![]() |
|
[ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki (/showthread.php?tid=919) Strony:
1
2
|
[ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki - Cynthia Flint - 05.02.2023 Bum. Bum. Bum. Coś na kształt dzwonu, huku przypominającego uderzanie w gong przez mnichów rozbrzmiewało w jej głowie. Dźwięk ten rozchodził się echem, rozbudzał gęsią skórkę na ciele i znajdował ujście w koniuszkach palców u stóp, a ona sama nie była w stanie pozwolić sobie na żaden, widoczny gołym okiem ruch. Powieki jej drgnęły, coś zatańczyło w ciemności przed oczyma, niby światełka. W nozdrzach wciąż czuła pozostałości dziwnej woni, która chwilę wcześniej rozprzestrzeniła się po ulicach Pokątnej. Bo tam była, prawda? Cynthia była kobietą niezwykle rozsądną, absolutnie źle znoszącą jakąkolwiek utratę kontroli, co sprawiało, że wpadała w pewien rodzaj dyskomfortu. Świadomość tego, że nie wydarzyło się coś, czego nie umiała wytłumaczyć i zinterpretować irytował ja, doprowadzał do wewnętrznej pasji. Przywarła plecami do muru, czując, jak jej mieniące się srebrem włosy kleją się do wilgotnej powierzchni i cegły i pokrytego kropelkami materiału wiosennego płaszcza, który na sobie miała. Powieki znów jej drgnęły, aby leniwie unieść się do góry. Palce zacisnęły się, zamykając drobną piąstkę i wbijając czerwone paznokcie w skórę, co było chyba efektem jakieś bezradności. Bum. Bum. Bum. Kurwa. Kurwa. Przeklęcia roznosiły się równie mocno, co uderzenia od bolącej głowy. Rozmazany świat dookoła znów pogrążył się w ciemności, gdy pozwoliła powiekom opaść. Ktoś ją naćpał? Nie piła niczego, nie zdążyła nawet zjeść kolacji. Żaden z jej martwych towarzyszy w prosektorium też nie padł ofiarą zatrucia, nie padł ofiarą dziwnej choroby lub niewytłumaczalnego zjawiska magicznego. Pociągnęła nosem. Nuta owego — zdawało się jej tak — kadzidła wciąż była wyczuwalna, jednak przeganiał ją aromat deszczu w cierpkim, Londyńskim powietrzu. Niedaleko była chyba też piekarnia, bo wyczuła bułki lub inne ciastko, co sprawiło, że żołądek zakołysał się z niemalże bezgłośnym warknięciem. Wbiła paznokcie w dłonie mocniej, czując, jak narusza delikatną strukturę pierwszej warstwy naskórka. Skup się dziewczyno . Zapach, kadzidło, alejki. Czemu tak dobrze jej znane, pokryte brukiem i mnóstwem kolorowych witryn, zmieniły się wczoraj w labirynt? Gdzie podziali się Ci wszyscy ludzie? Nie umiała znaleźć żaden sensownej odpowiedzi, a do tego niezbyt jej umysł pragnął jej szukać, irytowany bólem głowy. Strach pomyśleć, co przyjdzie do głowy komuś znajomemu, kto mógłby ją tu spotkać i to w takim stanie. Znów drgnęła, nieco pewniej teraz, starając się upewnić, że niczego sobie nie połamała, ale poza bólem stóp od obcasów, które na nich miała — nie zauważyła nic niepokojącego. RE: [ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki - Theodore Lovegood - 06.02.2023 Był w dobrym humorze, jak to miał w zwyczaju. Oprócz jego z natury pogodnego ducha wpływ na jego nastrój miała również szklanka ognistej whisky, którą raczył się podczas niedługiej wizycie w pubie. Bawił się tam dosyć dobrze – porozmawiał z dwoma czarodziejami na temat „motorów” (mugolski wynalazek, podobno zainspirowany miotłami, bardzo ciekawe), posłuchał przez chwilę muzyki (powolny, elegancki jazz) i w przypływie odwagi po wypitym alkoholu zagadał do brunetki kręcącej się przy barze (dostał od niej szybkiego kosza). Chętnie poimprezowałby dalej, ale wiedział, że jeśli wypije za dużo, to będą musieli go wyciągać z pubu siłą, co nie wchodziło w grę, bo na następny dzień musiał być w pełni sił. Opuścił swoich nowych znajomych od „motorów” i udał się w wędrówkę do domu. Nucił sobie nowo zasłyszaną melodię, przemierzając Pokątną i rozmyślając o tym, że życie generalnie było fajne. Dłonie miał ukryte w płaszczu, śmierdział trochę alkoholem. Choć miał słabą głowę, to wypił za mało, by być pijany. Szedł prosto i trzeźwo, od czasu do czasu rozglądając się na boki. Dzięki temu dostrzegł skonfundowaną osóbkę stojącą pozornie bez celu w bardzo dziwnym miejscu, w ciemnej alejce. Na jej widok się zatrzymał. - Hej, wszystko w porządku? - wypalił bez zastanowienia w stronę nieznajomej. Gdyby był rozsądny, to powinien był odejść, bo czasy były bardzo niepewne i łatwo było wpaść w jakieś kłopoty, zwłaszcza w bocznych, nieodwiedzanych ulicach. Theodore do