• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[1972, Wiosna, 24.05] Mugolskie kino, Florence & Patrick

[1972, Wiosna, 24.05] Mugolskie kino, Florence & Patrick
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#1
05.11.2023, 21:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:07 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
To nie była randka.
To znaczy z boku, dla mijających go mugoli to na pewno wyglądało tak, jakby umówił się z dziewczyną na randkę i właśnie czekał na jej pojawienie się. Patrick ubrany był, może nie dość elegancko, ale na pewno dość schludnie. Miał na sobie zwykłe ciemne jeansy i niebieską koszulę. W ręku trzymał dwa bilety do mugolskiego kina, które znajdowało się po drugiej stronie ulicy. Był ogolony i chyba nawet wyspany, co dla niego – w czasie trwania kilku ostatnich tygodni – wcale nie było takie oczywiste.
Tu, w mugolskiej części Londynu, wreszcie nie musiał nosić na głowie ani czapki, ani kaptura. I może chodziło właśnie o to, że nie musiał się tu ukrywać, że nikt nie pokazywał go palcami, albo może o rozmowę z Florence, może o to, że wreszcie przyznał jej się do sekretu, który nosił skryty głęboko w swoim sercu, a może o wszystko dookoła, ale czuł się… wolny. Biorąc pod uwagę jakie czasy nastały w czarodziejskim świecie, pewnie powinno go to zaniepokoić, ale nie zaniepokoiło. Odwrotnie: był chyba przepełniony spokojem.
Ostatnie dwadzieścia dni było dziwnych. Z jednej strony pędziły do przodu, z dnia na dzień przynosząc coraz to nowe informacje. Z drugiej – przynajmniej dla Patricka – wlekły się niemiłosiernie. Zawsze lubił stać z boku i obserwować, ale ostatnio wydawało mu się, że stał z boku i obserwował nawet samego siebie. A to już nie było ani normalne, ani nawet przyjemne. Patrząc w lustro prawie nie poznawał odbicia – choć wizualnie nie zmienił się jakoś szczególnie w ciągu ostatniego miesiąca. Świadomość, że nosił w sobie wspomnienia własnego ojca pochłaniała go dużo bardziej niż tocząca się w czarodziejskim świecie wojna między Ministerstwem Magii a Lordem Voldemortem i jego poplecznikami. To z kolei napełniało go poczuciem winy, bo jako Prawa Ręka Albusa Dumbledore’a powinien na bok odłożyć własne życie prywatne i skupić się na Zakonie Feniksa.
Ale nie potrafił.
Nie potrafił powiedzieć, czy naprawdę chodziło tylko o ojca, o to że nagle zaczął o nim myśleć i coraz częściej coś ciągnęło go w stronę Francji, w stronę Paryża, w stronę tych uliczek, którymi chodzili jego rodzice, w stronę miejsca gdzie zginęli i gdzie ponoć przeżył swoje pierwsze lata życia (chociaż kompletnie tego nie pamiętał). Czy też może chodziło o samo Beltane i o to, że przyszło mu zetknąć się z czymś, czego w dalszym ciągu ani nie rozumiał, ani nie potrafił nawet objąć rozumem. Wycieczka do limbo, zniszczenie tworzącego się portalu, walka z zamaskowanymi przeciwnikami, których nie potrafił zidentyfikować… - to musiało odcisnąć na nim jakiś trwały ślad, którego na razie nie umiał nawet dobrze opisać jak wpłynęło to na niego.
Patrick zacisnął mocniej ręce na trzymanych w ręku biletach do kina. Nie znał się specjalnie na mugolskim kinie. Był w nim kilka razy, ale zawsze wybierał raczej przypadkowo akurat taki seans, który był najszybciej wyświetlany a potem – na przemian – to siedział i zachwycał się pomysłowością mugoli, to dziwił się, że potrafili na taśmach filmowych uchwycić tak długi i powtarzający się obraz.
Ale przed zaproszeniem Florence do kina, poświęcił trochę czasu na przejrzenie repertuaru. I chociaż ciągnęło go do obejrzenia wspólnie „Ojca chrzestnego” – mugolscy recenzenci ponoć uwielbiali ten film to sprzedająca bilety blondynka poleciła mu „Szepty i krzyki”. Powiedziała, że to o wiele ładniejszy film i na pewno spodoba się kobiecie.
