![]() |
|
[28.10.1972, Warownia] It's me, hi, I'm the problem, it's me - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23) +--- Wątek: [28.10.1972, Warownia] It's me, hi, I'm the problem, it's me (/showthread.php?tid=6549) |
[28.10.1972, Warownia] It's me, hi, I'm the problem, it's me - Atreus Bulstrode - 27.10.2026 To było bardzo ciekawe doświadczenie, patrzeć w oczy Godrykowi Longbottomowi i dostać od niego bęcki. Niby pojedynkowanie się miało swoje zasady, które miały trzymać wszystko w ryzach, ale Atreus jakoś nie był przekonany co do tego, że staruszka należało sponiewierać przy każdej nadarzającej się okazji. Srebrne Różdżki miały przecież dbać o tradycję honorowych pojedynków, wszystko tam musiało być eleganckie, odpowiednio wybrzmieć, ale dzisiejszego dnia miał wrażenie, że sam pan szanowny założyciel wcale a wcale się nie powstrzymywał i specjalnie jego wybrał na przykład. A może się nie powstrzymywał właśnie dlatego, że to Atreusa sobie wybrał na przeciwnika. O zgrozo. Skończył znowu poobijany i miał na ten temat parę przemyśleń, a najważniejszym z nich było to, żeby się Brennie poskarżyć. Znaczy ostrzec ją. Tak, ostrzec że jej dziadek to jest chyba trochę szalony i mówił szalone rzeczy. Zaczęło się od rzucania kamieniami w okno Warowni. Ostatni raz rzucał w nie jakieś pół roku temu, ale teraz bardziej zastanawiał jak ubrać w słowa to, co myślał o Godryku. Okiennica skrzypnęła i wyjrzała zza niej matka Brenny; Panie Bulstrode, czy wie pan, że mamy drzwi? Nowe, niedawno wstawione, pewnie dlatego nie może ich pan znaleźć, oznajmiła z pewną dezaprobatą, najwyraźniej niezadowolona że ktoś jej bije kamieniami w nowe okna. Spotkali się przy drzwiach wejściowych, gdzie zapytał, czy przypadkiem jej teść nie wrócił jeszcze do domu i gdzie mógł znaleźć Brennę. Informacja o tym, że była tu też Victoria, niezbyt mu przeszkadzała, więc po krótkiej wymianie zdań ruszył do pomieszczenia, gdzie były dziewczyny. Wszedł i zamknął drzwi do pokoju, przezornie stwierdzając że może lepiej zacząć od tego, skoro chciało się obgadywać głowę rodziny. — Cześć — przywitał się z Victorią i Brenną. Wyglądał na trochę bardziej zmierzwionego niż w momencie, kiedy wyszli z pracy, może trochę bardziej zmęczonego. — Nie uwierzycie, ale Godryk Longbottom terroryzuje Srebrne Różdżki i znęca się nad ich członkami — jęknął, zrzucając z siebie szatę wierzchnią na oparcie fotela. — Dopadł mnie. Dopadł mnie i dosłownie przeciągnął po parkiecie. I to wszystko z twojego powodu! — wskazał na Brennę palcem. RE: [28.10.1972, Warownia] It's me, hi, I'm the problem, it's me - Brenna Longbottom - 28.10.2026 Brenna mówiła Atreusowi, że wybiera się dziś do Warowni, ale nie spodziewała się chyba, że ten wpadnie, a na pewno nie że zrobi to tak szybko, skoro miał jakieś tam klubowe zebranie. Po jego wejściu uniosła wzrok znad kubka, przez moment bliska spytania, czy wpuściła go jej matka i jakim sposobem po prostu to dotarł, a nie trafił na przesłuchanie. Tyle że zauważyła, że stan ogólnego wymięcia i lekkiego podbijania jakby zwielokrotniał od rana. A przesłuchanie pewnie zostanie potem urządzone jej. Zwłaszcza pod kątem czy przyszedł do niej, czy do swojej domniemanej narzeczonej, z którą Brenna akurat rozmawiała o Wenecji. - Znowu pobiłeś się o jakąś dziewczynę? - zapytała. I wcale nie byłaby zdziwiona, gdyby odpowiedź brzmiała, że owszem. – Chyba nie o Juliette? Jeżeli nawet uznałaby, że chce spytać go prosto z mostu, co naopowiadał Victorii, to rzucanie tego w tej chwili postawiłaby Lestrange w trochę niekomfortowy położeniu. No i Atreus od razu zaczął opowiastkę o domniemanym terrorze sianym pośród Srebrnych Różdżek. - Ale że dziadek? - zdumiała się. Jakoś nigdy nie zaobserwowała skłonności do terroru, dręczenia i tym podobnych rozrywek. - Czekaj, wybrał cię na partnera do pojedynku? No to chyba normalne, że cię sponiewierał. Nie mów mi, że chodziłbyś na te spotkania, gdybyście rzucali w siebie samymi rozbrajaczami. W końcu to nie był klub dla poziomu podstawowego, a choć wszystko odbywało się zgodnie z honorowym zasadami, na pewno rzucali w siebie czym tylko fantazja pozwala, póki nie zrobią sobie poważnej krzywdy. Atreus inaczej umarłby z nudów. A że Godryk przetarł nim podłogę... był starym wygą i prawdopodobnie, przynajmniej zdaniem Brenny, od czasu do czasu pojedynkował się z każdym członkiem klubu. - Że ja? - spytała zdziwiona, tak dla podkreślenia wskazując na samą siebie palcem. - Niby dlaczego moja wina? Nie było mnie tam. Po pracy przyszłam tu z Victorią. Ciekawe czy ktoś uzna, że zabrałyśmy się razem, żeby przedyskutować sprawę wspólnego chłopaka. RE: [28.10.1972, Warownia] It's me, hi, I'm the problem, it's me - Victoria Lestrange - 28.10.2026 Z kolei Victoria ani słowem nie pisnęła Atreusowi, że musi porozmawiać z Brenną – i nie chodziło wcale o te bzdury, które jej naopowiadał, bo ten temat wyszedł trochę mimochodem, a zwykła potrzeba wyjaśnienia kwestii plotkowej. Ogólnie daleka była od tego, by się Atreusowi spowiadać z tego, jakie ma plany na dzień, nawet jeśli te dotyczyły dziewczyny, z którą się spotykał. I chyba była trochę zaskoczona, że one tu sobie plotkują i rozmawiają nad ciasteczkami i kawą i nagle ktoś tu wbija jak do siebie. Victoria urwała więc wpół słowa i odwróciła głowę, patrząc jak Atreus włazi do pokoju i się upewnia, że drzwi są zamknięte i wtedy rzucił to swoje cześć, wymiętolony jeszcze bardziej niż rano i albo mu się zapomniało położyć tę maść przykrywająca siniaki, albo coś mu się tam zaczęło paprać, albo… znowu oberwał. – Czy ty się znowu pobiłeś z Chrisem? – rzuciła dokładnie w tym samym momencie, w którym odezwała się Brenna, a potem lekko zmarszczyła brwi. – Czemu niby o Juliette? – zapytała zaraz, bo jakoś nie kojarzyła, by cokolwiek go łączyło z ich łączniczką, oprócz tego że był jedną z osób, która mogła się z nią porozumieć falami. Ale okazało się, że wcale nie pobił się z Chrisem (całe szczęście…). Bo powodem jego wyglądu był, najwyraźniej, Godryk Longbottom. I z każdym słowem Atreusa, brwi Victorii podnosiły się wyżej. Do momentu aż stwierdził, że to z powodu Brenny, ta się zdziwiła, a na to uniosła do ust kubek z kawą, żeby ukryć swoje uśmieszek. Bo najwyraźniej, tak jej się to składało, Atreus właśnie zażywał własnej teorii, w której ludzie powinni się dowiadywać o jego życiu z plotek. Jakoś czas tego przeciorania Atreusa po podłodze dziwnie się zbiegł z tą całą plotką i ogólnie całym dzisiejszym dniem, Victoria nie wierzyła w przypadek. Nie umiała się do końca powstrzymać, bo choć nie śmiała się w głos, to jednak zatrzęsła się w powstrzymywanym śmiechu, aż odstawiła kubek, żeby nie wylać kawy. – Co jest, Bulstrode. Mówisz, że głowie rodu nie spodobała się plotka? Niemożliwe, na pewno jest zachwycony, że pogrywasz z jego wnuczką – ale skoro do Godryka dotarła ta plotka… to czy matka Brenny też jej nie słyszała? Czy nie założyła, że Victoria przyszła tutaj prosić Brennę o wybaczenie albo co? – Czyli co, dostało ci się dzisiaj od dwóch osób, które uwierzyły w plotkę? Powinieneś być zachwycony – oczywiście, że piła do jego głupiej teorii, że przyjaciel powinien się dowiadywać o jego życiu prywatnym z plotek. RE: [28.10.1972, Warownia] It's me, hi, I'm the problem, it's me - Atreus Bulstrode - 29.10.2026 Przewrócił zwyczajnie oczami, kiedy padło imię Juliette, bo nie miał czasu na takie poboczne tematy w tym momencie. Chociaż może w tym co mówiła Brenna była jakaś metoda. Może powinien się o nią z kimś pobić, żeby ta wreszcie pękła i zdradziła swoje tajemnice. Nie, nie mógł teraz o tym myśleć. — Bren, są pewne zasady — zauważył, jakby to nie było takie oczywiste dla zebranych. — A w ogóle, po pierwsze to jakie normalne, co? Po drugie, oczywiście że nie rzucamy w siebie samymi rozbrajaczami, a po trzecie to kto wie, może tam chodzę dla tej szałowej peleryny — prychnął, bo mu się absolutnie nie podobało, że to iż Godryk go przeciągnął po parkiecie, to było aż takie oczywiste. Co to w ogóle za insynuacje były? On staruszkiem mógł tak samo wytrzeć podłogę. Problem jednak polegał na tym, że Srebrne Różdżki nie polegały na chełpieniem się swoją wygraną. — Jakbym z nią pogrywał, to bym się nie przejmował że tę plotkę usłyszy od idioty na korytarzu, a nie ode mnie — wystawił palucha w kierunku Victorii. Ją to najwyraźniej bawiło, a on był tutaj śmiertelnie poważny przecież! — Masz rację, jestem zachwycony, szkoda że tak mało — rozłożył ręce na boki i zrobił przebieżkę dookoła fotela przy którym się zatrzymał. — Kto jeszcze? No kto? Stewart wróci z wycieczek? Mój wujek mnie napadnie? Erik wyskoczy z kominka i mnie strzeli? — zapytał, rozglądając się dookoła, jakby wyzywał świat na pojedynek. — Srebrne Różdżki to jest świętość, Victoria. Gdzie honor? — zapomstował jeszcze. — Że ty — palec na nowo został wyciągnięty w kierunku Brenny. — Duchem tam byłaś, przysięgam. To z twojego powodu, bo wiesz o co się mnie twój dziadek zapytał? No wiesz? — przez ułamek sekundy wyglądał, jakby faktycznie chciał, żeby mu odpowiedziała, ale chyba zmienił zdanie bo nabrał na nowo powietrze w płuca. — Nie wiesz pewnie. To zgadnij. Nie no, proszę zgadywać. Obydwie. Jakie propozycje od pań? RE: [28.10.1972, Warownia] It's me, hi, I'm the problem, it's me - Brenna Longbottom - 29.10.2026 - I jestem pewna, że dziadek ich nie przekroczył. Jedynie kreatywnie zinterpretował. A poza tym kończenie na podłodze mieści się w waszym regulaminie. Czytałam go - zapewniła, będąc sama kimś, kto chętnie i często dokonywał kreatywnych interpretacji i szukał drobnych kruczków prawnych. Mogłaby coś wspomnieć o tym, że Godryk był starą wygą pojedynków, i walczył za Grindewalda. Albo że obserwowała jako dzieciak, jak uczy jej brata sztuczek, żeby potem powtórzyć te same sztuczki w treningu przeciwko bratu. Pomijając jednak, jak zareagował by na te argumenty, pewnie próbowały je zbić. - Jak często ktoś w klubie wyciera podłogę n i m? - zapytała więc zamiast tego. To też go obruszy i ponarzeka, ale zdawało się trafniejsze. Jej spojrzenie powędrowała do Victorii, dokonującej iście heroicznych wysiłków, aby nie wybuchnąć śmiechem. W pierwszej sekundzie sądziła, że bawi tę wizja Atreusa przeciąganego po parkiecie. W kolejnej pojęła wreszcie, że widać Godryk też usłyszał plotki. I nie spodobało mu się, że mogą stać się pośmiewiskiem. Westchnęła, zakrywając na moment twarz dłońmi. - Cóż, wspominałaś coś, że chciał, żeby poznawać jego życie z plotek, więc… a o Juliette, bo się interesuje jej życiem uczuciowym - rzuciła, zanim opuściła ręce i utkwiła spojrzenie w Atreusie, który podjął swoją oburzoną tyradę. - Erik nie lubi niepotrzebnej przemocy i jakoś lubi ciebie. Poza tym ustaliliśmy już kiedyś, że ma nigdy przenigdy nie próbować pojedynkować się o mój honor. Morpheus gdyby ktoś odpowiednio go zdenerwował pewnie zaplanowałby jakiś wypadek zamiast pojedynku. A Vinc… no tak, on pewnie by przyszedł ci przyłożyć, ale jest setki mil stąd, więc… Urwała i przez chwilę obserwowała sufit. Nie no. Znała go. Nie był poważny. Był naćpany. A po drugiej stronie lustra to nie był on. Chyba. Victoria i to cała rozmowa sprawiły, że zaczęła się trochę martwić. Ale nie, na pewno nie, poza tym to było dawno i nieprawda. - Że dobrze radzisz sobie z kształtowaniem, ale musisz popracować nad czarami opartymi na translolacji? Albo czy wiesz, że odsłaniasz się z lewej, jak się wkurzysz? Mogłaby też spytać czy może o to, czy się jej oświadczył, i czy znowu czeka ją wyjaśnianie odnośnie amortencji, ale chyba lepiej było nie sprawiać, że Victoria poczuje się tu piątym kołem u wozu. RE: [28.10.1972, Warownia] It's me, hi, I'm the problem, it's me - Victoria Lestrange - 29.10.2026 Nigdy nie była zainteresowana klubem pojedynkowym, jakoś nie czuła prestiżu tegoż stowarzyszenia, ani ekscytacji na myśl, że ma rzucać w kogoś zaklęcia, a ten ktoś w nią, w jakichś konkretnych odległościach od siebie, w ustalonej kolejności, z ukłonami i co oni tam jeszczeieli za inne zasady. Może i było to przydatne do pewnego praktycznego stopnia: tego, w którym ćwiczysz swój refleks i utrwalacz niektóre zaklecia, ale praca aurora była nieprzewidywalna i zdecydowanie nie honorowa. – Nie zdziwiłoby mnie to – odpowiedziała, kiedy Atreus stwierdził, że może chodzi tylko o pelerynkę. – Taak, a potem nazywasz innych żmijami i skarżypytami, bo wyszli z tego samego założenia. Niezłe podwójne standardy, Bulstrode – stwierdziła nieco od niechcenia, bo to, że pognał do Brenny jej opowiedzieć, że się pobił z kumplem, dowiedziała się właśnie od niej. Wyciągnięty i wycelowany w nią palec zupełnie zignorowała. – Owszem, a to są właśnie efekty – stwierdziła, patrząc przy tym na Brennę. Uśmiechnęła się do niej krótko, zdecydowanie delikatniej, w kontraście do słów, które chwilę temu wypowiedziała do Atreusa. – Próbowałam ci wytłumaczyć rano, że takie podejście skazane jest na sromotną porażkę i w sumie śmieszne, że cię to dogoniło tak szybko – rzuciła i przygryzła usta, nadal próbując powstrzymać śmiech, ale nie udało jej się takich tików, gdy kąciki jej ust próbowały się unieść do góry, kiedy starała się nad nimi zapanować. Bawiło ją to tylko dlatego, że to wszystko wybuchało Atreusowi w twarz po tej jakże idiotycznej deklaracji. Ale nie śmieszyło ją to, że to mogło z tego miejsca polecieć znacznie dalej i odbić się na Brennie. I jak tak tego słuchała, to zaczynała sobie myśleć, że być moze powinna porozmawiać z matką Brenny jako strona teoretycznie zainteresowana, żeby to Brenna nie wychodziła na jakąś zapatrzoną w Atreusa idiotkę, która wierzy w każde jego słowo, gdy tylko zaprzeczy. Że być może powinna napisać jakiś list do swojej rodziny, żeby nie wyciągnęli bardzo błędnych wniosków i nie zaczęli działać w tym zakresie. – Czy masz rozum i godność człowieka? – rzuciła pierwsze, co jej przyszło do głowy, a o co mógł lub nie mógł zapytać się go Godryk Longbottom. RE: [28.10.1972, Warownia] It's me, hi, I'm the problem, it's me - Atreus Bulstrode - 31.10.2026 Brenna najwyraźniej winna poznać swojego dziadka nieco lepiej, a przynajmniej tak w tym momencie uważał Atreus. Kreatywna interpretacja, cholera, był taki stary że pewnie sam część tych zasad pojedynkowych pisał, więc tam nie było interpretować. Bulstrode też nie koloryzował, kiedy używał konkretnych słów i mówił, że go ktoś po podłodze przeciągnął. Kończyło się na niej nie raz, nie dwa, to było jakby wpisane w całą przygodę pojedynkowania się, chociaż o wiele bardziej elegancką i pożądaną zagrywką, było zwyczajne rozbrojenie — Nikt nigdy nie wyciera nikim podłogi w klubie. Tak się nie robi — zaznaczył, wyraźnie sfrustrowany, że go nikt w tym momencie nie rozumie, bo przecież jasno się wyrażał, prawda? — Jakiego założenia, co? Ty akurat byłaś stroną w tej plotce. To samo to by było wtedy, kiedy ty byś leciała do niego, a nie na odwrót — rozłożył ręce i skrzywił się, niemo pytając gdzie niby w swoich słowach widziała taką samą logikę. — Ty mi nic nie próbowałaś tłumaczyć, tylko robiłaś mi tyradę. Tłumaczy to się, z zasady, w zupełnie innym tonie — prychnął, bo większość tamtej rozmowy spędził stepując dookoła tego co chciałaby bardzo powiedzieć jego niewyparzona gęba. Ona wyglądała wtedy, jakby kluczyła dookoła niego, czekając kiedy potknie się na tyle, żeby go strzelić w ucho. — Bardzo śmieszne — podsumował ich nieudolne próby dogryzienia mu, z taką minął, jakby się tymi zagrywkami zwyczajnie brzydził. Potrząsnął głową i westchnął. — Zapytał się mnie, jakie mam wobec ciebie zamiary, jakby to był nie wiadomo który rok. Co my mamy, dziewiętnasty wiek? Nie wiem jak on to zrobił, kurwa przysięgam, ale wyzwał mnie na pojedynek i nie mogłem odmówić. Skręciło mnie tam prawie i nie dało rady… A jak już sobie tę całą paradę skończył, to mi powiedział, że rewanż dopiero jak się dowiem. |