rozsądnych nie należał, był na tyle serdeczny i przyjacielski, że nie czuł oporów przed zawieraniem znajomości nawet z postaciami podejrzanie czekającymi na coś w ciemnych alejkach. Poza tym blondynce dobrze z oczu patrzyło. Sprawiała wrażenie zagubionej, a nie groźnej. Nie sądził, żeby miał do czynienia z wariatką lub jakimś magicznym wynaturzeniem gotowym go pożreć. - Wprawdzie to jeszcze nie Nokturn, ale znam lepsze miejsca na odpoczynek. Co tu robisz, koleżanko? - zapytał i pomachał jej przyjaźnie, a do tego dołożył nienarzucający się, uspokajający uśmiech. Nie podszedł jednak jeszcze za blisko. Tak na wszelki wypadek, gdyby jego ocena samotnej czarownicy okazała się błędna i konieczna byłaby ucieczka. RE: [ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki - Cynthia Flint - 07.02.2023 Zamarła na obcy głos, który rozniósł się echem w zajętej przez nią alejce. Była pewna, że jej serce stanęło na dłużej, zupełnie jak u trupów, z którymi pracowała. Zacisnęła usta w akcie niepewności, analizując w głowie zasłyszane brzmienie. Ktoś, kogo znała? Ktoś z pracy? Na Merlina, naprawdę nie chciała, aby ktokolwiek wziął ją za ćpunkę, zniszczyłoby to jej karierę, pozbawiło szansy na awans, dostępu do najciekawszych zgonów! Dłoń mimowolnie zacisnęła się w piąstkę kolejny raz, dźwięk niby dzwonu rozniósł się w jej uszach, gdy obróciła głowę. Sylwetka przed nią rozmywała się odrobinę w półmroku, niby zaczarowana tonąc w poświacie stworzonej przez miejskie latarnie. Flintówna kiwnęla jednak głową, zbierając się w sobie i przełamując toczące się w niej zawroty, przybierając maskę odrobinę nieporadnego uśmiechu. Taką maskę, jaką świat wolał i akceptował u kobiet. - Tak, dziękuje Panu bardzo. - odpowiedziała nieco bardziej zachrypniętym i mniej pewnym siebie głosem, niż chciała. Obraz, który sobą teraz przedstawiała, za nic nie pasował, do tego, jaka była. Cyjanka to trochę gryzło, więc drgnęła i zaparła się w sobie, podnosząc się i opierając plecami o mur. Bolały ją stopy od szpilek, musiała długo w nich chodzić po tutejszych alejkach. Była nieco zakurzona, płaszcz miała wilgotny i jakiś nieodpowiednio wymięty, co uderzało w jej wewnętrzny pedantyzm. Szybkimi ruchami rąk doprowadzała się więc do porządku, strzepując jakieś farfocle, wygładzając włosy. Troszkę chwiejnie, ale jej ruchy były pewne, zupełnie jakby odzyskanie kontroli dodało jej energii. Stanęła prosto po kilku minutach, podbródek miała odrobinę zadarty i obdarzyła go pociągłym spojrzeniem stalowych, nieco chłodnych oczu. Zrobiła krok w jego stronę, trochę wdzięczna i poruszona okazaną przez niego dobrocią i empatią, której tak niewiele można było doświadczyć w ostatnich latach. Pomimo bólu głowy, mogła się odrobinę postarać — nie lubiła mieć długów, nawet jeśli odwdzięczenie się było czymś tak błahym. Kąciki ust drgnęły jej delikatnie. - Nie jestem pewna. Zgubiłam się? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, wzruszając delikatnie ramionami, nie mając do końca wytłumaczenia na to, co się wydarzyło. Zioła w kadzidle musiały być doprawione. Niczym narkotyk wpłynąć na zmysły, omamić i przytępić. Jakim cudem jednak nie doświadczyła w tym przeżyciu innych ludzi? Czyżby to był efekt jakiegoś zaklęcia? Ściągnęła brwi, rozglądając się dookoła. - Czuje Pan coś dziwnego w powietrzu? - dopytała jeszcze, wsuwając w kieszeń skostniałe dłonie. Dopiero teraz poczuła, jak chłodną, wiosenną noc mieli. RE: [ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki - Theodore Lovegood - 07.02.2023 Ostrożność w nim zniknęła, rozluźnił się uspokojony po krótkiej obserwacji jej osoby. Uwierzył, że była zagubioną, biedną duszyczką, a nie potencjalnym mordercą. Jej szczery wyraz twarzy połączony z naiwnymi pytaniami oraz niegroźnie prezentującą się sylwetką przekonały go do tego, by zapomnieć o wszelkich podejrzeniach. Wyraźnie uspokojony uśmiechnął się w jej stronę beztrosko, jakby właśnie wpadł na bardzo głupi pomysł. - Zgubiła się pani? A więc niech panienka pozwoli, że zostanę panienki przewodnikiem po nocnym Londynie. Czeka nas wiele atrakcji za niezwykłą cenę zero galeonów! Naszą podróż zaczniemy od ulicy Pokątnej oraz jej wielu zasłoniętych wystaw sklepowych zamkniętych sklepów. Następnie przejdziemy obok pomnika Merlina, by naszą niezwykłą przygodę zakończyć w Dziurawym Kotle, skąd deportujemy panienkę