[21 stycznia 1972] Lycoris i Logan / Mieszkanie Lycoris - Lycoris Black - 03.01.2023
21 stycznia 1972
Aleja horyzontalna, mieszkanie Lycoris Black
Lycoris Black i Logan Borgin
Zimowa noc skuwała lodem ogołocone konary drzew, welonem śniegu wyściełając Londyn, za którego horyzontem prędko nikły ostatnie promienie słońca wychylające się zza strzelistych budynków; temperatury minusowe nie przeszkadzały jej w żadnej mierze – do tego stopnia, że okiennice wciąż pozostawały uchylone, chłodnymi językami muskając jej nagą skórę ramion. Wszystkie nieprzespane noce spędzała w sposób ułożony w jedną modłę – siedząc w masywnym fotelu wraz z jedną z ksiąg; nigdy nie była zapaloną czytelniczką, jednak książki opiewające taktyki w szachach – sporcie, w którym nie miała sobie równych – zawsze ściągały jej uwagę. Wertowała więc pożółkłe stronice, księga zapewne liczyła solidne dziesiątki lat i jak wiele jej podobnych znalazła swoje miejsce w jej skromnej biblioteczce. Co rusz mocniejszy powiew mroźnego wiatru, kłującego swą zimną dłonią, sprowadzał na jej plecy dreszcz, przebiegający raptem na palcach po nagiej skórze.
Zakład, którego się podjęła, a którego jednocześnie nie traktowała z pełną dozą powagi, wirował gdzieś pośród meandrów umysłu; Logan Borgin był wszak mężczyzną, którego uznawała – nawet w całej swojej sceptyczności – za atrakcyjnego fizycznie i niemniej frapującego osobowościowo. Pośród ich przeszłości, plecionej latami odległymi, pamiętała najdobitniej sposób, w jaki go spławiła, licząc raptem dwanaście lat, a co położyło się kłamem na ich relacji na długość przemijających dekad.
Oczywiście, byli ze sobą jednako blisko, współtworząc jedną klikę na rozciągłości lat edukacji.
Ich relacja, jakimś absurdalnym sposobem, przetrwała także po opuszczeniu murów hogwardzkich; zdarzało mu się nawet obudzić lekkie drżenie kącików ust swoją bezpardonową obecnością. Posiadali też jeden wspólny mianownik – okrutnie mocno lubili kpić z bankietowych kuluarów, sącząc cynizm wypływający spomiędzy warg z każdą głoską podczas spędów wysoce urodzonych.
Lubiła wychylać z nim nieprzyzwoite ilości alkoholu podczas balów poważnych i tych mniej; niejednokroć czynili wyścigi, których celem było zhańbienie się możliwie mocno podczas nich. Czyniąc lichy namysł – nic dziwnego, że ich relacja przetrwała mnogość lat.
Odziana w długie, czarne spodnie o rozkloszowanych nogawkach i w równie kruczy w barwie stanik – odrobinę bardziej zabudowany niż standardowa bardotka, słysząc dzwonek do drzwi mieszkania pokalała ją pewność, jakoby to Perseus ponownie zechciał zaskoczyć ją swoją obecnością w środku nocy.
Pierwsza trzydzieści dwie.
Nie zarzuciła na nagie ramiona szlafroka, pewna ujrzeć w ryzach framugi własnego brata; podeszła więc spokojnie do drzwi, porzucając księgę na szafce nocnej. Bezsenność kładła się piętnem na jej osobie, okrywając ją barchanowym całunem zmęczenia – ostatnimi czasy to ona zastawała ją najczęściej nieśpiącą; objęcia Morfeusza porywały ją dopiero gdy brylanty gwiazd powoli zostawały przyćmione przez wschód słońca.
– Czy Eunice nie jest zła… – …że przychodzisz do mnie w środku nocy? zamarło na jej wargach, gdy uniosła spojrzenie i zastała tam nie chuderlawą, anemiczną postać starszego brata, lecz parszywe oblicze Logana.
– Borgin, na bogów, wolałabym, abyś był teraz z jedną z kochanek, zamiast w moich drzwiach – rzekła zrezygnowana, nijak nieprzejęta własną półnagością.
Przesunęła się, torując jasną przestrzeń, aby ten wtoczył się do jej mieszkania, aby za jego plecami zamaszyście zamknąć drzwi.
RE: [21 stycznia 1972] Lycoris i Logan / Mieszkanie Lycoris - Logan Borgin - 05.01.2023
Nie chciał tego robić.
Nie robiłby tego, gdyby nie musiał.
Nie musiałby, gdyby nie spierdolona robota.
Czy to składniki były trefne? Bo przecież nie jego zaklęcie.
Jednak żadne wytłumaczenie nie wydawało się odpowiednio dobre, chociaż podążając pogrążoną w mroku uliczką, Logan usprawiedliwiał się wyłącznie przed sobą. Nie przynosiło też ulgi — nawet jeśli spełniłyby się jego przypuszczenia i w rzeczy samej to kontakt spierdolił swoją działkę — w obliczu konieczności proszenia o pomoc u tej zdziry. Dłonie mu cierpły na samą myśl i to nie miało nic wspólnego z mrozem skuwającym w mikroskopijne drobinki lodu parę wodną opuszczającą jego nozdrza przy każdym wydechu.
Aura tej nocy odzwierciedlała jego skostniały, sztywny umysł i sytuację, w jakiej niespodziewanie się znalazł; siatkę niewidocznych na pierwszy rzut oka, drobnych pęknięć pokrywającą gładką powierzchnię, na którą ktoś kiedyś zbyt mocno nacisnął. Sprawy wymykały się spod kontroli, pęknięcia trzeszczały i groziły zawaleniem, a w następstwie utonięciem w lodowatej wodzie pod taflą.
Butem, od uderzenia którego w powierzchnię powstały pierwsze rysy, był trup, który zbyt szybko trafił w ręce zbyt dobrze znających się na swojej pracy magomedyków.
Logan zmełł w ustach przekleństwo i skręcił, żeby wyjść wprost na pustą o tej porze aleję Horyzontalną. Wystarczyło już tylko przeciąć ulicę i wejść do budynku stojącego po przeciwnej stronie, żeby znaleźć się na miejscu. A kiedy wreszcie stanął przed odpowiednimi drzwiami, zapukał krótko i mocno, nie chcąc zwracać niepotrzebnej uwagi sąsiadów.
Nie powstrzymał paskudnego grymasu na widok Lycoris Black.
— Uwierz — prychnął pogardliwie w odpowiedzi — że też bym wolał.
Po tych kilku obojętnych, lakonicznych słowach powitania, Logan wszedł do środka, z przyjemnością oscylującą mniej więcej na poziomie wkraczania do gniazda żmijoptaka. Nie tracił energii na rozglądanie się po leżu tej zołzy i po kilku krokach prowadzących w głąb mieszkania odwrócił się twarzą z powrotem w stronę drzwi — zbyt długie przebywanie tyłem do Lycoris groziło nożem sterczącym z pleców, wbitym precyzyjnie pomiędzy kręgi w odcinku piersiowym, a on nie bywał zbyt mało ostrożny — żeby posłać jej zimne, jak zwykle wyglądające na nieco znudzone albo zmęczone życiem, spojrzenie.
Nie przeszkadzam ci w środku nocy? Możemy porozmawiać? Chcesz się najpierw ubrać?
Żadne z tych kurtuazyjnych zwrotów oczywiście nawet przelotnie nie zawitało w umyśle Logana. Z założenia ich nie lubił i nie stanowiły dla niego naturalnych podstaw relacji międzyludzkich; a dla Lycoris wybitnie nie zamierzał się o nie starać. Ani dostosowywać do jakichś żałosnych norm dobrych dla przeciętnych, nudnych i wzorowych obywateli, którym bardziej zależało na opinii otoczenia niż szacunku dla samych siebie.
— O przyjemnościach innym razem, Black — albo nigdy. Nie dodał na głos, ale w tonie zdało się tę sugestię słyszeć. — Potrzebuję przysługi — dodał, przeciągając nieznacznie poszczególne sylaby tych dwóch słów i mrużąc przy tym gniewnie oczy. Wyraz znudzenia nie znikał z jego twarzy, tak samo jak nie spuszczał spojrzenia wbitego wprost w oczy kobiety.
Chociaż słowa te piekły go na języku, jakby przełykał najgorszy kwas o wysokim stężeniu, wypowiedzenie ich wcale go nie zabiło. Co więcej; nic nie wybuchło, nawet tęczówki mu nie zalśniły płomieniem przy ich wypowiadaniu — a to oznaczało oczywisty sukces. Przynajmniej jak na jego standardy.
RE: [21 stycznia 1972] Lycoris i Logan / Mieszkanie Lycoris - Lycoris Black - 27.02.2023
Spojrzenie zaklęte maską gdzieś w meandrach umysłu, przemglone i zmęczone kolejną bezsenną nocą, o sinych śladach na wrażliwej skórze pod oczami świadczyły jednogłośnie, iż nie była pierwszą. Prawdziwie zbolałe westchnięcie opuściło jej usta naprędce, zupełnie nie zatrzymując się w progu pełni warg. Coś było abstrakcyjnego w tej sytuacji; coś szeptało jej, iż jego obecność jest nieprzypadkowa, a i na proscenium myśli świdrował zakład, którego dokonała parszywie i bezdusznie. Wiedziała jednak, iż Logan Borgin był równie pozbawiony światła w sercu jak ona sama; wiedziała, iż był zdolny do czynów żarliwych i nade wszystko obraźliwych – prawdopodobnie dlatego w jej sercu żmii znalazło się dla niego miejsce specjalne – gdzieś na dnie aberracji przeszłości.
Nie siliła się na uśmiech, jednak jej wargi zadrżały nieprzejednanie, gdy ściągała je w jedną stronę, zupełnie jakby chciała rozprostować zmięte prześcieradło, aby po chwili rozluźnić usta. Wbijała weń sztylety wzroku jeszcze długi czas, analizując każdy jego ruch – wszystkie szkopuły zawierające się w chodzie, prędkość oddechu, stoicyzm wpisany w uwerturę. Nic nie sugerowało, jakoby był pijany wysokoprocentowymi trunkami.
A przecież Logan Borgin nie przyszedłby do niej w stanie nieskalanym.
Najwyraźniej coś w czystości jego niezachwianej trzeźwości przekonało Lycoris dogłębnie o celowości jego przyjścia; wiedziała, że musiał czegoś od niej chcieć.
Skrzyżowała chuderlawe ręce na piersi i dopiero wówczas napomniała się o własnej półnagości. Szybki rzut okiem na to, co przysłonięte zostało utrwalił ją w pewności, iż nie będzie sięgać po szlafrok jak onieśmielona podlotka. Lycoris Black uczucia wstydu nie znała.
Podeszła do aneksu kuchennego, sięgając po dwie kryształowe szklanki, aby wypełnić je sowicie ognistą. Zapatrzyła się na moment w rubinową ciecz, zanim dotarły do niej jego słowa.
– Przysługi? No co ty, byłam pewna, że przyszedłeś na ploteczki – sarknęła jadowicie.
Nieprędko podała mu szkło wypełnione procentami – te zawsze rozwiązywały język i czyniły nieprzytomnie w umyśle; na tyle, aby Logan nie zwymiotował na dywan prosząc ją o pomoc. Rzuciła naprędce okiem na masywny zegar ścienny.
Pierwsza trzydzieści siedem.
Minęło dosłownie pięć minut, które wystarczyły, aby miała go dość. Wysoka, chybotliwa sylwetka skierowała się ku mężczyźnie, zatrzymując się jedynie dziesiątki centymetrów, łamiąc ten umowny dystans, który zawierał się w ich relacji odkąd dała mu kosza w wieku dwunastu lat.
Nie wątpiła, czy ten cynizm, z którym go wówczas potraktowała, jeszcze go przejmuje. Może nawet Logan Borgin płakał w poduszkę, pomny tego zdarzenia?
– No już, czego chcesz? – rzuciła oschle, unosząc szklankę do pełni warg.
RE: [21 stycznia 1972] Lycoris i Logan / Mieszkanie Lycoris - Logan Borgin - 08.03.2023
Jeszcze przed zapukaniem do jej drzwi Logan wiedział, że to będzie bolało; jego dumę, jego rozbudowane ego i zdecydowanie bardziej przyziemnie — być może także jego ciało. Nie mógł tylko oszacować jak bardzo. Ani przed drzwiami, ani teraz. Stał więc pośrodku pokoju i obserwował kobietę, której nie cierpiał z wzajemnością. Patrząc, jak nalewa im obojga alkoholu bez żadnego pytania, Logan nie zastanawiał się nad źródłem takiego stanu rzeczy. W ogóle go ono nie obchodziło; tak długo, jak mógł omijać Lycoris Black szerokim łukiem, nie poświęcał jej nawet chwili w swoich wspomnieniach.
Zgrzytnął zębami w odpowiedzi na jej sarkazm, ale poza tym nie odniósł się do niego ani jednym słowem czy gestem. Póki co cena za prośbę nie wydawała się zbyt wygórowana. Trochę uszczypliwości, trochę groźnych spojrzeń, które nie robiły na nim większego wrażenia.
Może dlatego, że jeszcze tej prośby nie sformułował.
I nie przyznał się do popełnienia błędu.
Nie, żeby zamierzał to zrobić.
— Wiąże się bezpośrednio z twoją pracą i zakłada, że złamiesz prawo — poinformował sucho, odbierając od niej szklankę, z której się nie napił. Choć Black znalazła się bliżej, niż mógłby to uznać za warunki komfortowe do rozmowy (albo przynajmniej prób, jakie zamierzał podjąć), Logan nie planował się cofnąć nawet o pół kroku. Nie przed nią. Zwłaszcza że jego bliskość musiała drażnić ją tak samo mocno, skoro nie wyglądała, jakby się przy tym dobrze bawiła. — Więc mówienie o tym ma sens tylko pod warunkiem, że jesteś gotowa to zrobić.
Wzruszył obojętnie ramionami, ale na jego twarzy pojawił się bardzo szczególny wyraz: jakiś rodzaj satysfakcji, w wyraźnym wyzwaniem błyszczącym w jego oczach.
Śmiem cię wyzwać. A może się boisz?
Dziecinna zagrywka, ale uważał, że dla kogoś tak słabego na punkcie rywalizacji jak Lycoris nie trzeba było wiele więcej niż to. Zresztą wybrał rywalizację właśnie dlatego, że wydawała się znajoma. Była stabilnym oparciem, na którym mógł polegać kiedy przychodziło do tej zołzy — bo ostatecznie oboje byli tacy sami.
— Dzięki za drinka, ale jestem abstynentem — dodał głosem niemal ściszonym do szeptu, nachylając się w jej stronę z bezczelnym uśmiechem, po czym odstawił szklankę na stojącą nieopodal półkę. Oczywiste kłamstwo. Ale jakie to miało znaczenie?
Chciał załatwić sprawę i spierdalać. Nie zamierzał niczego u niej pić.
RE: [21 stycznia 1972] Lycoris i Logan / Mieszkanie Lycoris - Lycoris Black - 09.03.2023
Ten mikrokosmos zmysłowej pamięci, w której momentalnie zostali uwięzieni, jak w srebrnych okowach codzienności hogwardzkiej, dzielonej na dwoje – dorosłość wytyczyła przed nimi solidny mur zbudowany z dystansu, wzajemnej niechęci i tych kilku kropel zawierających się w aberracji umysłu, gdzieś na dnie razem ze starymi zabawkami i westchnieniami, których nie było już żal sercu. Wbijała więc w niego sztylety wzroku nieustępliwie – tak, jakby chciała go rozczytać i choć biegła percepcyjnie, skalana piętnem jasnowidztwa, nie uciekała się do potęgi daru czuwającego woalką nad ich obecnością, tą zmieszaną z dwojakich osobowości.
Zamiast tego uniosła wysoko brwi na jego słowa.
– Reasumując – przychodzisz do mojego domu w środku nocy, bez żadnego „cześć” czy „spierdalaj” i to ty wytyczasz zasady naszej rozmowy? – parsknęła śmiechem nieomal, szklankę wypełnioną ognistą unosząc ku wargom. – Nie chcę myśleć, jak bardzo tłuc miotłą cię musieli za dzieciaka, że uważasz, że na to przystanę. Więcej! Że zgodzę się udzielić ci pomocy bez uprzedniego wyjaśnienia o co chodzi – dodała po chwili, a w jej głosie ilość sarkazmu urastała do oceanicznych głębin.
Przez dłużące się momenty stała tak, paznokciem stukając w kryształową powierzchnię szklanki – sekundy mijały wraz z tykaniem zegara, a do jej nozdrzy coraz silniej docierała woń jego wody kolońskiej. Skróciwszy jednak uprzednio dystans, nie zamierzała się wycofywać. Nie był od niej wiele wyższy, więc jej sylwetka tyczki miała się doskonale; nie musiała zadzierać podbródka, co w jej oczach, ujęłoby stalowej postawie.
– Mam ryzykować karierę dla takiego gbura bez prezencji jak ty? Błagam, Borgin, znajdź boga w sercu – prychnęła, odwracając się na pięcie, nurkując w głębiny mieszkania skalane półmrokiem.
– No chyba że masz mi coś do zaoferowania? Domyślam się, że kobiety są w stanie dla ciebie ściągnąć majtki przez głowę, jednak w tej kwestii znalazłeś zły adres.
Wyciągnęła z kieszeni spodni drobną flaszkę z laudanum i wychyliwszy z niej solidnego łyka cieczy, skrzywiła się jedynie nieznacznie i odstawiła tę na jedną z nadgryzionych zębem czasu półek.
|