• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
1972/wiosna/maj/11 | Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów | ...gu?

1972/wiosna/maj/11 | Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów | ...gu?
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#1
19.07.2023, 21:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 21:16 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic

- A gu-gu?
  - Gu – zgodziła się z roztargnieniem Mavelle, której w udziale przypadło zajęcie się dzieciakiem kobiety, która przyszła złożyć zeznania. Bones osobiście się tą sprawą nie zajmowała, ale miała jedną cechę, przez którą wciśnięto jej dzieciaka: była kobietą. A jak kobieta, to wiadomo, że lepiej się dzieciakiem zajmie, prawda? A że zimna, to już takim tam mały, nieznaczący szczegół, i tak za oknem pogoda nie należała do tych z rodzaju najlepszych i tak, a co za tym szło, dzieciak i tak był całkiem ciepło ubrany.
  I o dziwo, bynajmniej nie płakał, jak w pierwszej chwili się obawiała, gdy koniec końców zgadzała się poniańczyć chwilę bobasa. Z pewnym chłodem w sercu, bo siłą rzeczy młodsza się nie robiła, to raz, a dwa… nie znała pełnych rozmiarów zmian, jakie w niej zaszły przez wizytę w Limbo. Myśli te jednak dość szybko się rozpierzchły, przepędzone przez próby przeglądania papierów łączone z jednoczesnym zabawianiem małego czarodzieja.
  Tylko że to wszystko trwało coś długo.
  O wiele za długo, biorąc pod uwagę fakt, że – przedreptując przez biuro w poszukiwaniu kolejnej porcji kawy – przyuważyła, że przesłuchujący matkę tego jakże uroczego bąbla rozsiadł się na swoim miejscu i tak jakby… hm. No w teorii mógł uznać, że lepiej, aby rozmowę poprowadził kto inny i się zamienił, ale…
  … miała jakieś takie dziwne przeczucie, które nie dawało jej spokoju. Nie no, chyba ta kobieta nie porzuciła swego potomka? Zapomniała o nim? Jak można zapomnieć, że było się z dzieckiem i nie zorientować się, że wychodzi bez dziecka? Starając się to wziąć na logikę, było to dość trudne do uwierzenia – zwłaszcza że Mavelle nie wyobrażała sobie, że gdyby była matką, potrafiłaby przeoczyć ten „drobny fakt” – przez co koniec końców uznała, iż poczeka jeszcze chwilę, zanim ruszy sprawdzać, co i jak.
  I ta chwila minęła, a matki jak nie było widać, tak nie było widać.
  - Sprawdzimy, co się dzieje z twoją mamusią? – spytała małego, podnosząc się z krzesła i przenosząc jego ciężar na biodro.
  - Ugga! – radośnie odparło dziecko.
  Na takie dictum Mavelle mogła zrobić tylko jedno: skierować się w stronę swego kuzyna, który naprawdę nie wyglądał, jakby właśnie zajmował się przesłuchiwaniem kogokolwiek…
  - Erik? Powiedz, proszę, że po prostu oddałeś przesłuchanie jego matki komuś innemu, a nie po prostu wyszła... – rzuciła pod adresem Longbottoma, przystając przy jego biurku.
  - Gu!
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#2
24.07.2023, 19:34  ✶  

Longbottom ledwo zarejestrował fakt, że kobieta, której oświadczenie pieczołowicie spisywał na rolce pergaminu, w ogóle zjawiła się w biurach Brygady Uderzeniowej z małym dzieckiem. Po Beltane w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów zrobiło się nieco nerwowo, co przełożyło się na to, że było więcej pracy. Przynajmniej w przypadku Erika, którego tego dnia przyjmował jednego petenta za drugim, żonglując piórami i dokumentami, jakby zamierzał dołączyć do trupy cyrkowej.

To pewnie kara za ten wywiad, pomyślał z przekąsem, chociaż na dobrą sprawę trudno byłoby określić, na kim chciał skupić swoje niezadowolenie. Wszystko dalej wisiało w powietrzu. Nie potrafił stwierdzić, czy wygłoszone przez niego słowa odbiły się od społeczności czarodziejów, czy też przyjęli je i zaczęli formować własne wnioski. Za wcześnie, co by stawiać jakiekolwiek wyroki.

