• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
20.12.1971 kiermasz z okazji Yule; Nora i Silas ( Pierwsze ataki śmierciożerców)

20.12.1971 kiermasz z okazji Yule; Nora i Silas ( Pierwsze ataki śmierciożerców)
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#1
24.10.2022, 10:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 13:09 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Już jutro miał być jeden z ważniejszych dni w roku dla czarodziejów. Yule zbliżało się wielkimi krokami. Był to bardzo dobry czas na produkcje nowych słodyczy. Wszyscy przecież lubili się raczyć słodkościami podczas spędzania czasu z rodziną. Nora niemalże od początku grudnia tkwiła w kuchni i tworzyła ciastka, babeczki, ciasta, torty, co tylko mogła. Była więc zadowolona, że znalazł się moment, że mogła opuścić kuchnię. Została oddelegowana na kiermasz w Londynie, gdzie miała sprzedawać swoje produkty.
Londyn zrobił na niej wrażenie, było czuć aurę zbliżającego się święta. Wcześnie rano znalazła się na hali, gdzie miała przygotować swoje stoisko. Było kolorowe, pełne ciastek w świąteczne wzory, niektóre się poruszały, żeby zachęcić do kupna klientów.
Nie ma co ukrywać, naprawdę była dumna ze swoich produktów. Jej stoisko cieszyło się całkiem sporym zainteresowaniem, nie dziwiło jej to wcale, miała świadomość, że nie ma wielu cukierników, którzy mogliby jej dorównać. W końcu poświęciła lata na to, żeby stać się ekspertem w swoim fachu. Odważyła się wreszcie kupić lokum i jeszcze chwila, już niedługo będzie mogła otworzyć cukiernię w Londynie. Od otwarcia Nory dzielił ją jeszcze tylko niewielki remont, który zamierzała zrobić, żeby to miejsce było dokładnie takie, jakie jej się wymarzyło.
Nagle zauważyła, że gdzieś przy wyjściu zrobiło się zamieszanie. Nie do końca wiedziała, co właściwie się dzieje. W dostrzeżeniu czegokolwiek zupełnie nie pomagał jej niski wzrost. - Co się dzieje?- powiedziała do ludzi, którzy znajdowali się przed jej stoiskiem. Nikt jednak nie odpowiedział, za to zaczęli uciekać. Czy ona też powinna? Rzucić to wszystko i bezmyślnie podążać za tłumem?
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#2
23.11.2022, 00:46  ✶  
Silly nie znał się na słodyczach. Do zadania, jakim było udanie się na targi świąteczne w celu wyłapania nowych, dobrych dostawców do Dziurawego Kotła podszedł więc z olbrzymim dystansem i nie omieszkał poinformować o tym swojego przełożonego. Pan Pine w odpowiedzi uderzył swoją małą rączką w swoje małe czoło i westchnął ciężko, a potem zdzielił Cresswella szmatą przez łeb. „Nie umiesz, kurwa” syknął z niedowierzaniem „spróbować ciastka i powiedzieć, czy jest dobre?”

„N-No umiem chyba.”

N-No i przyszedł na te targi, na ten kiermasz świąteczny. I próbował wyłapać cukiernika, co się podejmie wielkich zleceń. On. Jeden. Sam. Samiusieńki. W wielkiej hali wypełnionej ludźmi, hałasem i jak o tym myślał - świąteczną atmosferą, chociaż w oczach Cresswella koncepcja Yule wciąż zlewała się z obchodami Bożego Narodzenia. Nie ukrywał, że wolałby teraz stać za barem, albo stroić swoją gitarę, ale o ile Cecily chyba nie przeszkadzała do końca koncepcja bycia głównym żywicielem rodziny, to Silly posiadał w sobie spore dawki dumy, a także wyrytą dłutem w głowie tę niepoprawną myśl o tym, że jako mężczyzna musiał przynajmniej zachowywać jakieś pozory. Chociaż nie opuszczało go wrażenie, że panna Lupin by go za to wyśmiała na ten swój słodki sposób, to i tak... no jakoś to siedziało z tyłu świadomości. I kuło. I nie dawało zasnąć.

