Secrets of London
26.04, Sklep Ollivanderów, Sophie & Fergus - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: 26.04, Sklep Ollivanderów, Sophie & Fergus (/showthread.php?tid=740)



26.04, Sklep Ollivanderów, Sophie & Fergus - Sophie Flint - 08.01.2023

Choć przebywała już jakiś czas w Wielkiej Brytanii, nie mogła uznać tego pobytu za udany. Starała się w tym wszystkim szukać pozytywów, choć zadanie to niekiedy bywało wręcz karkołomne. Jednym z pozytywów było to, że nie przymierała głodem. Kolejny to fakt, że znalazła pracę, choć dużo poniżej kwalifikacji. Innym jeszcze, że nie potrzebowała różdżki, aby rzucać zaklęcia. I to właśnie ten ostatni pozytyw zmusił ją do pojawienia się na ulicy pokątnej. Z racji tego, że naprawdę nie potrzebowała różdżki do czarowania, nawet nie zauważyła, że jej własna straciła przynajmniej część ze swojej mocy. Zazwyczaj nie zwracała na to uwagi. Czasami wręcz uważała jakoby drewniany patyczek bardziej jej wadził, niż pomagał w pracy czy życiu codziennym. Ale mimo to targały nią wyrzuty sumienia i sentyment. Ta różdżka spędziła z nią tyle lat. Poniekąd stała się przepustką do magicznego świata. Po prostu musiała o nią odpowiednio zadbać.
Nawet do niej dotarły plotki dotyczące jakości usług świadczonych przez ludzi pracujących w sklepie Ollivandera. Jeszcze zza czasów szkolnych pamiętała o tym, gdzie większość uczniów nabywała swoje pierwsze różdżki. Ollivanderowie byli najlepsi w swoim fachu, a ją zawsze ciągnęło w kierunku najwyższej jakości. Dlatego też właśnie tam postanowiła się udać.
Odnalezienie sklepu na ulicy Pokątnej nie było takie trudne. Sklep mieścił się przy głównej ulicy a nie jednej z jej odnóg. I mimo mało reprezentacyjnego frontu, nie dało się go pomylić z żadnym innym. Powoli weszła do środka, a mały dzwoneczek nad drzwiami (co oni wszyscy mieli z tymi dzwonkami nad drzwiami w Wielkiej Brytanii?!) obwieścił jej przybycie. Rozglądała się po wnętrzu mocno przykurzonym czasem i niezakupionymi przez nikogo różdżkami. Było w tym coś delikatnie niepokojącego. Nie zauważyła nikogo z obsługi w tej chyba bardziej reprezentacyjnej części sklepu.
- Ekhem... Dzień dobry? - rzuciła w eter, nie pewna, czy jej słowa w ogóle spotkają się z jakąkolwiek odpowiedzią. Cóż, najwyżej przyjdzie innym razem jeśli będzie trzeba.


RE: 26.04, Sklep Ollivanderów, Sophie & Fergus - Fergus Ollivander - 09.01.2023

Ojciec Fergusa nadal był nieobecny, zajmując się matką po wczorajszym wypadku z kociołkiem, gdy Celestyna Warbeck weszła zbyt mocno. Nadal śmieszył go ten rodzinny żart, choć wiedział, że powinien bardziej martwić się swoimi rodzicami. Jego mamie coraz częściej zdarzały się pomyłki w pracy, co świadczyło, że chyba zbliżał się czas emerytury. A z drugiej strony mógł skorzystać z tego, że i Geraint gdzieś zniknął, więc sklep pozostał w jego rękach. Ojciec w życiu by na to nie pozwolił, ale czego oczy nie widziały… I całe szczęście, że go tu nie było, bo gdyby zobaczył, w jakim stanie znalazły się drzwi do biura i że zionęła w nich gigantyczna dziura po wcześniej roztopionym zamku, chyba rozniósłby Fergusa na miejscu. Przyglądał się temu, siedząc na biurku i uśmiechając się głupio do kubka kawy. W tle leciała cicha muzyka z gramofonu, który przytargał z domu z pomocą paru zaklęć zmniejszających, by zbytnio się nie nadźwigać. Za nic nie potrafił skupić się na robocie, więc i za nic się nie zabierał. Szukał w głowie wymówek, jak wytłumaczyć rodzinie zniszczenia, ale jego myśli wciąż uciekały w zupełnie innym kierunku. Potrzebował czegoś, co by go rozproszyło i pozwoliło powrócić do rzeczywistości, ale jednocześnie tego nie chciał. Czy to normalne?
Dzyń, dzyń. Dzwonek sprawił, że drgnął, odstawiając dawno wystygłą kawę i zsuwając się na podłogę, by wyjrzeć z biura, kogo przywiało do sklepu. Nie spodziewał się dziś nikogo znajomego, ojciec krzyczałby już od wejścia, a wuj wyklinał dzwonek, który go drażnił. Musiał to zatem być jakiś klient.
- Dzień dobry – odparł na przywitanie, choć kusiło go powiedzieć po prostu cześć. Nie tylko ze względu na wiek kobiety, ale również dlatego, że wydawała mu się dziwnie znajoma. Kojarzył tę twarz, musiał ją gdzieś już widzieć, ale nie potrafił przypisać jej żadnego nazwiska. – W czymś pomóc? – dopytał, unosząc brew i oparł się na ladzie po przeciwnej stronie. Część włosów wywinęła mu się spod frotki, opadając na twarz i przesłaniając oczy, więc je odgarnął. Liczył na to, że załatwi sprawę szybko, bo gdy tylko znalazł sposób na odwrócenie uwagi, dotarło do niego, że zdecydowanie wolał pogrążać się we własnych myślach. Skąd on ją, na brudne gacie Merlina, znał?


RE: 26.04, Sklep Ollivanderów, Sophie & Fergus - Sophie Flint - 12.01.2023

Grzecznie oczekiwała na pojawienie się kogoś z obsługi, przy czym jednocześnie przyglądała się wnętrzu sklepu. Im dłużej spoglądała na półki czy niektóre zakątki, tym mocniejsze miała wrażenie, że wiele rzeczy było tutaj nie tak. Ten sklep wyglądał jakby czasy swojej świetności miał już dawno za sobą, a mimo to ludzie ciągnęli tutaj i to właśnie to miejsce wszyscy polecali w kontekście najlepszej obsługi i wiedzy na temat różdżek. Nie pozostawało jej nic innego jak tylko zaufać tym wszystkim opiniom, choć prawdopodobnie gdyby to zależało tylko od niej, sama by tutaj nie weszła.
Uśmiechnęła się, może zbyt szeroko jak na Brytyjskie standardy, kiedy zobaczyła młodego chłopaka, który wynurzył się prawdopodobnie z innej części sklepu. Chciała po prostu być miłą osobą i sprawiać dobre wrażenie. Zmarszczyła jednak brwi, kiedy zyskała sposobność przyjrzenia się sprzedawcy. Wiedziała, że go skądś zna. Była tego bardziej, niż pewna. Tylko nie mogła za żadne skarby skojarzyć skąd. To było tego rodzaju irytujące uczucie, którego nie można było się pozbyć. Miała na końcu języka odpowiedź na pytanie kołatające się w jej głowie, ale nie mogła tej odpowiedzi chwycić między palce. Wiedziała, że zna chłopaka. Wiedziała, że to nie jest dla niej obca osoba, ale nie mogła skojarzyć skąd go zna. Cholera, nie lubiła takich sytuacji…
A, tak - zreflektowała się Sophie, kiedy chłopak przypomniał jej, że w sumie pojawiła się w sklepie w jakimś konkretnym celu i wcale nie było nim bezczelne przyglądanie się twarzy chłopaka. Podrapała się po głowie, jakby musiała sobie przypomnieć po co tutaj właściwie przyszła. - Chciałabym prosić o pomoc. Od kiedy przyjechałam do kraju, coś dziwnego dzieje się z moją różdżką. Jakby… utraciła część swojej mocy?
Sophie sięgnęła do kieszeni kurtki i wyciągnęła z niej różdżkę, którą następnie delikatnie położyła na rozdzielającym ich blacie. Dłuższą chwilę milczała, myśląc nad tym, co może być nie tak z jej różdżką, ale temat dziwnej znajomości uderzył ją jak obuchem.
- Przepraszam, ale jak masz na imię? - Zapytała bezpardonowo, niepomna na to, jak mogłoby to wyglądać w oczach sprzedawcy. Ona sama po prostu musiała dowiedzieć się o co chodzi, bo inaczej szlag ją jasny trafi.