przez kominek w dowolne miejsce w Wielkiej Brytanii - gadał dużo, gadał bez sensu, bo nie miało to żadnego znaczenia. Kobieta była pijana albo napruła się jakimiś lewymi eliksirami, przypuszczał, że cokolwiek nie powie, ona i tak nie będzie tego pamiętać na następny dzień. Nie było sensu silić się na rozsądek, poza tym dzięki odrobinie alkoholu był w bardzo dobrym humorze, więc sobie trochę przyaktorzył dla własnej rozrywki. Swoją przemowę ozdobił machając jowialnie rękoma, uśmiechnięty i wesoły. - Cieszę się, że panienka zwróciła na to uwagę. To pierwsza z naszych napotkanych atrakcji. Nazywa się „uliczne pomyje”. Proszę się zaciągnąć i wypełnić płuca tym niezwykłym zapachem, nigdzie indziej nie spotka pani niczego podobnego! - stwierdził z udawanym entuzjazmem. Jak łatwo było się domyślić, nie czuł tego, co ona. Dla Theo alejka śmierdziała jedynie śmieciami zostawionymi tu przez mieszkańców pobliskiej kamienicy oraz sowimi odchodami. Już spokojny o swoje własne bezpieczeństwo podszedł bliżej. - Jak się czujesz? Jesteś na siłach, by chodzić? - spytał już na poważnie, próbując ocenić jej stan. Nie widziało mu się targać ją pod ramię przez całą drogę aż do Dziurawego Kotła, ale był gotowy to zrobić, jakby było trzeba. Nikt nie zasłużył sobie na to, by coś złego mu się przytrafiło w jakieś opuszczonej uliczce tylko dlatego, że przesadził z psychoaktywnymi substancjami. Było to naganne, fakt, ale nie na tyle, by zostać bez pomocy w potrzebie. RE: [ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki - Cynthia Flint - 11.02.2023 Cynthia pomyślała, że trafiła na wariata i to pod wpływem. Chociaż jej blada buzia na to nie wskazywała i to ona była w znacznie gorszym położeniu, częściowo poirytowana faktem, że mógł o niej w ten sam sposób pomyśleć, to nadal jego zachowanie i ruchy ciała sprawiały, że nie mogła pozbyć się tego określenia z głowy. Wariat. Nie umiała postępować do końca z ludźmi, do których ten epitet przypisywała, bo najtrudniej dobrać było do nich odpowiednią maskę. Lustrowała jego twarz wzrokiem w milczeniu, słuchając monologu, w który wpadł i który dziwnym trafem zgrywał się z dzwonem rozbrzmiewającym w jej głowie. Nie miała pojęcia, czy się zaśmiać? Przełknęła ślinę, ruchem dłoni zgarniając wpadający w srebrny odcień kosmyk włosów i zostawiając go za uchem, wysiliła się jednak na rozbawiony uśmiech. Cokolwiek rozpyliło się po uliczkach, musiało wpływać na system nerwowy i układ pamięci — może trochę paraliżująco? Przez umysł przesuwały się jej kolejne nazwy znanych (głównie ze skutkiem śmiertelnym w przedawkowaniu) substancji, jednak nie była w stanie skojarzyć faktów. Irytowało ją absolutnie wszystko, czego na jej buzi widać nie było. - Widzę, że opracował Pan cały plan na wieczór. Trafił mi się prawdziwy znawca, amator nocnego i zaczarowanego Londynu. - skwitowała go krótko i dość spokojnie, nie było w jej głosie uszczypliwości, bo zdążyła ugryźć się w policzek. Darowanemu się w zęby nie zagląda, a Merlin jej świadkiem wychowana była przyzwoicie. Chociaż znalazł ją w takim stanie, każda minuta i każdy głębszy oddech sprawiał, że jej stan się polepszał. Miała wysoką odporność na takie rzeczy, głównie za sprawą eksperymentów na ziołach i eliksirach w Hogwarcie. Wygładziła więc płaszcz raz jeszcze, bo niechlujnego wyglądu znieść nie mogła i zostało jej żywić nadzieję, że jej towarzysz odzyska rozum lub przynajmniej przestanie być wariatem publicznie, ale również za wariatkę ją przestanie uznawać. - Niezupełnie ten smród mam na myśli, nieważne. Niech sobie nie zawraca tym głowy, proszę. - wyjaśniła znów tym samym tonem, opanowanym tak dobrze. Jej dłoń wsunięta w kieszeń wiosennego płaszcza zacisnęła się w pięść, paznokcie wbiły się w jego materiał. Nie lubiła tracić kontroli nad swoim życiem, a nawet nad rozmową. Gdy podszedł bliżej, mogła się mu lepiej przyznać i wcale na szaleńca nie wyglądał. Byli w podobnym wieku, miał duże i bystre oczy. - Dziękuje, wszystko dobrze. Tak, oczywiście, niech się Pan tak nie przejmuje. Na pewno nie fatyguję i nie zabieram czasu? Nie chciałabym, aby Pańska rodzina lub partnerka martwiła się Pana późnym powrotem. Ludzie byli w tych czasach różni, nie raz była świadkiem scen zazdrości lub wielkich awantur wśród dzisiejszych par — głównie z błahych powodów, których Flintówna nie rozumiała już zupełnie. Jednak była też skupiona bardziej na pracy niż na towarzystwie. Wyprostowała się, pewniej usadowiła nogi w szpilkach. Czekając na odpowiedź, patrzyła mu w oczy na tyle, ile otaczający ich półmrok pozwalał. Prawda była taka, że ów kadzidło, ból głowy i efekt uzyskany po wąchaniu tego, co rozpylił ktoś na uliczkach, sprawił, że pewniej by się czuła w towarzystwie, przynajmniej do Dziurawego Kotła. RE: [ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki - Theodore Lovegood - 12.02.2023 Coraz mniej pasowała mu do srebrnowłosej łatka pijaczki lub narkomanki. Mówiła z dużym sensem, spokojnym tonem, bez żadnych problemów z wymową charakterystycznych dla osób pod wpływem. Co więcej, wyszukany dobór jej słów, pełen zwrotów grzecznościowych, zdradzał, że była dobrze wykształcona lub pochodziła z dobrego domu, a tacy ludzie rzadko kiedy kończyli napruci w zaułkach w wyniku swoich kiepskich życiowych wyborów. Przyjrzał się jej z zaciekawieniem, zupełnie nieprzejęty faktem, że w tym duecie to on brzmiał bardziej jak ktoś potrzebujący pomocy. Nie warto było przejmować się takimi drobiazgami. - To jeszcze nic! - odparł z nieustającym entuzjazmem. Czy naprawdę sądziła, że mały spacerek po Pokątnej to był szczytem tego, co można było zobaczyć w stolicy po zmroku? Trzeba było ją wyprowadzić z błędu! - Nocny Londyn ma o wiele ciekawsze rzeczy do zaoferowania... – w tym momencie zawahał się na chwilę, nie będąc pewnym, jak dyplomatycznie określić jej stan - ...wiesz no, tym, którzy nie są niezagubieni. Jest kasyno wraz z wszystkimi jego atrakcjami, jest domek na horyzontalnej, w którym co noc duchy urządzają sobie imprezę, są nielegalne wyścigi miotlarskie, na ulicach mają miejsce różne obrzędy kowenów i wiele, wiele innych. Każdy znajdzie coś dla siebie – zaczął wymieniać, wyliczając wszystko na palcach, ale w pewnym momencie zrezygnował, bo zajęłoby to mu całą noc. Szybkim ruchem opuścił dłoń, wcale jednak nie mając zamiaru przerywać swojego wywodu. Skoro już mieli przespacerować się kawałek, to równie dobrze mogli po drodze porozmawiać o czymś ciekawym. - Mam wrażenie czasami, że Londyn naprawdę ożywa dopiero gdy zajdzie słońce. Lubię się po nim włóczyć, ale sam nie znam jeszcze wszystkich jego atrakcji, w szczególności tych po jego mugolskiej stronie. Ich pomysły są nie z tej ziemi – powiedział i uśmiechnął się szeroko na samą myśl o szaleństwach tej obcej dla niego grupy ludzi. Nie wiedział wiele o mugolach, ale lubił słuchać o głupotach, jakich niemagiczni się nagminnie dopuszczali. - Czy wiedziałaś na przykład, że mugole dzień w dzień spotykają się w tym samym miejscu, by popatrzeć, jak ktoś zamyka drzwi do wieży, po czym się rozchodzą jak gdyby nigdy nic? Czy nie jest to dziwaczne? - spytał trochę cichszym tonem, jakby zdradzał jej jakiś wielki sekret. Choć brzmiało to, jakby nieudolnie zmyślał, to tak naprawdę przekazywał zasłyszaną kiedyś opowieść czarodzieja, który był świadkiem czegoś podobnego. Theodore poznał nawet nazwę tego wydarzenia – ceremonia przekazania kluczy – ale akurat wypadła mu z pamięci. Wzruszył ramionami, zadowolony z jej wyjaśnienia dotyczącego zapachu, które wraz z jej obecnością w taki miejscu było to dosyć dziwne, ale Lovegood odłożyć pytania o to na później, bo dużo bardziej od słuchania cudzych historii lubił opowiadać o sobie. - Krewni ze mną nie mieszkają, a w miłości miewam zmienne szczęście. W domu czeka na mnie jedynie sowa, proszę więc niczym się nie przejmować. To żadna fatyga, naprawdę – odparł i na potwierdzenie swoich słów uśmiechnął się ciepło - To co, ruszamy? Dziurawy kocioł będzie w tamtą stronę – stwierdził, kiwając wymownie w stronę, w którą zaraz potem ruszył powolnym krokiem, tak, by mieć pewność, że kobieta będzie w stanie utrzymać jego tempo. W pierwszych chwilach marszu z troską przyglądał się jej, bo nie miał pewności, że dziewczyna mu się po kilku krokach nie wywali na glebę. RE: [ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki - Cynthia Flint - 16.02.2023 Ulżyłoby jej, gdyby tylko mogła odczytać jego myśli. Ciężko pracowała na swój wizerunek i tak, jak Cynthia niewielu rzeczy właściwie się szczerze obawiała, tak jego zrujnowanie znajdowało się w czołówce. Nie chciała, nie mogła pozwolić, aby cokolwiek mogło wpłynąć na jej karierę w prosektorium, co uważała za swój największy sukces i ambicję życia. Co pomyślałby dyrektor, gdyby dowiedział się o tym zajściu? Im dłużej myśli te kłębiły się pod czupryną srebrnych włosów, tym bardziej zła i zirytowana była na całe zajście. Wciąż miewała gorsze momenty, będące następstwem działania kadziła, jednak wyuczona maska skutecznie to maskowała. Tak bardzo dzwoniło jej w głowie, zupełnie jakby ktoś ciągle rzucał bombardię zamiennie z reparo, aby krąg zniszczenia mógł dalej wpływać na jej samopoczucie. Jej spojrzenie wróciło jednak do twarzy jegomościa, jej przypadkowego bohatera o wątpliwie zdrowym stanie umysłu, chociaż miała nadzieję, że zwyczajnie się zgrywał. Dlaczego patrząc na niego, przez myśl przebiegł jej Castiel? - Ah tak? Co Pan jeszcze proponuje? Niezbyt często miewam okazję ku takim spacerom. - starała się dobierać słowa ostrożniej niż zwykle. Zrobić wrażenie panny z dobrego domu, po dobrej edukacji. I chociaż niewiele jej blada buzia zdradzała, to w błękitnych ślepiach czaiło się jakieś przejęcie. Nie wyglądał na aurora. Cyjanek cały czas go analizowała, próbowała dostrzec schematy zachowania ludzi z ministerstwa, z którymi przecież miała często styczność. Zamrugała delikatnie, zaskoczona jego wypowiedzią i kiwnęła głową w zrozumieniu i być może wdzięczności, że nie wypowiedział głośno dosadnych i brzydkich określeń, które ona miała w głowie. - Dużo bywasz na tych uliczkach w takim razie, zwłaszcza jako Pan.. Niezagubiony, jak mniemam? Domek na horyzontalnej brzmi intrygująco. Dodała jakby łagodniej i z komplementem w głosie na temat jego wiedzy, nawet jeśli była w zakresie, który mało ją interesował. Była bardzo zamknięta na nowe bodźce i wydarzenia, mało kiedy wychodziła ze strefy komfortu i tak naprawdę tylko bliźniak czy przyjaciel był w stanie ją do tego przekonać. Łagodniej również z tego powodu, że nie brzmiał już tak szaleńczo, jak kilka minut wcześniej. Obserwowała, gdy mówił. W oczach mężczyzny malowała się radość i pasja, szacunek do tego, co było niemagiczne i dla niej praktycznie obce, fascynacja. Nie bał się tego, że w dzisiejszych czasach nawet ściany mogły mieć uszy i mógł zwrócić na siebie uwagę typów, których lepiej było omijać? Ściągnęła brwi, unosząc dłoń i przesuwając kosmyk za ucho, a następnie palcami podrapała szyję w zastanowieniu, wydając z siebie mruknięcie towarzyszące kontemplacji. Odwróciła twarz gdzieś przed siebie, odwracając na chwilę uwagę od błyszczących oczu towarzysza. Wszystko to, co mówił, brzmiało finezyjnie i ładnie, ale jako Czarownica miała wrażenie, że bajkowo. Czy w ten sposób postrzegali ich mugole? - Drzwi do jakiej wieży? Coś za nią jest? Bardzo dziwaczne. To trochę marnowanie czasu. To normalna pora dnia? Dopytała jednak, dając się ponieść ciekawości, chociaż dla wielu osób w jej otoczeniu, byłaby to ciekawość skierowana niezdrowo i w złym kierunku. Jej twarz znów zwróciła się ku niemu, a dziewczyna kiwnęła głową na potwierdzenie, że mogli ruszać. Pierwsze kroki stawiała niepewnie, patrząc pod nogi. Tak, jak kochała poruszanie się w obcasach i ich elegancki stukot, tak teraz były odrobinę problematycznie. Nie mogła też iść zbyt szybko nie tylko dlatego, że czuła ból w łydkach, ale również przez fakt, że dzwon w głowie nadal był donośny, uderzał częściej, gdy przyśpieszała kroku. W myślach wiec przeklęła brzydko, tak, jak dama nie powinna. - Bardzo Panu dziękuje w takim razie, że zechciał Pan mi wskazać drogę do kotła i mnie tam odprowadzić, Panie... ? -ulżyło jej zaiste, że nie będzie miał problemów przez późny powrót i damskie towarzystwo, bo nie chciała po tym wszystkim przysparzać mu żadnych zmartwień. Głupio też jej było tkwić w milczeniu i ciągle mówić na "Pan", gdy spotkał ją w tak krępującej sytuacji, którą wolałaby, aby zachował w wiecznym sekrecie. Może przysięga? Wzdrygnęła się na swoją myśl pchaną przez manię kontroli. - Cynthia Flint, miło mi. Przedstawiła się ostatecznie, wzdychając bezgłośnie. Jeśli miała to załagodzić, naprawić jego postrzeganie swojej osoby to na Merlina, musiał wiedzieć z kim ma do czynienia. I ona też by wolała wiedzieć. RE: [ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki - Theodore Lovegood - 23.02.2023 Theodore lubił plotkować. Dzielenie się opowieściami było w jego naturze, zazwyczaj rozweselało towarzystwo i zbliżało go do innych. Spotkanie zdezorientowanej Flintówny o bardzo późnej porze, zagubionej, pytającej się o jakieś zapachy, było historią wartą opowiedzenia, jednakże tak bardzo, jak lubił opowiadać swoje ciekawe przeżycia, tak samo nie lubił sprawiać innym przykrości. Stąd też, jeśli kiedykolwiek opowie komuś o tym spotkaniu, to pominie imię głównej bohaterki, żeby nikt nie pomyślał, że miała jakiś problem ze swoją głową. - Co jeszcze? Hmm… Czasami wystarczy pospacerować bez celu, by być świadkiem jakiegoś ciekawego zdarzenia. Trzeba tylko unikać Nokturnu. Niezbyt przyjemne miejsce, zwłaszcza w nocy. Osobiście nie odwiedzam go nawet w dzień i tobie też bym tak radził – ostrzegł ją szczerze, gdyż domyślał się, że jej dezorientacje w terenie wywołał jakiś specyfik, który pewnie zdobyła właśnie na Nokturnie. Jeśli tak było, to miała duże szczęście, że skończyło się tylko na tym. - Słyszałem ostatnio o tym, że grasuje tam czarodziej napadający na ludzi. Kradnie im buty, a następnie każe tańczyć boso, póki nie padną z wyczerpania. Mówię ci, sami szaleńcy na tym Nokturnie, trzeba uważać - zmyślił na szybko historyjkę, by ją nastraszyć. Jego skromnym zdaniem powinna dużo bardziej na siebie uważać, a wspomnienie o jakimś niebezpieczeństwie mogło nakłonić ją do unikania podejrzanej ulicy. Rozmowy z Theo bywały specyficzne - z wachlarza szalonych rzeczy trzeba było wychwycić to, co było prawdą, a co kłamstwem. - Domek duchów zdaje się bardzo niezwykły, ale mało wiadomo o tym, jak imprezy w nim naprawdę wyglądają. Niestety zmarli preferują zabawę we własnym towarzystwie. Żywe osoby rzadko kiedy dostają zaproszenie. Potrzeba dużo szczęścia, jak w moim przypadku – mówiąc ostatnie słowa uśmiechnął się szeroko. Cieszył się, że dopytywała się akurat o to, bo miał się czym pochwalić - Ostatnio moja sąsiadka zmarła i wróciła do okolicy jako duch. Spotkałem ją akurat, gdy leciała na pozagrobową imprezę i powiedziała mi, że mogę wpaść kiedykolwiek zechcę. Czekam na odpowiednią okazję, by skorzystać z zaproszenia – stwierdził, wyglądając na niezbyt smutnego ze śmierci swojej znajomej, ale za to bardzo dumnego z siebie i możliwości, jakie przed nim stały. Opowiadając o tym przeciągał słowa tak, jak kulturysta prężył muskuły. Jako jeden z niewielu zaproszonych kiedykolwiek na tego typu przyjęcie był niezwykle zadowolony z tego osiągnięcia, nawet jeśli nie zasłużył sobie w żaden szczególny sposób na to wyróżnienie. - Nie mam pojęcia, jaki jest sekret tej wieży. Gdybym spotkał tych mugoli, to poradziłbym im po prostu trzymać ją cały czas zamkniętą. Bez sensu tak codziennie robić to samo – odparł spokojnym tonem, choć nie był zbyt zadowolony z tego, że nie miał wszystkich odpowiedzi na jej pytania. Taki już był urok przekazywania zasłyszanych opowieści, nie znało się wszystkich faktów. - Zamykają drzwi tylko na noc… Może trzymają tam wampira? Co noc upewniają się, że jest zamknięty, a w dzień otwierają drzwi, by się przewietrzyło w środku? - zaproponował i wzruszył teatralnie ramionami, jakby chciał w ten sposób dodać „ach ci głupiutcy mugole, kto ich zrozumie?”. Gdy ruszyli, spojrzał na nią uważnie, ale po kilkunastu krokach rozluźnił się pewien, że Cyjanek poradzi sobie bez pomocy. Dostosował tempo do jej ruchów i obrócił głowę spokojniejszy o towarzyszkę. - Theodore Lovegood, cała przyjemność po mojej stronie – odpowiedział całkowicie szczerze, pozwolił sobie również na przyjemny i ciepły uśmiech. Bardzo lubił poznawać nowych ludzi, nawet w tak dziwnych okolicznościach. Jedyne, co go zdziwiło, to szlachetne nazwisko dziewczyny. Nie pytał jednak o to, rozumiejąc, że może to być niekomfortowy temat, biorąc pod uwagę stan, w jakim się znalazła. - Dochodzimy powoli do Pokątnej, rozpoznajesz któryś z tych budynków? - spytał się i wskazał na miejsce przed nimi, gdzie widział już kilka witryn pozamykanych sklepów na najbardziej rozpoznawalnej ulicy w Londynie. Ciekaw był, jak bardzo pomieszało jej w głowie i czy zacznie powoli ogarniać, gdzie się znajdowali. RE: [ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki - Cynthia Flint - 01.03.2023 Lovegood dostał do ręki broń, za pomocą którą mógł ją zrujnować i perspektywa ta była nawet dla takiej królowej śniegu, jak Cynthia — przerażająca. Nie lubiła i nie umiała chyba polegać na innych, ceniła sobie niezależność i kontrolę, a gdyby wydarzenia z dzisiejszej nocy dotarły do Ministerstwa, cóż, mogłoby to spowodować