![]() |
|
[1942] Jęcząca Marta - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [1942] Jęcząca Marta (/showthread.php?tid=659) |
[1942] Jęcząca Marta - Robert Mulciber - 19.12.2022 Niewielkie pomieszczenie z wolna wypełniało się kolejnymi członkami klubu. Po długich tygodniach przepełnionych strachem, życie w Hogwarcie zaczęło wreszcie z wolna wracać do normy. Sytuacja się uspokoiła, wobec winnych wyciągnięto konsekwencje. Można było ruszyć do przodu, zostawić wszystko za sobą. Przynajmniej do pewnego stopnia. Wiadomo, pewnych wydarzeń nie da się tak po prostu zapomnieć, przestać o nich myśleć. Na to potrzeba znacznie więcej czasu niż ledwie kilku dni. Czasami w grę wchodzą nawet i długie lata. Na pierwsze od kilku tygodni spotkanie Klubu Ślimaka, Robert przyszedł w towarzystwie kilku innych ślizgonów. Nie był wśród nich tym najgłośniejszym, ani też najbardziej rzucającym się w oczy. Te określenia zresztą zdawały się zupełnie do niego nie pasować. Mało się odzywał, prawie nigdy nie wychodził przed szereg. Z książką w ręku, zajął miejsce nieco na boku, ale zarazem znajdujące się na tyle blisko znajomych, żeby słyszeć o czym mówią. I móc ich obserwować. Robert od zawsze lubił przyglądać się ludziom - obserwować ich zachowania, reakcje. Dostarczało to całkiem sporej ilości informacji. Wystarczyło tylko wyciągnąć po nie rękę. - Ja słyszałam, z dobrego źródła, że on nie tylko... wiecie... no... - słowa należały do blond włosej uczennicy czwartego roku. - ...ponoć chodził na zapasy z Trollami do Zakazanego Lasu. I w dormitorium hodował wilkołaki. Na to zaśmiał się rudowłosy chłopak. - Jak hodował? Nikt by tego nie zobaczył? Niby jak? - zdawał się nie być przekonany co do tych rewelacji. Podobnie zresztą jak sam Robert, który słysząc to wszystko nie powstrzymał się przed cichym prychnięciem. Nawet przerwał lekturę. Zamiast siedzieć z nosem w książce, zaczął przyglądać się znajomym. - Nie wiem jak, ale nikt wcześniej nie zobaczył! - upierała się. Słysząc prychnięcie Roberta, spojrzała w jego kierunku. - Nie mów, że w to nie wierzysz. Sam przecież byłeś przy tym jak Tom mówił... No i tyle byłoby z tego całego przyglądania się całej rozmowie. Z westchnięciem odłożył książkę na parapet, z którego jednocześnie zeskoczył. Może to i lepiej, bo jeszcze chwila, może dwie lub trzy, i zostałby z niego pogoniony przez nauczyciela, który za właściwe miejsce do sadzania czterech liter uważał wyłącznie krzesła. Na szczęście Slughorn jeszcze nie dotarł na miejsce. - Mówił też wiele innych rzeczy. - uciął. Podszedł do nich nieco bliżej. - ale o ile mi wiadomo, nie miał za współlokatora półolbrzyma z Gryffindoru. Gdyby było inaczej, pewnie bym zauważył. Dziewczyna aż się zapowietrzyła. Ona nie ma racji? - Wątpię, żebyś widział cokolwiek poza tymi swoimi książkami. - wytknęła mu, jakże błyskotliwie. Robert na to zareagował tylko uśmiechem, który mówił wystarczająco dużo na temat tego, co o tej ripoście myślał. Szkoda było tracić na to czas. Rozmowę kontynuowali więc chwilowo bez jego aktywnego udziału. W międzyczasie do salki weszła kolejna grupa uczniów. Tym razem byli to gryfoni. Obecność niektórych z nich budziła pewne wątpliwości. Ciężko było określić czym się wyróżniali na tle pozostałych uczniów. Gdyby miał taką możliwość, Mulciber przynajmniej kilku z nich skreśliłby z listy członków klubu. Przy paru kolejnych również miałby wątpliwości... - Może powinnaś zapytać u źródła, skoro tak chętnie