— Dobrze, to już wszystko z naszej strony — stwierdził, gdy dopytał o ostatnie szczegóły odnośnie do toczącego się akurat śledztwa. — Gdyby coś jeszcze Pani się przypomniało, to prosimy o niezwłoczny kontakt. — Podsunął bliżej krawędzi stołu miseczkę wypełnioną mini-Muffinami z klubokawiarni „Nora Nory”. — Na drogę?

Oferta Erika spotkała się z entuzjazmem kobiety, która wzięła aż dwa smakołyki, po czym odeszła od biurka, a po chwili zniknęła za drzwiami. Korzystając z tego, że akurat nikt nie czekał do niego w kolejce, mężczyzna przyzwał do biurka dzbanek z herbatą, którą przelał do swojej służbowej filiżanki. Akurat czytał wypisany raport w poszukiwaniu ewentualnych błędów, jednak w tej chwili zawisła obok niego znajoma sylwetka.

— Hmm? — W jednej ręce trzymał pióro, a w drugiej filiżankę herbaty. — Jeśli szukasz Pani Poole, to wyszła parę minut temu. Nie powiedziała zbyt wiele nowego. Co najwyżej potwierdziła doniesienia innych świadków w okolicy. A co? Coś się stało? — Podniósł wzrok na kuzynkę, a na widok dziecka w jej ramionach, filiżanka zamarła w połowie drogi do jego ust. — Nie mów, że stało się to, co myślę, że się stało. Proszę.

Wskazał ruchem głowy drzwi prowadzące do labiryntu korytarzy Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Zmrużył oczy, wpatrując się w potomka Poole'ów. Rozejrzał się dla pewności po głównej sali. Przecież nie mogła tak po prostu zapomnieć o własnym dziecku, prawda? Owszem, może wizyta w Ministerstwie Magii mogła należeć do niego stresujących, ale chyba nie na tyle, aby zapomnieć o żywym człowieku. I to takim małym.

— Agugu. Zgadzam się z tobą — zawtórował z kwaśną miną, gdy dziecko ponownie zaświergotało. Przeniósł wzrok na Mavelle. — Można posłać samolocik do recepcji albo strażników. Powinni zdążyć ją zawrócić, o ile sama nie wróci. A powinna wrócić. Prawda?

Chociaż nie dopuszczał do siebie tej myśli, tak mając w pamięci ostatnie wydarzenia w rodzinie Longbottomów, jego myśli mimochodem powędrowały ku potencjalnej adopcji. Z psami i nowymi lokatorami szło im dosyć dobrze, ale dziecko to byłoby nieco za dużo. Nawet jak na nich. Skrzywił się na myśl o małym – obcym – dziecku w rezydencji.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#3
24.07.2023, 23:19  ✶  
Z uprzejmym zainteresowaniem słuchała, co kuzyn miał do powiedzenia w kwestii tej cholernej pani Poole. O ile z początku miała nadzieję, że faktycznie została przekazana w inne ręce i – co za tym idzie – zniknęła z pola widzenia, tak teraz… teraz z każdą chwilą nadzieja najzwyczajniej w świecie umierała.
  Nawet nie po cichu, tylko w akompaniamencie dziecięcych świergotów i syknięć bólu – gdy nie zauważyła na czas, że to małe coś wyciągnęło rękę po luźny kosmyk włosów i… aua – cóż, nie każdemu dana była spokojna śmierć.
  - … nie wolno – upomniała dzieciaka, usiłując odzyskać swoje włosy z jego piąstki – co łatwe nie było, biorąc pod uwagę, że do dyspozycji miała tylko jedną, jedyną rękę. Och, na Matkę, czasem naprawdę przydałoby się ich więcej, a najlepiej, jakby była w stanie się rozdwoić bądź nawet roztroić! Wtedy miałaby możliwość znalezienia się w kilku miejscach jednocześnie, co z pewnością przyspieszyłoby przeprowadzanie najróżniejszych śledztw.
  - A jednak – skwitowała ponuro, rozwiewając nadzieje Erika. Jednak. Stało się to, co myślał. Poole wyszła, dziecko zostało w rękach biednej Mavelle, która w tej chwili nie bardzo wiedziała, co z nim zrobić. No, ewentualnie mogłaby wstąpić do jednego czy drugiego i zacząć mu wciskać kit, że przy okazji wizyty w Departamencie Tajemnic wpadła w jakieś czasowe dziury i tak jakby… konsekwencje przywitały świat o wiele za wcześnie niż należałoby się ich spodziewać.
  Ale nawet nie miała na to nastroju.
  Mimo wszystko, to nie było dziecko kogoś znajomego, którym zaoferowała się zaopiekować – nie, to był potomek obcej skądinąd kobiety, która o nim… zapomniała? I zdecydowanie należał przedsięwziąć wszelkie kroki, żeby ją odnaleźć i wcisnąć z powrotem w jej ręce. Tu się, generalnie rzecz ujmując, pracowało, a nie niańczyło dzieci. Tak. Wolała się móc zająć jak należy swoimi papierkami i łączeniem kropek, a nie nieustannym trzymaniem, kołysaniem i zagadywaniem małego Poole’a.
  - Parę minu… ślij, może jakimś cudem jeszcze nie zdążyła wyjść – stwierdziła zdecydowanym tonem. Chyba tylko fakt, iż dzierżył filiżankę, uratował Erika przed bezceremonialnym wepchnięciem „zguby” w ramiona mężczyzny, żeby samej się oswobodzić i jeszcze bardziej bezceremonialnie sięgnąć po pióro i papier – tu naprawdę liczył się czas.
  I z tego powodu sięgnęła z pewnym trudem po swoją różdżkę (no hej, mogła trozkę przyspieszyć ten proces, nie…?) i...

!longbottom4
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
24.07.2023, 23:19  ✶  
To tak cholernie bolało, ale mimo strachu przeżerające cię od środka, mimo częściowego pogodzenia się ze swoim losem, wciąż zaciskałaś dłoń na różdżce. On nie był już człowiekiem, on był jakimś zwierzęciem przeżartym czarną magią, ile tam mogło zostać z człowieka, jeżeli był w stanie rzucić takie zaklęcia? Jeżeli miałaś tutaj zginąć, co było już niemal tak pewne jak to, że jutro wstanie słońce, to powinnaś zabrać go ze sobą. Walczyłaś z nim, z tym widmem w masce, ale nie dostrzegałaś jego słabych punktów. Widziałaś coraz mniej. Twoje ciało w tym wspomnieniu przeżywało agonię i było to doświadczenie tak silne, że przeżyłaś to także teraz, w rzeczywistości. Upadłaś na ziemię. Miałaś nadzieję, że twój towarzysz uciekł, ale nie pamiętałaś, czy mu się to udało... To nie było wspomnienie pełne detali, to nie była wskazówka od losu, to nie był trop jak znaleźć konkretnego człowieka - to był obraz człowieka, z którego ucieka życie, którego gardło jest zalewane krwią, który nie może oddychać, który widzi tylko rozmazany obraz Śmierciożercy i jego ostatnią, świadomą myślą było: jak moje córki poradzą sobie beze... mnie... A później była już tylko pustka. Nie świszczał już nawet wiatr.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
30.07.2023, 19:41  ✶  

Wykrzywił usta w cierpkim uśmiechu, gdy dzieciak pociągnął Mavelle za włosy. Gdzieś w środku cieszył się, że różnica wieku między nimi była stosunkowo niewielka. Dzięki temu, gdy sami byli młodsi, jako tako uniknął największych trudów bycia starszym bratem czy kuzynem. Owszem, dalej musiał mierzyć się z obecnością małej Bren i kuzynostwa, które miało czasem w zwyczaju nie odstępować go na krok, jednak nie robił też za pełnoprawną nianię.

Zajmowanie się dzieckiem było o wiele łatwiejsze w okresie dorosłości. Zwłaszcza gdy było to nie twoje dziecko i mogłeś je spokojnie rozpieszczać, tak długo, jak matki nie było w pobliżu. Mabel na pewno chętnie wszystko potwierdzi, gdy wyznanie prawdy nie będzie równe szlabanowi wyznaczonego przez Norę. Erik westchnął cicho, przyjmując do wiadomości nieprzyjemne wieści. Odłożył filiżankę na bok.

— Okej, w takim razie miejmy nadzieję, że zdążymy — mruknął i sięgnął po pierwszą lepszą pustą kartkę z brzegu. Wypisał na niej kilka prostych zdań, błagając prosząc o zatrzymanie kobiety, jeśli rzuci im się w oczy i przysłanie jej z powrotem do Departamentu Przestrzegania Prawa.

Nastawiał się, że Mave pośle zaraz wiadomości w powietrze, gdy... coś przestało grać. Kuzynka cofnęła się nieco, wydawała się też nieco nieswoja. Erik zmarszczył brwi. Czy to nieobecność matki dziecka tak na nią wpłynęła. Nie... Przecież to nie była aż taka katastrofa. Niedogodność? Jasne, ale też nie koniec świata. Dane kobiety na pewno znajdą gdzieś w dokumentach i w razie potrzeby...

— Mav! — podniósł głos, gdy zdał sobie sprawę, że kobieta zaczyna osuwać się na podłogę.

Odepchnął się od biurka, aby znaleźć się przy niej. Przede wszystkim wyszarpnął jej z rąk dziecko, próbując chwycić także i jej rękę, co by ograniczyć ryzyko poważnego wypadku. Nie powstrzymał zderzenia dziewczyny z podłogą, ale nieco go... spowolnił, sprawiając, że zsunęła się po nim na podłogę. Longbottom rozejrzał się nerwowo po biurze i wezwał do siebie brygadzistkę z sąsiedniego biurka.

— Zajmij się dzieckiem, okej? — Przykląkł tuż za głową Mavelle, chcąc sprawdzić, czy nie nabiła sobie jakiegoś wielkiego guza. — Na biurka masz listy do strażników przed wejściem. Wyślij je. — Przesunął wierzchem dłoni po jej policzku, wzdrygając się lekko na chłód jej skóry. Czy to ją jakieś dobudzi? — Mave? Halo?

Szturchnął ją za ramię, zagryzając dolną wargę. Czy powinien wzywać pomoc z Munga? Brennę? Patricka? A może Macmillanów? Wspominano mu wprawdzie, że po tym, co się stało na Beltane, kuzynka zaczęła miewać pewne... incydenty, jednak pierwszy raz widział takowy na własny oczy. Nie był przygotowany na to, jak zareagować. W myślach modlił się gorliwie o to, aby dziewczyna za chwilę otworzyła oczy.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#6
30.07.2023, 22:50  ✶  
Nie tak odległa wizyta na Nokturnie w dość bolesny sposób pokazała Mavelle, że wspomnienia, jakie go niej przychodziły w najmniej spodziewanych momentach mogą wywołać wiele zamieszania. Naprawdę wiele, również i takiego, co stwarzało zagrożenie dla zdrowia i życia – nawet nie tylko jej własnego, ale i osób, z którymi właśnie była.
  Dlatego też w tej chwili wychodzenie w teren było dość mało mądre, stąd też starała się jednak tak wszystko ustawić, żeby tkwić w biurze, ewentualnie, jeśli już koniecznie musiała – to żeby u jej boku była Brenna. Bądź Erik. Bo nie licząc ojca, w tej chwili to im właśnie najbardziej ufała, a i tak większość prawdy znała tylko jej kuzynka, niemalże siostra. Bo Bones potrafiła być uparta niczym osioł i nie widziała potrzeby, by otwierać się przed każdą bliską jej osobą – również i z tych względów, żeby najzwyczajniej w świecie nie martwić ich bardziej swoim stanem. Bądź, w przypadku jej ojca – nie zostać odesłaną na przymusowy urlop. Ten sam urlop, na którego pójście chyba się w końcu zdecyduje, gdy… ale nie uprzedzajmy może faktów.
  Wspomnienie uderzyło z taką siłą, że niemalże dosłownie zaparło dech. To bolało. Bolało. Rozdzierało na miliony kawałków, szarpało wnętrzności, sprawiało, że oczy mimowolnie się szkliły. Że chciała, by wszystko się już po prostu skończyło, tylko musiała wytrzymać jeszcze chwilę, jeszcze trochę, żeby zabrać tego gnoja ze sobą na tamten świat. Jeszcze tylko trochę…
  … nie była świadoma, jak mocno palce zaciskają się na różdżce, że Erik wyrywa jej dziecko. Miała otwarte oczy, ale nie widziała kuzyna, biura, małego Poole, niczego. Była tylko maska, ciemność, ból, strach i…
  … pustka.
  Zderzenie z podłogą zapewne byłoby o wiele gwałtowniejsze, gdyby nie pomocna ręka Longbottoma,przez co jedynie osunęła się na kolana spuszczając przy tym głowę i w takiej pozycji pozostała. Ale odrobina więcej bólu już nie sprawiłaby żadnej różnicy – i tak nie równałoby się to z agonią, którą przeżyła, której echa nadal czuła we własnym ciele – i które pochłaniały ją teraz bez reszty. Nic innego się nie liczyło, nie było istotne, tyko ten moment, ta przerażająca sylwetka, niemożność złapania oddechu, posmak krwi i…
  … córki.
  Najdroższe córki, oczka w głowie, słońca jej życia.
  - To tak cholernie boli – szepnęła, drżąc – jakby z zimna. Tyle że nie ono było tu powodem, nawet jeśli wżarło się w całą istotę Mavelle, w to, kim – czym? - teraz była. A może raczej należałoby powiedzieć: zwłaszcza jeśli? Do świadomości kobiety przebił się czyjś dotyk. Czyjś? A tak, przecież była w biurze, rozmawiała z…
  Powrót do rzeczywistości był trudny, tym trudniejszy, że wspomnienie naprawdę pochłonęło ją całą. Ten ból, te emocje, to… zwierzę. Różdżka potoczyła się po podłodze, a Bones w końcu podniosła półprzytomne, zaszklone spojrzenie na Erika. Wyglądało to, jakby miała się zaraz rozpłakać – i Matka jej świadkiem, że była temu bardzo, bardzo bliska.
  Oraz, jednocześnie – że jednak patrzy zupełnie gdzie indziej niż na samego Erika. Bo odruchowo próbowała się wczepić w to wspomnienie. Mimo tego cholernego bólu, strachu, pragnienia, żeby się to wszystko po prostu skończyło. Bo zawierało w sobie sylwetkę tego gnoja i tyle wystarczyło, żeby próbowała przywoływać ją jeszcze raz i jeszcze, po raz kolejny i kolejny, żeby tylko wyłapać szczegóły…
  Jeszcze kilka oddechów. Oddechów, podczas których w końcu przebiło się do jej świadomości, że może to naprawdę nie jest najlepsze miejsce i czas na nurkowanie w przeszłość, choćby nawet zdawało się, iż odsłaniała możliwości pochwycenia tropu. Musiała myśleć racjonalnie, ten ból nie należał do niej, ten strach również nie był jej. Nie tkwiła na Polanie Ognisk, jej gardła nie zalewała krew, znajdowała się w biurze Brygady, na oczach innych brygadzistów – jakby już było mało tego, że przyciągała uwagę samym tym, iż stała się czymś innym. W oczach pojawił się w końcu błysk świadomości.
  - Pomożesz mi wstać? – wychrypiała cicho, wyszeptała bardziej. Niepewna, czy ciało nie odmówi posłuszeństwa, czy zaraz nie uderzy w nią kolejne wspomnienie. Czy w ogóle wytrzyma choć chwilę dłużej w tym miejscu.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#7
16.08.2023, 18:58  ✶  

Najbardziej przeraziła go w tym wszystkim, poza jaką przybrała Mavelle. Widząc ją na kolanach, z twarzą skierowaną ku podłodze mimowolnie pomyślał o wieszczkach z dawnych przekazów, które zwykły przekazywać zwykłym ludziom wolę bóstw. Wprawdzie Erik nie miał zbyt dużej wiedzy na temat praktyk wróżbiarskich, jednak przedstawienie podobnych obrazów na kartach szkolnych podręczników czy elementów kultury czarodziejskiego świata wbiły mu się w pamięć na tyle mocno, aby teraz wypłynąć z podwójną siłą.

Cokolwiek teraz przeżywała, nie zasługiwała na to, aby nieść to brzemię. Widział kuzynkę w wielu sytuacjach. Bądź co bądź, mogła uchodzić za pretendentkę do miana jego nieoficjalnej siostry. Nie musiał jednak sięgać do czasów nastoletnich, czy krótko po ukończeniu Hogwartu, aby zdać sobie sprawę, że to, co przeżywała Mavelle, było dla niej czymś kompletnie nowym. Czy pozwoliłaby sobie na taki incydent, chociażby podczas wizyty w magicznym gabinecie Dolohova? Raczej nie.

— Tak — potwierdził krótko, ciągnąć ją ku górze. — Potrzebujesz chwili dla siebie? Z dala od reszty? — Spojrzał uważnie na Bones. Wystarczyło słowo, a zająłby w jej imieniu najbliższą salę konferencyjną Brygady Uderzeniowej. — Bren może tu niedługo wpaść, jeśli...

Może nie mówiono mu o wszystkim, co się działo w rodzinnym domu, jednak nie powstrzymywało to jego domysłów. Jeśli Mave i Bren wiedziały, z czym wiążą się „ataki” kuzynki, to z pewnością wymieniały się informacjami. Być może tak było łatwiej, bardziej efektywnie, niż powtarzać jedną i tą samą historię po dziesięć razy, żeby każdy domownik był ze wszystkim na bieżąco. Zwłaszcza jeśli sprawa była prywatna.

— Mogę po nią posłać, jeśli jej teraz potrzebujesz — zapowiedział, zerkając kątem oka na brygadzistkę, która zajmowała się dzieckiem i konsultowała się z innym pracownikiem. Zapewne w celu namierzenia matki małej pociechy w siatce korytarzy Ministerstwa Magii.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#8
20.08.2023, 21:14  ✶  
Chyba byłoby prościej, gdyby faktycznie doznała jakiegoś objawienia przyszłości. Ale nie przyszłość widziała i nie było to coś, czym została obdarzona od urodzenia, coś, z czym już wiedziała, jak sobie radzić. Tylko coś innego.
  Ale to nie w tym leżała istota problemu. Znów miała szczęście, poniekąd – bo teraz nie trwała walka, bo znajdowała się w bezpiecznym miejscu, choć nie wątpiła, że zaraz poniosą się szepty po korytarzach wydziału, o ile nie całego Ministerstwa (i nie, plotki nie były czymś, co teraz by zaprzątało głowę Mavelle, bynajmniej – ta refleksja przyszła później). Bo to, co się właśnie stało, nie zagroziło niczyjemu życiu. Ale jednocześnie miała dowód, że poprzedni przypadek nie był taki odosobniony, że ostrzeżenie Erika zaliczało się do rozsądnych decyzji, nawet jeśli nie został całkowicie wtajemniczony w całą sprawę.
  Szlag.
  Pociągnięta przez Erika, jakoś udało jej się wstać i nawet utrzymać na nogach – aczkolwiek z początku miała wrażenie, że zaraz znowu bliżej zaznajomi się z podłogą. Tak się jednak, na razie, nie stało. Potrząsnęła też głową. Brenn… tak, była wtajemniczona, tak, zapewne się przed nią później otworzy, ale teraz, teraz…
  - Nie, nie ma potrzeby ściągać Bren – odparła cicho, pocierając dłonią skroń. To tylko – aż – cholerne wspomnienie, odprysk przeszłości, bardzo świeżej i bolesnej tym bardziej, iż nie potrafiła w nim znaleźć wskazówek odnośnie tożsamości mordercy. Wspomnienie, które z cała pewnością wyryło się w jej pamięci i pozostanie w niej do końca życia. Mogło poczekać, nie trzeba było odrywać kuzynki od jej pracy.
  Poczuła, że się dusi.
  Ta sala, papierosowy dym – bo przecież część brygadzistów nie stroniła od dymka, nie wyłączając jej ojca – wszystko; z jakiegoś powodu nagle miała wrażenie, że znajduje się w klatce. I musiała znaleźć się jak najdalej stąd, już, teraz, natychmiast i już nawet nieważne, że Poole zapomniała o dziecku, że ta „chwila słabości” nie pozostała niezauważona, że…
  - Muszę… muszę wyjść – wychrypiała cicho. Nie czekała na reakcję kuzyna, nawet chyba nie myślała do końca racjonalnie, po prostu skierowała się do wyjścia. Byle dalej stąd.
  Póki co.

Postać opuszcza sesję
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#9
03.09.2023, 21:32  ✶  

Bądź co bądź, gdyby Erik miał cokolwiek do gadania w kwestii urlopu kuzynki, to wysłałby ją na takowy nawet wbrew jej woli. Nawet jeśli wyklinałaby go pod same niebiosa, kopała po kostkach i próbowała pogryźć w drodze do jednej z wielu wind, które znajdowały się w trzewiach Ministerstwa Magii. Longbottom nie należał wprawdzie do leniów, ale nie był też pracoholikiem. A to było już coś, biorąc pod uwagę, że jego rodzona siostra miała problem z tym, aby usiedzieć na miejscu.

Czy zdarzały się w przeszłości dni, gdy specjalnie zostawał po godzinach tylko po to, aby upewnić się, że Brenna czy ktokolwiek inny z jego krewnych nie zostanie w biurach Brygady Uderzeniowej na noc, aby do domu wrócić dopiero następnego wieczora? Oczywiście, że tak. Z czasem nauczył się jednak, że upartość była najwidoczniej w nich równie mocno zakorzeniona co poczucie sprawiedliwości i chęć pomocy ludziom w potrzebie. Kto wie, może tak naprawdę jedno nie mogło w nich istnieć bez tego drugiego?

Teraz jednak odczuwał ogromną ochotę na to, aby pozamykać całą rodzinę w posiadłości na cztery spusty. Wbrew rozsądkowi. Przecież byli potrzebni tutaj – na miejscu – a już zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia w Dolinie Godryka. Nie mogli tak po prostu się odseparować i zacząć myśleć tylko o sobie. Nie zmieniało to jednak faktu, że mogli nieco zwolnić i pozwolić, aby tryby wielkiej machiny Ministerstwa Magii przeniosły ciężar ich obowiązków służbowych na resztę personelu. Nie musieli robić wszystkiego sami. Brenna nie musiała robić wszystkiego sama. Podobnie jak Mavelle.

— Dobrze. Porozmawiamy o tym w domu...? — Uniósł pytająco brwi. — Albo porozmawiacie. Jeśli będziesz czuła się na siłach i będziesz chętna. Ja... Ja tutaj wszystko domknę za ciebie. Nie musisz się o nic martwić.

Naprawdę wychodził z założenia, że lepiej było grać w otwarte karty, niż chować informacje, których źródła w gruncie rzeczy nikt nie mógł potwierdzić. Kto wie, co tak naprawdę mogło się zmienić w Mave i innych podczas wizyty w Limbo? Odprowadził kuzynkę do pierwszych drzwi, trzymając się w odległości kilku kroków, wodząc za nią zmartwionym spojrzeniem. To nie było sprawiedliwe, że musieli tyle znosić, gdy zewsząd spadały na nich kolejne ciężary. Tylko... Heh... Czy ktokolwiek mówił, że w tej pracy będzie łatwo, nawet biorąc poprawkę na ich dodatkową aktywność związaną z ochroną ich magicznej społeczności? No właśnie. To była już raczej któraś z kolei oznaka tego, że spokojny okres ich życia mógł już na dobre dobiegać końca, o ile nie zakończył się w chwili, gdy siły Czarnego Pana nie próbowały wypędzić ich z polany ognisk.

Myśl pozytywnie. Może jeszcze nie wszystko jest stracone, pomyślał Erik, starając się otrząsnąć z tych negatywnych dywagacji. W końcu dalej mieli po co żyć, a to już było coś, prawda? Poza tym... Poza tym czekało na nich jeszcze sporo roboty. Jak na przykład znalezienie tej przeklętej kobiety, która zapomniała o swoim dziecku. Longbottom wypuścił powoli powietrze z ust i udał się do swojego biurka. Jeśli ktoś musiał reprezentować dziś w biurze jego familię, to najwyraźniej będzie musiał to być on sam.


Koniec sesji


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (1676), Mavelle Bones (1770), Pan Losu (192)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa