05.11.2023, 21:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:07 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
To nie była randka.Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
To znaczy z boku, dla mijających go mugoli to na pewno wyglądało tak, jakby umówił się z dziewczyną na randkę i właśnie czekał na jej pojawienie się. Patrick ubrany był, może nie dość elegancko, ale na pewno dość schludnie. Miał na sobie zwykłe ciemne jeansy i niebieską koszulę. W ręku trzymał dwa bilety do mugolskiego kina, które znajdowało się po drugiej stronie ulicy. Był ogolony i chyba nawet wyspany, co dla niego – w czasie trwania kilku ostatnich tygodni – wcale nie było takie oczywiste.
Tu, w mugolskiej części Londynu, wreszcie nie musiał nosić na głowie ani czapki, ani kaptura. I może chodziło właśnie o to, że nie musiał się tu ukrywać, że nikt nie pokazywał go palcami, albo może o rozmowę z Florence, może o to, że wreszcie przyznał jej się do sekretu, który nosił skryty głęboko w swoim sercu, a może o wszystko dookoła, ale czuł się… wolny. Biorąc pod uwagę jakie czasy nastały w czarodziejskim świecie, pewnie powinno go to zaniepokoić, ale nie zaniepokoiło. Odwrotnie: był chyba przepełniony spokojem.
Ostatnie dwadzieścia dni było dziwnych. Z jednej strony pędziły do przodu, z dnia na dzień przynosząc coraz to nowe informacje. Z drugiej – przynajmniej dla Patricka – wlekły się niemiłosiernie. Zawsze lubił stać z boku i obserwować, ale ostatnio wydawało mu się, że stał z boku i obserwował nawet samego siebie. A to już nie było ani normalne, ani nawet przyjemne. Patrząc w lustro prawie nie poznawał odbicia – choć wizualnie nie zmienił się jakoś szczególnie w ciągu ostatniego miesiąca. Świadomość, że nosił w sobie wspomnienia własnego ojca pochłaniała go dużo bardziej niż tocząca się w czarodziejskim świecie wojna między Ministerstwem Magii a Lordem Voldemortem i jego poplecznikami. To z kolei napełniało go poczuciem winy, bo jako Prawa Ręka Albusa Dumbledore’a powinien na bok odłożyć własne życie prywatne i skupić się na Zakonie Feniksa.
Ale nie potrafił.
Nie potrafił powiedzieć, czy naprawdę chodziło tylko o ojca, o to że nagle zaczął o nim myśleć i coraz częściej coś ciągnęło go w stronę Francji, w stronę Paryża, w stronę tych uliczek, którymi chodzili jego rodzice, w stronę miejsca gdzie zginęli i gdzie ponoć przeżył swoje pierwsze lata życia (chociaż kompletnie tego nie pamiętał). Czy też może chodziło o samo Beltane i o to, że przyszło mu zetknąć się z czymś, czego w dalszym ciągu ani nie rozumiał, ani nie potrafił nawet objąć rozumem. Wycieczka do limbo, zniszczenie tworzącego się portalu, walka z zamaskowanymi przeciwnikami, których nie potrafił zidentyfikować… - to musiało odcisnąć na nim jakiś trwały ślad, którego na razie nie umiał nawet dobrze opisać jak wpłynęło to na niego.
Patrick zacisnął mocniej ręce na trzymanych w ręku biletach do kina. Nie znał się specjalnie na mugolskim kinie. Był w nim kilka razy, ale zawsze wybierał raczej przypadkowo akurat taki seans, który był najszybciej wyświetlany a potem – na przemian – to siedział i zachwycał się pomysłowością mugoli, to dziwił się, że potrafili na taśmach filmowych uchwycić tak długi i powtarzający się obraz.
Ale przed zaproszeniem Florence do kina, poświęcił trochę czasu na przejrzenie repertuaru. I chociaż ciągnęło go do obejrzenia wspólnie „Ojca chrzestnego” – mugolscy recenzenci ponoć uwielbiali ten film to sprzedająca bilety blondynka poleciła mu „Szepty i krzyki”. Powiedziała, że to o wiele ładniejszy film i na pewno spodoba się kobiecie.
Pewnie za sprawą rytuału miłosnego, ale wydawało mu się, że wyczuł moment pojawienia się na ulicy Florence. Odwrócił się w jej stronę i obserwował w milczeniu jak zbliżała się.
- Mam nadzieję, że kino zrobi na tobie tak duże wrażenie jak wywarło je na mnie – rzucił na powitanie. – Do początku seansu mamy jeszcze pół godziny. Gdybyś chciała, mogę kupić nam po kawie albo po coli, albo coś do zjedzenia – zaproponował.