przekazujesz innym te bajki? - nagle znów się ożywił, spoglądając na blondynkę z tym błyskiem w oku, który wyraźnie mówił, że nie miał ochoty tego odpuścić. - Możemy zapytać... - tutaj spojrzenie przesunął w kierunku znajomej twarzy. Znajomej jako tako. - Peregrin? Te, McGonagall! - Nie czekając na zgodę blondynki, machnął ręką w kierunku młodszego chłopaka. Podejdzie do nich czy będą musieli sami udać się na audiencje?RE: [1942] Jęcząca Marta - Peregrin McGonagall - 04.01.2023 Przez jakiś czas trudno mu było odnaleźć się po ostatnich wydarzeniach w Hogwarcie. Śmierć Marty Warren była dla wszystkich dużym szokiem, a do tego zachwiała poczuciem bezpieczeństwa wielu uczniów. Peregrin nie był pod tym względem wyjątkiem. Choć starał się nie okazywać tego na zewnątrz, pojawił się w nim pewny strach przed korytarzami zamku. Być może z czasem to minie i wszystko będzie tak jak dawniej, ale jeszcze do końca się z tym nie uporał. Zwierzył się nawet z tego cioci Minerwie, która oczywiście zapewniła go, że żadnemu z uczniów nic już nie grozi. Cóż innego miała powiedzieć? To samo zadeklarowałaby na pewno tuż przed śmiercią Marty. McGonagall martwił się, że tak naprawdę nawet nauczyciele nie wiedzą, czy zagrożenie już minęło. Hagrid został co prawda uznany za sprawcę tego "nieszczęśliwego wypadku", ale zdania na temat jego winy były mocno podzielone. Wszyscy znali oficjalną wersję, ale po Hogwarcie krążyły również plotki i inne różne historie. Trudno było wyłuskać prawdę ze wszystkich zasłyszanych wersji, więc wiele osób miało po prostu swoje zdanie na ten temat i nie zawsze było one zgodne z oświadczeniem Ministerstwa. Peregrin miał nadzieję, że na spotkaniu Klubu Ślimaka, pierwszym od dawna, przeżyta trauma nie będzie tematem przewodnim. Profesor Slughorn był z natury ciekawski i lubił wypytywać ich o różne rzeczy, ale być może tym razem postara się oderwać uczniów od smutnych historii i skupi ich uwagę na czymś mniej dołującym? McGonagall wybierał się właśnie, aby się o tym przekonać. Razem z innymi zaproszonymi Gryfonami trafili do sali, w których czekali już Ślizgoni. Chłopak tylko rzucił na nich okiem i zamierzał się odwrócić z powrotem do swoich, gdy usłyszał swoje imię. Trochę zaskoczony zauważył, że to Robert Mulciber przywoływał go do siebie. Nie znali się dobrze, bo tak to już było z tym podziałem na Domy, że każdy obracał się głównie wśród "domowników", ale Peregrin nie miał nic przeciwko integracji. Nie domyślał się jednak, czego mogą od niego chcieć. Przeprosił więc swoich i nie każąc czekać tym ze Slytherinu, zaraz pojawił się przy nich. - Tak? Hej. Słucham? - Przywitał się może trochę niezgrabnie, bo był nieco onieśmielony, ale jednocześnie zaciekawiony tym, czego mogą chcieć od niego uczniowie, do tego starsi, z którymi nie zadaje się na co dzień. RE: [1942] Jęcząca Marta - Robert Mulciber - 06.01.2023 Rozmowy na temat ostatnich wydarzeń, Robertowi nie przeszkadzały. Rozumiał, że potrzeba było tu większej ilości czasu. Temat nie ucichnie szczególnie szybko. To nigdy nie działało w ten sposób. Zwłaszcza w przypadku wydarzeń, które odciskały na ludziach swoje piętno. Miały na nich duży wpływ. Właśnie z czymś takim mieliśmy obecnie styczność. Przez większość czasu unikający towarzystwa innych uczniów, Mulciber był w stanie do pewnego stopnia się od tego odciąć. Owszem. Lwia część informacji, plotek, nadal do niego docierała, ale nie był tym zalewany w takim stopniu jak inni. Nie odczuwał zmęczenia tematem. Nie drażniło go powracanie do niego przy pierwszej z brzegu okazji. Czasami nawet wręcz przeciwnie - pojawiało się większe zainteresowanie. Może coś na kształt ekscytacji? - No cześć! - odzywa się, kiedy do grupki ślizgonów podchodzi przywołany przez niego gryfon. - Moja znajoma ma do Ciebie kilka pytań. Słyszała plotki i mam nadzieje, że zdołasz ją nieco uspo... - Nie trzeba! - zaprotestowała blondynka, co Robert zignorował. - koić. - dokończył. Spojrzał na blondynkę, wyciągając w jej kierunku dłoń. Złapał dziewczynę za ramię, przyciągając bliżej siebie. Czy było to niegrzeczne? Pewnie tak. - Julie słyszała plotki o Twoim byłym współlokatorze i chciałaby się dowiedzieć czy w Hogwarcie naprawdę da się hodować wilkołaki. Dziewczyna zaczerwieniła się, spojrzenie wbiła w podłogę. Nikt nie stanął w jej obronie. Prędzej przeciwnie. Jeden z jej - zdawałoby się - znajomych, podchwycił temat i do wszystkiego się przyłączył. Widać uznał to za zabawne. - Właśnie. Julie chciałaby spróbować otworzyć własną hodowle, przydałyby jej się jakieś wskazówki w tym temacie. - wtrącił jakiś chłopak. Nieco zbyt gruby jak na swój wzrost. Wiek również. Pewnie odrobina sportu by mu nie zaszkodziła. Dieta również. Robert na to kiwnął lekko głową. - Właśnie tak. Julie ma już jednego wilkołaka i chciałaby zorganizować mu towarzystwo, żeby nie czuł się zbyt samotny. - Dokończył, tym razem nie zamierzając wszystkiego już dalej przeciągać. Powiedział ile było trzeba. Peregrin zaś, o ile Julie była mu znana, mógł się domyślić, że w tej ostatniej wypowiedzi Robert nawiązał do brata dziewczyny, który był wilkołakiem. Z powodu wydarzeń, które miały miejsce dwa lata temu, nie dane mu było ukończyć Hogwartu. Nie pomogły nawet pieniądze, których nie brakowało. Odmieńcy nie byli mile widziani. Zwłaszcza Ci mogący stanowić zagrożenie dla innych. RE: [1942] Jęcząca Marta - Peregrin McGonagall - 23.01.2023 Stał trochę zdezorientowany wymianą zdań pomiędzy starszymi kolegami. Szybko okazało się, czego ma dotyczyć ta rozmowa, przez co mina nieco mu zrzedła. Domyślał się, że zawołali go do siebie, aby wykorzystać to co powie do obśmiania Gryffindoru, ale póki co nie obrócił się jeszcze na pięcie i nie odszedł z powrotem. Słuchał za to, kierując wzrok po kolei na każdego, kto dodawał coś od siebie do tego... pytania. Wyglądało jednak na to, że dobrze się przy tym bawią, z tym że McGonagall nie wiedział, czy jest częścią tej zabawy, czy jej obiektem. Postanowił więc zachowywać się godnie i nie dawać się sprowokować, jeśli taki był ich cel. - Jeśli chcecie śmiać się z Hagrida, to proszę bardzo. Wszyscy w Gryffindorze wiedzą, że nie zrobił nic złego. - Dyskusja na temat tego, kto lub co i dlaczego zabiło Martę była przerabiana w salonie Gryfów wielokrotnie, najczęściej właśnie pod kątem uczestnictwa Rubeusa w całej tej historii. Młody półolbrzym był co prawda jedyny w swoim rodzaju, ale serce miał ze złota. Wszyscy to wiedzieli, a mimo to zrobiono z niego kozła ofiarnego. I to z jakiego powodu? Bo ktoś coś o nim powiedział? - Czemu nie zapytacie Riddla? On najlepiej będzie wiedział, co Hagrid ma pod łóżkiem. On wszystkim wam tak sprawdza kąty? - Zapytał w przestrzeń, bo uczniowie innych domów raczej nie przechadzali się po prywatnych komnatach kogo tylko chcieli. Jednak z jakiegoś powodu po szkole rozniosła się ta plotka, w którą wierzył chyba tylko ten, kto naprawdę bardzo chciał. Współlokatorzy