Pewnie za sprawą rytuału miłosnego, ale wydawało mu się, że wyczuł moment pojawienia się na ulicy Florence. Odwrócił się w jej stronę i obserwował w milczeniu jak zbliżała się.
- Mam nadzieję, że kino zrobi na tobie tak duże wrażenie jak wywarło je na mnie – rzucił na powitanie. – Do początku seansu mamy jeszcze pół godziny. Gdybyś chciała, mogę kupić nam po kawie albo po coli, albo coś do zjedzenia – zaproponował.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#2
05.11.2023, 22:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2023, 22:32 przez Florence Bulstrode.)  
Dla Florence świat po Beltane tak naprawdę nie zmieniły się drastycznie.
Tak, pierwsze dwa tygodnie po święcie oznaczały istne szaleństwo w Mungu, kiedy zajmowano się rannymi i przeklętymi. I ofiar było na tyle, że w Londynie nie istniała chyba żadna osoba, która przynajmniej nie znała jakiegoś rannego albo zaginionego. Tak, jej brat i jej przyjaciel stali się Zimnymi, i tak, do Florence dotarło, że konflikt, jaki ogarnął Wielką Brytanię, zamienił się w wojnę – i w tej wojnie nie da się być neutralnym.
A jednocześnie to wszystko oznaczało dla niej tylko kilka dyżurów w pracy więcej, dodatkowe wizyty w bibliotece na Horyzontalnej i nieco więcej niespokojnych myśli na temat Atreusa i Patricka, przychodzących do głowy tuż przed snem. Nawet deklaracja wsparcia Zakonu Feniksa nie zmieniła drastycznie życia Florence, bo po pierwsze, nie wiedziała wiele, po drugie, na razie jej nie potrzebowali, po trzecie wreszcie: gdyby się nawet tak stało, czy byłoby to coś różnego od prywatnych przypadków, którymi się zajmowała? Tylko o tyle, że tym razem robiła to za darmo i nie zapisywała w żadnym kajeciku, jak zawsze notowała inne wizyty. Tak, martwiła się o Patricka. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, i po Beltane, i po tym wszystkim co jej powiedział: o wspomnieniach ojca, o tym, że naprawdę jest w coś zamieszany. Nie należała jednak do osób, które pozwalały, aby takie zmartwienia kłębiły się nadmiernie w głowie i powstrzymywały przed działaniem. Tak, wiedziała, że pęta ich magia Beltane, ale wiedziała też, że taką więź da się złamać - jak każdą klątwę i każde zaklęcie - a była też kimś, kto doskonale znał własne uczucia i żadna magia nie mogła wprowadzić do nich zamętu, z którym Bulstrode by sobie nie poradziła.
Dlatego głowy Florence nie zaprzątały szczególnie trudne przemyślenia, gdy szła przez mugolski Londyn na miejsce spotkania z Patrickiem. Była równie spokojna co zwykle, tak samo jak zawsze ubrana schludnie, w spódnicę i koszulę dobrej jakości, ale o neutralnych barwach, i posłała mu taki sam jak zawsze uśmiech na powitanie.
– Witaj, Patricku – powiedziała. Jeśli on nie znał się na mugolskim kinie specjalnie, to ona nie znała się na nim wcale. Nigdy dotąd nie była w kinie, ale nie należała też do tych czarodziejów absolutnie zamkniętych na wszystko, co mugolskie, nie miała więc powodów, aby przynajmniej nie spróbować. A nawet gdyby bardzo nie chciała, i tak by tu przyszła. Tylko dlatego, że poprosił. Niezależnie od wszelkich rytuałów, na złamanie których szukała już sposobu. Bo przecież była jego przyjaciółką.
– Przekonamy się. Brzmi trochę jak magiczne portrety, odgrywające przedstawienia. Często bywasz w kinie? – zapytała. Nie zamierzała zapewniać, że naprawdę się jej spodoba, ale skoro na razie nie była tego pewna, ale pobieżne sprawdzenie, czym jest to całe kino, zdawało się sugerować, że mugole… wymyślili swoją własną magię. – Kawa brzmi doskonale.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#3
06.11.2023, 03:22  ✶  
Patrick wzruszył ramionami.
- Zdarzyło mi się to kilka razy w życiu – odpowiedział, myślami błądząc wokół tego, że wcześniej zawsze to były pójścia bardzo spontaniczne, wiedzione ciekawością wobec mugolskiego świata. A teraz… teraz szedł do kina z Florence, bo chciał odrobiny świętego spokoju. – I trochę tak. Trochę to takie portrety odgrywające przedstawienie. Stale jedno przedstawienie. Ale dość długie. Czasem nawet trwające dwie godziny albo i więcej, ze zmieniającymi się dekoracjami i… - machnął ręką wokół swojej twarzy, co miało zobrazować zmieniające się także charakteryzacje.
Był kiedyś na filmie, w czasie którego bohaterowie postarzali się o kilkadziesiąt lat. Już sam ten zabieg wydawał się Patrickowi całkiem interesujący. Bo przedstawieni na obrazach ludzie nie starzeli się a ci na ekranie w kinie i owszem.
Ruszył wraz ze swoją towarzyszką w stronę przejścia dla pieszych. Nie łączył zaproszenia jej do kina z rytuałem miłosnym z Beltane. Prędzej połączył to z faktem, że lubił Florence, ufał Florence a ostatnio podczas ich spotkań nie zachowywał się najlepiej (albo dostawał szału, bo mogła zginąć pożarta przez morskiego potwora, albo aktywowały mu się wspomnienia ojca, albo akurat krwawił po walce z bardzo silną wampirzycą). Nie myślał również o zrywaniu rytuału – bo przynajmniej na razie, nie widział w jego działaniu niczego złego. Tak, być może wyczuwał pojawienie się Florence. Parę razy nawet był święcie przekonany, że musiała być przemęczona, bo poczuł kłujące uczucie niepokoju w związku z jej osobą, ale…
Patrick nie zdawał sobie sprawy, że gdyby Florence poszła na randkę, najpewniej zacząłby wymiotować kwiatami. Nie przyszło mu do głowy, że gdyby on pocałował Alannę ją spotkałby taki sam los. Ale na obecną chwilę był w takim momencie swojego życia, w którym nie interesował się związkami a nigdy nie był przesadnym fanem korzystania z przypadkowego seksu. Byli więc obydwoje względnie bezpieczni przed nieprzyjemnościami związanymi z wymiotowaniem kwiatami.
A szybkie informacje o grożącym Florence niebezpieczeństwie uznałby raczej za przydatne niż nieprzydatne.
Otworzył przed nią drzwi i przodem puścił, by weszła do budynku, w którym znajdowało się kino. Sam budynek wyglądał na względnie nowy, z czerwonej cegły z płaskim dachem i napisem „Arthouse”. Zaraz przy wejściu była kasa biletowa, ale Patrick pokazał swojej towarzyszce by poszła za nim na prawo, ku sprawdzającemu bilety młodemu mugolowi.
- Sala z numerem dwa. To po lewej – opisał ten, przepuszczając ich dwójkę dalej.
- Nasza sala jest tam – zauważył Patrick. Znaleźli się teraz we względnie dużym, podłużnym pomieszczeniu, którego odnogi prowadziły do sal kinowych. Było tu trochę miejsca by posiedzieć w oczekiwaniu na seans. Można też było zamówić przekąski w jednej z restauracji a druga przypominała bardziej zwykłą kawiarnię (tyle, że sygnowaną logotypem kina). – Tam można kupić popcorn, tacosy i colę. – Florence trochę nie wyglądała mu na kobietę, która lubiłaby colę, popcorn lub tacosy.  – A tu chyba możemy wziąć kawę. I może jakieś orzechy w czekoladzie? Albo żelki? – zasugerował, zbliżając do lady.
Patrick naturalnie miał ze sobą mugolskie pieniądze. Zaczekał aż jego towarzyszka podejmie decyzje, zamówił dla siebie kawę i mieszankę migdałów w czekoladzie a potem zapłacił za swoje i jej zamówienie.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
06.11.2023, 17:10  ✶  
Patrick często na miejsce spotkań wybierał niemagiczny Londyn. Florence nigdy nie zastanawiała się specjalnie, dlaczego - chociaż gdyby ktoś kazał jej odpowiedzieć na takie pytanie, pewnie postawiłaby po pierwsze na anonimowość, jaką ten zapewniał czarodziejom, po drugie na to, że Steward zwyczajnie do pewnego stopnia lubił mugolską część miasta. Teraz jednak nie musiała nawet się na tym namyślać. W tej magicznej części miasta zainteresowanie Zimnymi dopiero zaczynało maleć i miało minąć jeszcze parę tygodni, zanim twarz Patricka przestanie być rozpoznawalna.
Poza tym, być może, ale tylko być może, chciał odpocząć od wszystkiego, co działo się w magicznej Anglii. I nie bez znaczenia było to, że w kinie nie trzeba było rozmawiać ani nawet za wiele myśleć, bo będą siedzieli w ciemnościach, skupieni na wyświetlanych na ekranie obrazach. Nawet gdyby Patricka nagle nawiedziły wspomnienia ojca, nikt nie miał szansy tego zauważyć.
- Trzeba przyznać mugolom, że są pomysłowi. Przekonamy się, czy zdołają zrobić na mnie większe wrażenie niż Selwynowie. Byłeś na jakimś przedstawieniu w ostatnim roku? W tym sezonie postanowili wystawić sztukę o Założycielach Hogwartu. Skupiają się podobno na konflikcie Gryffindora i Slytherina. Dość... odważnie w obecnych warunkach.
Jeśli szło o Florence, rytuał nie dawał się jej we znaki jakoś szczególnie. Może i wyczuwanie chwil, w których Patrick był w niebezpieczeństwie, nie należało do niczego przyjemnego, ale też zawsze wiedziała, jaką pracę ma Steward. Jednocześnie jednak jako klątwołamaczka zdawała sobie sprawę z tego, że taka magia może mieć efekty uboczne trudne do przewidzenia. Podchodziła jednak do całego tematu metodycznie i bez pośpiechu, w pierwszej kolejności starając się zebrać informacje i o innych "przypadkach", i znaleźć jakieś analogie w istniejących klątwach.
Przesunęła spojrzeniem po szyldzie kina, nim weszła do środka. Rzeczywiście, nie była zainteresowana ani popcornem ani tacos. A raczej owszem, spojrzała w tamtą stronę, dość zaciekawiona, co takiego wypełnia pomieszczenie mocnym zapachem i jak wyglądają mugolskie przekąski, ale ani trochę nie ciągnęło jej, żeby spróbować. Pod pewnymi względami Florence była mało elastyczna, a jedzenie tłustych, słonych przekąsek w kinowym fotelu, brudząc przy tym ręce i ubrania, na pewno do takich się zaliczało. Jej rodzina i ona sama nie byli na tyle konserwatywni, aby wzdragała się przed samym wejściem do kina, ale ostatecznie wychowywano ją na damę... i miała swoje drobne "odchyły", jak zamiłowanie do schludności.
- Orzechy wystarczą - zdecydowała więc, nie chcąc całkiem odrzucać oferty, a taką przekąskę uznając za "dopuszczalną". - Chcesz już wejść na salę?
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#5
06.11.2023, 23:53  ✶  
Patrick pokręcił głową. Odkąd był Zimnym, sam robił za największe przedstawienie, gdziekolwiek pojawił się w czarodziejskim świecie (no, chyba że towarzyszył mu Bulstrode, wtedy to Atreus przejmował całą estymę bycia dziwadłem i co Stewarda zaskakiwało, chyba było mu z tym dobrze).
- Może właśnie dlatego zdecydowali się wystawić akurat taką sztukę? – podsumował pytająco.
Jakby się nad tym głębiej zastanowić, to dobrze poprowadzone przedstawienie mogłoby albo zachęcić więcej ludzi do walki ze śmierciożercami i Lordem Voldemortem albo do przyłączenia się do niego. Patrick nie wiedział tylko, czy na obecną chwilę byłby gotów iść i samemu się przekonać, w którą stronę poszli Selwynowie.
A potem uderzyła w niego osobliwa myśl, że tak naprawdę dużo bardziej pasowałoby zaproszenie Florence do teatru a nie do mugolskiego kina. I ta niechciana myśl towarzyszyła mu, gdy wchodzili, gdy ich bilety sprawdzał młody mugol, gdy zamawiał kawę, orzechy i gdy płacił za zamówienie.
Posłał swojej towarzyszce dłuższe, pełne zadumy spojrzenie. Ale nie był aż takim paranoikiem, by uznać, że próbowała mu swoimi słowami zarzucić jakikolwiek nietakt. Po prostu ostatnio za bardzo przejmował się sprawami, które normalnie nie zwróciłyby jego uwagi na tyle, by szukał w nich drugiego dna.
- Tak. Teraz jeszcze, póki jest mniej ludzi… - zaczął i wykonał ruch pokazujący jego ręce. Teraz jeszcze nie było tak wielu ludzi. Nie musieli się przepychać. Nie musiał nikogo dotykać. Nie musiał obserwować zaskoczonych spojrzeń i zduszonych pisków, gdy obcy komentowali jego zimną skórę. – Powiesz mi, czy podoba ci się sala kinowa.
Drzwi do tej, w której miały być wyświetlane „Szepty i krzyki” były już otwarte. W środku paliło się przytłumione światło i siedzieli już pierwsi widzowie. Pomieszczenie nie było specjalnie duże i trochę nawet przypominało teatr, z tą różnicą, że na scenie – zamiast rekwizytów wisiał bardzo duży ekran, na chwilę w której się pojawili jeszcze całkiem czarny. Poza tym, jak w teatrze miejsca były ponumerowane a fotele wyglądały na wygodne.
- Rząd siódmy. Miejsca dziewięć i dziesięć – powiedział cicho do Florence, prowadząc ją ku nim. – Może nie będzie wielu innych widzów? – zapytał retorycznie.
Mimo, że przyszli na kilka minut przed seansem, sala była już w połowie zapełniona. Sporo mugoli przyniosło ze sobą popcorn. Jego zapach unosił się w powietrzu. Ktoś siorbał colę przez słomkę.
Patrick uśmiechnął się przepraszająco.
- Zjedzą przed rozpoczęciem seansu – zapewnił swoją towarzyszkę.
Ledwie udało im się usiąść wygodnie, gdy światło przygasło a na czarnym ekranie pojawiło się odliczanie. Film niedługo miał się rozpocząć.

!steward6
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#6
06.11.2023, 23:53  ✶  
Przeplatające się od jakiegoś czasu wspomnienia dotyczące Albusa i Gellerta były skupione na uczuciach, które towarzyszyły spoglądaniu na ich oblicze. Tego dnia przypomniałeś sobie jednak o czymś zupełnie innym. Przypominiałeś sobie o uczuciach, które widziałeś spoglądając na nich stojących naprzeciw siebie. Nie mogłeś przypomnieć sobie o tym dlaczego się spotkali, ani co właściwie tam robiłeś. Widziałeś tylko ten obraz - ich zastygłych w bezruchu, celujących do siebie różdżkami. Wyglądali na tak zaciekłych wrogów, ale nie mogli cię oszukać, nie teraz, kiedy ich umysły były odsłonięte.

Widziałeś ich aury. Twoja żona miała rację, łączyło ich coś innego, to była relacja zupełnie innej natury - błyszcząca wokół nich czerwień zdradzała ukryte głęboko pod warstwą niechęci uczucie pożądania.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#7
09.11.2023, 19:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2023, 22:58 przez Florence Bulstrode.)  
- Nie pomyślałam o tym. Jestem ciekawa, czy oni pomyśleli. Zawsze zdawali się... neutralni - powiedziała z pewnym zastanowieniem.
Nie, to nie był żaden przytyk ze strony Florence, nawet jeśli faktycznie była znacznie lepiej zaznajomiona z teatrem niż z kinem (o którym nie wiedziała dotąd niczego, ponad krótki opis, jaki sprawdziła, kiedy zaprosił ją tutaj Steward). Ani w jej minie, ani w tonie, ani w aurze nie dało się wychwycić niezadowolenia z tej wycieczki. Raczej umiarkowane zainteresowanie - bo chociaż nie należała do tych najbardziej ciekawskich osób na świecie, to nie tak, że opisywane przez Patricka kino nie ciekawiło jej wcale. Gdyby absolutnie nie chciała tutaj przyjść, prawdopodobnie zaproponowałaby coś innego... Poza tym istniały osoby, z którymi poszłaby niemal wszędzie, a Steward na pewno był jedną z nich.
- Nie przejmuj się - odparła, z odrobiną rozbawienia, kiedy Steward zapewnił ją, że inni zjedzą przed rozpoczęciem seansu. Była pedantką, ale nie aż tak, aby jej przeszkadzało, że ktoś w pobliżu je popcorn - przynajmniej dopóki nie wysypywał go na jej kolana albo pod jej nogi. Zapachy też wbrew pozorom nie drażniły powonienia Florence jakoś szczególnie, bo w szpitalu nieustannie czuć było woń środków dezynfekujących, eliksirów, w porze posiłków także szpitalnego jedzenia i choroby. - Rozumiem, że to na tym będą wyświetlać film?
To nie tak, że sama idea wyświetlania obrazów na ekranie była dla Florence zaskakująca. Na swój sposób interesujące było jednak, w jaki sposób mugole robią to bez magii. Ich technika, pod wieloma względami, była absolutnie zaskakująca. I pomyśleć, że niektórzy mieli ich za głupców...
- To nasz rząd, tak? - upewniła się Florence, oglądając na niego, zanim weszła pomiędzy fotele. Zmarszczyła lekko brwi, gdy zajęła miejsce, a Patrick jakby nieco zamarł. - Wszystko dobrze? - zapytała, sięgając, by dotknąć jego ramienia, niepewna, czy na coś się zapatrzył, zamyślił, czy może chodziło o coś jeszcze innego... Nie, na razie nie skojarzyła zamglonego przez moment spojrzenia z tym, o czym opowiedział jej wcześniej.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#8
19.11.2023, 19:37  ✶  
Patrick zamarł. Siedział na wygodnym, nieco tylko rozklekotanym fotelu w mugolskiej sali kinowej i przed oczami miał… trudno było mu właściwie nawet powiedzieć na co patrzył. Obrazy przelatywały mu w myślach, wzrok niby miał wbity w czarny ekran, ale wcale go nie widział. Na znaczeniu straciły dźwięki dochodzące go ze wszystkich stron, słowa Florence dotarły do niego jak przez mgłę, prawie przestał czuć unoszący się w powietrzu zapach popcornu.
Wspomnienia ojca zawędrowały ku Albusowi i Grinewaldowi, ale czy rzeczywiście łączące ich pożądanie było tym, co chciał mu przekazać? A może chodziło o coś innego, o coś naprawdę potwornego, czego sens i znaczenie dopiero zaczęły docierać do umysłu Patricka? A co, jeśli Albus wiedział? Jeśli rozpoznał w stojącym między zwolennikami mężczyźnie jego ojca? Czy celowo pozwolił mu zająć tak wysoką pozycję w szeregach Zakonu Feniksa, bo wiedział, że nie odmówi?
Patrick poczuł jak niewidzialna, lodowata ręka zacisnęła się na jego żołądku. Zamrugał. Czy dyrektor naprawdę mógłby być na tyle wyrachowany? I czy powinien wierzyć wspomnieniom ojca? Ojciec był przecież wariatem, skurwysynem który opowiedział się po stronie Grinewalda i na pewno miał milion powodów by chcieć zaszkodzić Dumbledore’owi. Najprościej byłoby, po prostu, napisać do Albusa i wyjaśnić sprawę. Albo jeszcze lepiej, odwiedzić go w Hogwarcie i zapytać. Tylko, że bał się odpowiedzi.
Patrick odwrócił głowę w stronę Florence. Zapatrzył się na nią, zastanawiając się jak ubrać w słowa to, czego się właśnie dowiedział. Już wiedziała, że nawiedzały go wspomnienia ojca. Czy potrzebowałaby szczegółowego raportu? A może, żeby dopiec Dumbledore’owi, powinien jej powiedzieć, że dyrektor jest gejem? I zdrajcą? I, że może jednak wcale nie jest, bo to ojciec może być kłamcą? Tylko, czy wspomnienia mogły kłamać? I czy duchy przebywające w limbo mogły być aż tak wyrachowane?
- Kolejne wspomnienie – wyszeptał cicho. – Okazało się, że mój ojciec był aurowidzem.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#9
19.11.2023, 20:47  ✶  
Florence przypatrywała się Patrickowi uważnie, choć w półmroku sali kinowej niewiele mogła dostrzec na jego twarzy. Na szczęście lub nieszczęście, w przeciwieństwie do niego nie była aurowidzem. Dałaby zapewne radę sprawdzić, co planował zrobić po wyjściu z kina, ale już nie mogła odgadnąć, jakie miotały nim emocje.
Drgnęła, kiedy wyjaśnił, co się stało – mogła chyba się tego spodziewać, a jednak dziwnie było myśleć właśnie o czymś takim. O obcych wspomnieniach, tkwiących w czyjejś głowie i objawiających się w najmniej spodziewanym momencie. I uzdrowicielka nie była pewna, co powiedzieć. Zwłaszcza, że to nie było odpowiednie miejsce na rozmowę, gdy oboje siedzieli pośród mugoli, a na ekranie przed nimi miał być wyświetlany film.
Jego ojciec był aurowidzem. Jak sam Patrick i jak – prawdopodobnie – matka. Florence nigdy o to nie wypytywała, ale zawsze zakładała, że to po niej Steward odziedziczył talent. Bletchleyowie, podobnie jak Bulstrodowie, słynęli z Trzeciego Oka. Florence podejrzewała zresztą, że wiele lat temu te dwa rody mogły być jednym, który „rozszczepił się” na dwie gałęzie, i że i jedni, i drudzy wiedli tę umiejętność od Roweny Ravenclaw. O Stewardach zaś nie wiedziała zupełnie niczego.
Aurowidz i aurowidzka.
Jak Patrick i Clare.
W końcu Florence sięgnęła ku jego dłoni, by na moment zacisnąć na zimnej ręce własne palce. Nachyliła się nieco ku niemu, aby szept nie był słyszalny na całej sali.
– Chcesz zostać czy wolałbyś wyjść? – zapytała tylko szeptem. Nie miała w końcu pojęcia, jak mocno wspomnienie wstrząsnęło Patrickiem. Co dokładnie zobaczył? A jeżeli nawet nic nadzwyczajnego – to czy to odkrycie, kolejna nić łącząca go z ojcem, echo następnego podobieństwa, samo w sobie nie było dla niego następnym wstrząsem? Po ostatniej rozmowie wiedziała przecież, że ostatnia rzecz, jakiej by sobie życzył Patrick, to było oglądanie wspomnień ojca i swoich podobieństw do niego. Była więc gotowa zarówno zostać, udawać, że wszystko jest normalnie i obejrzeć film tak uważnie, jak tylko zdoła, jak i wstać, przepchnąć się do wyjścia i razem z nim opuścić mugolskie kino – czy by się rozejść w dwie strony, czy by po prostu przejść się gdzieś w plątaninie londyńskich uliczek.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#10
24.11.2023, 00:17  ✶  
I taka właśnie była Florence Bulstrode: gotowa zrezygnować z wydarzenia stworzonego specjalnie z myślą o niej, bo jego nawiedziło wspomnienie ojca. Patrick pokręcił głową. Nie mógł i nie chciał ani jej tego zrobić, ani po raz kolejny zmarnować ich spotkania. Korciło go, żeby dotknąć lekko jej ręki i ścisnąć ją na znak protestu, ale bycie zimnym skutecznie powstrzymywało go przed takimi gestami.
- W porządku. Nie dzieje się nic złego – sprostował szczerze. To znaczy… może się działo, może właśnie jego lojalność została wystawiona na ciężką próbę, ale Patrick – jeśli tylko nie musiał to nie działał w pośpiechu. Więc zamiast zrywać się z fotela i przepychać ku wyjściu z sali kinowej, zamiast łapać za pióro i smarować do Albusa Dumbledore’a wściekłe: „czy wiedziałeś? WIEDZIAŁEŚ?!”, wolał obejrzeć mugolski film w miłym towarzystwie najlepszej przyjaciółki. Między kolorowymi obrazami, gorącą kawą i chrupiącymi orzeszkami w czekoladzie, mógł ochłonąć i zastanowić się, co naprawdę dawało mu wspomnienie ojca. Jak powinien na nie zareagować i czy w ogóle powinien, bo może pewne trupy w szafie powinny pozostać tylko trupami w szafie? A manipulującym dyrektorem naprawdę wiodło przekonanie, że działał w imię przeklętego für das größere wohl?
Znowu pokręcił głową. Uśmiechnął się, nawet całkiem szczerze, bo nie uśmiechał się chcąc ukryć szalejące w głowie myśli, ale dlatego, że był tutaj akurat z Florence. I tym razem powinni to spotkanie spędzić bez gwałtownych emocji z jego strony, prędkich ucieczek i osobliwych pretensji.
- Patrz, zaczyna się mugolska magia – rzucił ciszej.
Ekran rozbłysnął. Pojawiły się na nim pierwsze ruchome obrazy. Patrick odwrócił głowę w jego stronę. Do końca seansu w pełni poświęcił się oglądaniu filmu, od czasu do czasu, najwyżej zerkając w stronę Florence - żeby zobaczyć jakie wrażenie wywierało na niej mugolskie kino. Po seansie zresztą wypytał ją o jej wrażenia a potem odprowadził do domu.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1528), Pan Losu (115), Patrick Steward (2144)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa