• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11
20.03.1972 | Thomas i Loretta | ulica

20.03.1972 | Thomas i Loretta | ulica
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#1
22.10.2022, 19:27  ✶  
Dzisiejsze popołudnie miało być zwykłe i nudne. Ot, Thomas musiał uzupełnić zapasy w spiżarni i choć szczerze mówiąc, wolał robić zakupy w tej mniej magicznej części Londynu, tak niektórych rzeczy nie mógł tam znaleźć. Na przykład swojego ulubione wosku do miotły czy tych jednych ciasteczek miodowych, które można było dostać tylko na Pokątnej. Zresztą, okazywało się, że świat czarodziejów miał naprawdę wiele rzeczy, które można było uznać za przydatne, a których nie dostał nigdzie indziej. Tak właśnie wylądował na Alei Horyzontalnej, z torbą, w której umieścił swoje dzisiejsze zakupy, nucąc pod nosem jedną ze swoich ulubionych piosenek. Właśnie miał kierować się do domu, gdy jego uwagę przykuła twarz, która zdecydowanie należała do znajomych. Znaczy inaczej. Wiedział, że kobietę gdzieś już widział, ale nie mógł skojarzyć gdzie. Przeszukał swoją pamięć, stwierdzając, że nie mogli się poznać osobiście. Znał ją skądś indziej. A to oznaczało, że musiała być co najmniej sławna.
Na tyle ile udało mu się stwierdzić, nie była gwiazdą quidditcha, bo po pierwsze, gdyby była to nie musiałby się zastanawiać, po drugie, jej budowa ciała na to nie wskazywała. Pierwsze dostanie tłuczkiem i prawdopodobnie leżałaby w Św. Mungu jak nie na cmentarzu.
Musiał więc szukać w innych zakamarkach swojej głowy. I to szybko, bo kobieta chyba zaczęła zauważać, że ktoś się w nią wgapia jak ciele w malowane wrota, powodując u Tomasza lekkie speszenie. Które sprawiło, że w końcu nie wytrzymując, postanowił do ciemnowłosej podejść.
- Ja wiem, że to głupie i w ogóle, ale ja cię skądś znam - zaczął, gdy był już bliżej, poprawiając torbę z zakupami. - Jesteś piosenkarką, nie? - rzucił pierwsze, co mu przyszło na myśl, w duchu licząc, że trafił. Bo kogo innego sławnego jeszcze by znał? W najlepszym wypadku rozróżniał przecież czterech najpopularniejszych aktorów, nie żeby miał ostatnio okazję oglądać jakiś film. U czarodziejów wiele rzeczy w końcu nie działało tak, jak powinno.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#2
23.10.2022, 10:40  ✶  

Marcowa pogoda odbiegała od uśrednionego ideału; było wszak ciepło, promienie słońca przedzierały się przez nieprzejednany masyw chmur, z tandetnego blichtru tworząc lśniący przepych. Do kości wzierał jednak wciąż nieustępliwy chłód, swą oszronioną dłonią, wywołując drobne dreszcze przebiegające na palcach wzdłuż linii kręgosłupa. Zadarła głowę do tyłu, obserwując przez ulotny moment jak obłoki wędrują po błękitnym podszyciu, co rusz przysłaniając ognistą kulę słońca, aby po chwili na nowo pozwolić jej pieścić wszechrzecz. Nie należała do person, które zamyślały się nader długo obserwując czystość stworzenia i całokształt natury. Wiecznie zabiegana, tworząca, ujmująca i nakazująca, swoim urokiem osobistym jednała ludzi – bo cóż innego jest równie magnetycznym, co względna, powierzchowna pogoda ducha oraz stanowienie ostoi towarzystwa? Jej imię brzmiało wszak w świecie na mnogie sposoby – od określania ją mianem artystki, aż po organizatorkę wystawnych, skonsolidowanych ze sztuką bankietów.

Aleja Horyzontalna sprowadziła ją na swój nierówny bruk, odrobinę zakurzony przez potęgę miejskich westchnięć. Cel zaś, zawoalowany pod całunem potrzeby odetchnięcia londyńskim powietrzem, zawierał także w sobie chęć skorzystania z dobrodziejstw oferowanych przez sklepy. Bo Loretta sroką była; przemierzała więc mnogość sklepów, wzrok wlepiając w ich witryny – jak dziecko przy szklanej szybie cukierni – a przez jej twarz przechodziła cała paleta myśli, które wszak można było czytać z niej niczym z przysłowiowej otwartej księgi.

Przy kolejnym zmarszczeniu brwi, które niosło za sobą ogrom rozmaitości, poczuła świdrujący ją, natarczywy wzrok. Obróciła się, prędko przemierzając wzrokiem wszystkie twarze będące w zasięgu widzenia, ostatecznie jednak zatrzymując się na mężczyźnie, z którego oczu zionęła niebagatelna ciekawość.

Gdy szedł w jej kierunku, skrzyżowała ręce na piersi, ujmując w swoim spojrzeniu iskry ciekawości, jednocześnie idące w tango z drobnym zaniepokojeniem. Przywykła w końcu do bycia obserwowaną; przywykła, iż obcy ludzie w jej towarzystwie szepczą na jej temat; i wreszcie – przywykła, że jest rozpoznawalna. Początkowo, gdy rozwijała żagle swojej kariery, nie była do tego stopnia sławna – teraz jednak, będąc jedną z najsłynniejszych artystek i właścicielką galerii sztuki, przestała reagować na mimowolne bycie w wiecznym centrum uwagi.

Uniosła wysoko brwi na jego pytanie.

– Piosenkarką? Ja? Mogę ci co najwyżej zafałszować kolędy – odparła, a kąciki ust powędrowały niepewnie ku górze.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#3
23.10.2022, 14:34  ✶  
Dla niego pogoda była idealna, nie za zimno, nie za gorąco, w sam raz na założenie jego ulubionej skórzanej kurtki przy jednoczesnym zachowaniu komfortu cieplnego bez jakichś dodatkowych zaklęć. Nie, żeby potrafił wpaść na to, by ich użyć. Czasem koncepcja bycia czarodziejem nadal jakoś do niego nie dochodziło mimo upływu lat i życia w magicznym społeczeństwie.
On nie musiał zgrywać duszy towarzystwa, bo po prostu nią był. Uwielbiał ludzi i nie lubił samotności, która, choć wdzierała się do jego życia, tak mogła łatwo zostać wypełniona. Tak przynajmniej sobie wmawiał, starając się nie odkrywać starych i nowych ran, które rodziły się gdzieś w jego sercu. W końcu zawsze witał świat z uśmiechem na ustach, potrafił zagadać do przypadkowych przechodniów i czerpać z ich obecności pełnymi garściami, tym samym chcąc pozbyć się kształtującej pustki, której starał się nie zauważać.
Cóż, wiedział, że nie był zbyt subtelny, nie chciał kobiety jednak nastraszyć. Po prostu musiał wiedzieć, skąd kojarzył jej twarz, jego ciekawość wyżerała w nim niemalże dziurę. Stał więc przed nią, trybiki w jego głowie kręciły się z dużą szybkością, choć zamarły na chwilę, gdy okazało się, że chybił i stojący przed nim człowiek wcale nie jest muzykiem. Speszył się, poczuł, jak jego policzki zaczynają mrowić, a trybiki w jego głowie przyśpieszyły jeszcze bardziej, szukając rozwiązania sytuacji.
- Aktorką? - rzucił, znów nie wiele myśląc, trybiki posypały się w rezygnacji, pozostawiając pustkę w jego łepetynie, a on jeszcze bardziej skulił się sobie, widząc po minie kobiety, że jednak znów nie trafił. - Przepraszam, po prostu wiem, że znam twoją twarz, ale nie mogę kompletnie skojarzyć skąd, naprawdę, naprawdę przepraszam. - Potarł swoje czoło, załamując się nad własną głupotą. Chciał się schować z zażenowania swoją osobą, problem był tylko taki, że miał ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu, nie było więc to takie proste w jego przypadku.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#4
23.10.2022, 17:47  ✶  

W gruncie rzeczy uwielbiała pozimowy chłód, który pozostawiała po sobie śnieżna pora roku; w szczególności umiłowała sobie igiełki zimnego deszczu, rozbijające się o nagą skórę, tworzące z niej galaktykę – spadające gwiazdy śmierci. To właśnie wtedy czuła, że żyje, na rozciągłości doznań zahaczających o masochistyczne umiłowanie lodowej dłoni – lato wszak, duszne i parne, skraplało się jedynie potem na plecach i skroniach, a zima? Przypominała o nieodwołalności ludzkiego istnienia. Szczególnie urokliwe w swoich kaprysach było przedwiośnie, sygnalizowane główkami przebiśniegów wyzierającymi zza topniejących zasp śnieżnych – fatum odnawialne i chroniczne, zawsze odnajdujące swoje miejsce na piedestale wszechświata. Zadarła głowę raz jeszcze, skupiając spojrzenie na masywie chmur wędrujących po nieboskłonie, co rusz przyćmiewających języki słońca, tak łagodnie głaszczące ziemię.

Pomimo obcasów, jegomość był na tyle wysoki, że musiała zadzierać głowę; ach, kojarzyło się jej to z postawą Leandra – o równe pół metra wyższego od jej mikrej osoby. I choć nie czuła się nigdy komfortowo, będąc niską osobą o ogromnej, przerastającej ją kilkukrotnie osobowości, zapewne musiałaby przyjść na szczudłach, aby zrównać się wzrostem z lwią częścią mężczyzn.

Uniosła brwi jeszcze wyżej, wybuchając perłami nienachalnego śmiechu, będącymi swoistą odpowiedzią na jego przypuszczenia. Wpatrywała się w niego zza kurtyny rzęs czarnych jak ta smoła, wbijając igiełki ciemnych, orzechowych tęczówek, w których zaigrały iskry rozbawienia.

– Masz szczęście, że jest ładna pogoda – rzekła mimochodem. – Gdybym miała gorszy humor, zapewne bym cię pozostawiła na pastwę zgadywania, ale jako że jest dzisiaj całkiem przyjemnie, rozwieję twoje wątpliwości.

Uśmiech rozgościł się na dobre na jej bogatym w ekspresję obliczu, gdy wyciągała dłoń ku mężczyźnie.

– Loretta Lestrange. Nie chcę mówić, że jestem artystką, to w końcu tak pompatycznie brzmi. Powiedzmy zatem, że maluję obrazy – przedstawiła się.

Gdy tylko uścisnął jej dłoń, wsunęła obie w kieszenie ciepłego, wełnianego płaszcza. Znamiona zimy wciąż pozostawały wyraźne, chociażby w postaci bladych, jednak wciąż unoszących się w powietrzu kłębów pary, tchniętych przez sam oddech.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#5
05.01.2023, 22:36  ✶  
Deszcz potrafił być przyjemny, choć Thomas jesli miał wybierać, wolał ciepłą letnia mrzawkę niż lodowate, wczesnowiosenne opady, które aktualnie im towarzyszyły. Potrafiły wzynać się w skórę zimnem, które jeszcze nie zostało rozpędzone przez coraz liczniejsze, choć nadal skąpe, słoneczne dni. Pochmurna wiosna więc podobała mu się całkiem mocna, w przeciwieństwie do wiosny wilgotnej, przenikającej chłodem i wywołującej uporczliwy katar. Naprawdę nie lubił mieć kataru.
Przyzwyczaił się już że na większośc osó spogląda z góry. Geny które dostał po swoich rodzicach uczyniły go takim, a nie innym i pogodził się z tym już na etapie dojrzewania. Ba, nawet polubił swój wzrost, choć trzeba było przyznać, potrafił irytować w niektórych aspektach życia, szczegolnie gdy ktoś miał naprawdę małe krzesła, a Thomas czuł się wciśnięty w domek dla lalek, niezgrabnie próubując jakąkolwiek wygodną pozycję. Bezskutecznie.
Teraz jednak stał przed niską kobietą, lekko schylając głowę, choć wcale nie zdawał sobie z tego sprawy. Ba, wraz z jej smiechem jego ciało zdawało się przykurczyć, choć nie porawiało to w żaden sposób sytuacji w jakiej się znalazł. Przeklinał więc swój niepochamowany język, obiecując sobie, że kiedyś zacznie używac na sobie zaklęcia sklejającego ten niepochamowany pysk, którym musiał przecież kłapac bez zastanowienia. Czasu jednak cofnac nie mógł, musiał więc znosić dalsze fale wstydu. które wywoływała stojąca przed nim piękność.
- Dziękuję za łaskawość, na którą jednak nie zasługuje, wierz mi. Merlinie, żeby zrobić z siebie takiego idiotę - mruknął, bardziej do siebie niż do kobiety. Czekał na oswiecenie z pokorą, by w końcu słysząc nazwisko i profesje, móc zacząć składac fakty.
Dopiero po chwili go olśniło, moment zaś ten podkreślił pacnięciem się otwartą dłonią w swoje własne czoło.
- No tak! Miała pani nie tak dawno wywiad w proroku a przy okazji pojawiły się informacje o tym, że ma pani wystawę, teraz kojarzę - niemal krzyknął w końcu łącząc wątki. Co prawda nie wczytał się tak naprawdę w ten artykuł, mignęło mu głównie znane w czarodziejskim świecie nazwisko i fotografia naprawdę miłej dla oka dziewczyny, toteż zawiesił na rubryczce kulturalnej oko na dłużej.
Warknął lekko zły na siebie, patrząc przepraszająco na Lorettę.
- Napawdę przepraszam za swoją głupotę - jękną, jszcze bardziej chcąc zapasc się pod płyty chodnika na ktorym stali.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Loretta Lestrange (666), Thomas Hardwick (975)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa