- Pierwszego poca...? - powtórzył za nią głucho. Jej zawahanie się wyrwało go z zamyślenia i sprawiło, że wrócił na ziemię, jakby został obudzony z głębokiego snu albo silnego uroku. Mrugnął kilkakrotnie. Niewiele było słów, które zaczynałyby się od liter „poca”. Właściwie to żadne nie przychodziło mu do głowy, choć miał bardzo dziwne wrażenie, że gdyby ktoś spytałby się o nie chwilę wcześniej, gdy patrzył głęboko w oczy Effie, to znalazłby je bez problemu. - Pierwszego poczarowania? - Uznał, że dziewczyna się przejęzyczyła i z tego powodu przerwała zdanie w połowie. Miało to dla niego duży sens, a właściwie bez zastanowienia doszedł do konkluzji, że pierwotnie najprawdopodobniej chodziło jej właśnie o czarowanie. Było to zajęcie, które czarodzieje często wspólnie uprawiali. O co innego mogło chodzić?
- Możemy trochę później poczarować, jeśli tego bardzo chcesz – zgodził się na jej propozycję. Sam nie był wielkim wielbicielem zaklęć, bo nie wychodziły mu dobrze, ale skoro Effie mocno zależało, to czemu nie? Wzruszył ramionami, gotowy spróbować, choć bez wielkiego entuzjazmu.
- Słyszałem niedawno o fajnym transmutacyjnym zaklęciu, które zmienia stopy w małe kółka, ale za nic mi ono nie wychodzi – zaproponował i uśmiechnął się lekko, trochę zwalniając taniec rozkojarzony przez rozmowę. Jeśli miała przy sobie różdżkę, to mógł przekazać jej, jak wyglądała inklinacja zaklęcia. Gdyby blondynce ono wyszło, to mogłaby być z tego niezła frajda. Mogliby pojeździć na swoich nogach, a nawet w ten sposób potańczyć!