Zaczęło się z samego rana. Poczuł to już w momencie, gdy podniósł się z łóżka po kolejnej nocy, przeleżanej na plecach. Ten dreszcz, przebiegający po całej długości kręgosłupa, ucisk w żołądku i niekomfortowe uczucie obnażenia, jakby znajdował się na Ulicy Pokątnej, wśród tłumów ludzi, a nie w bezpiecznym domu stryja, w którym oprócz niego był jedynie ów stryj. I dwa kuguchary - o nich nie należało zapominać. Podszedł do okna, uchylił je i rozsunął zasłony, rozglądając się po widocznym skrawku ogródka i ogrodzenia.
Był tam. Cień. Oddalony na tyle, by nie sposób było zidentyfikować jego tożsamości, ale na tyle blisko, by zwracał na siebie uwagę. Palce Nikolaia drgnęły. Zaciskając wargi, zasłonił okno.
Vladimir czekał już na niego w jadalni, z gotowym śniadaniem na stole i rozłożonym na kolanie numerem gazety, którą zakupił poprzedniego dnia. Jego stopa podrygiwała w jakimś dziwnym rytmie, co oznaczało, że stryj był w dobrym humorze, w przeciwieństwie do swojego bratanka, który zerknął jeszcze szybko za okno, nim wszedł do jadalni. Cień wciąż się czaił.
-Dzień dobry, Nikki - przywitał się Vladimir i sięgnął po kubek z herbatą. -Dobrze spałeś?
Nikolai uniósł brew w odpowiedzi na to pytanie, które można by nawet nazwać głupim. Vladimir doskonale wiedział o jego problemach ze snem, ale nie przeszkadzało mu to w codziennym zadawaniu tego pytania, bądź wytykaniu chłopakowi, gdy ten za bardzo się rozkojarzył, odpływał bądź miał przekrwione oczy. Trochę jakby się z nim droczył.
Niechętnie wciskał w siebie śniadanie i popijał je herbatą, podczas gdy jego ściśnięty żołądek protestował, a myśli cały czas uciekały w stronę dziwnego cienia, który zdawał się patrzeć na niego nawet przez ściany domu. To było tak nieprzyjemne, że Kol miał ochotę wrzasnąć.
Może powinien powiedzieć o tym stryjowi? Zapytać go o radę? Poprosić o pomoc? W końcu Vladimir mieszkał w Wielkiej Brytanii już kilka lat, znał Anglię o wiele lepiej, niż Nikolai, więc z całą pewnością wiedział, czy ten dziwny Cień był czymś normalnym, czy może niespotykanym. Czy powinni jak najszybciej się go pozbyć, czy może wystarczy go zignorować, a z czasem Cień sam odejdzie, bez robienia komukolwiek żadnej krzywdy i bez niszczenia czegokolwiek? Może był to zwykły poltergeist, nawiedzający ten dom, o czym Vladimir nie powiadomił Nikolaia? Może był to po prostu złośliwy duch, który postanowił umilić sobie nudną wieczność i ponabijać się z młodego czarodzieja?
-Nie wyglądasz dobrze - Vladimir wreszcie odłożył gazetę. -Coś się stało? I domyślam się, że tej nocy również nie spałeś.
-...Widziałem coś... Tak mi się wydaje - Nikolai mówił cicho, przez co Vladimir musiał się nachylić, by go usłyszeć.
-Widziałeś coś?
Nikolai przytaknął.
-Co takiego?
-Cień... Jest daleko, więc nie jestem w stanie powiedzieć, czy dokładnie jest, ale... Czuję się przez niego... Dziwnie...
Vladimir zmrużył oczy i uniósł jedną brew, słuchając go. Podniósł się z krzesła, wyszedł z jadalni i podszedł do tego samego okna, z którego wcześniej wyglądał Nikolai. Jego oczy przesuwały się powoli po widocznym zza szyby skrawku ogródka, sąsiedzkich sadach i linii oddalonego lasu. Wpatrywał się długo i wytężał wzrok, marszcząc czoło, a gdy znów odwrócił się w stronę bratanka, na jego twarzy malował się wyraz zdziwienia. A może było to zaniepokojenie?
-Nic tam nie widzę, Nikki- powiedział, rozkładając ręce. -Żadnych Cieni. Tylko drzewa i krzaki.
Nikolai również wstał od stołu i wyjrzał za okno.
-Nie ma go - mruknął jakby z ulgą, chociaż ciężkie uczucie na żołądku nie zniknęło.
Dłoń Vladimira opadła powoli na jego ramię.
-Dobrze się czujesz? Jeżeli nie czujesz się na siłach, zostań w domu. Zajmę się hipogryfami, kiedy wrócę.
-Wybierasz się gdzieś? - Vladimir nie wspominał nic o jakichkolwiek planach.
-Da... Wiesz... Znajomy poprosił mnie o pomoc. Niedawno wykluł mu się nowy hipogryf i prosił, żebym rzucił na niego okiem. Sam rozumiesz, nie mogłem mu odmówić.
Nikolai westchnął cicho i położył dłoń na swoim karku.
-Idź. Ja sobie poradzę. Skoczę jeszcze na Pokątną po parę rzeczy i zajmę się hipogryfami.
-Jesteś pewien? Dam sobie radę, jeśli...
-Wszystko jest w porządku. Idź już - Nikolai niemal wepchnął mu płaszcz w ręce.
Vladimir niechętnie przygotował się do wyjścia, trochę za często zerkając na Nikolaia. W końcu jednak wyszedł i teleportował się za bramką, i Nikolai został w domu sam. Tyle dobrego, że nie widział już Cienia, nieważne, przez które okno wyglądał.
Próbował ignorować nieprzyjemne uczucie i wyglądać normalnie, gdy wychodził z domu, choć na Pokątnej mógł zwrócić na siebie kilka par oczu, gdy tak często się rozglądał i zaciskał palce na trzonku różdżki. Wtopienie się w tłum nie pomagało, ale wstąpienie do sklepu ze słodyczami, gdy załatwił już wszystkie sprawunki, już odrobinę poprawiło mu humor. Po drodze wstąpił jeszcze do jednego sklepu, by dokupić nową zabawkę dla kugucharów. Stara, niestety, nie zdołała przeżyć ataku czterech łapek i dwóch par kłów.
Vladimira wciąż nie było, gdy Nikolai wrócił do domu. Wypakował torby, rzucił kugucharom dwie małe, wełniane kulki, które tak bardzo uwielbiały, zszedł do magicznie chłodzonej piwnicy, z której zabrał kilka martwych fretek, i wyszedł z domu, by przejść do zagrody hipogryfów. Przywódca małego stada, dorosły samiec o lśniącym, kasztanowym upierzeniu, wrzasnął przeciągle i machnął kilka razy skrzydłami, ale szybko się uspokoił i przechylił głowę w zaciekawieniu, widząc jedzenie. Nikolai odłożył fretki na skrzynię, stojącą obok bramy, zbliżył się powoli do kasztanowego hipogryfa i ukłonił się nisko. Hipogryf parsknął, uderzył jedną nogą o ziemię, ale odwzajemnił ukłon, a widząc to, kąciki ust Nikolaia odrobinę się uniosły. W ten sam sposób przywitał się również z resztą stada, a gdy pozostałe hipogryfy odpowiedziały na jego ukłony, wrócił po fretki i każdemu z hipogryfów dał po jednej.
-Jesteś okropny - powiedział, gdy przywódca ściągnął fretkę z jego ręki.- Nadal mnie nie rozpoznajesz czy po prostu się droczysz?
Hipogryf odpowiedział mu jedynie przeciągłym spojrzeniem i znów skupił się na swoim jedzeniu. Nikolai pokręcił głową i otworzył skrzynię, z której wyciągnął wszystko, czego potrzebował. Prostując się, kolejny raz tego dnia przesunął wzrokiem po horyzoncie, ale jak Cienia nie było do tej pory, tak teraz również był niewidoczny i w głowie Nikolaia pojawiła się krzepiąca myśl, że może mu się jedynie wydawało? Może faktycznie były to zwykłe zwidy, które minął, kiedy wreszcie porządnie się wyśpi? Zacisnął drżące dłonie na szczotce.
Vladimir wrócił do domu późnym wieczorem, ściskając w ramionach torbę czegoś, co pachniało, jak świeżo upieczone ciastka, gdy magizoolog zbliżył się do zagrody. Nikolai wciąż siedział w zagrodzie, nie przejmując się, ile czasu upłynęło, powoli przesuwając szczotką po boku ciemnoszarego hipogryfa, usuwając z niego wszelki bród i kurz, który zgromadził się na jego piórach. Nawet hipogryf wyglądał na zdziwionego "dbałością" chłopaka, co chwilę przekręcając głowę z jednego boku na drugi.
-Myślę, że jest już najczystszym hipogryfem w całej Dolinie Godryka - powiedział Vladimir i wyciągnął różdżkę, by prostym zaklęciem wysunąć szczotkę z dłoni Kola. - Byłeś tu cały dzień?
Nikolai nie był zadowolony, że ktoś przerywał mu robotę, ale dał za wygraną, kiedy hipogryf zerwał się z ziemi i poszedł do reszty stada, by ułożyć się do snu między swoimi. Dopiero wtedy do Kola dotarło, jak późno już było i jak długo siedział w zagrodzie.
-Zamyśliłem się- powiedział, zamykając za sobą bramę.
-Zauważyłem - Vladimir otoczył bratanka wolnym ramieniem i popchnął go w stronę domu.
Nikolai przewrócił oczami. Rozejrzał się ostatni raz i zamknął za nimi dobrze, skupiając się na słowotoku stryja, opisującego swoją dzisiejszą robotę i niemal piejąc nad urokiem młodego hipogryfa, którego posiadał jego przyjaciel. W torbie, którą przyniósł, faktycznie były ciasteczka. Domowej roboty, przygotowane przez żonę wspomnianego przyjaciela, której Nikolai nie miał jeszcze okazji poznać, stanowiły zapłatę za pomoc Vladimira, który odmówił zapłaty pieniężnej. Jednakże domowym ciastkom odmówić nie mógł. Stały się kolacją i Nikolai może i by przypomniał stryjowi, że słodycze na kolację to nie jest dobry pomysł i Vladimir powinien zjeść coś lekkiego, ale cóż, sam również lubił ciastka.
Nikolai nawet się nie łudził, że tej nocy uda mu się zasnąć, ale po szybkiej kąpieli i wieczornej toalecie wszedł do łóżka i okrył się kołdrą, różdżkę kładąc zaraz obok poduszki. Był to nawyk jeszcze z czasów szkolnych i dzięki temu Nikolai czuł się spokojniejszy. Czuł się w nocy bezpieczniejszy.
Czuł się błogo. Otaczało go ciepło, świat zewnętrzny jakby przestał istnieć, a zmęczony umysł chętnie rzucił się w ramiona upragnionego snu, który mógł trwać całą noc, a może tylko chwilę. Nikolai wiedział, że śnił, chociaż sen miał tak bardzo realistyczny. Był w swoim pokoju, leżał w swoim łóżku, ale nie był w pokoju sam. Ktoś stał przy jego łóżku, a jego ciało nie reagowało na żadne próby wykonania nawet najmniejszego ruchu. Jego głos uwiązł w gardle. Nie widział swojej różdżki.
Wysoki mężczyzna pochylił się powoli nad nim, jedną ręką przytrzymując myśliwską strzelbę przy swoim udzie, a drugą wyciągając w stronę Kola. Jego dłoń, odziana w jasną rękawicę, przesunęła się powoli po jego ciemnobrązowych włosach w niemal czułym geście. Kol nie widział jego twarzy. Widział jego chude ciało, osłonięte mugolskimi ubraniami, ale jego twarz skryta była w mruku.
-Już dobrze - mówił cicho, jakby bał się zaburzyć sen chłopaka. - Już jesteś bezpieczny... Pozbyłem się go. Na jakiś czas da ci spokój.
Coś przesunęło się po jego udzie i Nikolai zerwał się, wyrwany z realistycznego snu. Jego palce zaciśnięte były na trzonku jego różdżki, ale... Nikogo nie było. Był sam. Drzwi były zamknięte. Wszystko stało na swoim miejscu. Żadnych śladów butów ani innego śladu czyjejkolwiek obecności. Kol odetchnął nerwowo i zgarnął włosy z czoła. Musiał się uspokoić. Był zmęczony a zmęczony umysł miał to do siebie, że płatał figle. To mu się tylko wydawało. To wszystko to były zwykłe zwidy. Nikt go nie śledził. Kto i po co miałby to robić? Nikogo nie było w pokoju. Nikt do niego nie mówił. Nikt "nie pozbył się" nikogo. Musiał się uspokoić.
Firanki i zasłony poruszyły się, gdy nocny wiatr dostał się do pokoju. Nikolai zmarszczył brwi i wstał z łóżka. Przecież upewnił się, że zamknął okno, zanim położył się do łóżka. Był absolutnie pewien, że to zrobił. Nie było możliwości, by było inaczej.
Powoli odsunął zasłonę. Dreszcz przebiegł po jego plecach.
Okno było otwarte.