[7 kwietnia 1972] Theon & Stella - Theon Travers - 12.01.2023
7 kwietnia 1972
Theon & Stella
jakaś restauracja na ulicy Pokątnej
Nie przepadał za tego rodzaju wydarzeniami.
Wciśnięty w elegancką marynarkę, stał przed budynkiem, w którym odbywało się przyjęcie, kompletnie nie zwracając uwagi na panujący na zewnątrz chłód. O tej porze roku pogoda w dalszym ciągu dawała się we znaki. Zwłaszcza w godzinach wieczornych. Wolał jednak to, niż przebywanie wewnątrz eleganckiego lokalu, w którym zabawa zdawała się trwać w najlepsze. Sam nie bardzo miał chęci do tego, żeby w tym wszystkim uczestniczyć. Niestety w tym przypadku wybór miał tak wielki, że aż żaden.
Jednym uchem słuchał, drugim wypuszczał każde kolejne słowo wypowiadane przez znajdującą się tuż obok kobietę. Współpracownicę. Nie przepadał za Audrey, aczkolwiek zapytany nie byłby w stanie podać konkretnego powodu, który za tym stał. Może wiązało się to z tym, iż poznał ją w Biurze Łączników z Centaurami?
W zasadzie nieistotne.
- Dzięki za papierosa, będę już wracać do środka. Strasznie zimno. - powiedziała, przez moment zawieszając spojrzenie na marynarce Theona. Nie trzeba było być geniuszem, żeby zauważyć, iż liczyła na udostępnienie okrycia i możliwość spędzenia jeszcze kilku chwil w towarzystwie blondyna. Ten jednak nie zwrócił na to uwagi.
- Jasne, za chwilę do was dołączę. - zareagował na jej słowa. Tyle otrzymała z jego strony. I cóż... wyglądała jakby coś jeszcze chciała dodać, na taką nieco niepewną, ale po chwili z cichym dobrze, odwróciła się wreszcie w kierunku drzwi wejściowych, pozostawiając Theona samego.
Jemu zaś to odpowiadało.
Na spokojnie dopalił swojego papierosa, obserwując okolice, w której odbywało się przyjęcie. Biorąc pod uwagę wszystko, co działo się w ostatnim czasie, Londyn wyglądał zadziwająco wręcz spokojnie. Ludzie zdawali się dobrze bawić, niczym nie przejmować. Jakby nie miało to na nich większego wpływu. Tylko czy faktycznie tak było? Może w grę wchodziła zaledwie potrzeba odreagowania, chwilowego zapomnienia?
Theon zapomnieć nie był w stanie. Na dłużej zatrzymał spojrzenie na pobliskim sklepie miotlarskim, który od dłuższego czasu nie nosił już na sobie śladów po ataku. Nie był w stanie dostrzec żadnych dziur, nie był w stanie zauważyć żadnych zniszczeń. Wiedział, że już dawno temu zdołali się ich pozbyć.
Naprawili.
Posprzątali cały ten bałagan.
Czy zdołają uprzątnąć wszystko?
Zakończyć rewolucje?
Wreszcie westchnął nieco ciężej, rzucając na ziemię pozostałości papierosa, gasząc je butem. Nie powinien w ogóle o tym myśleć. Nie powinien też mieć wątpliwości. One sprowadzały problemy. Tylko tyle i nic więcej. A problemy były ostatnim czego potrzebował. Wreszcie, starając się wyglądać nieco bardziej przystępnie, ruszył w kierunku drzwi wejściowych, zmierzając w stronę przestronnej, elegancko udekorowanej sali. Zamierzał rozejrzeć się za jakąś znajomą twarzą. Jakoś dotrwać do końca tego wieczoru, ewentualnie wytrzymać jeszcze tych kilka minut. Na zamierzeniach jednak się skończyło. Jego uwagę przyciągnęła bowiem znajdująca się na scenie kobieta, która przy pomocy wiolonczeli czyniła właśnie najprawdziwsze cuda.
Budziła zachwyt.
Nie on jeden zachowywał się niczym zahipnotyzowany.
Pod wpływem roztaczanego przez nią uroku, zmienił swoje plany. Przeciskając się pomiędzy ludźmi, postarał się dojść możliwie najbliżej sceny. Tak, żeby mieć na wszystko jeszcze lepszy widok. Zabrakło mu jednak szczęścia. Stella właśnie kończyła swój występ. Ledwie zdołał dotrzeć na miejsce, z którego mógł w pełni kobietę podziwiać, ta podniosła się z dotychczas zajmowanego miejsca, kłaniając się i odbierając podziękowania od starszego urzędnika. Zachwyt był w pełni zasłużony.
RE: [7 kwietnia 1972] Theon & Stella - Stella Avery - 13.01.2023
Musiała jakoś żyć. Wrócić do normalności. Średnio miała ochotę zabawiać tych wszystkich ludzi. Nie mogła jednak spędzać całych dni w pokoju, malując. Bardzo by chciała móc po prostu egzystować, jednak rodzice naciskali na to, żeby zaczęła żyć. Nie było to łatwe. Musiała się uśmiechać, udawać, że wcale ją nie boli, choć miała problem, aby wygrzebać się z łóżka. Każdego dnia. Nie umiała żyć bez niej. W końcu opiekowała się nią od zawsze, towarzyszyła jej odkąd tylko się urodziła. Teraz została sama. Zupełnie sama z sercem, które rozsypało się na milion kawałków, kiedy ją straciła. Mogła zauważyć, że coś jest nie tak, ciągle miała do siebie pretensje, gdyby zareagowała to może nadal byłaby obok. Musiało być z nią źle skoro targnęła się na swoje życie. Czy była aż tak nieszczęśliwa w małżeństwie z Crouchem? Wydawało jej się, że całkiem dobrze się dogadywali, bywała u nich często, zresztą też tego dnia, Kordelia wydawała się być szczęśliwa. Wszystko wyglądało tak, jak powinno, przynajmniej z pozoru, ale nie bez powodu znalazła ją później martwą w wannie.
Ojciec zaangażował ją w jakiś występ. Nie do końca wiedziała o co chodzi, może wcale nie chciała wiedzieć? Musiała zrobić swoje. Pójść tam, zagrać, wyglądać i będzie mogła wrócić do domu. Przygotowywała się dość długo, musiała doprowadzić się do stanu, w którym mogła pokazać się większej ilości osób. W końcu musiała błyszczeć, miała to nieco ułatwione, wystarczyło, że wykorzystała swoje genetyczne zdolności, a ludzie zaczynali patrzeć na nią zupełnie inaczej. Nie potrafili się oprzeć jej urokowi, ułatwiało to zainteresowanie ich jej muzycznymi umiejętnościami.
Pojawiła się restauracji, w której miała grać o odpowiedniej godzinie. Nie spóźniała się, nie wypadało by publika musiała na nią czekać. Została zaproszona na scenę. Pojawiła się na niej ze swoim ukochanym instrumentem - wiolonczelą. Zaczęła grać, oczywiście nie obyło się bez wykorzystania wilego uroku, mało kto doceniał samą muzykę, a szkoda. Tłum wpatrywał się w nią, kiedy zaangażowana poruszała smyczkiem po wiolonczeli. Był to jeden z momentów, kiedy przestawała myśleć o tym, co się ostatnio wydarzyło. Występ dobiegł końca, wstała jeszcze i się ukłoniła. Mogła stąd wyjść, wrócić do swoich czterech ścian.
Czarna suknia, która była dosyć mocno opięta skutecznie utrudniała jej poruszanie się. Dlatego też wolnym krokiem schodziła ze sceny, na której znajdował się instrument. Po wszystkim ktoś się nim zajmie. Uścisnęła jeszcze dłoń urzędnika, musiał być osobą dla której było zorganizowane to przyjęcie. Udało jej się zejść ze sceny, czuła skierowane w swoją stronę spojrzenia, miała świadomość, że było to spowodowane urokiem, w końcu bez niego nikt nigdy tak na nią nie patrzył. Miała ochotę napić się jeszcze czegoś mocniejszego, rozejrzała się więc w poszukiwaniu jakiegoś baru.
RE: [7 kwietnia 1972] Theon & Stella - Theon Travers - 16.01.2023
Znajdując się blisko sceny, nie spuszczał wzroku z kobiety, która właśnie ją opuszczała. Nie był w stanie tego zrobić. Urok, pod wpływem którego znalazł się ledwie kilka chwil temu, zadziałał mocniej niż można się było tego spodziewać. Dużo skuteczniej. Zaskakujące. Zwłaszcza w kontekście osoby, w której żyłach znajdowała się domieszka krwi olbrzymów. Z reguły radził sobie w takich sytuacjach całkiem nieźle. Z reguły nie musiał się przed tego typu urokami bronić.
Tym razem szczęście mu jednak nie dopisało.
Ruszył za nią, kiedy znalazła się pośród ludzi, jeszcze chwilę temu stanowiących jej widownię. Nie myślał co robi. Nie kontrolował tego. Wcale. Nadal znajdował się pod wpływem magii. Ta zaś sprawiała, że potrzebował bliskości, potrzebował dotyku tej zupełnie nieznanej mu kobiety. Wszystko związane było z nią, jej dotyczyło.
Reszty zupełnie nie zauważał.
Po drodze zaczepiony przez znajomego urzędnika, minął go bez słowa. Nie zawracając sobie głowy tym, co próbował mu właśnie powiedzieć. Na ogół nie był niegrzeczny, nieuprzejmy, choć też daleko było mu do miana mistrza taktu. Tak samo specjalisty od savoir-vivre. Przyśpieszył, nie chcąc, aby Stella zniknęła mu z oczu. Wyciągnął w jej kierunku dłoń, zanim ta zdążyła dotrzeć do swojego celu – niewielkiego, acz przy tym dobrze zaopatrzonego baru. Zanim ta dotarła do drobnej kobiecej dłoni, spotkała odkrytym ramieniem, przesunęła w kierunku łokcia, nadgarstka.
Nie dostrzegał w tym niczego niestosownego.
Niewłaściwego.
Tylko czy podobnie patrzyła na to ona? Dotykana przez nieznajomego mężczyznę, bez wyraźnego przyzwolenia na takie działania? Większość kobiet zareagowałaby w tej sytuacji w jeden, konkretny sposób. Logiczny. Zrozumiały.
Gdyby w tym momencie oberwał w mordę, nikogo nie powinno to zaskoczyć. Co najwyżej wyrazić można byłoby pewne zrozumienie. Bo przecież to nie była wina Yaxleya. Nie do końca. Theon nie był ponadto znany w towarzystwie z obłapiania przypadkowych, młodych, a przy tym całkiem urodziwych kobiet.
Bo i owszem. Stelli nikt nie mógł odmówić urody. W jej przypadku odziedziczony po przodkach dar, stanowił jedynie przydatny dodatek. Jeden z tych, który mógł ułatwić życie.
RE: [7 kwietnia 1972] Theon & Stella - Stella Avery - 18.01.2023
Stella czuła, że w jej kierunku spogląda wiele osób. Nie zmieniło się to, gdy przestała grać. Bardzo dobrze wiedziała, że jest to spowodowane urokiem, z którego korzystała podczas swojej pracy. Miała świadomość, jak on działał na innych. Czasem nawet nie do końca spodziewała się, że efekt będzie tak silny. Właściwie uważała, że ułatwiało jej to życie, nie musiała się bronić jedynie swoimi muzycznymi umiejętnościami, miała coś więcej, gdyby powinęła się jej noga. Z drugiej jednak strony, oni byli zapatrzeni w jej osobę, średnio ich obchodziło, co i jak gra. Nieco ją to czasem dołowało, jednak aby dostawać kolejne zlecenia musiała dbać o to, żeby zostać zapamiętaną.
Stella szła przed siebie, powoli, nie spieszyło jej się specjalnie. Czuła, że nadal zmierzają za nią spojrzenia, musiał to być naprawdę dobry dzień dla jej wiłych umiejętności, oby jednak urok przestał działać, bo nie dadzą jej stąd wyjść. Kilka razy już jej się to przydarzyło.
Udało jej się dotrzeć do baru bez większych komplikacji, wyciągnęła rękę, aby sięgnąć po kieliszek z szampanem, nie dotarła jednak do szkła. Poczuła dotyk, podniosła wzrok, aby zobaczyć, kto pozwolił sobie na obłapywanie jej. Nie dostrzegła, że Theon zmierzał tu za nią, Stella nie była specjalnie spostrzegawcza. Spojrzała Yaxleyowi w oczy, powinna go uderzyć, jednak sprawa wcale nie była taka prosta. Miała świadomość, że zachowywał się tak przez urok. Złapała więc jego rękę swoją wolną dłonią i delikatnie, spokojnie odsunęła ją od ręki, którą chwilę wcześniej dotykał. Nie odrywała przy tym spojrzenia od jego twarzy. - Nie chcesz tego.- Szepnęła jeszcze cicho, aby nikt obok nie usłyszał tego, co miała mu do powiedzenia. - To tylko urok.- Nigdy nie było jej dane do końca zoruzmieć, jak działa ta umiejętność na innych, próbowała jednak to sobie wyobrazić, miała nadzieję, że jej słowa dotrą do mężczyzny, choć wydawał się być bardzo oczarowany.
RE: [7 kwietnia 1972] Theon & Stella - Theon Travers - 22.01.2023
Delikatna w dotyku, aksamitna skóra, przyjemny zapach i wreszcie głos... głos, którego - przynajmniej takie miał wrażenie - mógłby słuchać długimi godzinami. Urok nadal działał. W dodatku znacznie silniej, niż można było się tego spodziewać. Występ Stelli obserwował wszak tylko przez krótką chwilę. To nie powinno mieć miejsca. Zwłaszcza, kiedy przyjdzie połączyć wszystko również z innymi czynnikami. Yaxley nie powinien być zbyt mocno podatny na tego rodzaju magię. Nigdy wcześniej to mu się nie zdarzyło.
Może stało za tym coś więcej?
- Masz naprawdę piękny głos, prawdziwie anielski. - podzielił się swoim spostrzeżeniem, kompletnie nie zwracając uwagi na wypowiedziane przez wiolonczelistkę słowa. W zasadzie nie zdołał ich nawet zarejestrować, nie dał rady przetworzyć. Mózg jakby nie nadążał, ale Theon pozostawał tego faktu wręcz błogo nieświadomy. W tym momencie nie miało dla niego większego znaczenia to, co Stella mówiła. Liczyły się inne rzeczy. I nawet można było to zauważyć. Wystarczyło poświęcić tylko odrobinę uwagi blondynowi. Spojrzeć w jego oczy. Spojrzenie było z tych zamglonych, odległych. Wyraz twarzy podobnie, zdradzał wyraźne oznaki tego, co się z Yaxleyem działo.
W tym momencie obecny był tutaj jedynie ciałem.
Nie cofnął się, choć Stella odsunęła od siebie jego dłoń. Znajdywał się nadal o wiele bliżej nieznajomej kobiety niż wypadało. Zwłaszcza w miejscu publicznym. Niemalże skóra przy skórze. Możliwe, że mogła poczuć jego ciepły oddech. I choć sama Stella starała się nikogo nie alarmować, pracujący za barem kelner nie mógł nie zwrócić na to uwagi. Znajdywał się zbyt blisko ich dwójki. Miał na całe zajście dobry widok. Tyle tylko, że nie do końca orientował się w tym, co konkretnie za tym stało. Był zajęty pracą i co za tym idzie - nie do końca nadążał za tym, co miało miejsce na sali.
- Wszystko w porządku? Potrzebuje pani pomocy? - padło z jego strony. Nie zadał tego pytania cicho. Nie starał się być przy tym dyskretny. Dlaczego zresztą miałby tak do tego podejść? Z jego perspektywy, jakiś natrętny mężczyzna nie dawał spokoju kobiecie. Wypadało zainterweniować. Należało udzielić pomocy. Może nawet wezwać ochronę, która na tego rodzaju przyjęciach zawsze gdzieś była. Tutaj również nie mogło jej zabraknąć. Od Stelli zależało teraz czy zjawi się przy barze, unieszkodliwiając natręta.
Może pewną motywacją do podjęcia tego rodzaju decyzji, będzie dłoń, która właśnie znalazła się na jej biodrze?
RE: [7 kwietnia 1972] Theon & Stella - Stella Avery - 02.03.2023
Stella miała świadomość, że jej urok działał na większość osób, które znajdowały się w tym miejscu. Miała już lata doświadczenia w sytuacjach podobnych do tyej. Zauważyła też, że niektórzy byli na niego zdecydowanie dużo bardziej podatni. Najwyraźniej mężczyzna, który pojawił się obok niej należał do tego grona.
Spojrzała na niego swoimi orzechowymi oczami, widziała, że jej słowa do niego nie docierają. Zachowywał się, jakby był w transie, nie miała wątpliwości, że stało się tak przez to, że skorzystała ze swoich umiejętności.
- Właściwie to mam nie tylko anielski głos.- Postanowiła brnąć w to dalej. Chciała zobaczyć, do czego się posunie. Sama świadomość, że postępował tak zupełnie nieświadomie ją bawiła. Ciekawe ile zapamięta z tego spotkania.
Kiedy tak mu się przyglądała dotarło do niej, że już się kiedyś spotkali. Zmrużyła oczy, aby spróbować sobie przypomnieć sytuację. Zajęło jej to dłuższą chwilę, jednak dotarło do niej. Pogrzeb. To on wtedy ruszył w jej kierunku, nie do końca zważając na okoliczności w których przyszło jej grać. Wtedy również jej czar bardzo intensywnie na niego zadziałał. Nie sądziła bowiem, że było to spowodowane czymś innym. To by wiele wyjaśniało. Ciekawiło ją właściwie dlaczego urok działa na niego aż tak intensywnie. Zamierzała kontynuować rozmowę, żeby sprawdzić, jak długo to potrwa i czy stojący przed nią mężczyzna się opamięta.
Nie odsunęła się od niego, choć mogła. Nie przeszkadzała jej ta bliskość, a nawet to, że czuła jego ciepły oddech. Za bardzo interesowało ją to, do czego może się jeszcze posunąć, a w miejscu jak to nie powinna się niczego obawiać. Jeśli będzie potrzebowała pomocy - to ją uzyska, tego była pewna. Usłyszała słowa kelnera skierowane do niej, przeniosła na chwilę swoje spojrzenie w jego stronę. - Dziękuję za troskę, ale wszystko jest w porządku. - Odparła chłodnym tonem. Nie był to moment, w którym potrzebowałaby pomocy. Po chwili ponownie powróciła do przyglądania się Theonowi Yaxleyowi, który nadal wydawał się być w jakiś sposób nieobecny.
RE: [7 kwietnia 1972] Theon & Stella - Theon Travers - 14.03.2023
Pozostając pod wpływem uroku Stelli, o dziwo był w stanie do pewnego stopnia funkcjonować. Dotarły do niego jej kolejne słowa, udało mu się zrozumieć ich ogólny sens. Przynajmniej do pewnego stopnia. Nadal we wszystkim tym brakowało jednak zdrowego rozsądku. Wyraźnie dawało się dostrzec, że działał w sposób niekoniecznie racjonalny.
Typowy dla samego siebie.
- Oczy również. - podchwycił, przenosząc uwagę właśnie na nie.
Obecnie wszystko w Stelli było dla niego wyjątkowo pociągające. Czy w ten sam sposób widziałby ją, gdyby znajdywał się w swoim normalnym stanie? Nie wyglądała podobnie do kobiet, które z reguły potrafiły przyciągnąć jego uwagę. W zasadzie ciężko byłoby znaleźć kogoś różniącego się od nich jeszcze bardziej.
Przy czym nie znaczy to, że była nieatrakcyjna.
Obserwujący ich przez cały ten czas kelner, skinął głową, kiedy Stella powiedziała, iż wszystko jest w porządku. Nie zamierzał się narzucać. Oferować pomocy komuś, kto niekoniecznie jej oczekiwał. Potrzebował. Nie był jednak w stanie ukryć pewnej ciekawości. Sytuacja była dla niego nieco niecodzienna. Dlatego też przez następne minuty, co jakiś czas zerkał w ich stronę. Monitorując tym samym rozwój sytuacji.
Całe szczęście nie wydarzyło się nic, co miałoby przekonać go do zmiany stanowiska. I podjęcia się interwencji, pomimo zapewnienia Stelli o tym, że żadnej pomocy nie potrzebowała.
Oczywiście nie jest to równoznaczne z tym, że nie wydarzyło się na tym polu nic więcej. Tak bowiem nie było.
- Nigdy nie widziałem takich pięknych oczu jak Twoje, chciałbym móc na nie patrzeć przez wieczność. - Theon kontynuował, pozwalając sobie na wypowiedzenie słów, które w innych okolicznościach zapewne nie byłyby w stanie nawet przejść mu przez gardło. Nie był typem romantyka. Teraz jednak bliski był tego, żeby oddać Stelli dosłownie wszystko, położyć prosto u jej stóp. - Zatańcz ze mną. - prośba, która nie do końca nią była. Ręce, które postanowiły kobietę objąć, pociągnąć na parkiet. W sposób raczej delikatny, choć nadal narzucający jej raczej dużą bliskość.
Na pewno większą niż wypadało w przypadku spotkania dwójki nieznajomych osób.
Choć może nie tak znowu do końca nieznajomych, jeśli pod uwagę wziąć, że przecież mieli już okazje wpaść na siebie wcześniej. Tyle tylko, że miało to miejsce w zdecydowanie odmiennych okolicznościach. Podczas pogrzebu.
RE: [7 kwietnia 1972] Theon & Stella - Stella Avery - 15.03.2023
Próbowała wyjaśnić sytuację, próbowała spowodować, że mężczyzna nieco otrzeźwieje - jednak jej słowa do niego nie docierały. Odbijały się niczym od ściany. Jakby w ogóle nie rejestrował tego, co do niego mówi. Nadal wpatrywał się w nią dość intensywnie. Sama Avery zastanawiała się, jak długo to potrwa. W końcu ten urok miał działanie czasowe. Pewnie wystarczy chwila i wszystko wróci do normalności - jak zawsze.
- Dziękuję za te wszystkie komplementy. - Nawet jeśli nie były prawdziwe, wypadało podziękować. W końcu stał tu przed nią, oczarowany, chociaż miała wrażenie, że jej słowa i tak do niego nie docierają.
Wiedziała, że jej decyzja o tym, aby odsunąć od tego kelnera mogła mu się wydawać nie do końca logiczna. Jednak miała świadomość, że to minie. Prędzej, czy później. Stojący przed nią Theon Yaxley za chwilę się obudzi z tego wszystkiego i będzie się zastanawiał właściwie dlaczego tak postąpił. Byli w miejscu pełnym ludzi, nie sądziła, że może jej się stać tu krzywda. Wiedziała, że wzrok wielu osób skierowany jest w jej stronę. Czuła się pewnie, a chciała zobaczyć reakcję mężczyzny gdy już się wybudzi, a urok przestanie na niego działać. Lubiła się konfrotnować, sprawdzać reakcje.
- Patrz, póki możesz, nie wiadomo, kiedy znowu będziesz miał taką okazję. - Powiedziała cicho, aby nikt spoza ich dwójki tego nie usłyszał. Brakowało jej ostatnio w życiu trochę emocji, nie miała więc nic przeciwko temu, żeby to zmienić. Chciała poczuć coś, cokolwiek, w końcu od momentu śmierci Clare jej życie wydawało się być bardzo puste.
- Dobrze. - Miała wrażenie, że nawet jeśli by odmówiła, to jej dzisiejszy towarzysz by na to nie zareagował. Poczuła jego ręce, które ją objęły, a chwilę później znaleźli się na parkiecie. Jeden taniec - to przecież nic złego.
Była gotowa, aby dać mu to, czego potrzebował w tej chwili, tym bardziej, że ta prośba to był tylko taniec. Jeszcze chwila, a urok przestanie działać, wtedy powinien dać jej spokój.
RE: [7 kwietnia 1972] Theon & Stella - Theon Travers - 21.03.2023
Sytuacja była poniekąd niecodzienna. W normalnych okolicznościach z pewnością wystarczyłaby chwila, żeby oczarowany Stellą mężczyzna zdołał otrzeźwieć, uwalniając się spod uroku, mającego działanie czasowe. Theon zdawał się jednak być na niego bardziej podatnym. Reagował nieco inaczej, niż to miało miejsce w innych przypadkach.
Nie na tyle inaczej, aby można było się tym martwić.
- Zasługujesz na wiele więcej. Ja sam dałbym Ci wiele więcej, tylko pozwól mi to zrobić. - dla niego w tym momencie nic z tego, co mówił nie było czymś nieprawdziwym. Intencje miał szczere, choć wywołane wszystko to zostało z pomocą uroku. Przestały się tym samym liczyć kobieta, z którą był od niedawna zaręczony, tak samo jak i Lycoris, znacząca dla niego więcej, niż sam byłby w stanie przyznać.
Przekonany o tym, że znajduje się przed nim najwspanialsza kobieta na świecie, nie zamierzał odrywać od niej wzroku. Tak samo również rezygnować z jej towarzystwa. Była to jedna z tych sytuacji, kiedy należało działać - już, za krótką chwilę, mogło przecież być na to zbyt późno. Z pewnością nie był przecież jedynym, który zdołał ją zauważyć.
- Zadbam o to, żeby kolejna pojawiła się niebawem. - powiedział, kompletnie nieświadomy tego, że faktycznie przyjdzie mu się w niedługim czasie z kobietą ponownie spotkać. Tyle tylko, że podczas tego spotkania będzie już zdecydowanie bardziej sobą. Tym prawdziwym sobą. Innym od tego Theona, który właśnie znajdywał się przed Stellą.
Kiedy otrzymał od kobiety zgodę, pozwolił sobie zaprowadzić ją na parkiet, gdzie objął Stellę i wraz z nią zaczął poruszać się w takt muzyki. Nieco niezgrabnie, nie był z niego zbyt dobry tancerz. Normalnie pewnie by się nawet na taniec nie zdecydował. Nigdy go do tego nie ciągnęło. Teraz jednak chciał być możliwie najbliżej kobiety, a to zapewniało taką możliwość.
- Chciałbym móc Ciebie pocałować. - oświadczył w trakcie, nie minęło wiele czasu. Nie narzucał się, nie robił tego wbrew jej woli. Nie postradał do końca zmysłów. Pewnych granic z powodu uroku nie przekroczył. Całe szczęście. Później mogłoby być ciężej z tego wyjść. Wszystko wyprostować.
Bo przecież dobrze byłoby to zrobić.
RE: [7 kwietnia 1972] Theon & Stella - Stella Avery - 27.03.2023
Stella sama była zaciekawiona, jak to właściwie możliwe, że jej urok działał na niego, aż tak długo. Nie spotykała się z tym zbyt często, to raczej trwało chwilę i znikało po jej występach, tutaj jednak sytuacja była zupełnie inna. Nie miała pojęcia, czym była spowodowana.
- Tak, zasługuję na wszystko, co najlepsze. - Kontynuowała. Chciała zobaczyć, jak długo będzie to wszystko trwało. Nie zapowiadało się jednak na to, żeby urok słabł, co wzbudzało w Stelli zainteresowanie. W końcu mogła dowiedzieć się w jaki sposób wykorzystać swoje umiejętności, gdyby tego do czegoś potrzebowała.
- Zobaczymy.- Jakoś nie do końca chciało się jej wierzyć w to, że Theon Yaxley będzie chciał kontynuować tę znajomość. W końcu nie była ona naturalna, miały w tym wszystkim udział inne rzeczy, które nie do końca sprzyjały temu, żeby rzeczywiście mieli się spotkać po raz kolejny. Avery miała tego świadomość, nie oczekiwała nawet tego, że się do niej odezwie. Zapomni o tym, zignoruje w końcu było to coś między jawą, a snem.
Dała się zaprowadzić na parkiet, nie miała z tym najmniejszego problemu. Za każdym razem postępowała w ten sposób. Musiała się pokazywać w odpowiedni sposób. Wymagano tego od niej, nadarzyła się więc idealna okazja, aby zrobić to, co zwykle. Jeszcze chwila i będzie mogła opuścić to towarzystwo, odhaczy obecność tutaj i zniknie w czterech ścianach swojego mieszkania, gdzie będzie mogła wrócić do swojej codzienności.
Kiedy wspomnieł o pocałunku poczuła zimny dreszcz. Nie powinna pozwalać na takie sytuacje. Zbliżyła się jednak swoją twarz do jego, dzieliły ich centrymetry. - Nie tym razem. - Odparła bez zawahania, potrafiła wyznaczać granice i nie zamierzała ich przekraczać.
Taniec, choć trochę nieudolny nawet sprawił jej przyjemność, jednak nie miała ochoty pozwolić mu na nic więcej. Gdy muzyka się skończyła, Avery puściła jego dłoń i ruszyła w stronę wyjścia. Nie chciała już tutaj być.
Koniec sesji
|