![]() |
|
[29-30/10/72] malleus widmoficarum - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [29-30/10/72] malleus widmoficarum (/showthread.php?tid=6507) |
[29-30/10/72] malleus widmoficarum - Helloise Rowle - 09.10.2026 29 października
AMULETY Nie było w ostatnich dniach Helloise wiele poza monotonią. W bezkształtne pasmo pracy, snu i opium zlały się bezkształtne dni. W sypialni lęgł się gliniany golem, którego nie do końca wiedźma rozumiała. Wciąż spływały nowe zlecenia. Dniom brakowało granic, gdy jedna robota płynnie przechodziła w drugą. Ledwie czarownica otwarła każdego ranka oczy, od razu podejmowała wątki dnia poprzedniego. Nie było przestrzeni, aby odciąć się na chwilę. Droga prowadziła ku wypaleniu. Niewypoczęty umysł zaczynał odrywać się od rzeczywistości. Odizolowana w swojej chacie wiedźma myślała tylko o jednym: o Samhain. Straciła z oczu wszystko inne. Helloise powinna była dotknąć trawy, lecz nie było na to czasu. Chata przeobraziła się w ciągu minionego tygodnia w rzemieślniczy plac boju. Resztki rozgrzebanych prac walały się na niewielkiej, ścieśnionej powierzchni drewnianego domku. Gniły w niewyniesionych na kompost miednicach zwołki zniszczonych lampionów. Ścinki drewniane zrzucono w kąt, aby później z nich przebrać, co się nada jeszcze do ponownego wykorzystania, a co winno być zutylizowane. Z podłogi pod stołem w kuchni nie miał kto zdrapać zaschniętych plam wosku po wypadkach przy laniu świec. Gdy Helloise zbudziła się tego ranka, pracy wciąż było w bród. Natłok zadań zaczynał ją przerastać, lecz jakżeby mogła przejść obojętnie obok szansy, choćby wątłej szansy na to, że wyjdzie z Kniei żywa? Ona, Gareth, Maddox, Lydia. To miał być pracowity dzień. Przed wieczorem jeszcze uda się na zwiad ku wejściu na Polanę Ognisk, nocą wykończy golema dla Voldemorta, a tymczasem musiała zadbać o co innego. Amulety. Helloise nie znała run, lecz tej jednej — Aegishjalmur — nauczyła się na pamięć. Osiem ramion, każde trzykroć przecięte, półkole na końcu każdego. Gdy wyrysowywała ją raz po raz, myślała o tych półkolach, że przypominają kosze, w które wpada wszystko, co z zewnątrz przychodzi, i tak zatrzymują się złe energie, nie mając dostępu do serca runy. Helloise chciała wierzyć, że w takim właśnie chronionym sercu znajduje się w tamtej chwili, gdy wyglądała z okien swojej chaty w mglisty poranek pod lasem. Umieściła chatę w sercu runy. Przysiadła w pracowni do jednej ze swoich prac ostatnich. Głowę miała pełną napięcia; jej myśli krępowało nerwowe oczekiwanie dnia Samhain. Zadanie jednak nie należało do tych, które by wymagały od niej przebłysku geniuszu. Wymagało tylko sprawnych rąk, schematycznego odcinania form w drewnie, odrysowania od wzoru. Były to rzeczy nieskomplikowane. Z bloczku drewna dębowego wycięła czarownica osiem płaskich elementów. Na każdym odrysowała od szklanki okrąg — metody chałupnicze i przedmioty użytku codziennego stawały się nie pierwszy raz narzędziem jej pracy. Ostrugała każdy element tak, że wkrótce miała przed sobą osiem drewnianych krążków. Gdy bazy amuletów były gotowe, na każdym wykreśliła szkic runy, siląc się na uważność przy przenoszeniu wzoru. Była to bowiem część kluczowa. Wyrzeźbienie nożem narysowanego uprzednio kształtu należało już do formalności raczej, jako że podążała po gotowych liniach. // percepcja — jak uważna była Helloise przy przerysowywaniu Aegishjalmur na poszczególne amulety? [roll=Z] [roll=Z] [roll=Z] [roll=Z] [roll=Z] [roll=Z] [roll=Z] [roll=Z] Nie czuła się w runach pewnie. Nim jeszcze przeszła do wykańczania amuletów — przygotowywania otworów na przeciągnięcie rzemyków, opracowywania krawędzi, lakierowania — zamierzała pokazać je Dægberhtowi, aby jej pracę ocenił. |