Kiedy ktoś myślał o czystych intencjach czasem myślał o naprawdę różnych rzeczach. Wspólnym mianownikiem wydawałoby się słowo-klucz "czystość". Tylko czym dla kogo ta czystość była? Tym, że nie chcesz kogoś skrzywdzić? Tak po prostu? Kiedy matka mówi do ciebie o "czystych intencjach chłopca" myśli też o tym, żeby te myśli nie były kosmate, żeby nie zawierały całkowicie ludzkiego pierwiastka pożądania, jaki potrafił się między nie wkraść. Gdy się drugiej osoby nie zna tak mocno, jak oni nie znali siebie większość pozostawała tylko domysłami o tej czystości i czego chce od ciebie drugi człowiek. Tutaj było to dość zdumiewające, bo oni nie chcieli od siebie niczego poza swoją obecnością. Żeby miło spędzić czas, uśmiechnąć się i pośmiać. Czy przyjdzie im spleść swoje historie ze sobą wzajem ciaśniej czy jednak ta znajomość gdzieś zatopi się na jej początkach. Na pewno Laurent sam nie chciał, żeby była kolejna taka sytuacja, w której kobieta byłaby zmuszona do wyciągania go spod gruzów. Nie chciałby, żeby w ogóle była jakakolwiek druga sytuacja, w której skończyłby aż tak żałośnie z tym, że druga już była, tylko kompletnie niezależna od niego. Jakby złapał go pech, po prostu pech. Lub fatum jak to napisze jeszcze jego kuzynka.
Fakt, że jej się ten gest spodobał mówił bardzo wiele. Łatwo było czasami przekroczyć zdrową granicę i nie dotrzeć do punktu wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom, jakie mieli wobec ciebie ludzie. I od razu przeskoczyć też płotek, który był ich strefą komfortu. Wyczuwanie tego wcale nie było proste i oczywiste, ale sprzyjały różne okoliczności i... fakt, że Elaine wydawała mu się zwyczajnie sobą kusić. I nie chodzi tutaj o oczywiste, lubieżne spojrzenia czy inne gesty tego typu. Nie zawsze były potrzebne, żeby nakreślić czyjeś przyciąganie uwagi. Czy to już były więc te słynne, brudne intencje? Laurent nie chciał jej zrobić krzywdy ani uczynić czegokolwiek wbrew jej woli. Wystarczył jeden gest czy słówko z jej strony mówiący "nie" i by przestał. Był wyczulony na jej sygnały, chciał się upewnić, że ta zabawa, ten flirt, jaki tu wprowadzał, odważny przy tym ostatnim geście, jest przyjemna dla każdego. Czasami ludzie potrafili reagować niby pozytywnie, niby się śmiać, ale w środeczku czuli się skrępowani i całkowicie zażenowani tak własnymi reakcjami jak i reakcjami drugiej strony. Wydawało mu się, że czegoś takiego u tej lisicy nie widział.
- Gdybym miał przestać wystarczy słowo. - Powiedział tym samym, aksamitnym głosem, spoglądając na nią kątem oka. Nawiązując do słów i gestów, jakie tutaj padały, bo dla niego to była czysta przyjemność, ale czy taką też była dla Elaine? Wcale nie był przekonany. Choć na pewno nie wyglądała na zadowoloną. - Rozumiem podejście względem alkoholu. Również przepadam za smakami win, ale niekoniecznie dobrze na mnie wpływa. Muszę więc obejść się smakiem. - Głównie smakiem tego, że czasami człowiek naprawdę chciałby troszkę odpocząć, "wyzerować się", jak to mówiło się za dzieciaka. Napić się, rozluźnić i poprzebywać z innymi ludźmi wokół siebie na zupełnie innym pułapie niż przy codziennym funkcjonowaniu.
- Las, koło którego stoi mój dom to rezerwat. Zajmuję się nim oraz hodowlą abraksanów, która znajduje się kawałek dalej. Przechodziliśmy niedaleko niej. - I jeszcze czasem hodował "pieski", jak pieszczotliwie można było określić te bydlaki. Ale o tym nie chciał wspominać zapobiegliwie, nauczony już tym, że Elaine potrafiła mieć sporo pytań, a nie na wszystkie nawet chciał odpowiadać. - A ty, jak rozumiem, pracujesz w cyrku? Chyba w żadnym nigdy nie byłem, choć wiele cyrkowców miało swoje występy na przyjęciach, na które miałem być okazję zaproszony.