wiele nieporozumień lub kłopotów. Istniała też szansa, że nie każdy by w to uwierzył, bo Flintówna cieszyła się raczej dobrą opinią, ciężko nad tym pracując poprzez lawirowanie między idiotami. - Ah tak, tam jest ten antykwariat z przeklętymi rzeczami? - odpowiedziała po chwili namysłu, mając na myśli popularny sklep czarnomagiczny, z którego chyba każdej rodzinie czarodziejskiej zdarzyło się korzystać. O tym jednak nie wspomniała. Kobieta odwiedziała Nokturn raczej rzadko, wybierając się tylko do sklepu z eliksirami lub składnikami zielarskimi lub pochodzenia zwierzęcego. Ostatnio też szukała informacji na temat hipnozy. Kolejny dzwon rozbrzmiał w jej głowie, sprawiając, przygryzła dolną wargę z niezadowoleniem. - Nie byłam tam już długo. Dodała dość pewnie, wzruszając ramionami. Tym razem nie kłamała, bo faktycznie, zapuszczała się tam zwykle w towarzystwie ojca lub kogoś, komu mogła w małym stopniu nawet ufać. Ministerstwo często badało też tam sprawy związane z trupami, co leżało w zainteresowaniach i pracy jasnowłosej. Zerknęła na niego kątem oka, mając nadzieję, że pomimo drobnego drżenia na ciele czy okazjonalnego zaciskania oczu z bólu głowy, nie uzna ją za ćpunkę. Uwierzy w przypadek. Bo czy całe życie nie było sumą przypadków? - Interesujesz się więc tym? - zapytała, nie kryjąc ciekawości, kompletnie nie znając też tematu duchów, ich imprez oraz tego, ile ich w Wielkiej Brytanii było. Zaskakujące, że człowiek nie miał czasu na tyle, aby słyszeć o czymś — jak sugerował Theodore — tak popularnym. Nie była pewna, czy uzyskanie zaproszenia na imprezę dusz było czymś, w czym by się odnalazła, bo w gruncie rzeczy nie była osobą towarzyską, ale warto było chyba pamiętać o takiej możliwości. - Nie byłeś trochę.. Nie wiem, smutny, że sąsiadka wróciła jako duch? Przecież już nie będzie mogła odejść. Lubiła tematy związane ze śmiercią, chociaż może nie koniecznie z tej imprezowej perspektywy. Obserwując jego gestykulację oraz prezencję podczas opowiadania historii, trudno było się nie uśmiechnąć, więc nie zapanowała nad subtelnie uniesionymi w górę kącikami ust. Nie miała pojęcia o mugolach i nie znała ich zwyczajów, jednak będąc wciąż odrobinę zamyśloną i zmęczoną, co było, efektem kadziła, uznała to za doskonały pomysł. - Nie byłam pewna, czy oni wiedzą o wampirach. - przyznała mu się nagle, marszcząc brwi i kontemplując nad całą sprawą tej wieży i jej zamykaniem, przyznając mu w duchu trochę racji, bo to faktycznie było bez sensu. - Nie padliby wtedy jego ofiarą? Nie sądzę, że wampir byłby zadowolony z takiej kwatery. Mugole są czasem naprawdę absurdalni. Wsunęła dłonie głębiej w kieszenie płaszcza, dostrzegając, że szło się już jej znacznie łatwiej. Wciąż bolały ją nogi, ale jako kobieta była do tego przecież przyzwyczajona, nosząc obcasy od nastoletnich lat. Gdy się przedstawiła, zrobił to samo z miłym nawet uśmiechem i trochę stracił, a właściwie to rozmył obraz szaleńca, którego z początku miał w jej oczach. Była przekonana, że znała to nazwisko. Cyjanek słabo jednak interesował się życiem na salonach, jak i polityką, tkwiąc w prosektorium. - No nie wiem, ja miałam więcej szczęścia z tym, że na mnie wpadłeś. Zdziwiona tylko jestem, że nie czułeś tego kadzidła.. Westchnęła jednak ,ostentacyjnie machając wysuniętą nagle z kieszeni dłonią. Posłużyła ona do zapięcia jednego z guzików pod szyją, bo noc wciąż była chłodna. Rozejrzała się, starając się po kojarzyć sklepy, którym tak naprawdę od lat się nie przyglądała, co wcale nie pomagało. - Nieopodal jest sklep papierniczy, a za nim ta cukiernia z ciastkami, które lubi mój brat. Powiedziała w końcu, dostrzegając znajomy element otoczenia. Do tego lokalu trafiłaby zawsze, za dzieciaka dużo czasu przesiadywała z cukierni z Castielem, czekając na ojca z torbą nowych piór, atramentów i pergaminów. Cień nostalgii przemknął po jej twarzy, rozpływając się jednak z westchnięciem. RE: [ 27.03.1972 Theodore X Cynthia] Wąskie uliczki - Theodore Lovegood - 06.03.2023 Zerknął na nią trochę podejrzliwie, bo skoro ubzdurał już sobie, że brała proszki lub eliksiry na tyle mieszające w głowie, że nie była w stanie po nich sama odnaleźć drogi do domu, to musiała być w mniejszym lub większym stopniu zaznajomiona z szemranym towarzystwem działającym na Nokturnie, a może nawet tam kupiła to, co ją tak sponiewierało. Nie wierzył jej, że nie była tam tak długo, że aż potrzebowała chwili, by przypomnieć sobie tę ulicę, ale nie skonfrontował z nią swoich podejrzeń. Nawet jeśli kłamała, to co z tego? Każdy co jakiś czas kłamał. Od czasu do czasu trzeba minąć się z prawdą, by się wybielić. Theodore, notoryczny kłamca, rozumiał to lepiej niż ktokolwiek inny, ale trochę głupio było mu obserwować, jak zaciskała oczy z bólu i udawać, że wierzył jej, że po prostu się zgubiła. - Dokładnie tam. Przerażające miejsce. Aż strach pomyśleć skąd oni biorąc te wszystkie okropne rzeczy na sprzedaż – odparł na wspomnienie czarnomagicznego sklepu. Już sama aura rozchodząca się wokół placówki Borgina i Burke’a wywoływała w nim nieprzyjemne uczucia. Na szczęście nie mieli tam niczego, co by potrzebował, nie musiał więc ich odwiedzać na zakupach tak jak zresztą całego Nokturnu. - Ostatnim razem, gdy tam byłaś, dawno temu, co kupowałaś? - zapytał przelotnie, niby od niechcenia, jakby chciał tylko zaspokoić ciekawość i utrzymać konwersacje. Nie chciał brutalnie spytać wprost „Czym się tak naprułaś, koleżanko, że tak cię sponiewierało?”, uznając, że jeśli będzie chciała się otworzyć, to zrobi to po swojemu, na swoich warunkach. - Jak najbardziej! Mieszkam niedaleko miejsca, w którym się te imprezy odbywają, więc słyszałem o nich to i owo – wyjaśnił rzeczowo. Theodore z przyzwyczajenia przedstawił coś, czego był częścią, jako coś dużo bardziej popularnego i rozpoznawalnego niż było to w rzeczywistości. Prawda była taka, że o imprezach dusz po raz pierwszy usłyszał wtedy, gdy otrzymał zaproszenie, to jednak nie przeszkadzało mu opowiadać o nich, jakby były najgorętszym wydarzeniem towarzyskim w całym Londynie. - Jej śmierć była oczywiście bardzo smutna, prawdziwa tragedia – stwierdził, a jego mina na krótki moment przybrała nieszczęśliwy wyraz. Nie było to szczere uczucie, co można było łatwo rozpoznać po tym, w jak rekordowym tempie smutek zniknął z jego twarzy i ponownie się uśmiechnął. Swoją sąsiadkę znał za jej życia zbyt słabo, by na poważnie martwić się jej zejściem. - Ale nie przejmuję się tym za bardzo. Jeśli będą z nią problemy, to wezwie się kogoś z ministerstwa. Mają tam kogoś od negocjowania z duchami? - powiedział kończąc pytającym tonem. Nie miał pojęcia, jak to działało, ale miał pewność, że gdyby sąsiadka zaczęła go za bardzo męczyć, to gdzieś tam znajdzie się jakiś egzorcysta lub specjalista od zaświatów, który będzie w stanie pomóc. - Masz rację, dziwna sprawa… - zgodził się z nią, po czym spuścił wzrok w ziemię i zamyślił się przez chwilę, rozmyślając nad jakimś alternatywnym rozwiązaniem mugolskiej zagadki - A może to wyjątkowo antyspołeczny wampir? I mugole umówili się z nim, że będą pilnować, by nikt mu nie przeszkadzał? - wyrzucił z siebie z nadzieją w głosie. Nie wiedział wiele o mugolskim świecie, nie był nawet pewien, czy wiedzieli o istnieniu wampirów, ale teoria z odludkiem mieszkającym za zamkniętymi drzwiami wydawała mu się rozsądna i ciekawa. - Gdyby gdzieś tam leżało kadzidło, to mógłbym je nie tylko poczuć, ale też dostrzec – stwierdził przyjaznym, ale zdecydowanym tonem. Spoko, nie gniewał się, że go okłamywała, ale niech te kłamstwa będą miały jakieś ręce i nogi! Nie rozumiał, czemu sądziła, że uwierzy w istnienie jakiegoś kadzidła, skoro był z nią w bocznej alejce i żadnego nie widział. Zerknął na nią z wiarą, przekonany, że jeśli Cyjanek się postara, to wymyśli jakąś lepszą historyjkę. - Ale w jednym masz rację: miałaś szczęście, że wpadłaś na mnie. Lepszego przewodnika ode mnie nie znajdziesz – zauważył i uśmiechnął się szeroko, jak zawsze nie będąc w stanie powstrzymać się przed pochwaleniem samego siebie. Kiwnął przy tym zadowolony głową, bo dziewczyna rozpoznała kilka sklepów. To znaczyło, że nie było z nią tak źle, ale to nie znaczyło, że miał zamiar ją zostawić. Wprawdzie odzyskała jako tako orientację, ale wciąż nie miał pewności, że sobie poradzi sama. Po minięciu cukierni skręcili i zaczęli iść wzdłuż Pokątnej. Na jej samym końcu znajdował się cel ich podróży, mieli więc jeszcze kawałek do przejścia. - Bardzo dobra robota, wszystko się zgadza, Cynthio. Czujesz się już lepiej? Za chwilę miniemy księgarnie, a kawałek dalej pracownie Ollivanderów – opowiedział i wskazał palcem rzeczone sklepy, na wypadek, gdyby rozpoznanie tych budynków było problemem. |