Secrets of London
[24.10.72, Lozanna | Lana & Anthony] a commitment sealed with wax - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Poza Wyspami (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=26)
+--- Wątek: [24.10.72, Lozanna | Lana & Anthony] a commitment sealed with wax (/showthread.php?tid=6551)



[24.10.72, Lozanna | Lana & Anthony] a commitment sealed with wax - Anthony Shafiq - 29.10.2026

—24/10/1972—
Szwajcaria, Lozanna
Lana Dolohov & Anthony Shafiq
[Obrazek: EBxn3Hq]

Jasny płomieniu świecy,
Trwożnie migocący w ciemnościach,
Rozjaśnij mroki nocy,
Opowiedz mi o moich przodkach.



Przyjęcie w domu Auberta trwało w najlepsze.

Było wyborne doprawdy, czekały go jeszcze dwie istotne rozmowy, ale tak na prawdę najistotniejszą z nich miał tu i teraz, w towarzystwie wcale nie dyplomatki, a własnej kuzynki.

To co robił nie ślizgało się po rubieżach prawnego nadużywania wszelkich luk i możliwości, które można było kreatywnie wykorzystać. W normalnych okolicznościach pewnie by zlecił to komu innemu (oczywiście!), ale bogowie jedni wiedzieli jak zależało mu na powodzeniu tej misji dyplomatycznej. W niej każda informacja mogła być na wagę złota, a każdy sojusznik…

Tak. Sojusznicy byli tu na prawdę warci najwięcej. Drobna kradzież, mogła być uzasadniona, mógł się z tego wykpić, mógł. Ale ona wiedziała jaki jest ich cel, jaka jest stawka. I on musiał jej zaufać. Dla kogoś, kto zwykle miał problem z tym by ufać, był to iście Gordyjski węzeł, aby zracjonalizować sobie tę decyzję. Nie. Aby przeciąć go prostym i zdecydowanym smagnięciem i po prostu poprosić o tę wyprawę ku działaniom, które mogłyby kosztować ich wiele. Jego więcej zważywszy na wrażliwość reputacji.

Wdech. Wydech. Serce waliło mu jak oszalałe, ostatnim razem chyba czuł się tak intensywnie, gdy przed siedmiu laty nekromantyczną księgę dla swojego przyjaciela, a potem spontanicznie postanowił sprawdzić stabilność sojuszu z mugolackim aurorem posługując się niezbyt legalnym świstokliwkiem prowadzącym wprost do ciepłych islandzkich źródeł. Niemal czuł ciężar tej spinki, czuł ciężar łapówki, rozlanego wina na szatę dyplomaty, konieczność zmiany, wydłużającą się obsługę służących ponownie drapujących skomplikowane wzory i materie nowego stroju.

Mieli mało czasu.

– Mam ją. Chodźmy do jednego z gościnnych pokoi. – szepnął do Lany, która wyglądała zjawiskowo w swej niewymuszonej elegancji, pięknie, które rozkwitało, a którego zdawało się kuzynka nie jest do końca świadoma. Być może była to poza, nie był w stanie jeszcze tak dobrze jej wyczuć, ale mając już pewne pojęcie o bliskiej relacji łączącej ją z Delacourem, pozwolił sobie zakładać pewien potencjał w młodym umyśle znajdującym się w tak urodziwej powierzchowności. To były jednak przemyślenia na później. Krótki rzut oka w stronę Jonathana i Roberta, dalej Gustaw, wiedział gdzie który z nich się znajduje, mieli im kupić czas, jeśli cokolwiek poszłoby nie tak. Nie zakładał opóźnień, nie zakładał potknięć, parł do przodu. We wsiąkiewce miał komplet niezbędnych do przeprowadzenia rytuału świec, od brytyjskiego ambasadora dostał zawczasu plan pomieszczeń, wybierał optymalnie do zadania. Wszystko powinno pójść dobrze, wszystko powinno…

– Chwila w ciszy z pewnością przepłoszy nadciągającą migrenę, pozwól, mam Twoje kadzidełka, które skutecznie odsuną od nas jej widmo. Byłaby wielka szkoda, żebyś straciła tak wspaniałą okazję do poznaniu kilku osób, których jeszcze nie zdążyłem Ci przedstawić… – powiedział gładko, kłaniając się w pas przed nią gdy otworzył drzwi prowadzące do niewielkiego pokoiku. Woda, ciasteczka, cztery szezlongi zapraszające do złapania drugiego oddechu w trakcie przedłużającego się przyjęcia, ściany wypełnione książkami. Idealne miejsce. Idealny czas. Spinka do mankietu opadła na metalowy półmisek, nie chciał jej zbytnio dotykać, aby jego emocje nie przesiąkły na artefakt.

– Nie jestem pewien skąd pochodzi. On utrzymuje, że to pamiątka rodowa, ale być może otrzymał ją od kogoś… od kogoś ważnego. Z pewnością traktuje ją jako swój szczęśliwy talizman i rzadko, bardzo rzadko się z nią rozstaje. Zawsze pociera ją, gdy się denerwuje, nie wierzę, aby ten przedmiot, nie miał tego czego szukamy. – Obdarzył złociste cacuszko tylko chwilą spojrzenia, a potem nalał krystaliczną wodę dla siebie i Lany, kuzynce, której postanowił zawierzyć. Z wsiąkiewki wyciągnął związane świece niezbędne do wejścia w trans oraz niewielki stożek kadzidełka uznawanego za skuteczny środek przeciwko bólom głowy. Przykrywka też musiała być idealna.

– Czy mogę coś jeszcze dla Ciebie zrobić? – zapytał odsłaniając przed nią drżenie głosu i własną emocjonalność związaną z faktem, że realnie, są tu i robią to, a nie wysługują się innymi. To było trudne. Już czuł, że po powrocie, jeśli wszystko się uda, będzie musiał to odreagować. Nie były to jednak myśli na teraz. Jeszcze nie.