Secrets of London
[23 kwietnia 1972] Kot z sumieniem to jak świnka morska - ani świnka, ani morska... - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [23 kwietnia 1972] Kot z sumieniem to jak świnka morska - ani świnka, ani morska... (/showthread.php?tid=931)



[23 kwietnia 1972] Kot z sumieniem to jak świnka morska - ani świnka, ani morska... - Sauriel Rookwood - 08.02.2023

Złapał paczkę fajek, którą Fergus mu rzucił, zanim poszedł w pizdu. Jak się z tym czuł? Chyba jak każdy człowiek, który dostał kosza od swojej narzeczonej. Z tym, że Sauriel nie dostał kosza ani od narzeczonej, ani w ogóle kosza... nie dostał. Z kotem podobno trudno być w związku. I mam tu na myśli zarówno zwykłe koty jak i samego Sauriela. Gdyby nie to, że jego gitara została w środku to poszedłby w sumie w pizdu. Mieć swój zły humor gdziekolwiek indziej, tylko nie tutaj. I nie chodziło o to, że był zły na Salema, oj nie. Nie był. Za dobrze rozumiał, że działał instynkt. Ba, Salem się bardzo dobrze zachował! Problem nie tkwił w świecie dookoła i to nie temu światu robił wyrzuty. Problem tkwił w nim samym. Należał do tych ludzi, którzy doskonale zdawali sobie z tego sprawę.

Nie zapalił. Pościskał paczkę, przez co właściwie jej zawartość nadała się już teraz tylko do wyrzucenia. Poszurał zębami o zęby ze złości i starał się stać z boku, żeby nie straszyć gości. Nie chciał ich straszyć, niestety piekłem ludzi ekspresyjnych (wbrew pozorom ekspresyjnych, mimo że Sauriel zazwyczaj chodził z facjatą "mam wyjebane") było to, że kiedy emocje się pojawiały to ich ukrywanie była jak próba ukrycia orki, którą wywaliło morze na plażę. Niby można próbować, ale na co to komu? Kiedy ta pierwsza fala opadła, wszedł z powrotem do wnętrza. Uśmiechnął się do Nory, że niby wszystko okej i skierował po swoją gitarę do tego małego kącika, w którym było miejsce do tego, by klapnąć - i pograć. Albo pośpiewać. Albo dać jakiekolwiek szoł. Ciekawe, czy Nora organizowała tu cokolwiek innego. Życzył jej, żeby tak. Ludzie lubili odrobinę sztuki, albo odrobinę śmiechu. To była wspaniała okazja do tego, żeby skupić się na czymś innym niż to pojebane życie. Kucnął przy gitarze i zaczął ogarniać swoje rzeczy, żeby się na dzisiaj odmeldować.




RE: [23 kwietnia 1972] Kot z sumieniem to jak świnka morska - ani świnka, ani morska... - Salem - 14.02.2023

