Secrets of London
[15.04.1972] Odkryć tajemnice / Rhea & Wilhelm - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [15.04.1972] Odkryć tajemnice / Rhea & Wilhelm (/showthread.php?tid=979)



[15.04.1972] Odkryć tajemnice / Rhea & Wilhelm - Wilhelm Avery - 18.02.2023

Pogoda, przynajmniej w tym momencie dopisywała, choć wiadomo, mogła bardzo szybko się zmienić. Na takowe warunku postanowił ubrać się, jak to miał w zwyczaju dość elegancko, choć musiał uwzględnić oczywiście temperatura, jaka panowała na zewnątrz. To oczywiście nie było koniecznie, bo zwykle zaklęcie schładzające mogło tutaj wystarczyć, acz byłoby to dla niego dziwne. Dlatego wybrał na dziś koszulę w pastelowym kolorze fioletu o długim rękawie. Ten delikatny kolor pasował idealnie i harmonizował się z czarną kamizelką o wysokim kołnierzu, zakrywającym całą szyję. Jest ona zapięta na kilka guzików w kolorze kości słoniowej, co pomagało lepiej dopasować ją do sylwetki Averego. Do tego czarne, elegiackie, skórzane buty i ciemne spodnie jeasowe. Na głowie miał dodatkowo biały kapelusz w stylu fedora z czarnym paskiem.
Udał się do biblioteki Meave, gdyż potrzebował odnaleźć coś, co mogło mu pomóc z jego dość nietypowym hobby. Uwielbiał czytać książki i manuskrypty. Tych drugich miał jedynie kopie, bo oryginały z oczywistych względów nie były dostępne. Potrzebował je przetłumaczyć, by poznać ich sekret. Dawne opowieści pisarzy, choć nie miały większego znaczenia dla czasów współczesnych, miały dla Willhelma swój osobisty urok. Problem był w momencie, kiedy przyszło je przetłumaczyć. Władanie tak starymi językami, nierzadko było cechą wręcz wymarłą, bo jedynie faktycznie hobbyści lub językoznawcy potrafili używać ich. Niestety ceny tych osób przekraczały jego zdolności finansowe, więc musiał wybrać o wiele bardziej czasochłonny, ale nie tak kosztowny. Ot, po prostu sam musiał to przetłumaczyć, korzystając z dostępnych źródłem.
Będąc już w samej bibliotece, nie miał większego wyboru i zaczął szukać, kto tu pracuje i wskaże mu odpowiednie działy. Nie wiedział, kto to może być, gdyż pierwszy raz tu się pojawił. Miał trzy sobie swoja skórzaną teczkę, która wyglądała na ciężką. Różdżka także w niej była.
- To, kto to może być? - Zapytał sam siebie, chodząc i się rozglądać.


RE: [15.04.1972] Odkryć tajemnice / Rhea & Wilhelm - Rhea Parkinson - 19.02.2023

Nie mogła zasnąć. Zamykała oczy i od razu widziała twarz Rogera – przeraźliwie bladą z krwią ociekającą mu z kącików ust, gdy tylko szczerzył zęby, ukazując swoje kły. Wiedziała, że ta wizja pojawiała się w jej głowie za sprawą Cody’ego, którego właśnie to spotkało. Nic nie mogła jednak poradzić na to, że obawiała się powrotu męża z martwych: nie dlatego, że tego nie chciała, a bardziej bo nie życzyła mu takiego losu. Niech spoczywa w spokoju, gdziekolwiek został pogrzebany.
Pojawiła się w bibliotece na chwilę przed świtem, sądząc, że zastanie przed wejściem przyjaciela poszukującego schronienia przed promieniami słonecznymi, a jednocześnie zajęcia w postaci dostępu do niemal nieskończonej ilości książek. Myliła się jednak, gdyż nie zastała nigdzie Brandona. Oznaczało to, że nie musiała skupiać się na nadpobudliwym wampirze, mając kilka godzin dla siebie, nim pojawią się pozostali pracownicy i jej teściowa, obejmująca jedno z wyższych stanowisk w Maeve od niepamiętnych lat. Piastowała ten urząd jeszcze w chwili, gdy Rhea pracowała dla Ministerstwa Magii, kontaktując się w jego imieniu z zagranicznymi politykami i kontrahentami. Wszystko dzięki umiejętności rozumienia wielu języków i posługiwania się nimi. Shafiqowie mieli niebywały talent do porozumiewania się z obcokrajowcami i odczytywania tekstów innych kultur i kobieta była naprawdę wdzięczna ojcu, że nakazywał jej pielęgnować ten dar nawet w momentach młodzieńczego buntu.
Kusiło ją przejrzenie dalszego ciągu dzieła Chiary d’Urso, które tłumaczyła dla Brenny Longbottom, ale ostatecznie odpuściła, przypominając sobie, jaki bałagan zostawili przed paroma dniami urzędnicy Brygady Uderzeniowej, gdy przeglądali wszystkie zebrane przez nią traktaty i teksty naukowe na temat anomalii magicznych w kontekście teleportacji i zaniku mocy.
Westchnęła bezgłośnie, kierując różdżką dziesiątki książek między regały. Nie zawsze jednak ufała swoim zaklęciom, by zostawić tomiszcza samym sobie. Potrafiły zająć pierwsze lepsze miejsce na regale, mimo że miały z góry przypisane to, w którym powinny były się znaleźć. Wędrowała więc za każdą książką, upewniając się, że trafi w odpowiednie miejsce. Pozwalało jej to przy okazji przyglądać się tym, które pojawiły się w niedawnym czasie i uczyć tego, gdzie można je znaleźć.
Nawet nie spostrzegła, ile czasu minęło jej na tym zajęciu. Poprawiła jeden z wielu złotych pierścionków na palcu, by czerwony kamień znalazł się na widoku. Zdołał się przekręcić, gdy niosła kilka ze zwojów pergaminu, aby umieścić je w pobliskim wiklinowym koszu. Nie wszystkie dzieła ze zbiorów Maeve funkcjonowały w formie kodeksów.
Gdy tylko się odwróciła, praktycznie podskoczyła w miejscu, widząc stojącego nieopodal mężczyznę, którego ani kroków, ani głosu nie słyszała, zbyt zajęta własną biżuterią. Ich spojrzenia się spotkały, więc skinęła mu głową w formie powitania. Gdyby tylko się przyjrzał, mógł dostrzec przypiętą do jej ciemnej, typowej dla pracowników biblioteki, szaty niewielką plakietkę z jej imieniem i dopiskiem: nie mówię. Wymóg narzucony przez panią Parkinson, gdy słyszała zbyt wiele skarg na trudność w komunikacji z jej synową. Rhea nie miała wpływu na to, że utraciła głos i jej teściowa – na szczęście – to rozumiała, ignorując uwagi natrętów. Sięgnęła do kieszeni po kawałek pergaminu, który przygotowała sobie wiele tygodni wcześniej. Stał się już postrzępiony w kilku miejscach, co oznaczało, że będzie potrzebowała w najbliższym czasie kolejnego. Zbliżyła się do przybysza i wyciągnęła w jego kierunku kartkę, na której eleganckim pismem było wypisane jedno pytanie: Czy mogę w czymś pomóc?


RE: [15.04.1972] Odkryć tajemnice / Rhea & Wilhelm - Wilhelm Avery - 20.02.2023

Pośród regałów książek zobaczył AŻ jedną osobę. Co wszak było dla niego dziwne. Choć to może on sam nieco zaburzony pogląd, gdyż przez długi czas w Hogwarcie biblioteka się stała jego drugim dormitorium. Tam zawsze było trochę uczniów. Dlatego wydawało mu się to dziwne. Istniała szansa, że trafił zwyczajnie na taką godzinę, ale i tak. Zachował te myśli dla siebie i spojrzał na kobietę, która do niego podeszła. Przyglądał jej się przez chwile, gdyż jej uroda raczej nie była zwyczajna dla tej części świata. Można by ją nazwać wyjątkową, wszak ile czarnoskórych czarodziejek spotkać można w magicznym świecie? Niezbyt dużo, a może on sam miał takowe szczęście. Zdecydowanie ta cera wyróżniała ją o wiele bardziej, niż oczy czy insze cechy. Dopiero w drugiej kolejności zwrócił uwagę na sporą ilość biżuterii, która w jego opinii była przesadna. To było pierwsze wrażenie, ale przecież nie przyszedł tu podziwiać widoków, czy wygłaszać jakieś nudne słowa o wyższości jednej rasy czarodziejów nad drugą.
- Dzień dobry. - Powiedział może odrobinę za sztywno, próbując zwalczyć może nie tyle, ile uprzedzenia, a po prostu własne odczucia. Uważał siebie, że kogoś mądrzejszego, niż może był faktycznie. Nie chciał oceniać kogoś po wyglądzie, a czasem bardzo o to trudno! Dojrzał jeszcze tabliczkę, że raczej na słowną konserwację nie ma co liczyć. To może mu nie przeszkadzało, ale stanowiło swoistą niedogodność. Musiał jakoś sobie z tym poradzić.
- Poszukuje możliwości przetłumaczenia kopii manuskryptów, pochodzącego chyba z XII wieku. Tak przynajmniej mnie zapewniano. Nie potrafię go rozpoznać. - Wyciągnął księgę, taką na około dwieście stron i podał go jej, by zobaczyła. Nie był to oryginał, a słowa były przepisane na papier przez samokopiujące pióro. Nie mogło stanowić wielkiej wartości. Jeśli otworzyła, zobaczyła napis będący w sanskrycie. Języku panującym na terenie dzisiejszych Indii.
- Nie chciałbym, by ktoś to za mnie robił. Po prostu szukam czegoś, co wesprze mnie w przeczytaniu tego. - Nie zamierzał się uczyć wymarłego języka lub jakieś starej odmiany nowoczesnego. Po prostu był ciekawy, co to zabiera. Interesował się takowymi rzeczami, bo w dawnych czasach czarodzieje mieli czasem bardzo ciekawe poglądy na świat. Wynikające z ówczesnej wiedzy. I zawsze budziła się w nim ta nutka ciekawości, wynikający z tajemnicy, którą chciał rozwiązać. Takie dziwne hobby miał, choć nie miał na nie zbyt wiele czasu. Dziś był ten dzień, który faktycznie był wolny i mógł sobie pozwolić na coś takiego.


RE: [15.04.1972] Odkryć tajemnice / Rhea & Wilhelm - Rhea Parkinson - 22.02.2023

Rzeczywiście Wilhelm trafił na godzinę, podczas której nie dość, że w Maeve znajdowało się mniej odwiedzających, to jeszcze pracowników przydzielano wtedy odpowiednią ilość, by nikt nie błąkał się bezużytecznie pomiędzy regałami. Większość czarodziejów zaglądała tu w godzinach popołudniowych, gdy kończyli pracę w ministerstwie lub na Pokątnej. Bywały dni, że bibliotekę pozostawiano otwartą do późnych godzin wieczornych.
Nieprawdą by było przyznanie, że Rhea nie zwracała uwagi na wygląd, gdy sama wyróżniała się na tle innych. Nawet jeśli starała się tego nie robić, tak ten mężczyzna przykuwał spojrzenie nie tylko doborem kolorów w swoim ubiorze, ale również przez bliznę na policzku, która rzucała się w oczy, gdy tylko zdołało się oderwać wzrok od jasnego kapelusza. Nie chciała się nieuprzejmie gapić, więc starała się utrzymać spojrzenie przybysza.
Instynktownie, niewiele nad tym myśląc, bo starała się skoncentrować na tym, by się nie gapić, wykonała gest dłońmi będący odpowiedzią na przywitanie. Zaraz jednak speszona opuściła ręce, uświadomiwszy sobie, że przecież pierwsza-lepsza osoba z ulicy nie będzie z pewnością komunikować się w języku migowym. Będącym zresztą mugolskim wynalazkiem, co wielu czarodziejów odstraszało. Rhea ignorowała ten fakt do momentu, do którego ułatwiało jej to komunikację z własną rodziną.
Nie spodziewała się, że książka, którą jej podał, pochodziła z XII-wiecznych Indii. Ludzie przychodzili tu z najróżniejszymi odkryciami, niekiedy nawet starszymi, ale trzymali się raczej europejskich rejonów. Tym samym kończyło się na tysięcznym traktacie w antycznej grece lub łacinie, często pisanym przez laika uczącego się tych języków przy jakimś średniowiecznym klasztorze. Przez to też odczyt stawał się utrudniony, nie mówiąc już o braku zachowania rytmiki w przypadku poezji. Łacina po upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego stała się, krótko mówiąc… brzydsza.
Przyjrzała się tekstowi, kalkulując w głowie, czego będzie potrzebował ten mężczyzna, by odczytać manuskrypty. Sprawa wyglądała zupełnie inaczej w przypadku osoby zupełnie nie orientującej się w temacie, a jeszcze inaczej, gdy ktoś posiadał pojęcie, z czym będzie miał do czynienia. Sięgnęła po różdżkę znajdującą się w kieszeni roboczej szaty i stanęła bokiem do mężczyzny, tak by widział dokładnie tekst, który zaczęła kreślić w powietrzu. Złote litery pojawiały się, układając w zdanie: Czy zna pan dewanagari?, by za chwilę rozpłynąć, pozostawiając po sobie jedynie skrzące iskierki przypominające drobiny kurzu. I te po paru sekundach całkowicie wyparowały.
Jeśli zamierzał przetłumaczyć to samodzielnie, musiała wiedzieć. O wiele łatwiej korzystało się ze słownika, znając wszystkie znaki. W przypadku rozpoczęcia od zera, zalecałaby raczej najpierw wkucie całego systemu znakowego.


RE: [15.04.1972] Odkryć tajemnice / Rhea & Wilhelm - Wilhelm Avery - 24.02.2023

Blizna na policzku, która widziała z oddali, bliżej zdradzała więcej szczegół, jak bardzo poniszczyła jego ciała, gdyż połowa koniuszek ucha i niewielki fragment małżowiny także ją pokrywała. Do tego jeszcze skóra za nią. Wypaliła nawet miejsce, gdzie powinny być włosy. Jakby tylko umiał ukryć to sposób, który nadal nie będzie kłócić się z jego sposobem ubierania. Można oczywiście nosić maski, ale one go nie interesowały. Za bardzo człowiek w nich się wyróżniał, idąc po zwyczajnym mieście. Choć jeśli byłby zdesperowany, to kto wie? Był jednocześnie przyzwyczajony do spojrzeń innych osób, które oczywiście patrzyły się na niego, także niezbyt specjalnie się przejął, na co dokładniej ona patrzyła. Oczywiście nie do końca zdawał sobie sprawę, że zainteresowała się kapeluszem, który dobrał tylko po to, by miał kontrast do stroju.
Znacznie później go zaskoczyła, kiedy wykonała jakiś dziwny znak w powietrzu, a on odruchowo się cofnął na dwa kroki. Jedyne, co znał i mogło wymagać takich gestów to używanie magii bez pomocy różdżki. Chociaż i tak było to bardzo dziwne. I nic się nie stało. To naprawdę było dziwne.
- Hej, hej, nie rzuciłaś na mnie jakieś klątwy, co? Dopiero tu przyszedłem i nie mam, na brodę Merlina, żadnego pojęcia, dlaczego sobie zasłużyłem na coś takiego. Jestem niewinny. - Choć Dwa pierwsze zdanie były w większości poważnie, to słychać było w nich żartobliwą nutę. Dopiero ostatnie była faktycznym żartem, bo jego słowa można interpretować na dowolny sposób. Nie mógł wiedzieć, jakie były prawdziwe intencje kobiety, a co by nie mówić, czarownice potrafiły mieć swoje humory i kto wie, jaki dziś jest ich nastrój! Trzeba myśleć o swoim bezpieczeństwie. Bycie speszoną mogło być grą, by go zmylić!
A te poczuł, jak nie miał czuł żadnych objawów rzekomej klątwy i miała książkę, którą przeglądała, uznał na spokojnie, że chyba jest bezpieczny. Mimo tego i tak lepiej uważać, bo jeśli ten dziwny ruch był zaledwie wstępem, to kto wie, jaki finał będzie? Może przeklnie jego ducha i jego potomków?
- Kompletnie nic. Pierwszy raz natrafiam na takie liter albo cyfry. Ciężko poznać, czym są te ślaczki. Myślałem, że to jakaś wczesna wersja chińskiego, bo kompletnie nie można nic od siebie rozróżnić. Jeszcze oczopląsu idzie dostać i potem traf z nim do domu. - Rzucił kolejnym żartem, przyglądając się jej uważnie. Po pierwszych chwilach zauważył kilka szczegółów, które powodowały, że trudniej byłoby ocenić jej urodę. Jako że nie wiedział, co o niej myśleć, spróbuje skupić się na sprawie, z którą przyszedł.


RE: [15.04.1972] Odkryć tajemnice / Rhea & Wilhelm - Rhea Parkinson - 03.03.2023

Przez moment zastanowiła się, czemu mężczyzna nie skorzystał z usług kosmetyczno-transmutacyjnych Potterów. Potrafili ukryć każdą bliznę przy pomocy kilku machnięć różdżką. Dopiero po chwili do niej dotarło, że specjaliści od tych zabiegów mieli swoje własne, objęte tajemnicą patenty, które mimo wszystko srogo kosztowały. Nie każdego było stać na tego typu usługi. Z drugiej strony przybysz mógł po prostu nie mieć nic przeciwko swoim ranom. Bywali ludzie tak pewni siebie, że żadna skaza nie mogła im zaszkodzić. Ba, wręcz wykorzystywali je na swoją korzyść, wyróżniając się z tłumu. Nie miała pojęcia, z jakim typem człowieka miała do czynienia, ale też nie chciała tego aż nadto roztrząsać. W bibliotece spotykała się z najróżniejszymi osobami – od tych zupełnie zwykłych, szarych myszek po największych dziwaków, którzy przychodzili do niej z jeszcze dziwniejszymi życzeniami.
Wywróciła oczami, wyraźnie zażenowana i popukała się palcem w czoło. Nie chciała być niemiła, ale nie wiedziała, w jaki inny sposób pokazać mu, że pomysł rzucania klątwy na środku biblioteki był wyraźnie idiotyczny. Mimowolnie się jednak uśmiechnęła, zorientowawszy, że słowa mężczyzny to jednak żart. Zazwyczaj w działach dotyczących historii czy różnych języków miała do czynienia z urzędnikami ministerialnymi, a ci potrafili porozumiewać się przy pomocy fal. To znacznie ułatwiało współpracę. Nie zamierzała jednak odsyłać tego mężczyzny do innej osoby, zwłaszcza że poza nią w tym momencie w Maeve było tylko dwóch innych pracowników – jeden siedzący przy biurku wypożyczalni, skąd niespecjalnie mógł się ruszyć, a drugi w podziemnym archiwum, gdzie przygotowywał szczególnie chronione egzemplarze, o które prosił listownie profesor Dumbledore. Był jedną z niewielu osób, które mogły z nich korzystać bez specjalnej zgody i miliona pozwoleń.
Rhea przyglądała mu się z taką uwagą, że prędzej jej spojrzenie mogłoby rzucić klątwę, aniżeli gesty języka migowego. Chciała tym jednak zaznaczyć, że słucha go z pełną powagą, kiwając przy tym głową, że rozumie. Zaraz to odwróciła się od niego, machając ręką, by ruszył za nią. Skierowała się do pobliskiego stolika, na którym leżało kilka skrawków pergaminu. Machnęła różdżką w kierunku określonych regałów, by przywołać określone dzieła i w międzyczasie, gdy te pojawiały się w rogu mebla, przy którym się usadowiła, ona zaczęła coś notować.
Jeśli nie zna Pan dewanagari, na początek dobrym pomysłem byłoby zapoznać się ze znakami. Przywołałam dla Pana podręcznik, który uczy nie tylko alfabetu i cyfr, ale również pokazuje różnice między pismem odręcznym, a drukiem, by ułatwić późniejszy odczyt tekstu. Jest tu również trzytomowy słownik, jednak podejrzewam, że dzisiaj się jeszcze Panu nie przyda. W razie jakichkolwiek pytań proszę się nie krępować. Uprzedzam, że na stronie piątej znalazła się jedna literówka, zapewne ktoś źle przekopiował tekst.
Podała mężczyźnie kartkę, sama rozdzielając książki, które dla niego przywołała i przygotowując mu miejsce do pracy. Mógł uznać to za dziwne, że od razu znalazła błąd w słowie pochodzącym z tak starego języka. Pochodziła jednak z rodziny Shafiqów, wśród których zdarzały się przypadki osób posiadających dziwaczną umiejętność odczytywania każdego języka świata, jak gdyby był ich rodzimym. Wiedziała, że miała kilku kuzynów o takich samych możliwościach i sama też z wiekiem coraz bardziej je doceniała u siebie. Na wypadek gdyby dziwaczny kapelusznik zrezygnował z samodzielnych prób odczytania manuskryptu, bez problemu by mu z tym pomogła.
Gdy tylko odczytał jej wiadomość, wyciągnęła w jego kierunku ponownie tę durną karteczkę od teściowej: Czy mogę w czymś pomóc?, uśmiechając się przy tym półgębkiem.


RE: [15.04.1972] Odkryć tajemnice / Rhea & Wilhelm - Wilhelm Avery - 06.03.2023

Z początku wydawało się, że nie załapała jego żartu, pokazując bardzo specyficzny, jednakoż niedający się inaczej zinterpretować gest. Ktoś inny mógłby w tej właśnie chwili przynajmniej się zdenerwować. Nie on jednak, bo chwile później się uśmiechnęła, czyli dotarło do niej prawdziwe przesłanie. Czyli miała ona poczucie humoru. To dobrze, bo nie każda osoba w bibliotece mogłaby się tym pochwalić. Pani Pince według niego wcale go nie miała. W marcu poznał dziwną dziewczynę, która miała tak kamienną twarz, że człowiek nie był pewny, czy mówi na poważnie, a może żartuje. I tu zrozum taką istotę. Udało mu się jednak usłyszeć jej śmiech, więc tak źle jednak nie było. Po prostu była ta osoba specyficzna.
O wiele "gorszy" był wzrok dziewczyny. Był pewny, że ona zaraz go nim przepali na wylot. Oczywiście nie mógł jej winić za to, skoro nie mówiła i to jej mimika często zapewne musiała wyrażać więcej, niż tysiąc słów. I weź tu jeszcze, odczytaj te znaczenia poprawnie, a nie się pomyl. Wylałabyś jeszcze jaką wojnę i co wtedy? Widząc znak, że ma ruszyć za nią, oczywiście poszedł, bo pewnie już wiedziała, co jest mu potrzebne. Cały czas się lekko uśmiechał, bo czuł się w tym miejscu, prawie jak we własnym pokoju. Brakowało tylko wygodnego łóżka, barku i butelki wina. Mając te rzeczy, pewnie natychmiast by się przeprowadził. Usiadł przy stoliku i zaraz zrobił porządek ze skrawkami pergaminu. Jeśli to były ważne rzeczy, zostawiłby je poukładane na boku. W przypadku śmieci zebrał je i posłałby do kosza na śmieci. Po chwili kolejne książki przylatywały, a on je układał. Po chwili uświadomił sobie jeden, bardzo istotny błąd w swoim rozumowaniu.
- Literówka? - Spytał nieco zaintrygowany. Pracowała tu tak długo, że znała książki na wylot? Wyglądała na dość młodą, więc jakaś bardzo dobra pamięć?
- Kto ją odkrył? Sanskryt to prawie martwy język. Nawet nie wiem, czy istnieje ktoś, kto się nim interesuje. - Oczywiście istniały osoby, które były wybitne uzdolnione w odczytywaniu obecnych i dawnych tekstów. Znany był z tego ród Shafiq. Czyżby był ktoś z nich zatrudniony, by sprawdzić zbiór? To byłoby oczywiście logicznie. Bo zwyczajne zainteresowanie raczej wyróżniałoby takową personę. Zresztą, to nie był zbyt popularny język w Anglii.
Otworzył księgę, jego źrenice przemieszczały się od prawej do lewej, kiedy czytał wyjaśnienia i tłumaczenia. Teraz miał potwierdzenie, że błąd był spory. Nie miał aż tyle czasu, by uczyć się nowego języka, a co dopiero jeszcze tłumaczyć zbiór manuskryptów. To zajmie tygodnie, a nawet miesiące przy wolnym czasie, który posiada, a ciekawość nie malało. Westchnął ciężko zrezygnowany, bo zakładał, że da sobie rade. Może jakieś pióro, zaklęte w taki sposób, by samo tłumaczyło? Niby wcześniej sam się chciał tym zająć, ale nie przypuszczał, że go to przerośnie. Każdy się mylił.
- Nie znasz kogoś, kto może umie czytać ten język? Postawie mu dobry trunek w zamian za pomoc. Przeliczyłem zamiar do możliwości czasowych, a ciekawość pali mnie, co może się kryć w tych kopiach. - Tak naprawdę to nigdy nie tłumaczył niczego, co nie było mała praca, nieco dłuższą od wiersza. To było proste i nawet przyjemne. W przypadku tych kilkudziesięciu stron, no trochę było gorzej. Ważne, by przyznać się do błędu i ruszyć dalej.
- No, ale to potem. Niestety muszę się zbierać. Trzymaj się - I opuścił bibliotekę

Koniec Sesji