- Dzieeeń dooobry pannie - przywitał się wesoło z niziutką blondynką, która stała obok kolejnego cukierniczego stoiska, jakie minął na tutejszym kiermaszu. - Jest tu coś na spróbowanie? Jakaś próbka, może być jakiś drobny zestaw, ale żeby się dało spróbować wszyyystiee - zachwiał się od nagłego wstrząsu - eeeeego...?

Cresswell nie zdążył więc nawiązać z Norą większego kontaktu - tyle tylko, że się z nią przywitał. Przeszło mu przez myśl zaproszenie jej do Kotła na kawę... Może gdyby cholerny Pine znalazł sobie jakąś dziewczynę, to przestałby go tak gnębić i wlepiać mu obowiązkowe nadgodziny, bo wy wreszcie zrozumiał, jak to boli człowieka w stałym związku. Drobna blondynka była góra dwa-trzy centymetry wyższa od niego, jakby włożył buty na obcasie to...

Nie miał czasu na takie myśli.

- Nie wiem, nic stąd nie widać - powiedział, stojąc na palcach i wyglądając ponad wzburzony tłum. Zmarszczył brwi, dostrzegłszy, że zmieszani czarodzieje nie biegli w konkretnym kierunku. Zapanował tam kompletny chaos. - Niech panna lepiej te ciastka zbierze, jeszcze ktoś nas tutaj podepcze. - Znajdująca się w kieszeni różdżka powinna być jego pierwszą linią obrony, ale Silly ciągle o tym zapominał i nie dobył jej, a jedynie wpatrywał się w stronę, z której dobywał się dźwięk i próbował wyłapać cokolwiek, choćby słowa klucze. I wreszcie jakaś kobiecina zaczęła krzyczeć. Biegła przed siebie, w głąb hali, zamiast na zewnątrz i darła się wręcz: „czarny pan”, „oni tu są!”, „oni tu sąąą!”. Silas przełknął ślinę, kiedy ta minęła go w popłochu, a następnie przeżegnał się, widząc promień jasnego, zielonego światła. W pierwszej chwili nie wiedział, co robić - czy powinien uciekać, czy powinien biec tam gdzie wszyscy? W drugiej chwili, kiedy kolejny promień zielonego światła pognał w kierunku tej niskiej blondyneczki, co ją sekundę temu chciał zeswatać ze swoim przełożonym, nie zastanowił się nawet sekundy - rzucił się w jej kierunku i powalił ją na ziemię ciężarem swojego ciała, w sposób uwłaczająco wręcz niezdarny. Trzymając ją za koszulę, wgramolił się pod ten stół z ciastkami.

- Jak nie można biec w stronę wyjścia - bo to tam działo się wszystko - to gdzie się biegnie? - Zapytał o to, patrząc jej prosto w oczy, ale kiedy tylko zaczął stukać pięścią o swoją skroń i nawinie powtarzać: „Myśl, Silly, myśl, myśl, myśl...” jasnym stało się, że mężczyzna mówi do siebie.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#3
05.12.2022, 13:19  ✶  

Kiermasz świąteczny... Takie miejsca pękają w szwach przez tłumy, które je odwiedzają. Bardzo dobrze to wróżyło, tak przynajmniej wydawało się pannie Figg. Im więcej ludzi się tu pojawi, tym więcej osób skosztuje jej wspaniałych wypieków, a później się od nich uzależni. Niecny to był plan - miała jednak nadzieję, że się spełni, potrzebowała nowych klientów, a gdzie lepiej się o nich postarać jeśli nie w Londynie? Plan wydawał się jej być naprawdę doskonały.  Przy okazji zamierzała również zobaczyć, czy ma tu jakąś konkurencję, nie sądziła, żeby znalazł się ktoś, kto piekłby lepiej od niej, ale zawsze warto mieć głowę na karku, musiała poznać przeciwników. W końcu jeszcze chwila i sama stanie się częścią tej lokalnej społeczności. Nie miała jeszcze możliwości, aby się rozejrzeć, co chwila ktoś przychodził do jej stoiska, w sumie dobrze, ale z drugiej strony szkoda, może faktycznie powinna wziąć kogoś ze sobą do pomocy, a nie jak zawsze udawać, że ma wszystko pod kontrolą i sobie poradzi. Cała Norka - mądra po szkodzie.