Wyjątkowo nie był rozmowny przez resztę wieczoru. Myślał, próbował przemianować odczucia w słowa aby powiedzieć Norze o co mu chodzi. Instynktownie wyczuwał, że zaniepokoi ją na tyle, że zacznie dramatyzować. Znał ją na tyle aby wiedzieć, że jej po prostu odbije gdyby powiedział jej, że jej umuzykalniony gość nie krwawi. Wbrew swojej reakcji najpierw chciał zebrać dostatecznie dużo informacji i dopiero na końcu osądzać. Należał do inteligentnego gatunku zwierząt będącego kilka szczebli wyżej od zwyczajnego kota domowego pozbawionego świadomego myślenia i zdolności mówienia. Wyszedł do piwnic po to, aby upolować zalegającego tam gryzonia. Mały szczurek myślał, że wyjdzie żywcem z klubokawiarni... popełnił błąd, że się pojawił. Upolowanie go było dziecinnie proste, nie stanowiło to wyzwania. Nie uronił nawet jednej kropli krwi gryzonia, jedynie skręcił mu kark. Po tym małym i niewiele znaczącym mordzie wrócił z powrotem do klubokawiarni, zostawiając rzecz jasna myszkę w progu wejścia do części domowej. Wystarczyło jednorazowo rozejrzeć się po pomieszczeniu aby zauważył, że on wrócił. Odruchowo obnażył górne kły, przyłożył trójkątne i włochate uszy do czaszki. Powoli czaił się na niego, przemknął cichaczem po podłodze, ciągnąć swój mięciutki i puchaty brzuch po czystej podłodze. Wcisnął się pod komodę i z ciemności spoglądał na profil Sauriela. Źrenice kota rozszerzyły się, spiął ciało jakby chciał na niego skoczyć i go zamordować lecz... powstrzymał się dostrzegając na jego twarzy... co to było? Ten skurcz mięśni żuchwy i policzków, ledwie słyszalny oddech... zdenerwowanie? cierpienie? Bezszelestnie wyszedł spod szafki i usiadł metr obok niego.
- Wróciłeś. - odezwał się znienacka a jego puchaty ogon zdradzał niepewność i strach. Mimowolnie spinał mięśnie na jego obecność i wzrok. Instynkt mówił: ostrożnie, szykuj się do ucieczki. Inteligencja podpowiadała aby jednak najpierw dowiedzieć się czegoś więcej - tym właśnie różnił od całej rzeszy stworzeń magicznych. Posiadał zdolność zignorowania instynktu... co niechętnie czynił.
- Nie powiedziałem jej. - oznajmił i gdy ten się poruszył, instynktownie cofnął się, przyciskając swoje ciało do podłogi a uszy przyciskając do czaszki. Znieruchomiał ale i tak postanowił się odzywać. Gotów był w każdym momencie uskoczyć przed jego "atakiem".
- Jesteś dziwny i obaj wiemy, że mam rację. - wymamrotał ledwie otwierając pysk. Gdyby podzielił się z Norą swoimi spostrzeżeniami to prawdopodobnie nie pozwoliłaby mu tak łatwo wrócić... bez uprzedniej rozmowy. Mimo wszystko Salem nie wiedział z kim ma do czynienia. Nie miał pojęcia, że takie istoty w ogóle istnieją. Jego świat ograniczał się do Nory, klubokawiarni i rozmów z klientelą. Poruszał mnóstwo tematów lecz jeszcze wiele stanowiło dla niego tajemnicę. Instynkt mówił, że z Saurielem coś jest nie tak zaś jego zdenerwowanie tylko utwierdzało go w przekonaniu.
- Masz dobre ręce do... stworzeń ale coś z tobą jest nie tak. Chcę wiedzieć co. - był łasy na plotki, informacje, tajemnice. Jedną próbował rozwikłać, a dotyczyła ojca Mabel. Sauriel wydawał się obiecującą zagadką choć czasami miał ochotę posłać to do diabła i zapomnieć. Niestety, nie mógł skoro zaczął tu pracować.


RE: [23 kwietnia 1972] Kot z sumieniem to jak świnka morska - ani świnka, ani morska... - Sauriel Rookwood - 18.02.2023

Międzyludzkie relacje były strasznie skomplikowaną sprawą. Wydaje ci się, że robisz coś dobrze, sprawiasz komuś przyjemność, albo przynajmniej zachowujesz się wobec niego w porządku, a na drugi dzień słyszysz od osoby trzeciej, że niby ją obrażałeś. I nie rozumiesz. Zastanawiasz się, gdzie popełniłeś błąd, a błędy i winy, tak się składało, niemal nigdy nie leżały po jednej ze stron. Była akcja, była prowokacja. Gdyby ludzie chcieli być ze sobą naprawdę sprawiedliwi, kusiliby się na proste rozwiązanie - dialog. Dokładnie takie, jakiego podjął się Salem. A przecież on miał o wiele trudniej od człowieka, bo jak zostało wspomniane - jego naturą jednak rządził instynkt. To on miał dyktować jego niektóre zachowania, chęci i niechęci. To, kogo polubi a to, kogo się będzie bał. Ten instynkt nie kłamał. Nie kłamało jednak też jego mrowiące przeczucie w wibrysach, że Sauriel to wcale nie był taki zły gość. To znaczy - był. Był jeszcze gorszy, niż wszystkim tutaj mogło się wydawać, ale jednocześnie nigdy nie skrzywdziłby ani Fergusa, ani Nory, ani tym bardziej Salema. Błogosławieni ci, którzy dialogu poszukiwali i miast pielęgnować niezrozumienie w swoim sercu i pozwalać mu kwitnąć, postanowili wychodzić mu naprzeciw. Choć nie wiem, czy kotom potrzebne było jakiekolwiek błogosławieństwo. Były przecież kotami, a to oznaczało, że były błogosławione same w sobie.

Podskok byłoby zbyt ambiwalentnym opisem reakcji Sauriela na głos Salema. Nie, nie spodziewał się kota tutaj, tak blisko i jeszcze mówiącego do niego. Skoro podskok był zbyt niejednoznaczny, to drgnięcie? Ale to chyba trochę za mało. Podskok to za dużo. Coś pomiędzy. Wyprostował się i położył dłoń na sercu, jakby co najmniej obawiał się zawału. Ten, na szczęście, wcale mu nie groził. Na moment nawet przymknął powieki, zanim skrzywiony przeniósł wzrok na Salema. Nie dlatego, że był na niego zły, tylko dlatego, że był niezadowolony ze swojej aktualnej reakcji. Tego, że się tak głęboko zamyślił. Z drugiej strony - ludzie mówili że sam chodził jak kot. Ale to, jak chodziły naprawdę koty... stapiały się z cieniami. To było naprawdę niezwykłe, co potrafiły. To i jeszcze wiele, wiele więcej. Skrzywienie szybko zniknęło z jego twarzy, zastąpione przez zwyczajowe zmęczenie i znużenie. Dniem? Nie. Życiem. Sauriel należał do tych ludzi, co mieli kiepski dzień, tydzień, miesiąc... życie. Mieli po prostu kiepskie życie, a mimo to jeszcze funkcjonowali, bo nakręcona korbka pozwalała pozytywce się kręcić. Sauriel wiedział, że ta jego jest na wyczerpaniu. I wypatrywał świtu, w którym przestanie się kręcić.

- Zostawiłem gitarę. - Wyjaśnił usłużnie, zamykając futerał jednym ruchem. I na widok gwałtownej reakcji kota - zwolnił. Spowolnił swoje ruchy, jakby ktoś nacisnął przycisk do wolnego odtwarzania przynajmniej o pół raza. Obrócił się przodem do kota, oparł plecami o ścianę - nie wstawał. Usiadł na podłodze z jedną zgiętą nogą w kolanie. I nie patrzył prosto na Salema. Nie dlatego, że nie chciał spoglądać mu prosto ślepia, a raczej z przyzwyczajenia do tego, że koty najlepiej się czuły, kiedy nie były wystawione na bezpośrednią obserwację. To je ośmielało. Przynajmniej sam tak to sobie tłumaczył, bo może działało to trochę inaczej. Tak czy siak - z jego doświadczeń wynikało, że ignorowanie kota to najlepszy sposób na to, żeby zapewnić mu komfort. - Czego dokładnie? Że nie mam krwi? - A możesz czegoś jeszcze innego. Nie znał Salema. Nie wiedział, jakie ma doświadczenia. Może doskonale sobie zdawał sprawę z tego, co ma przed oczami. Albo może raczej - kogo?

Nie odpowiedział od razu. Spoglądał na jedną z roślinek ustawioną na półce i na okno, za którym czasami niewyraźne sylwetki ludzi mijały przybytek.

- Jestem wampirem, Salemie. Słyszałeś o wampirach? To takie komary, tylko ciężej je ubić.




RE: [23 kwietnia 1972] Kot z sumieniem to jak świnka morska - ani świnka, ani morska... - Salem - 20.02.2023

Nie spuszczał ślepi z mężczyzny. Ani trochę nie był przy nim rozluźniony. Charakterystycznie zwinięty i napuszony ogon zdradzał niepokój, odmianę strachu i nieufność. Dostroił się do najmniejszych ruchów Sauriela i trudno stwierdzić który z nich był drapieżnikiem a który ofiarą. Przyjmował pozycję do uniku bądź ataku, tak samo przyklejony do podłogi i napięty do granic kocich możliwości. Niełatwo było zignorować instynkt jednak był na tyle inteligentny aby sobie z tym poradzić. Teraz mógł zachować więcej samoświadomości skoro wiedział już, że należy być ostrożnym względem Sauriela. Skoro Nora go tutaj wpuściła to oznacza, że o niczym nie wiedziała… bądź odwrotnie, jest to fakt oczywisty o którym to Salem nie został poinformowany.
- Tak, głównie o to. Nie krwawisz. To nie jest wpisane w domenę osób żywych.- śledził wzrokiem jego twarz i dłonie gdy ten siadał. Zachowywał się jak żywy, jak normalny człowiek. Pachniał dziwnie. Im dłużej przy nim przebywał tym zbierał więcej zapachowych i emocjonalnych bodźców. Nie podobało mu się coś w jego napiętych dłoniach i to coś w kącikach ust - ten chłód, który wydawał się mościć na jego twarzy, gdyby tylko tego zapragnął. Instynkt Salema wył ostrzegawczo dlatego też kot nawet nie drgnął tylko wpatrywał się intensywnie w mężczyznę, niemalże wrośnięty pazurami i brzuchem w podłogę.
- Jesteś niebezpieczny. - oznajmił, nie mając w swojej wiedzy definicji słowa "wampir". Musi zapytać Norę… albo Brenny. Skoro czuł bijące niebezpieczeństwo ze strony Sauriela to znaczy, że musi chronić Norę. Spłaszczył uszy bliżej czaszki.
- Nawet komary mają w sobie krew.- był inteligentny jednak niektóre metafory wciąż znajdowały się poza zasięgiem jego możliwości intelektualnych. Cały czas uczył się ludzi i rozwijał się choć nie należał już do najmłodszych kotów.
- Nie wiem co dokładnie oznacza to słowo lecz nie podoba mi się ono kiedy na ciebie patrzę. Jestem inteligentny ale też posiadam wysoko rozwinięty instynkt, którego sygnałów nie zawsze potrafię wyjaśnić. Aktualnie mówi mi, że jesteś drapieżnikiem wkraczającym na mój teren. Wyjaśnij mi to.- uzyskał najważniejszą informację - Sauriel potwierdził brak krwawienia, nazwał siebie jakimś określeniem a więc wystarczyło zgłosić to Brennie i zostawić wszystko w jej rękach. Zamiast tego dopytywał. Chciał wiedzieć więcej aby…
- Chcę dokładnie wiedzieć z kim rozmawiam zanim się do tego ustosunkuję.- dopowiedział na głos. Jak ktoś "niebezpieczny" może mieć "rękę do zwierząt"? To mu się nie zgadzało, to sobie wzajemnie przeczyło i wprowadzało zamęt do jego kociego umysłu.


RE: [23 kwietnia 1972] Kot z sumieniem to jak świnka morska - ani świnka, ani morska... - Sauriel Rookwood - 20.02.2023

Aaach, ale przykra sytuacja. I nie chodziło o to, że dla Sauriela była to wielka tajemnica. Ten cały wampiryzm, to, że nie krwawił, że działo się z nim wiele innych przykrych rzeczy, o jakich ludziach się nie śniło. Nawet tym, którzy studiowali klątwy jak i wampiry. Bo tak się dziwnie składało, że prawie każdy wampir był inny. Chyba podobieństwa występowały tylko tam, gdzie to wampir zmienił wampira. Wtedy między nimi, jakby tworzyli... swoistą linię krwi. Nową. Wampirzą. Dziwne o tyle, że wampiry krwi nie miały, a to, co dla nich było "dzieckiem" było po prostu stworzonym przez nich trupem.
- Nie jestem żywy. Zostałem zamordowany i przywrócony do życia. - Przeniósł czarne oczy na swoje dłonie, którymi się teraz zainteresował. Siedział tak bez ruchu. Teraz było oczywiste, że nie oddycha, że potrafi siedzieć jak rzeźba. Tak jak usiadł teraz, gdy nawet nie mrugał i nie pracowały mu gałki oczne. Przez moment, bo zaraz mrugnął. Zgiął lekko palce, nadal nie spoglądając na samego kocura. Ale kątem oka widział, jak się pręży i jaki jest zapracowany w tym, żeby czegoś nie zrobić. Uciec? Chyba nie. Atakować? Może też nie? Gdzieś zapanował ambaras pomiędzy potrzebą bronienia swojego terytorium i pani a tym, żeby jednak spieprzać od martwego człowieka. No bo to prawda - brak krwi nie był domena żywych, jak ładnie i wręcz poetycko ujęte! - To już zależy, dla kogo. - Odparł dość gładko i nie potrzebował na to zastanowienia. Nie było też w nim zwątpienia czy zwyczajowego cynizmu. To był fakt. Był niebezpieczny. Ale nie dla wszystkich. Nie dla Nory, na ten przykład. Nie zamierzał oszukiwać kota, mógł co najwyżej, jak zawsze, przemilczeć parę kwestii, które mogłyby dodać niespokojnych elementów do tego kotła. Ale to były sekrety, których mrok wykraczał nawet poza to, że był po prostu martwym skurwysynem.
- Jestem drapieżnikiem, Salem. - Spojrzał w końcu na kocura - prosto w jego przepiękne ślepia. Och, jaką niesamowitą bestią był. Naprawdę Sauriel chciał go zgarnąć w ramiona i nosić, jak tylko by chciał i gdzie tylko by chciał. I mruczałby do niego i prawił mu komplementy i miział dokładnie tam, gdzie najbardziej lubił i w różnych miejscach. Bo żaden kot nie lubił za długiego głaskania w jednym. To chyba przez nadmiar bodźców. - Wampiryzm to klątwa, która pozwala trupom "żyć". Funkcjonować. Są stworzeniami na szczycie łańcucha pokarmowego. Naszym pożywieniem są ludzie. - Mógł kłamać i mącić, żeby nie wzbudzać jeszcze większego strachu w Salemie, ale nie czuł takiej potrzeby. Salem przypominał mu teraz o wszystkich powodach, dla których na tyle lat odciął się od wszystkiego i wszystkich. Nie mógł powiedzieć, że mu się to podobało, bo było po prostu ciężkie. Bardzo obciążało niebijące serce. To jednak, że nie biło i że było owinięte chmurą czarnej magii nie znaczyło, że go nie ma. I że nic nie czuł. - Cytując: jestem jednak inteligentnym drapieżnikiem, mimo wysoce rozwiniętego instynktu. - Łowieckiego. Chociażby. Bo głód wampirzy, a przynajmniej ten, który on odczuwał, nigdy nie gasł. Można go było wyciszyć, ale zawsze gdzieś tam był. I łatwo go było pobudzić. Nader wszystko był jednak człowiekiem. - Nie jestem pewien, czy tu jest coś do tłumaczenia, Piękny. Mogę cię tylko zapewnić, że nigdy nie skrzywdziłbym Nory. Jest jak ciepłe słońce. A ja już prawdziwego słońca oglądać nie mogę. Słońce spala wampiry. Na popiół.


RE: [23 kwietnia 1972] Kot z sumieniem to jak świnka morska - ani świnka, ani morska... - Salem - 20.02.2023

Obnażył górne kły a z jego gardła wydobył się syk. To była instynktowna reakcja gdy okazało się, że rozmawia z martwym. Zaraz to jednak do głowy Salema dotarła ta ważna informacja - Sauriel został ożywiony... a na tej samej bazie opierało się kontrolowanie ciał martwych gryzoni, które wyłapywał po najbliższej okolicy. Z tego też powodu nie zjeżył się tak jak powinien po uzyskaniu tak wstrząsającej informacji. Chyba potrzebował tego jego znieruchomienia po to aby uzmysłowić sobie, że Sauriel miał już sposobność skrzywdzić Norę i tego nie zrobił. Nie, nie będzie szukał w nim dobra póki nie uzyska pewności, że nie zagraża Norze i Mabel. Mimo wszystko... usiadł. Z pozycji bojowej zmienił postawę na statyczną acz wciąż spiętą... chociażby zjeżony ogon owinął wokół swojego zada, puchatą końcówką zasłaniając tylne łapy.
- Do wszystkich przeklętych kłaczków... czy Nora nie mogłaby dla odmiany zaprzyjaźnić się z jakimś normalnym mężczyzną? Wilkołaki, wampiry... zaczynam podejrzewać, że to Fergus jest najlepszym kandydatem na jej męża. - w tej dygresji brzmiało niejako znużenie związane z preferencjami w relacjach Nory. W jego oczach zainteresowanie mężczyzn miało sens reprodukcyjny bo po cóż innego? Nie rozumiał mocy przyjaźni damsko- męskiej bo w świecie kotów zainteresowanie płcią przeciwną wiązało się jedynie z rozmnażaniem. Większa ilość informacji wprowadzała do jego umysłu coraz więcej jasności. Sauriel dobrze czynił, że mu nie kłamał i wyjaśniał od razu kim jest. Tłumaczył się... kotu.
Miauknął gardłowo gdy nazwał siebie drapieżnikiem. Obaj wiedzieli, że znajdował się na cudzym terytorium i to bez zezwolenia. Nie kwalifikował się zatem do normalnych czarodziejów więc w obowiązku Salema było zadbanie o dominację na terenie klubokawiarni. Łaskawie uniósł swe spojrzenie w czarne i bezdenne oczy Sauriela. Był w stanie tolerować Erika (choć na głaskanie nie zezwalał) ale jak ma ustosunkować się do wampira? Wibrysy zdradzały, że na przekór wszystkiemu mógłby go polubić bo wiedział jak obchodzić się ze zwierzętami. Wyczuwał takie osoby i mimowolnie do nich lgnął.
- Myślisz, że zachowam spokój kiedy przebywając na moim terenie tłumaczysz mi, że twoim pożywieniem są ludzie? Kiedy Nora i Mabel są w domu? - podniósł się i bardzo ostrożnie stawiał kroki i powoli zmniejszał między nimi dystans. Nie spuszczał wzroku z jego bladej twarzy. Niech go puszka tuńczyka pochłonie... on nie oddychał więc jego serce nie miało szansy bić. Czemu nie miał lodowatych rąk? Czemu miały w sobie czułość skierowaną do niego, do Salema? Martwi nie mają prawa posiadać w sobie czułości... chyba. Nigdy nie rozmawiał z umarłym dlatego podchodził do niego tak ostrożnie.
- Podaj mi choć jeden dowód albo powód, cokolwiek, abym ci uwierzył, że nie skrzywdzisz Nory. To mój dom, moje życie. Wyrządzenie krzywdy w tym miejscu jest jak powolne wyrywanie wibrysów... a nawet gorzej, ale to chyba wiesz jak wygląda umieranie. - zatrzymał się na długości jego kolana - wciąż daleko od dłoni jakby obawiał się, że mogą zacisnąć się na jego szyi w śmiertelnym uścisku pozbawiającym wszelakiego tchu.
- Całe powietrze drży od tego jak boli cię to, co do mnie mówisz. Wnioskuję zatem, że masz sumienie i że chcesz tu jeszcze kiedykolwiek wrócić. Mam rację? - zmrużył swe ślepia i przyglądał mu się uważnie. To była walka na intensywność spojrzenia. Sam fakt, że Sauriel nie wykazywał agresji i nie próbował go stłamsić swoją pozycją ułatwiało rozmowę... ba, w ogóle ją umożliwiało. Wystarczyłaby jedna iskra zła ze strony mężczyzny a cała klubokawiarnia dowiedziałaby się, że wampir przekroczył próg ich azylu.
Miał ochotę zerknąć w kierunku okna aby sprawdzić jak daleko jest do świtu. Sauriel się przed nim odsłaniał - podawał nawet sposób na unicestwienie. To też nie zgadzało się z tym stwierdzeniem, że jest na szczycie łańcucha pokarmowego.
- Tu jest Nora. Jest częścią mojej duszy. Cała reszta świata mnie nie obchodzi. Jestem w stanie poświęcić całą esencję swojego jestestwa aby ją chronić, Saurielu. A z tego co mówisz, masz moc unicestwienia ludzi. Wymyśl coś, co da mi powód żeby nie zakazywać ci się do niej zbliżać pod groźbą wydania cię. Tak, jestem gadającym kotem ale jeśli chodzi o Norę jestem silniejszy niż zwykły czarodziej. - wierzył w moc ich więzi, w oddanie życia i największą manifestację białej magii. Wampiry złączone były mrokiem, a on z Norą więzią inną niż cokolwiek na świecie. Chciał też dać do zrozumienia Saurielowi, że powinien potraktować tego "futrzaka" poważnie. Obaj byli inteligentni więc musieli znaleźć kompromis. Bał się tego wampira - to o ironio, jasne jak słońce. Posiadał w sobie jednak odwagę gdy w grę chodziła ochrona Nory.


RE: [23 kwietnia 1972] Kot z sumieniem to jak świnka morska - ani świnka, ani morska... - Sauriel Rookwood - 20.02.2023

To było bardzo smutne, kiedy tak małe stworzenia jak koty myślały, że syk mógł przepędzić większe od nich zagrożenie. Ale to raczej nie była mysl. To był instynkt. Dla kota jego domena było wszystkim. Tutaj zaczynało się jego życie i tu je zamierzał zakończyć, wypędzony tylko przez silniejsze od siebie stworzenie. A niektóre walczyły nawet do ostatniego tchu i tak, jak zamierzały, tak wzięły i zakończyły ostatni oddech na swoim kawałku trawy. Sauriel to rozumiał. Twoje terytorium było miejscem, gdzie dyktowałeś warunki. Twierdza-nie-twierdza. Nie musiała być niczym obudowana, wystarczyło, że obudowywałeś ją zapachem. Trzeba było o tę ziemię dbać, sprawdzać codziennie jej granice, dbać o rośliny i upewniać się, że dąb jest ciągle tak samo zdrowy, a żeby nikt inny prócz ciebie na niego nie wchodził ostrzyło się na korze pazury. No i oczywiście był to sygnał: nie wchodzić. Moje miejsce. To był teren polowań. Tylko silna potrzeba potrafiła wygnać kota poza ten teren, a nawet poza nim mogło to być ledwie... dodawanie ustawionej i zapamiętanej drogi do całości? Koty potrafiły przejść dziesiątki kilometrów wracając do swojego domu, jeśli je wywieźć. Ale potrafiły też opuścić swój dom, kiedy nie czuły, że są chciane. Kiedy widziały, że to, co dają człowiekowi, który z nimi to miejsce dzieli, nie wystarcza. Niewdzięcznicy i okrutnicy, którzy nie potrafili docenić wspaniałych towarzyszów i istot, jakimi były te czworonogi nie zasługiwały na ich obecność. To było proste. Tyle energii i troski było wkładane w to, żeby ich teren był bezpieczny. Pozbawiony innych drapieżników. Kot potrafił walczyć nawet z wielkim wilczurem o prawo do swojego terytorium i rzucić się do gardła orłowi, który za bardzo sobie pozwalał zabierając jego zwierzynę. Albo po prostu to, co uważał za swoich towarzyszy. Tylko ignoranci i niewdzięcznicy nie rozumieli, jak oddane i niezwykłe były to stworzenia. A jednak Sauriela nie nazwano Czarno Kotem ze względu na jego dobre cechy. Nie. Nazwano go tak, bo przynosił nieszczęście.

Gdyby miał lepszy nastrój, a miał prawdziwie chujowy, nawet podłapałby te słowa o Fergusie i szukaniu odpowiedniego partnera, rozwinąłby je w żart. Ułożył odpowiednio, jak koci język układał starannie każdy pojedynczy włosek. Bo świat musiał być ułożony, ten koci. Dążył do ładu, utartych rytuałów i bezpieczeństwa. Innymi słowy chyba wszystkiego, czego czarnowłosy nikomu nie mógł zapewnić. Ale w swoim zaciszu też swoje rytuały miał. Na szczęście, dzięki bogom, nie miał tego zwyczaju żeby regularnie lizać się po łokciu z głupiego nawyku sprawdzania, czy na pewno jest czysty. Sauriel nie był kandydatem na niczyjego męża - a jednak miał narzeczoną. Niechcianą zupełnie - ale miał. Wampiryzmu też nie chciał, ale tak to już było w jego rodzinie, że nie pytali cię o zdanie. Po prostu działali. Dlatego nie było żadnego żartu i na żaden się nie zbierało, a czarnowłosy jedynie wydał z siebie dźwięk przypominający westchnienie. Bo kiedy nie oddychasz to co najwyżej możesz imitować odruchy ludzkie, żeby spróbować sobie ulżyć od zbieranego napięcia.

- Nie oczekuję, że zachowasz spokój. Zadajesz mi pytania, więc na nie odpowiadam. Bycie wampirem w tym kraju to nie zbrodnia. Przynajmniej według prawa. - Zacisnął palce w pięść, napiął mięśnie ręki, ale zaraz je rozluźnił. Samą ręką nie poruszył, więc Salem mógł być spokojny. Tak, to był jego teren. Teren Salema. O zgrozo, jakie to by było komiczne - walczyć z kotem o terytorium. KOTEM. Sauriel naprawdę nie miał pojęcia, gdzie kończy a gdzie zaczyna się kocie pojęcie świata Salema. Gdzie tam był "człowiek" a gdzie "kot". Gadający kot, myślący po ludzku, był fenomenem, ale ewidentnie było wiele zagadnień dla niego kłócących się z jego instynktem. Ba - sam się teraz z nim kłócił. Sprzeciwiał mu się, bo chciał zrozumieć. To było tak boleśnie ludzkie, że Sauriel nawet się krzywo uśmiechnął do siebie na tę myśl. Gdyby Salem chciał być niespokojny to by był - a nie sadzał tu teraz tyłek, żeby zaspokoić swoją ciekawość i zrozumieć te sprzeczne odczucia, jakie się w nim budowały.

Ale ten uśmiech bardzo szybko zniknął. Tak, wiedział, jak wygląda umieranie. Bardzo, bardzo boleśnie. Ale Sauriel przestał bać się śmierci. Zaczynał do niej wręcz dążyć. Może nie aktywnie, ale jeśli istniało ostatnie ziarenko nadziei w jego świecie to było ona tak mętne, że było to właściwie odliczanie dni do tego, by zobaczyć słońce. Sauriel o tym marzył. Śnił o tym.

Śnił o dniu, w którym naprawdę umrze.

Ta rozmowa prowadzona w półcieniach kawiarenki, gdzieś między zapachem alkoholu i śmiechów, w kołysance cicho stukających szklanic, była tak intymna i głęboko poruszająca jego struny emocji, że prawie zapomniał, jak to wszystko kurewsko bolało. I choć jak zostało powiedziane oddychać nie musiał - właśnie się dusił. I nie potrafił z siebie wydobyć słowa. Oparł potylicę o ścianę za sobą, spojrzał w sufit podkrążonymi ze zmęczenia oczami. Były tylko krótkie chwile, kiedy wyglądał lepiej, ale to chyba było oczywiste, kiedy one następowały. Och, jak to bolało. Jak strasznie boli. Nie chciał tego czuć i użalać się nad sobą samym i swoim spierdolonym losem. Nie chciał słyszeć takich słów i nie chciał szukać powodów. Nie było powodów. Był złym, bardziej złym "człowiekiem" niż sobie Salem był w stanie to wyobrazić. I prawda była taka, że dla wszystkich było lepiej, żeby tutaj nie przychodził. Sauriel złapał za futerał i podniósł się z ziemi.

- Nie ma takich powodów. Niepotrzebnie w ogóle... przychodziłem. Pozdrów ode mnie Norę i przekaż, że nie wrócę. I powiedz jej. To nie jest dla mnie wielka tajemnica. - Nie spoglądał na Salema, kiedy mówił te słowa. Jakie to było okropnie irracjonalne, że ze wszystkich stworzeń przyszedł do niego kot. Kot. I to właśnie kot powiedział: boli cię to. Bolało. Tak strasznie, że trzymał teraz swoje dłonie, żeby nie drżały. I trzymał całego siebie, żeby się nie rozpaść. Kiedy teraz szedł w kierunku drzwi czuł się tak, jakby kroczył po otchłani. Jakby był pijany. Tak, pijany. Można upić się bólem..? Nie, to raczej po prostu delirium. Za mało alkoholu - tak. Tego zawsze było zbyt mało...




RE: [23 kwietnia 1972] Kot z sumieniem to jak świnka morska - ani świnka, ani morska... - Salem - 16.03.2023

Czujnie obserwował każdy ruch Sauriela. Słuchał uważnie nie tylko jego słów lecz również wyczulił się na ton jego głosu. Emocje jakie przez niego przemawiały wibrowały na końcówkach kocich wibrysów. Do pewnego stopnia mógł wyczuć czy rozmawia z oszustem. Nie wydawał się kłamać... zresztą nie miał powodu. Przyznał się już do swojej dziwnej klątwy i nic nie mogło sprawić, że Salem o wszystkim zapomni. Koci umysł nie miał niczego wspólnego z mózgiem człowieka więc i czar zapomnienia mógłby zadziałać inaczej... albo przyniósłby nieodwracalne szkody.
- Twoja obecność stanowi dla nich niebezpieczeństwo. Dobrze, że o tym wiesz i nie próbujesz mnie zapewnić, że to kłamstwo. Doceniam to. - odparł, siadając w normalnej pozie. Niczym drapieżnik wodził wzrokiem w ślad za jego ruchem. Mógł czuć się analizowany przez kota.
- Przekażę jej to, co najważniejsze. Przykro mi, Saurielu. Nie mogę ci zaufać. Nie znam cię. - dodał gdy ten z rezygnacją podniósł się i postanowił opuścić klubokawiarnię. Nie zatrzymywał go ale za to go odprowadził do samych drzwi. Gdy ten odchodził uliczką i znikał w mroku, podniósł kocią łapkę i oparł ją o szybę oddzielającą go od świata zewnętrznego. Miauknął lecz ciężko było stwierdzić czy ten dźwięk nasączony był smutkiem, współczuciem, żalem... czy po prostu oznaczał pożegnanie.

Koniec sesji