Hagrida mieli z nim urwanie głowy, to fakt, ale nie było to urwanie dosłowne. Nikt nie został ranny od mieszkania z nim w jednym pokoju, więc dlaczego nagle wszyscy byli skłonni przyznać rację tej wymyślonej historii? - Wy wszyscy w to wierzycie? Że wilkołak zabił Martę? Wilkołak spod łóżka Hagrida? - Spojrzał na Roberta, Julie i tego trzeciego, grubcia. Nie było w tym pytaniu kpiny, tylko autentyczna ciekawość. Stanowisko obrońców niewinności Hagrida było mu dobrze znane, natomiast Peregrin nie miał wiele okazji, aby usłyszeć wersję uczniów z innego środowiska. Część nie miała swojego zdania w ogóle, ale ci bliżej Toma? Może to przekonanie było zakorzenione głębiej, niż mu się wydawało i sama plotka była o wiele starsza? RE: [1942] Jęcząca Marta - Robert Mulciber - 01.02.2023 Robert nie bawił się najgorzej. Prawda. Nie było to dla niego jednak czymś normalnym, zwyczajnym. Na ogół nie zachowywał się w ten sposób. Wolał trzymać się na boku, zajmować własnymi sprawami... sytuacja była więc w jakimś tam stopniu wyjątkowa. Poniekąd wynikała z chęci dopieczenia osobie, za którą niekoniecznie przepadał. Wbrew temu co można było sobie pomyśleć, tą nie był wcale Peregrin. Tu nie chodziło o gryfona, albo raczej - chodziło nie tylko o niego samego. Ofiary były dwie i zastanawiać można było się nad tym, która z nich miała gorzej. - Oczywiście, przecież zamordowanie szlamy to nic takiego. - pozwolił sobie na to, aby zgodzić się z McGonagallem. Pokiwał głową. Uśmiechnął się nawet. - A że przy tym pozwolił sobie też na kilka innych zabaw, to zbędne szczegóły. Pozostali nie wtrącali się, obserwując jedynie Peregrina, Roberta i... Julie, która wyraźnie nie czuła się zbyt komfortowo. Czekali na to, co nastąpi dalej. Może nawet liczyli na więcej? Zawsze to jakaś atrakcja. Gdyby całość eskalowała bardziej, mieliby o czym mówić przez kolejne dni. Może nawet tygodnie? Kto wie, kto wie. - Nikt mi kątów nie musi sprawdzać, McGonagall. Nie łamie regulaminów i nie jestem żadnym przestępcą. - zauważa. - Inaczej niż Twój kolega. Słyszałem, że ponoć chcą go wysłać aż do Azkabanu. - widać jak na dłoni, iż Robertowi całkiem podoba się to, że może podzielić się z Peregrinem tym, co ostatnio miał okazje usłyszeć. Plotka nie została na ten moment co prawda potwierdzona, ale dobrze wróżyła na przyszłość. I jak dało się zaobserwować, była całkiem świeża. Nikt z tu obecnych jeszcze tego newsa nie słyszał. A jeśli było inaczej, to żadna z osób nie śpieszyła się z tym, aby to potwierdzić. Zamiast tego wpatrywali się w obydwu chłopaków. I chyba nawet umknęło im pytanie, które zadał Peregrin. Te dotyczące tego, w co wierzą. No ale... czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Nie chodziło o to w co wierzyli uczniowie. Tutaj liczyło się zdanie dyrekcji, brygadzistów, innych wysłanników ministerstwa. - Naprawdę chcą go wysłać do Azbakanu? - nie zajęło to wiele czasu, aż pytanie zadał grubcio. Nie potrafił usiedzieć cicho przed dłuższą chwilkę. Albo raczej ustać. Ale to dobrze, znaczyło że rybka złowiła haczyk. Co prawda niekoniecznie ta, na którą Mulciber liczył, ale nie zamierzał narzekać. - Tak. Co prawda jeszcze odbędzie się proces, ale mój wujek mówił, że sprawa jest w tym przypadku przesądzona. Nikt nie zamierza tolerować takich akcji w szkolnych murach. Proces ma być, wiecie, ustawiony. Olbrzym nie potrzebuje nawet prawnika, szkoda zachodu i pieniędzy. Zresztą wątpię, żeby Hagrid miał pieniądze. |