Kolejna osoba pojawiła się tuż przed jej stoiskiem, Figg uśmiechnęła się promiennie do mężczyzny, w końcu miała sprzedać tutaj, jak najwięcej, a ten tuż przed nią nie wyglądał na kogoś, kto wie czego szuka. - Dzień dobry!- Odparła z entuzjazmem. Takich klientów lubiła najbardziej, można im było wcisnąć dosłownie wszystko! Idealnie się złożyło. Już miała mu zacząć opowiadać o tych wszystkich babeczkach, ciastkach tortach... jak na złość wtedy zaczęło się to całe zamieszanie.

Nic nie widać. Jeśli on nic nie widział, to straciła mieć nadzieję, że jej dane będzie zobaczyć co się dzieje. Może gdyby wdrapała się na stół miałaby jakieś większe możliwości, czy powinna jednak tracić na to czas? Skoro wszyscy zaczęli uciekać musiał być jakiś powód. Niby mama zawsze mówiła, że ona nie jest jak wszyscy... Chociaż w takiej sytuacji pewnie nie miałaby jej tego za złe. Dlaczego w ogóle zastanawiała się nad tym teraz?

- Ciastka to teraz najmniejszy problem.- Rzekła jeszcze do Silasa, przypomniała sobie ostatnią sytuację, kiedy była na marszu i zaczął się taki kocioł. Była niemalże pewna, że stamtąd nie wyjdzie, czy teraz będzie podobnie? Oby nie, dlaczego zawsze w takich momentach była sama, może nie do końca sama, ale z nikim bliskim... Wtedy przebiegła obok nich kobieta, która potwierdziła jej obawy. Nora zawahała się chwilę, zamyśliła, wtedy poczuła, że leci, nie sama, jej niedoszły klient najwyraźniej ocalił ją przed zaklęciem, które pomknęło w jej stronę, bo kiedy tak spadała na ziemię zobaczyła w powietrzu zielone światło.

Lądowanie nie było miękkie, dosyć gwałtownie zatrzymała się na podłodze, ale żyła, to było chyba najistotniejsze, nie przeszkadzał jej nawet ból ręki. Wylądowali pod tym nieszczęsnym stołem, który był pełen ciastek. Eleonora sięgnęła po różdżkę, chociaż nie należała do tych czarodziejów, którzy potrafili jakoś wybitnie bronić się magią, nie była wojownikiem, miała nadzieję jednak, że jakoś uda im się stąd wydostać. - Powinny być drugie drzwi, z drugiej strony?- Mówiła niepewnie, bo nie miała pojęcia, czy faktycznie tak jest. - Przy takiej ilości osób na pewno przewidzieli to, że może się coś wydarzyć, musieli o tym pomyśleć.- Coraz mniej byłą tego pewna. - Oni nadchodzą stamtąd, ludzie uciekają w drugą stronę, jak pójdziemy w ich stronę, to nas pozabijają, w drugą zdepczą, nie wiem, czy jest trzecie wyjście.- Norka zupełnie nie potrafiła myśleć w stresujących sytuacjach, jedyne czego była pewna, to to, że nie zamierzała tu dzisiaj umrzeć.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
21.12.2022, 11:09  ✶  
Czy aby na pewno musieli to przewidzieć? Silly nie znał się na historii czarodziejskiej architektury, ale mugolska miała to do siebie, że mimo wielu wykształconych ludzi i lat wyliczeń mających zapewnić bezpieczeństwo, raz na jakiś czas i tak słyszało się o dachu zawalonym od naporu śniegu, domach stawianych na podmokłych terenach, centrach handlowych, w których pęka cała konstrukcja od wstrząsów powodowanych przejazdem okolicznych tramwajów... W świetle tego brak wyjść ewakuacyjnych zdawał się jedynie drobnym niedopatrzeniem, ale oczywiście wolałby, żeby miała rację.

- Ciastka... ciastka nigdy nie były tu problemem - zauważył, wgryzając się w jakąś przekąskę, którą w międzyczasie zgarnął z górującego nad nim stołu.

Dowcipny mężczyzna, dający już na pierwszy rzut oka wrażenie bycia kompletnie roztrzepanym, miał w sobie jednak coś poza poczuciem humoru - coś jeszcze, co znajdowało odbicie w wyrazie jego twarzy - olbrzymie skupienie i jakiś taki bystry błysk w oku, silnie kontrastujący z dziecinadą, jaką oferował przedziwnym zachowaniem. Charyzmatyczny wesołek odziany w typowo nieczarodziejski strój śmierdział dymem. Na pewno palił, ale to był też smród zadymionych, londyńskich dzielnic i wyjątkowo męskiego szamponu.

- Moglibyśmy zostać stratowani, to fakt... - Najbardziej oczywisty kierunek ucieczki wydawał mu się kryć tyle potencjalnych niebezpieczeństw, że aż ciężko było wszystkie wymienić. Poza koncepcją bycia kompletnie zadeptanym przerażała go też wizja tego, że napastnicy przewidzieli potencjalną drogę ucieczki i jeżeli ich atak nie miał większego celu poza okazaniem okrucieństwa w tak ważnym dniu, to i tam mogli postanowić zasiać zamęt. To natomiast powodowało w nim olbrzymią, nieziemsko wręcz silną chęć niesienia pomocy. Problem z tym był taki, że chociaż był wprawiony w zaklęciach, to ich nigdy nie użył w prawdziwej potyczce i podejrzewał, że w przeciwieństwie do Longbottomów, Śmierciożercy pozbawieni byli zdolności do przeprowadzenia honorowej walki zgodnie z zasadami pojedynków.

Przełknął głośno kolejny kęs ciastka.

Być może nie miał zdolności do zażegnania tej sytuacji całkowicie, ale mógł przynajmniej wydostać stąd równie przerażoną cukierniczkę.

- Mam plan - powiedział, ale wpierw nie zdradził jaki. Zamiast tego wyjrzał spod mebla, pod którym siedzieli i spojrzał uważnie w kierunku źródła zamieszania, następnie w stronę wyjść. Tak jak spodziewała się tego Nora - opuszczenie budynku tylnym wyjściem nie wchodziło w grę, bo czarodzieje stworzyli tam wielki zator i rozpychali się łokciami. Prawdopodobnie część z nich próbowała wrócić do środka. Tego samego nie zauważył po drugiej stronie sali - tej, z której przybyli tutaj poplecznicy Lorda Voldemorta. Pod stołem znalazł się w akompaniamencie kolejnego świstu, który omal nie trafił go w głowę. - Uciekajmy wejściem, przez które weszli oni. Przesuwają się w stronę środka. Ale musimy zrobić to szybko, póki nikt tam nie stoi. - Złapał ją za ramiona i zatrząsł nimi. Nie dał jej zbyt wiele pola na reakcję. - Weź ze sobą coś, czym możesz się zasłonić i biegnij ze mną na trzy. - Odetchnął. - Raz, dwa...

@Nora Figg
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#5
21.12.2022, 21:29  ✶  

Nora przypominała sobie marsz charłaków, wtedy szła w tłumie, który nie chciał jej wypuścić, gdy zaczęło się zamieszanie spowodowane obecnością popleczników Voldemorta. Nie miała zamiaru tego powtórzyć i to była jedyna rzecz, której była pewna. Nie ma szans, że pójdzie tam gdzie wszyscy. Miała świadomość, jak to się skończy, aktualnie niestety też średnio wiedziała, co innego mogła zrobić, nie potrafiła dostrzec żadnej alternatywy, ale mieli jeszcze dużo czasu na rozmyślanie, przecież to nie tak, że za chwilę mógł im się zacząć palić grunt pod nogami...

- Cieszy mnie to, że pan tak uważa, ciastka są w końcu lekarstwem na wszystko, nie ma żadnego lepszego.- Uśmiechnęła się nawet, kiedy zobaczyła, jak Silas wgryza się w jedno z nich. Dotarło jednak do niej, że to nie jest odpowiedni moment, w końcu siedzieli schowani pod stołem, gdzieś z tyłu w powietrzu fruwały zaklęcia, które mogły ich zabić, a oni sobie tutaj rozpoczęli dyskusję na temat ciastek. Może innym razem powinni do tego wrócić?

Dobry humor mężczyzny, który znalazł się z nią pod tym drewnianym stołem powodował, że jeszcze nie zaczęła panikować. Wydawało jej się, że panuje nad wszystkim, choć nie wyglądał na takiego. Nie do końca pasował do magicznego świata, był trochę jakby wyrwany z tego mugolskiego, może w ten sposób się nosił? Może podobało mu się to, jak wyglądali mugole, do tego pachniał dość specyficznie, nie to, żeby śmierdział, choć trochę ten zapach dymu drażnił nosek panny Figg. Eleonora zdjęła z nadgarstka gumkę do włosów i związała je, musiała przygotować się do ewentualnego działania, a nie byłoby zbyt przyjemnie gdyby kudły zasłaniały jej drogę do ewentualnego wyjścia. - Tak lepiej.- Mruknęła pod nosem, gdy udało się jej związać włosy, od razu świat wydawał się jakiś taki jaśniejszy.

- Chyba więc lepiej nie iść w tamtym kierunku, z drugiej strony zostanie w tym miejscu też nie do końca wydaje się być dobrym wyborem.- Jeśli będą tak bezczynnie siedzieć pod stołem, to ktoś będzie mógł ich tutaj znaleźć, nie będą mieli jak spod niego uciec i umrą. Tak widziała to Figg. Potrzebowali innego rozwiązania. Norka w głębi duszy cieszyła się, że nie jest w tym sama, miała wsparcie, co naprawdę podnosiło ją na duchu, choć jak na razie nie wymyślili niczego sensownego wierzyła w to, że za chwilę się to zmieni. Musiało być jakieś inne wyjście z tej sytuacji. Nie wiedziała, jaki cel mieli ci ludzie, czy chcieli tylko zrobić zamieszanie, czy przy okazji pozabijać kilka osób, żeby pokazać na co ich stać. Wolałaby nie sprawdzać tego na własnej skórze.

Nie mogła patrzeć na to, jak spokojnie Cresswell gryzie te ciastka, ona sama powoli zaczynała być kłębkiem nerwów, jeszcze chwila i zacznie panikować. - Masz plan?- Odetchnęła z ulgą. - Jesteśmy uratowani?- Miała nadzieję, że to się z tym łączyło, w końcu plan to połowa sukcesu, jeszcze wystarczy go zrealizować, a to przecież nie było najtrudniejsze w tym wszystkim. Słuchała tego planu i jej entuzjazm wydawał się nieco gasnąć. Miała wrażenie, że prędzej, czy później wpadną pod nogi komuś, kogo nie chcieliby spotkać. Nie potrafiła najlepiej czarować, znaczy walczyć przy pomocy magii, nigdy nie wychodził jej pojedynki, wolałaby nie konfrontować się tutaj z nikim, bo wiedziała, jak najpewniej się to skończy. - Umrzemy.- Jedyny komentarz, jaki przyszedł jej na myśl. - Nie widzę jednak innej opcji.- Lepsze to, niż zostanie zdeptanym przez tłum. Kiedy nią potrząsnął, trochę przestała panikować, przywołał ją w ten sposób do pionu. - Skoro szybko, to szybko.- Na tyle, na ile potrafiła.

Norka rzuciła krótkie spojrzenie na rzeczy, które znajdowały się z nimi pod stołem. Czym mogła się obronić? Pierwszą rzeczą która wpadła w jej dłonie była srebrna patera od tortu, ta górna część, którą przykrywała swoje wypieki. Złapała ją w lewą rękę, jakby zmrużyć oczy to wyglądała nawet trochę jak tarcza, w prawej dłoni trzymała mocno różdżkę, gotowa z niej skorzystać, jeśli przyjdzie taka potrzeba, chociaż wolałaby aby nie przychodziła. No powiedz trzy... - Miejmy to już za sobą.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#6
05.11.2023, 15:55  ✶  
-…trzy!!! – padło z ust mężczyzny i oboje ruszyli pędem do drzwi. Gdzieś za sobą słyszeli krzyki oraz nawoływania, kiedy osoby rozdzielone przez spanikowanych ludzi szukały się nawzajem. Ktoś potrącił Norę, sprawiając, że wypuściła dłoń Creswella, zderzyła się z jakimś stolikiem, ale żadne zaklęcie nie poleciało w jej stronę. Zdołała wypaść z hali, prosto na chłodne, grudniowe powietrze. Kątem oka dostrzegła jeszcze, że jej niedawny towarzysz też wydostał się bezpiecznie.
W hali coś trzasnęło. Ledwo moment później jednak rozbrzmiały i kolejne trzaski: nieopodal Nory aportowały się dwie osoby, a i sądząc pod odgłosach, aportacji było więcej. Chociaż zwolennicy Voldemorta zdołali zasiać popłoch i bez wątpienia ktoś w hali ucierpiał, nadciągali pracownicy Ministerstwa – Figg mogła rozpoznać charakterystyczne mundury Brygadzistów oraz aurorów. Wszyscy wpadali do hali z uniesionymi różdżkami i istniała spora szansa, że naśladowcy albo się aportują, albo zostaną ujęci. Taki atak, w miejscu pełnym czarodziejów, nie mógł w końcu zostać niezauważony - ktoś prawdopodobnie wezwał wsparcie czy to falami, czy aportując się pod budynek Ministerstwa.
A chwilę później kobieta usłyszała coś jeszcze. Płacz. W pobliżu wejścia stało jakieś dziecko, najwyraźniej rozdzielone z rodzicami, samotne pośród ludzi, którzy umykali z kiermaszu.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Na prośbę graczki jako Bard wchodzi Brenna L.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#7
05.11.2023, 21:56  ✶  

Trzy. Musiała biec, ile tylko miała sił w nogach, a nie było to wcale takie proste zważając na to, że panna Figg nie mogła popisać się sprawnością fizyczną. Potykała się o własne stopy na prostej drodze, nie ułatwiało to sprawy. Musiała się skupić, nie pozwolić się sobie wywalić i uciec stąd jak najdalej. Miała dla kogo żyć. To było dla niej najważniejsze, to ją motywowało. Musiała wyjść stąd cało i wrócić do Mabel.

Nie było to wcale takie łatwe, wokół wiele się działo. Ludzie krzyczeli, zamieszanie było ogromne. Powinna im wszystkim pomóc, tyle, że nie wiedziała jak, nie należała do osób, które był w stanie stawić czoła tym zamachowcom. Nie potrafiła się pojedynkować, gdyby została w środku to na pewno by tego nie przeżyła. Kierowała się więc rozsądkiem. Musiała wydostać się na zewnątrz.

Czuła się pewniej, gdy mężczyzna złapał ją za rękę. Byli w tym razem, to sporo ułatwiało, na pewno łatwiej dzięki temu przyjdzie im się wydostać na zewnątrz. Tyle, że ledwie ruszyli przed siebie, jego dłoń wysunęła się z jej ręki. Została sama. Zniknął jej gdzieś w tym zamieszaniu. Została zdana tylko na siebie, co spowodowało, ze zaczęła panikować, aczkolwiek nie miała zamiaru się poddać. Nie dzisiaj, to nie był dzień, w którym miała umrzeć. Tego była pewna.

Uderzyła o stolik, zabolało ją żebro, ale nie poddała się. Ponownie ruszyła przed siebie, widziała już drzwi. Jeszcze chwila, moment, a dobiegnie do wyjścia. Będzie uratowana.

Odetchnęła głęboko, kiedy wydostała się na zewnątrz. Zimne powietrze spowodowało, że zaczęła z niej schodzić adrenalina. Musiała jednak wiać dalej, oni w każdej chwili mogli opuścić to miejsce. Nie była jeszcze bezpieczna.

Zauważyła Cresswella, któremu również udało się wydostać. Kamień z serca. Doszły też do niej dźwięki aportacji, pracownicy ministerstwa musieli przybyć z odsieczą. - Tutaj, cieszę się, że jesteś cały. - Powiedziała do swojego towarzysza, a wtedy usłyszała płacz. Odwróciła się w stronę miejsca, z którego dochodził. Dostrzegła dziecko, samotne pośród tego zamieszania. Nie zwlekała nawet chwili, od razu ruszyła w jego stronę. - Nie płacz maluszku, zaraz znajdziemy twoich rodziców. - Nachyliła się do dzieciaka, rozumiała dlaczego płacze, na pewno nie było tu same. Musiało zgubić się w tłumie.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#8
06.11.2023, 19:19  ✶  
Cresswell znikł jej gdzieś z oczu. Nie był to może olbrzymi atak, ale z racji na miejsce oraz pole na pewno wywołał wielkie zamieszanie. Niektórzy umykali po tym, jak wydostali się z hali, przechodnie z kolei zatrzymywali się w pobliżu, najwyraźniej chcąc sprawdzić, co się dzieje. Część ludzi deportowała się, inni z kolei się aportowali – najpierw pracownicy Ministerstwa, ale też kiedy Nora ruszyła w stronę dziecka, pojawiła się z powietrza pierwsza osoba bez munduru, która wpadła do hali, nawołując czyjeś imię. Może dowiedziała się o ataku, a wiedziała, że ktoś będzie na jarmarku?
Dziecko łkało i trzęsło się, kiedy Nora do niego podeszła. Nie przestało płakać, chociaż spojrzało na nią wielkimi oczyma i spróbowała coś powiedzieć – ale słowa nie wydostawały się ze ściśniętego gardła. Za to Figg dosłyszała gdzieś nawoływania – chyba ktoś próbował znaleźć swoje dziecko?
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#9
06.11.2023, 20:51  ✶  

Nie zdążyła podziękować temu mężczyźnie za pomoc. Może jeszcze kiedyś go spotka, wtedy na pewno to zrobi. Samej zapewne nie udałoby się jej stąd wydostać. Mogła zginąć, gdzieś w środku. Była mu ogromnie wdzięczna za pomoc. Nie mogła się tym jednak teraz zająć, bo miała na głowie to maleństwo, które tutaj znalazła. Musiała znaleźć rodziców tego dziecka.

Norka nie zamierzała stąd odejść, do momentu w którym nie upewni się, że ten mały człowiek nie jest bezpieczny. Widziała, że ludzie uciekają w panice, ona jednak nie mogła tego zrobić, nie dopóki nie będzie miała pewności, że dziecko bezpiecznie trafi do domu.

Norka wzięła na ręce trzęsące się maleństwo. Może nie była specjalnie silna, jednak czuła, że jej bliskość pomoże mu się uspokoić. - Ciii, już dobrze, nic ci się nie stanie. - Próbowała jakoś dodać mu otuchy.

Usłyszała głosy, które nawoływały głośno jakieś imię. - Jesteś może James? - Chłopiec był tak wystraszony, że nie był w stanie wypowiedzieć ani słowa. Instynkt jednak podpowiadał Norce, że powinna się tym zainteresować. Ruszyła w stronę głosów, aby zobaczyć, kogo szukają.

Matka chłopca dostrzegła go pierwsza, wybiegła w stronę Norki, aby wziąć dziecko na swoje ręce. James, skarbie, myślałam, że cię nie odnajdziemy - Zwróciła się od razu do chłopca. Następnie przytuliła Figg w podzięce za pomoc. Porozmawiały krótką chwilę, a później opuściły to miejsce, w którym doszło do popisu sił śmierciożerców.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1400), Nora Figg (2057)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa