![]() |
|
kwiecień 1972 | Castiel & Regina | Potrzebny kamień filozoficzny... - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: kwiecień 1972 | Castiel & Regina | Potrzebny kamień filozoficzny... (/showthread.php?tid=789) |
kwiecień 1972 | Castiel & Regina | Potrzebny kamień filozoficzny... - Castiel Flint - 15.01.2023 Pierwszy raz od półtora tygodnia przyszedł do rodzinnego domu. Unikał rozmowy z rodziną i mieszkał sobie na jachcie. Z racji wizyty Reginy postanowił jednak przyjść tutaj, gdzie znajdowały się wszystkie akcesoria jego sowy. Miał nadzieję, że Regina nie zapyta o jej imię bo okaże się, że znów się przy niej pogrąży. Ogólnie prezentował się średnio. Na twarzy widniała nerwowość, usta miał spierzchnięte a skórę wysuszoną od notorycznego przebywania w słonej wodzie. Brakowało mu różdżki co doprowadzało go do szału. Musiał posprzątać bałagan za pomocą użycia rąk co zajęło mu ponad godzinę, a czego bardzo nie lubił. Jego puchata i stara jak świat sowa drzemała siedząc na żerdzi. Od paru dni, że zaczęły wypadać z niej pojedyncze pióra i jak dotąd tym się nie przejmował tak spostrzegł, że jej nie odrastają jak zawsze. Na jej brzuchu i grzbiecie widział już pojedyncze placki gołej skóry. Wbrew pozorom dbał o nią... miała dobre jedzenie, odpowiednie warunki do odpoczynku i choć poziom jej akcesoriów mógłby być nieco wyższy tak nie brakowało jej niczego. Jedyne co było charakterystyczne w ich relacji był znikomy kontakt fizyczny. Nie głaskał Cholery a ona wydawała się tego od niego nie oczekiwać. Była już stara a dostał ją gdy była ledwie pisklakiem. Nauczyła się, że Castiel nie potrafi okazać wylewności względem zwierząt, jest skrępowany, niepewny... znaleźli kompromis, nauczyli się przy sobie wspaniale funkcjonować, odgadywać potrzebę, rozpoznawać te największe emocje. Cholera była jedynym zwierzęciem, które Cas naprawdę lubił. Nie chciał innej sowy bo sama myśl, że będzie musiał taką oswajać i od nowa uczyć się pewnych zasad współpracy... nie, to było ponad jego siły. Nie chciał się przyznać sam przed sobą ale przywiązał się do niej na tyle, że nie pozwalał jej umrzeć. Nie obchodziło go, że jest stara. Potrzebował jej sprawnej i pełnej energii. Musiał znaleźć jakiś cud na starzenie lecz może okaże się, że sowa z powodzeniem poradzi sobie jeszcze kilka lat jeśli dostanie jakieś witaminki? Przestał się w nią wpatrywać słysząc pukanie do drzwi. Zbiegł po wąskich schodach na parter i równie wąskim korytarzem zatrzymał się przed drzwiami. - O, witaj. Wejdź, uwaga, jest wąsko. - ale za to sufit jest wysoki lecz tego nie powiem bo twój wzrost wciąż robi wrażenie. Cofnął się robiąc jej miejsce. Dom był piętrowy i o ile komnaty i pokoje były normalnych gabarytów tak korytarze i schody traciły na swojej średnicy i niełatwo było iść obok siebie. Nikogo w domu nie było - o tej porze wszyscy byli w pracy. Z racji, że został zawieszony w wykonywaniu zawodu to miał więcej swobody w unikaniu rodziny. - Sowa jest na górze. Chodź, śmiało. Chcesz się czegoś napić? Na górze już czeka herbata, kawa, gorące mleko, sok dyniowy. Może śniadanie? Też jest, zamówione z restauracji. - czemu się przy niej rozgadywał? Dziwnie na niego oddziaływała skoro zaczynał nerwowo paplać. Czyżby przejął to od Fergusa? O zgrozo, to takie nietypowe dla zazwyczaj opanowanego Flinta. Poprowadził Reginę na piętro, mijając spoczywającą w nęcę wielką donicę w której oparta stała prawdziwa czarna kotwica z łańcuchem. Na ścianach widniały pojedyncze obrazy, czy to jakiś starszy jegomość marynarz czy statek pływający w trakcie widowiskowego sztormu. W komnacie Castiela - zwyczajnej, w cieniach granatu - też dało się spostrzec akcent żeglarski chociażby poprzez statek w butelce. Wskazał jej sowę śpiącą na żerdzi. - To ona. Gdzieś tu mam jej książeczkę zdrowia. Na brodę Merlina, powinna leżeć gdzieś tu... - rzucił się w kierunku biurka gdzie w szufladach i szafkach panował istny chaos. Energicznie szukał, przekładał stosy pergaminów, kajetów, książek, map, plansz. Gdyby miał różdżkę to nie byłoby problemu z przywołaniem jednak musiał przez jakiś czas jeszcze się pomęczyć bez niej aż podejmie decyzję gdzie ją nabyć. RE: kwiecień 1972 | Castiel & Regina | Potrzebny kamień filozoficzny... - Regina Rowle - 15.01.2023 Wschodzące słońce zastało ją przy oknie, zza którego wyglądała na ulicę Pokątną, popijając gorąca kawę z filiżanki. Miodowe oczy przesuwały się po sylwetkach pędzących w różne strony ludzi, po to by przystanąć na jakichś mniej ważnych, ale nadal ciekawych, szczegółach. Chociażby zauważyła, że kwiaciarka na rogu musiała odpędzić dwa bezdomne koty, które w pogoni za szczurem, wpadły pod jej stragan. Nieco dalej aportujący się czarodziej wpadł na czarownicę z koszem świeżych warzyw i owoców, przez co wybuchła pomiędzy nimi dyskusja. Czarodziejskie życie toczyło się powoli i w swoim tempie, w czym odnajdywała pewien spokój. Dzięki obserwacji mogła powstrzymać natłok myśli. Upiła ostatni łyk kawy, kiedy na jej ramię wskoczył zaspany smoczognik i plącząc się w jej rozpuszczone włosy, otarł głową o jej polik. Nie powstrzymała uśmiechu, bo i nie miała przed kim. Tutaj, w zaciszu pokoju mogła sobie pozwolić na zwyczajne sobie reakcje, rozwiane włosy i nieprzejmowanie się tym, co pomyślą o niej ludzie. Lelek czy smoczognik nie przejmowały się tym, jak wygląda lub czy przestrzega zasad czarodziejskiej etykiety. Wróżebnik spał sobie w najlepsze, skulony na oparciu prążkowanego fotela, a Cymbał coraz natarczywiej domagał się pieszczot. — Nie przesadzasz, drogi przyjacielu? — odgarnęła kosmyk włosów, zza którego smoczognik się jej przyglądał i koniuszkami palców podrapała go po czubku łebka. — Czeka mnie dzisiaj kilka spraw i jeżeli masz zamiar znowu psocić, to cię ze sobą nie wezmę. Czarne oczka zabłysły bystro, kiedy jaszczurka przekrzywiła głowę, przysłuchując się słowom Reginy. Naprawdę mogłaby przysiąc, że czasem ta bestyjka jest całkiem inteligentna. Odstawiła filiżankę na parapet i odsunęła się od okna. Może i nie musiała się śpieszyć, ale przed spotkaniem z Castielem chciała dokończyć kilka rzeczy, które zaczęła po nocy. Miała w zwyczaju pracować nocami, co często odbijało się na jej funkcjonowaniu w ciągu dnia. Około godziny 9.00Syk, pyk i z kłęby dymu w kominku oberży „Łuska syreny” wyłoniła się postać, która wprawiła właściciela za barem w osłupienie. Olbrzymka otrzepała ramiona z popiołu i rozejrzała się po sali i czarodziejach, którzy taksowali ją spojrzeniami. Niespotykany wzrost i dość masywna sylwetka wprawiły wszystkich w osłupienie, nie tylko barmana. — Dzień dobry. — przywitała się, podchodząc do baru. — Czy mógłby pan mi wskazać drogę do posiadłości Flintów? Kilka zdań i uprzejmości później Regina była już w drodze na spotkanie z Castielem. Morska bryza przyjemnie drapała ją w gardło i szczypała policzki. Ciemny wełniany golf okazał się zbawienny, jeżeli chodziło o wiatr, który ciągnął ją za płaszcz i próbował wtargnąć pod niego. Przywitała Castiela prosty „dzień dobry” i lekkim skinięciem głowy. Zaproszona przestąpiła próg i rozejrzała się po dosyć wąskim korytarzu, na sam koniec zatrzymując spojrzenie na blondynie. — Kawa tylko, śniadanie jadłam już w Dziurawym Kotle, także nie trzeba. Ruszyła za mężczyzną, chociaż chętnie zatrzymałaby się przy ciężkiej kotwicy, która (chyba) stanowiła jedynie ozdobę. Ruchome obrazy na ścianach też ją ciekawiły, zwłaszcza że przelewały się w nich morza i oceany, a statki lub łódki walczyły z żywiołem. Komnata Flinta nie odbiegała wiele od tego, co zobaczyła na korytarzu. Cały wystrój nawiązywał do morza czy też ogólniej do wodnego żywiołu. Castiel zwrócił jej uwagę na siedzącą nieopodal biurka sowę. — Jak się nazywa? — spytała, podchodząc powoli do zwierzęcia. — Coś konkretnego się jej stało, czy po prostu zaczęła podupadać na zdrowiu? Na razie jedynie na nią patrzyła, nie wyciągała do niej rąk, ani też nie próbowała jej obudzić. Wolała zebrać wywiad, niż od razu stresować sówkę i szukać jakichś urazów po omacku. Pierwsze, co rzuciło się jej w oczy, to wyłysiałe miejsca na brzuchu i pod brodą, gdzie spod rzadkie puchu widać było jasnoróżową skórę. Szlara, czyli pióra dookoła oczu, które wzmacniały wszelkie dźwięki, były pozlepiane i również przerzedzone. Regina zatrzymała się niespełna dwa metry od sówki i pochyliła się tak, by oczyma znaleźć się na jej wysokości. Dopiero wtedy, zbudzona przez hałas, otworzyła jedno oko, a zaraz potem drugie, bo na raz zauważyła, że ktoś obcy się jej przygląda. RE: kwiecień 1972 | Castiel & Regina | Potrzebny kamień filozoficzny... - Castiel Flint - 17.01.2023 Szybko selekcjonował myśli. Momentalnie zapomniał o leżącym w kuchni śniadaniu na rzecz zalania kawy wrzątkiem. Robił to wszystko zziębniętymi dłońmi choć w komnatach było ciepło. Dostatecznie wiało przy porcie aby mieli marznąć we własnych czterech ścianach. Adekwatnie wcześniej napalił w kominku i można było spacerować boso po podłodze, co też robił. Pod ubraniem miał kombinezon pływacki, wystający lekko nad kołnierzykiem. - Trochę wstyd ale nazwałem ją w okresie młodzieńczego buntu Cholerą. Uważałem, że "cholera zawsze wszystko wie" jest zabawnym żartem. Później już zostało, przyzwyczaiła się… - poczerwieniał w okolicach policzków. Co się dzieje z nim kiedy w pobliżu znajduje się Regina Rowle? Ta kobieta mimowolnie odkrywa zawstydzające go rzeczy, choćby miało to być imię sowy. Przez to wszystko czuł się w obowiązku jej wytłumaczyć z imienia ptaka. Oj, mógł być pewien, że nigdy nie zatrze swoich fatalnych odsłon, które miała nieprzyjemność oglądać. Może przyczyną też jest fakt pojawiającej się w jego trzewiach depresji? Był spięty niczym pod częściowym działaniem zaklęcia paraliżującego i przy tym tak strasznie zziębnięty (pomimo ciepła w pokoju) jakby ktoś regularnie nakładał na niego czar schładzania… a to tylko nerwy robiły z jego ciałem co chciały. W końcu znalazł książeczkę zdrowia… datowaną jeszcze na lata szkolne Castiela. Wraz z filiżanką kawy podszedł do Reginy, kładąc oba przedmioty na stoliku obok żerdzi. - Coraz szybciej się męczyła, zwłaszcza przy słabej pogodzie. Przestała latać na długie dystanse. Potem miała problem ze zjadaniem pełnej karmy a z apetytem dotychczas nie miała problemu. - stanął obok sowy i po raz setny rzucała mu się w oczy potęga gabarytowa Reginy. Aż prosiło się zapytać jak to możliwe? W dzieciństwie wpadła do kociołka z eliksirem wzrostu? Uch, wróć. Skup się na Cholerze. Nie dotknął jej choć sowa na niego zerknęła łagodnymi ślepiami. Nie zasługiwał na tą sowią miłość. - Kilka dni temu…- przełknął narastającą w gardle gulę na myśl o tamtym dniu. ... musiała bardzo pospiesznie polecieć z Londynu do Doliny Godryka. To była sprawa, dosłownie życia i śmierci. Nie zawiodła mnie…- uniósł rękę jakby chciał dotknąć jej przerzedzonych piór lecz nim to zrobił, sowa lekko trąciła go dziobem jakby chcąc powiedzieć "rozumiem, już dobrze". ... od tamtej pory większość śpi i prawie nic nie je. Martwię się. Potrzebuję jej.- powtórzył to, co napisał jej w liście. Cóż rzec, to było dziwne przywiązanie do zwierzęcia. Choć nie okazywali sobie nadmiernej czułości to byli wpasowani na tyle dokładnie jak to możliwe u czarodzieja i jego sowy. RE: kwiecień 1972 | Castiel & Regina | Potrzebny kamień filozoficzny... - Regina Rowle - 18.01.2023 — Cholera? — spojrzała na Castiela rozbawiona i z powrotem na sowę. — Miło mi cię poznać Cholero. Źrenice sówki nieco się rozszerzyły, kiedy usłyszała swoje imię z ust obcej persony. Regina przyglądała się jej do momentu, aż Castiel nie postawił na biurku filiżanki kawy i odnalezionej książeczki. Podziękowała mu i nim napiła się kawy, otworzyła zeszycik, by przejrzeć, co też działo się w historii leczenia pupilki. Wyszło, że jak dotąd była zdrowa, okazjonalnie sprawdzana przez jakichś magizoologów bardziej w ramach rutynowych badań, niż przez problemy. — Z tego, co widzę, ma swoje lata. Jest z tobą już długo. Rozumiem, że w przeszłości nie miała problemów z apetytem i też nie męczyła się jakoś nagle? Odłożyła książeczkę z powrotem na biurko i powolnym ruchem wyciągnęła rękę do zwierzaka. Kiedy tylko sówka się poruszyła, Regina zastygła, dając jej tyle czasu, ile ta potrzebowała. — To jak, mogę cię zbadać? — wymruczała pod nosem, podejmując przerwaną czynność. Nie zraziła się kilkoma uszczypnięciami, jakimi obdarowała ją Cholera. Wyglądało to na bardziej manifest, że może, niż że chce zrobić krzywdę. — Tak myślałam. — rzuciła do siebie. Bardzo delikatnie schwyciła sowę za nogi i przewróciła na grzbiet, kryjąc jej głowę pod swoim swetrem. Cholera była ewidentnie ospała, bo nie oponowała przed podniesieniem, ani później przed dotykiem Reginy, która chciała sprawdzić, czy na jej ciele nie występują jakieś niepokojące zmiany. Rozłożyła jedno skrzydło, później drugie, sprawdziła zakres ruchu nóg, chwytność szponów i nim Cholera zdążyła się zdenerwować, z powrotem siedziała na swojej żerdzi, mierząc Reginę nieprzychylnym spojrzeniem. — Nie wiem Castielu, nie wyczułam nic niepokojącego. Skrzydła mają normalny zakres ruchu, to samo z nogami. Zobaczmy jak z apetytem. Sięgnęła do kieszeni płaszcza i wyciągnęła stamtąd kartonowe pudełko z dziurami. Otworzyła je i wyciągnęła stamtąd małą martwą mysz, którą następnie wyciągnęła w stronę sówki. — Ona po prostu ma już swoje lata i nic z tym nie zrobimy. Wiem, że trudno jest się z tym pogodzić. Regina brzmiała trochę smutno, bo dobrze wiedziała, że zaakceptowanie, że najbliższa nam istota się starzeje, jest czymś trudnym. Sama miała z tym problem, czy to w rezerwatach, w których pracowała, czy ogólniej, kiedy pod jej opiekę trafiały różne stworzenia. Małe, duże, młode i starsze. Przedwczesna śmierć zawsze bolała, ale odejście tych, do których się przyzwyczaiło… To bolało nawet bardziej. Rzut czy Cholera zjadła. [roll=TakNie] RE: kwiecień 1972 | Castiel & Regina | Potrzebny kamień filozoficzny... - Castiel Flint - 20.01.2023 Na całe szczęście Regina nie osądzała za tak nietypowe nazewnictwo. Dziękował jej w duchu, że nawet nie skomentowała tego kiepskiego młodzieńczego żartu. Stał więc przy żerdzi i nie wiedział co robić z rękoma, więc ostatecznie skrzyżował ręce na swych ramionach. Potrzebował zapewnienia, że sowa z tego wyjdzie i to tylko tymczasowe złe samopoczucie. Nie wyobrażał sobie aby miało być inaczej, nie był gotów na taką zmianę. Z wielkim trudem przychodziło mu oswojenie ze sobą zwierzęcia (i na odwrót) więc potrzebował Cholery już, natychmiast, najlepiej do końca swojego życia. Nie był głupi, domyślał się, że jest już za stara. Mimo wszystko wzywając Reginę próbował pielęgnować swoją nadzieję, że mają jeszcze trochę czasu... - Nigdy nawet nie chorowała. Okaz zdrowia. - potwierdził, przenosząc wzrok naprzemiennie to na pochyloną (i wciąż wysoką) Reginę, to na ospałą sowę. Przestąpił z nogi na nogę i przymusił się do zachowania spokoju. Wystarczy, że Fergus dostatecznie długo musi leżeć w szpitalu a on był przez to wypruty ze swojego stałego opanowania i wewnętrznej równowagi. Mógł mieć jedynie nadzieję, że pani... panna? Rowle nie uzna go za wariata po tych dwóch, różnych spotkaniach gdzie pokazał, że jest z lekka niestabilny i nieco nerwowy. Nie przeszkadzał przy badaniu. Dziwił się, że Cholera pozwalała się podnieść i dotknąć dłużej niż parę muśnięć. Nie była zbyt wylewna - tego nauczyła się od niego. Przygryzał zębami dolną wargę i obserwował z napięciem mimikę Reginy, nieświadomy, że może ją tym peszyć czy wpędzać w dyskomfort. Wykrzywił się kiedy uznała, że to przez upływ lat. Opuścił ramiona w lekkim przygarbieniu i położył wnętrze dłoni na grzbiecie zirytowanej sowy. - Dlaczego akurat teraz... - zacisnął mocno powieki i zaraz je otworzył. Fergus, różdżka, teraz sowa. Wspaniale. Co jeszcze się zniszczy zanim wróci do równowagi? - Można ją czymś wzmocnić, aby jak najdłużej żyła? Rozumiem, że ma mieć już sowią emeryturę... - to mówił ciszej. Dosyć często wysyłał listy. Będzie musiał przenieść się na formę patronusa choć w chwili obecnej nie byłby w stanie wyczarować nawet iskry szczęścia. - Bardzo długo się ze mną oswajała. Ja też długo się jej uczyłem. Przyszło nam tu z trudem ale ciężką pracą udało się stworzyć porozumienie... nie jestem przygotowany, że to ma być już koniec. Niech mnie gargulce kopną... teraz, Cholero, teraz? I ty...? - odchylił głowę i popatrzył oskarżycielsko w sufit. Głęboko westchnął bo jednak jego nadzieje zostały brutalnie zdeptane. - Jak jej pomóc żeby miała lepszy odpoczynek...? - zapytał z niepocieszoną miną. Wierzył jednak słowom Reginy i gotów był spełniać wszystkie zalecenia aby Cholera miała spokojną resztę życia. Zasługiwała na to aby odpocząć po wielu latach sprawnej pomocy pocztowej. RE: kwiecień 1972 | Castiel & Regina | Potrzebny kamień filozoficzny... - Regina Rowle - 22.01.2023 Nie odzywała się dłuższą chwilę, bo i nie wiedziała, czy Castiel ma coś jeszcze do dodania. Poza tym zwracał się do sowy, ewidentnie przybity tym, co Regina mu powiedziała. Odchrząknęła, czując się jak posłaniec śmierci i pochyliła głowę, próbując się opanować. Trzy oddechy i spojrzała z powrotem na Castiela, siląc się na pokrzepiający uśmiech, który nie do końca był udany. — Sowia emerytura to dobrze powiedziane, nie skazuj jej też przedwcześnie na śmierć, ale… Jej czas się zbliża i na to nawet magia nic nie poradzi. Przeniosła wzrok na Cholerę, która pod wpływem pieszczot młodego Flinta, zamknęła oczy i zapadła w lekką drzemkę. Regina obserwowała ją chwilę i wreszcie podjęła: — Przede wszystkim powinna mieć spokój i stały dostęp do jedzenia, tylko nieżywego. Poza tym zastanawiam się, ponieważ spotkałam się, że niektórzy zoomedycy przepisują magicznym stworzeniom rozcieńczony wywar wiggenowy, ale nie wiem, czy to nie za dużo dla Cholery. Sięgnęła do kieszeni płaszcza, skąd tym razem wyciągnęła notatnik i pióro wieczne, po czym zaczęła coś na szybko zapisywać. — W aptece lub u kogoś, kto zna się na eliksirach, mógłbyś zamówić wywar z soku chrobotka, wody miodowej, sproszkowanej kory z drzewa wiggenowego i dosłownie szczypta rogu jednorożca. Nie potrafię rozpisać dokładnej ilości składników, ale ktoś, kto na co dzień waży eliksiry, powinien coś takiego zrobić bez problemu. Potem mógłbyś na przykład wymoczyć w tym martwe myszy. Ostatnie dwa skrobnięcia stalówki o papier i na chwilę zastygła, upewniając się, że zapisała wszystko to, co mówiła. Wyrwała kartkę i podała ją Castielowi. — Dobrą wiadomością jest, że nie jest chora, ani też nie cierpi. To po prostu starość, coś, czego nikt z nas nie uniknie. Uśmiechnęła się najpierw do mężczyzny, a później do sowy. — Zresztą ma bardzo dobrze u ciebie, prawda? — i ponownie zwróciła się do Castiela. — Jeżeli poszukujesz sów, to oczywiście możesz wybrać się do centrum Eeylopa na Pokątnej, ale też mogę odezwać się do zaprzyjaźnionego hodowcy, jeżeli poszukujesz wytrzymalszej sowy lub kilku. Nie chciała się narzucać z tym, by już teraz zakupił nowego posłańca, ale też chciała się upewnić, że Cholera z dniem dzisiejszym przejdzie na emeryturę, a nie za dzień lub dwa. RE: kwiecień 1972 | Castiel & Regina | Potrzebny kamień filozoficzny... - Castiel Flint - 24.01.2023 Wszystkie te wiadomości osiadały ciężkością w jego gardle i opadały powoli na wysokości mostka. Ile ma jeszcze znieść? Kłótnie, sprzeczki, zagrożenie życia, zawieszenie w pracy, śledztwo przeciwko jego zaniedbaniu, utrata różdżki a i do tego wszystkiego starość sowy. Tak bardzo będąc przyzwyczajony do spokojnego życia gdzie nie działo się nic nadzwyczajnego... teraz czuł się niekomfortowo. Spoglądał na Cholerę i ciężko westchnął. Słuchając zaleceń Reginy poczuł się trochę lepiej. Mówiła spokojnie, pewnym siebie tonem i poświęcała im czas choć nie pokazywał się jej z dobrej strony. - Nie wiem jak ci dziękować, Regino. Kiedy mi opowiadasz o tej sowiej emeryturze i zaleceniach eliksirów to jakoś tak jestem spokojniejszy. Nie wyobrażam sobie co to będzie... - to znaczy, że koniec z uciekaniem w odmęty wody skoro Cholera potrzebuje większej uwagi. To też sposób na zajęcie myśli, poświęcenie jej jak największej ilości czasu. Przyjął od niej karteczkę i zgiął arkusik na pół, odkładając zaraz to na książeczkę zdrowia. - Moczenie martwych myszy w wywarze. Tego jeszcze nie było. - przeczesał palcami włosy i trochę się uśmiechnął. Cieszył się, że ją tutaj sprowadził bo gdyby miał czekać na wizytę w przychodni dla zwierząt to prawdopodobnie trzykrotnie mógłby się załamać, że sowa mu zdycha a on nic nie może zrobić. Will mógłby się pospieszyć z próbami pracy nad kamieniem filozoficznym. Skoro uzdrowiciel zalecał sowią emeryturę to potrzebuje geniusza, wynalazcy. Tego jednak kobiecie nie mógł obiecywać. - Chętnie skorzystam z propozycji. Dosyć często korzystam z sowiej poczty ze względu na pracę. Skoro Cholera ma odpoczywać to pilnie potrzebuję innej, która nie będzie wymagała długotrwałego oswajania. Nie jestem zbyt dobry w relacjach ze zwierzętami, sama pewnie to zauważyłaś. - wskazał jej dłonią sofę (celowo nie proponując fotela bo nie był pewny czy byłoby jej na tym wygodnie) i usiadł na przeciwko stolika na którym leżały piekielnie czekoladowe ciasteczka. - Który rodzaj sów mógłby odpowiadać takim wymaganiom? Częste loty na różne dystanse, raz w miesiącu na dłuższe bo jednak trzeba dostarczyć list do punktu poczty międzynarodowej. - zatrzymał wzrok na jej twarzy i starał się ze wszystkich sił wykrzesać z siebie resztę zdolności społecznych do przeprowadzenia miłej rozmowy. - Ile oczekujesz galeonów za tę konsultację? - zapytał, gotów od razu uiścić należność. RE: kwiecień 1972 | Castiel & Regina | Potrzebny kamień filozoficzny... - Regina Rowle - 03.02.2023 — Nie wyprzedzajmy faktów. — powiedziała, kiedy na chwilę zamilkł. Na wspomnienie o myszach uśmiechnęła się pod nosem. Dopiero kiedy Castiel to powiedział, zdała sobie sprawę, jak niedorzecznie to może brzmieć i wyglądać, gdy przyjdzie mu ten specjał przygotowywać. — Zawsze przychodzi ten pierwszy raz. — rzuciła, chcąc nieco rozluźnić atmosferę i może nawet rozgonić pochmurne myśli Castiela. Wzięła filiżankę kawy i usiadła na sofie, którą jej wskazał. Cóż, Regina na większości „zwykłych” mebli wyglądała dosyć komicznie, bo i mało który wyrobnik przewidywał, że będzie ich używał ktoś wielkości małego trolla. Przez twarz Olbrzymki przebiegł cień, bo i poczuła, jak lewe biodro przeszywa promień bólu. Ciśnienie się zmienia, przemknęło jej przez myśl i by ukryć słabość, upiła łyk kawy. To nie był dobry moment na odzywające się stare urazy. — Czy ja wiem, twoje osiągnięcie z lunaballami zdziwiłoby wielu magizoologów. Poza tym patrząc na to, jaką troską darzysz Cholerę, to kwestia dobrania odpowiedniego stworzenia do ciebie. Spojrzała na wspomnianą sowę, zastanawiając się nad paroma kwestiami. Jedną z nich była odpowiedź na pytanie, jaki gatunek Castiel powinien wybrać oraz by była dostępna „do ręki”. — Jednymi z bardziej wytrzymałych są puchacze, więc proponowałabym ci, byś zakupił dwa takie osobniki. Jeżeli jednak zależy ci bardziej na szybkości, choć wtedy odradzam wysyłanie jej na dalekie dystanse, to sowa jarzębata byłaby dobrym wyborem. Regina nie musiała nic z siebie krzesać, ale nie przez zdolności prowadzenia rozmów o niczym. W tym momencie mówiła o tym, czym się interesowała i gdyby Castiel na to pozwolił, mogłaby go zagadać na śmierć. Co może nie było tak głupim pomysłem, patrząc na ilość zmartwień, które ostatnio miał? — Ile oczekuję? — uniosła brew i zaraz też uśmiechnęła się zakłopotana. — Oczekuję, że przede wszystkim zapewnisz Cholerze spokój i te lekarstwa, które ci zapisałam. Co do galeonów, to nie oczekiwałam od ciebie więcej, niż trzech galeonów. |