że nie uważał się za kogokolwiek istotnego w szalenie aktywny sposób. Kogo mogłoby obchodzić co się z nim stanie? Gdzie go zawieje? Trochę nie dostrzegał nici, czy raczej pnączy powiązań, które z każdym dniem zyskiwały na sile, wiążąc go do ludzi z którymi jeszcze przed rokiem nie wiedział, że miałby cokolwiek wspólnego, lub też nie chciałby się im po prostu narzucać swoją obecnością, wierząc, że chwile z nim warte są mniej niż chwile bez niego.

Teraz jednak delektował się chwilą, którą spędzał sam ze sobą - przekonanie kruszało w oczach, ale otoczony zimną wodą jeziora, oddawał wspomnianej wodzie wszystkie trudy i znoje minionych dni, spłukiwał brud i zmęczenie, wypłukiwał wióry z włosów, pozwalał paznokciom odzyskać neutralny kolor. W końcu odetchnął głęboko wilgocią wzmagającej mgły, czując jak chłód dotarł niemalże do samego kośćca. Przed wyruszeniem w drogę powrotną musiał się ogrzać, może zatopić zęby w świeżym chlebie, wonnym drożdżowo serze. Odpoczynek brzmiał dla niego obco, ale tak… może właśnie dziś nadszedł ten czas, w którym nie będzie laminował skrzynek na proch?

Zobaczył ją całkiem późno, biorąc pod uwagę jak długo tam stała. Zobaczył ją całkiem szybko, gdy już zwrócił twarz w stronę brzegu. Zdziwił się trochę, ale było to uczucie na tyle nikłe, że równie szybko co się pojawiło, to umknęło w niebyt swobodnej bezmyślności. Dlatego nie zwolnił kroku, a zwyczajnie dotarł do brzegu.

Czy było jakieś powitanie na przypadkiem spotkanych ludzi nad brzegiem jeziora? Przyjemny okrzyk zachęcający do skorzystania z uroków jesiennej wieczornej kąpieli? Woda o łagodnych mulistych nutach skapywała z jego ogorzałej skóry. Ręką sięgnął po kawałek starego fortowego ręcznika, który miał wśród swoich ubrań, czując jak bardzo wykazał się brakiem rozwagi, że zażył kąpieli przed rozpaleniem ogniska. Ruchy mające z niego ściągnąć wodę przyspieszyły, a on sam nie zastanawiając się wiele i nie patrząc nawet w stronę kobiety zapytał:

– Umiesz rozpalić ognisko?


RE: [31.10 jezioro Windermere | Violet & Samuel] Dance me - Violet Greengrass - 12.10.2026

Większość ludzi, gdyby odkryła obcą babę czającą się w krzakach nad jeziorem, zadałaby sobie przynajmniej trud ustalenia, czy baba owa przyszła zbierać grzyby, zgubiła drogę, czy może zamierzała człowieka obrabować. Samuel McGonagall tymczasem zachował się tak jakby widok nieznajomej niewiasty w pobliżu własnych porzuconych gaci stanowił niewielką niedogodność, mniej więcej na równi z komarem brzęczącym nad uchem. Viola uznała to za cechę godną podziwu (albo niepokojącą… w gruncie rzeczy granica między jednym a drugim bywała cienka jak skórka cebuli).

Pannica nie miała najmniejszych wyrzutów sumienia. Skrupułów również! Te ostatnie uważała zresztą za szczególnie kłopotliwy wynalazek ludzkiego umysłu, niekiedy użyteczny, częściej jednak skutecznie utrudniający zdobywanie wiedzy. Wyrzuty sumienia były interesującym mechanizmem, mimo że w jej przypadku najwyraźniej wykształciły się w formie szczątkowej. Nie widziała niczego zdrożnego w obserwowaniu żywego organizmu w jego naturalnym środowisku, o ile zachowywała odpowiednią odległość i nie ingerowała w przebieg zachodzących procesów. Drzewa można było oglądać, grzyby można było macać, żaby można było obracać na wszystkie strony, a nikt jakoś nie biegł zaraz do najbliższego urzędnika z donosem, prawda?

Popatrzyła na niego z wyrazem twarzy, w którym naukowa ciekawość walczyła z rozbawieniem. Potem na przygotowane gałęzie, pozostawione rzeczy, a na końcu ponownie na mężczyznę. Pytanie było proste.

Najwyraźniej nie zamierzał dociekać dlaczego się tu znalazła. Nie zapytał nawet, czy przypadkiem nie zamierzała go zamordować i zakopać w pobliskim lesie, co Viola uznałaby za pytanie całkiem rozsądne, gdyby zamienili się miejscami. Może miał za dobre serce.
— Umieć to umiem. Trzeba cię porządnie ogrzać zanim ci nos odpadnie!
Stanął pod takim kątem, że promienisty welon podkreślił każdą, wydatniejszą część jego anatomii.

Potrzebował ognia. Viola mogła mu go zapewnić.

Mokra ziemia ugięła się pod jej butami, kiedy wysunęła się z cienia. Stała może pięć metrów od jego rozrzuconych rzeczy, patrząc na niego spokojnie.
— Jeżeli twój konar jest równie podatny na ogień, co ty na zimną wodę w październiku, to powinien zająć ogniem się natychmiast — powiedziała melodyjnie. Jasne włosy Violi wyglądały jak srebrna plama w zapadającym mroku. Następnie podrapała się po policzku. — Teoretycznie tak. Praktycznie… obawiam się, że jeśli użyję standardowego zaklęcia, ten konkretny konar może okazać się zbyt… rozdrażniony wilgocią. Sugerowałabym tradycyjne metody. Tarcie. Daje lepszą kontrolę nad… temperaturą zapłonu — na Matkę, gorzej już to zabrzmieć nie mogło!