RE: 26.04, Sklep Ollivanderów, Sophie & Fergus - Fergus Ollivander - 12.01.2023

- Mam coś na twarzy? – zapytał, gdy dostrzegł, że dziewczyna mu się przygląda, a jej uśmiech znacząco osłabł, gdy ich spojrzenia się spotkały. Zdawała mu się aż nadto entuzjastyczna jak na kogoś, kto przyszedł tutaj z uszkodzoną różdżką. Uniósł brew, wciąż skonsternowany tym, kogo mu przypominała. Miał wrażenie, że odpowiedź była prostsza, niż mógłby się spodziewać, ale jednocześnie pewnie wpadnie na nią w środku nocy, gdy będzie już dawno po fakcie i powinien o wszystkim zapomnieć.
Gdyby Sophie zjawiła się w sklepie Ollivanderów trzy tygodnie wcześniej, pewnie zastałaby przyciągającą oko witrynę i bardziej przyjazne klientom wnętrze. Po nieszczęsnym włamaniu ojciec Fergusa postanowił jednak zrezygnować z wystawki przy szybie, która kusiłaby aż nadto lepkie ręce. Ekspozycja towaru w głównym pomieszczeniu też się zmniejszyła. Nie mogli ryzykować utraty kolejnych różdżek, zwłaszcza że ponieśli na tym nie tylko straty pieniężne. Część tych artefaktów została wykonana jeszcze za życia dziadka Fergusa, więc leżąc w sklepie były swego rodzaju pamiątkami, dziedzictwem po starym Ollivanderze.
- To raczej nie jest normalne, że różdżka przestaje działać po przejściu przez granicę. Chyba że uszkodzono ją na jakiejś odprawie. Od jak dawna to się dzieje? – zapytał, sięgając po różdżkę, którą dziewczyna położyła na ladzie. Uniósł ją na wysokość swoich oczu i zmarszczył brwi, nie do końca wiedząc, z czym miał do czynienia. Na różdżkach stworzonych przez jego rodzinę zostawiano ślady, ukryte znaki, które informowały, że to ich wykonanie. Ta była zupełnie obca, a sądząc po akcencie klientki, chyba amerykańska. A to wróżyło kłopoty. – Co to za rdzeń? – zdziwił się, dostrzegając na różdżce szarawe odbarwienie, które nie było korozją drewna, a raczej jego brakiem. Tak jakby ktoś przypadkiem dokopał się do rdzenia, choć Fergus sam nie wiedział, czym to było. Chyba jakimś rogiem albo pazurem, z którym nie miał wcześniej do czynienia. Najwyraźniej powinien się podszkolić z tego, jak za granicą wytwarzano różdżki. Jeszcze tego mu do szczęścia brakowało. – Fergus – odpowiedział jej jeszcze instynktownie, nie do końca zwracając uwagę na to, że zapytała go o imię i czy w ogóle powinna. Dalej obracał w rękach jej różdżkę, szukając odpowiedzi na nurtujące go pytanie: co to, do cholery, jest?


RE: 26.04, Sklep Ollivanderów, Sophie & Fergus - Sophie Flint - 17.01.2023

Słysząc jego słowa, Sophie od razu zreflektowała się. Zamrugała kilka razy, uśmiechnęła się delikatnie, jakby nic wielkiego się nie stało. Nie to, że przed chwilą otwarcie gapiła się na tego mężczyznę, bez najmniejszego nawet skrępowania.
- Nie nie, wszystko w porządku - dodała, wciąż się uśmiechając. Miała dziwne wrażenie, że mógł ją mieć w tym momencie za wariatkę, jednak nie zamierzała się tym przejmować. W końcu przyszła tutaj w konkretnym celu. Jej różdżka szwankowała i potrzebowała pomocy. Skoro wszyscy tak zachwalali ten sklep, to musiała udać się właśnie tutaj. Innego rozwiązania nie widziała. Chyba należało skupić się właśnie na tym w tym momencie, nie na tym, z kim do cholery miała do czynienia.
- Szczerze mówiąc... nie jestem pewna. - Wzruszyła delikatnie ramionami, przyglądając się temu, co robił chłopak za ladą. Z tyłu głowy wciąż ciążyła jej myśl skąd ja go znam?! której mogła wybić. - Tak naprawdę przede wszystkim posługuję się magią bezróżdżkową, ale mimo to, różdżka czasami się przydaje. Także mogło to być równie dobrze wczoraj, jak i trzy tygodnie temu.
Jego zmarszczone brwi nie mogły sugerować nic dobrego w odczuciu Sophie. Tyle że nie mogła mu pomóc w żaden inny sposób jak jedynie dostarczyć więcej informacji na temat jej różdżki.
- Kolec białego rzecznego potwora - odpowiedziała na pytanie odnośnie rdzenia. Próbowała ponownie skupić się na tym, co robił, ale było to praktycznie niemożliwe.
Wtem wszystkie puzzle wskoczyły na swoje miejsca, kiedy powiedział, jak ma na imię. Sophie uśmiechnęła się szeroko i klasnęła w dłonie tak, że aż kilka iskierek wystrzeliło spomiędzy jej palców.
- Wiedziałam, że cię znam! - zawołała radośnie, wskazując chłopaka palcem. - Z wymiany w Hogwarcie. Spędziłam w waszej szkole rok, gdzie przydzielono mnie do Slytherinu! Fergus Ollivander, oczywiście, że cię pamiętam. - Była zachwycona swoim osiągnięciem i tym, że w końcu rozwiązała niesamowicie ciężką dla niej zagadkę, jaką było odpowiedź, dlaczego twarz tego chłopaka wydawała jej się tak bardzo znajoma. Nie bez powodu. Kręciła się po tych samych szkolnych korytarzach przez rok czasu!


RE: 26.04, Sklep Ollivanderów, Sophie & Fergus - Fergus Ollivander - 18.01.2023

Spojrzał na nią z ukosa, rzeczywiście dochodząc do wniosku, że miał do czynienia z wariatką, ale Amerykanie chyba po prostu tak mieli. Nie żeby był uprzedzony… No dobra, trochę był. Nie rozumiał ich wiecznego poczucia radości i tego, że nie rozumieli pojęcia przestrzeni osobistej, choć jak dotąd dziewczyna trzymała się w miarę na odległość. Pewnie dlatego, że rozdzielała ich sklepowa lada ciągnąca się przez sporą część długości pomieszczenia. Nadal wierciło go jednak w środku to, czy rzeczywiście nie miał czegoś na twarzy, a ona jedynie sobie z niego żartowała. Zresztą, nawet gdyby miał na policzku kleksa od sosu kanapkowego albo okruszki po herbatnikach, zignorowałby to, rzucając komentarzem, że zostawił sobie na później.
Okej, Fergus, odetchnij.
- Coś między wczoraj a trzema tygodniami temu?! Przecież w ten sposób mogło dojść do jakiejś katastrofy. Różdżka to nie jest drapaczka do pleców, żeby się przydawała od czasu do czasu –powiedział, wyraźnie oburzony, choć i tak starał się jak mógł, by opanować nerwy i nie wybuchnąć. Co było z tymi ludźmi, że nikt nie dbał o coś, co powinno być przedłużeniem ręki? Co chwila znajdował coraz to nowszego znajomego, który miał zarysowaną albo pozbawioną części rdzenia różdżkę. Nie wspominając już o obcych, którzy tutaj zaglądali. Magia bezróżdżkowa była jedynie powodem ignorancji, ale to już zachował dla siebie. I jego dobry humor nagle wyparował.
Czym, na pantalony Slytherina, był biały rzeczny potwór?
Wciąż przyglądał się różdżce, próbując jakoś zyskać na czasie, by znaleźć rozwiązanie problemu. Kojarzył, że gdzieś w biurze leżała stara księga na temat rdzeni z innych kontynentów, tylko musiałby sobie przypomnieć, gdzie dokładnie.
- Naprawdę mnie pamiętasz? – zdziwił się, zszokowany tymi rewelacjami, chociaż biorąc pod uwagę, że podał jej swoje imię, a nazwisko widniało nad wejściem do sklepu, nietrudno było o połączenie faktów. – Niespecjalnie kumplowałem się ze Ślizgonami, tak bardziej z jedną osobą – wzruszył ramionami, mając na myśli oczywiście Cynthię Flint, która uratowała go kiedyś przed szlabanem, a której w ostatnich tygodniach starał się nieco unikać ze strachu przed tym, że Castiel mógł z nią rozmawiać. O czymkolwiek. Nawet tych książkach, które jej rozwalił. Czy powinien zapytać ją o jej nazwisko? Twarz kojarzył, imienia niekoniecznie. Przynajmniej wyjaśniło się, że ze szkoły.
- Poczekaj chwilę – mruknął i zniknął na moment w biurze. Przerzucał księgi na regałach, szukając tej właściwej i powodując przy tym niepotrzebny hałas, który w sąsiednim pomieszczeniu mógł brzmieć dość niepokojąco. W końcu znalazł odpowiednie tomiszcze, zabezpieczone obwolutą z krzywym, odręcznym pismem jego dziadka informującym o tym, że w środku znajdowały się Rdzenie Amerykańców. Wrócił do Sophie, położył kodeks przed sobą na ladzie i zaczął szybko wertować w poszukiwaniu tego całego potwora z bagien, czy czym on był.
- Wydaje mi się, że drewno jest uszkodzone na tyle, że widać rdzeń, ale muszę się upewnić, czy ten szarawy odcień nie wróży czegoś gorszego – wyjaśnił jej, pochylając się nad książką i co jakiś czas porównując różdżkę z opisem. – Co właściwie robisz w Londynie? Praca? Rodzina? – dopytał, bo skoro już się znali wypadało jakoś pociągnąć konwersację.


RE: 26.04, Sklep Ollivanderów, Sophie & Fergus - Sophie Flint - 24.01.2023

Kompletnie nie spodziewała się tego, że jej odpowiedź spotka się z tak wielkim oburzeniem. Nieco zmieszana uniosła nawet brew ku górze, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Nie wiedziała, czy chłopak używał magii bezróżdżkowej, czy nie, ale dla niej było to coś kompletnie normalnego. Wielokrotnie przekonywała się o tym, że jest to o wiele użyteczniejsza forma rzucania czarów niż tradycyjne używanie różdżki. Uczyła się tego od zawsze i nie zamierzała zaprzestać pogłębiania swojej wiedzy. Polegała na tym sposobie posługiwania się magią. Z tych też powodów różdżka schodziła dla niej na dalszy plan. I po prostu nie zarejestrowała tego, co działo się z tym magicznym, drewnianym patyczkiem do momentu gdy nie był on jej niezbędny, bądź po prostu przez przypadek na niego nie spojrzała. Jak i tym razem.
- To chyba trochę przesadzona reakcja - zauważyła ostrożnie. Gotowa była podjąć tę polemikę i tłumaczyć swoje racje. - W końcu... nie robiłam z nią nie wiadomo czego. Zawsze mam ją przy sobie tyle że używam wtedy gdy konwencjonalne metody zawodzą.
Dla niektórych konwencjonalne metody mogły być zgoła odmienne, ale to już nie był jej problem. Przywykła do faktu, że pod wieloma, nie zawsze korzystnymi, względami wyróżniała się z tłumu.
- Pamiętam! Nie wiem czemu, ale zapadłeś mi w pamięć - dodała uśmiechając się w jego kierunku. Tyle że bardzo wiele czynników podpowiadało jej, że chłopak prawdopodobnie nie pamiętał szczególnie jej. Może niepotrzebnie wychylała się z tym tematem...
Podążyła wzrokiem za Fergusem, gdy ten udał się na zaplecze po... cholera wie po co. Niecierplie bębniła palcami w blat kontuaru przy którym stała. Zastanawiała się, czy uszkodzenie jest poważne, czy raczej niewielkie i może dlatego chłopak musiał gdzieś iść. Widocznie na odpowiedź musiała jeszcze chwilę poczekać.
Pochyliła się nad różdżką gdy zaczął opisywać, co jej dolega. Zmarszczyła nieco brwi, trochę zaniepokojona jego słowami.
- Ale jest to coś, co jesteście w stanie naprawić? - Nie precyzowała, kto dokładnie miał to zrobić. Brała pod uwagę fakt, że być może Fergus uzna, że uszkodzenia są za duże na jego kwalifikacje i będzie musiał prosić o pomoc kogoś innego. Nawet jeśli Sophie nie używała różdżki na co dzień, to budziła ona w niej ogromny sentyment.
Nie spodziewała się pytania o swoje powody przybycia do Londynu, toteż nie miała przygotowanej odpowiedzi. Szybko jednak wpadła na idealne rozwiązanie.
- Wycieczka, może praca. Zobaczymy, co wyjdzie. Polecasz coś co konkretnie powinnam zobaczyć? - Uśmiechnęła się delikatnie w jego kierunku.


RE: 26.04, Sklep Ollivanderów, Sophie & Fergus - Fergus Ollivander - 27.01.2023

- Zarabiam na życie rzeźbiąc patyki. Bezróżdżkowcy mogą sprawić, że zbankrutuję – odpowiedział jej poważnym tonem, ale zaraz się roześmiał, gdy dostrzegł jej przerażoną, niepewną minę. Naprawdę wyglądał tak strasznie? Może rzeczywiście jego reakcje bywały przesadzone, o czym zdołał się już przekonać nie raz i nie dwa. W tym wypadku jednak za nic nie potrafił zrozumieć, jakim cudem dziewczyna nie zdołała się zorientować, że od paru tygodni było coś nie tak z jej różdżką. – Kiedy, jak to ujęłaś, konwencjonalne metody zawiodą, zepsuta różdżka może jeszcze pogorszyć. Uwierz mi, nie jesteś pierwszą osobą, która by tego nie dostrzegła i jeszcze przypadkiem uszkodziła samą siebie.
Nie potrafił sobie przypomnieć, jak się nazywała, ani czy rzeczywiście zamienili ze sobą choć jedno słowo w Hogwarcie. Nie zwracał wtedy jednak szczególnej uwagi na ludzi. Wystarczali mu wyłącznie ci, z którymi trzymał się blisko, jak Nora, Sauriel czy Cynthia. Pozostałych ignorował, traktując raczej jako niezbędne tło do życia szkolnego. A że Sophie mogła się nim stać, to już raczej kwestia tego, że przyjechała na zaledwie rok, a to na przestrzeni lat miało niewielkie znaczenie.
- Aż tak się wyróżniałem? – zdziwił się, bo raczej sam mógł być tłem dla pozostałych uczniów. Niezbyt wyróżniający się z tłumu, chuderlawy, nadęty Krukon o przydługich włosach opadających mu na oczy, zazwyczaj ukrywający się gdzieś między regałami w bibliotece albo szwendający z Puchonami w postaci Figg czy Lovegooda. Zdarzało mu się być pretensjonalnym na lekcjach czy spierać z nauczycielami na różne tematy, co kończyło się niekiedy szlabanem. Ale żeby ktoś go zapamiętał?
Wywrócił oczami na jej pytanie, wciąż trzymając w dłoni jej różdżkę, a palcem drugiej przemieszczając się po wypisanym drobnym pismem tekście. Pismo jego dziadka było szkaradne, ale nauczył się je przez lata odczytywać, by cokolwiek z tych notatek wynieść.
- Oczywiście, że dam radę to naprawić – fuknął, mrużąc oczy, bo nie lubił, kiedy kwestionowano jego umiejętności. Wystarczało mu, że robił to ojciec. Nie musiała tego robić klientka, która na dodatek najwyraźniej po raz pierwszy miała do czynienia z Ollivanderami jako różdżkarzami. Siebie z czasów szkolnych nie liczył, bo wówczas planował dla siebie zupełnie inną przyszłość, niezwiązaną z użeraniem się z Amerykankami zza sklepowej lady. – Ale nie będzie to łatwe, ani tym bardziej tanie – uprzedził, bo jednak zachowanie ostrożności przy nieznanym mu dotąd rdzeniu wymagało od niego większej koncentracji i zapewne pomocy kogoś bardziej doświadczonego, jak wuja Gerainta. Ojca wolał w to nie mieszać, bo nie pozwoliłby mu niczego dotknąć, zabierając całą robotę dla siebie.
- Czyli wycieczka w ramach pracy? – zdziwił się, sięgając pod ladę po narzędzia, których będzie musiał użyć, by cokolwiek z tej różdżki pozostało i by nadawała się do rzucania jakichkolwiek zaklęć bez ryzyka poparzenia dłoni właścicielki lub wysadzenia wszystkiego wokół. – Okej, przypomnij mi, proszę, jak się nazywasz, bo będzie mnie to teraz zżerało – poprosił jeszcze, gdy ustawił przed sobą kilka dłut, coś, co przypominało wspornik i rękawice, które miały go uchronić przed pokaleczeniem dłoni drzazgami.
Było w tej dziewczynie coś znajome, w jej błękitnych oczach, kształcie twarzy i jasnych włosach. Ale nie potrafił tego z niczym połączyć, choć naprawdę się starał.
- W Londynie czy ogólnie? Bo jeśli chodzi o Londyn, proponowałbym raczej zaszycie się w mugolskiej części, zwłaszcza spacer na deptak nad Tamizą.
Jeśli miała na myśli ogólnie Wielką Brytanię, pierwsze co by mu wpadło do głowy, to całkiem przyjemny port i środek nieokreślonej wody, ale tym nie chciał się dzielić z jakąś obcą dziewczyną.