• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 9 Dalej »
[02.06.1972r.] Rozliczenie

[02.06.1972r.] Rozliczenie
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#1
18.06.2024, 17:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 00:28 przez Neil Enfer.)  
Zadanie miesiąca równości 1/5

Ależ ten dzień się dziwnie rozpoczął. Normalnie by na to nie narzekał, ale gorąc, jaki panował w jego mieszkaniu kompletnie go wyprowadzał z równowagi. Chciał do tego napić się czegoś zimnego. Jeśli chodzi o temperaturę, to nic nie stało na przeszkodzie by magią sobie napój schłodzić, ale najpierw trzeba było mieć napój i to najlepiej taki, co nie byłby wodą i do tego nie byłby wynikiem magii, bo co to za przyjemność pić transmutowany sok z malin. Udawanie! Nigdy, ale to przenigdy nie zje i nie wypije czegoś co było przemienione, wydawało mu się to obrzydliwe. No i bał się jaki wpływ miałoby to na organizm. Czy przemienione rzeczy mają poza smakiem i zapachem odpowiednią ilość witamin i innych wartości odżywczych? Czy dostarczą tyle energii ile trzeba? Powinien zapytać o to kogoś mądrzejszego od siebie, szczególnie kogoś kto w tej dziedzinie trochę siedzi i się zna, bo co mu po wiedzy bestiologa na temat żywności? Nic mu po niej, niestety. Chyba, ze bestie się zjada i powstały tabele mówiące ile one w sobie mają składników. Huh... Zastanowi się nad tym później. A na razie, jedzenie i coś pysznego do picia.
Poprawił koszulę i ruszył przed siebie, do miejsca jakie sobie upatrzył w głowie. Czy miała jego podróż sens? Czy miejsce dalej funkcjonowało? Czy było w ogóle dzisiaj otwarte? Jeśli tak to czy trafił w godzinę? Nie patrzył, która jest gdy wychodził z domu. Jaki dzisiaj dzień? Czy to ważne? Krok za krokiem, później kolejne uderzenie podeszwy o chodnik, następnie druga uderzyła. Uśmiech mu z twarzy nie znikał, co więcej, poszerzył się dwa razy gdy zobaczył przed sobą znajomy szyld taniej jadłodajni. Mało się płaci, ale za to jakie to pyszne było! No dobra, nie dorastało to do pięt temu co gotowała jego mama, albo piekł ojciec lub smażyła jego ciotka, ale jednak starali się.
Zniecierpliwiony wszedł do środka, uradowany, że nie ma dzisiaj kolejek, ale co się dziwić, w końcu jest piątek rano, dopiero po godzinie piętnastej zacznie się gromadzić tutaj tłum, no może od czternastej, o ile w ogóle, bo przecież piątkowy wieczór raczej spędza się w klubach i pubach, a nie w miejscach takich jak to. Tak czy inaczej z uśmiechem skorzystał z małej ilości ludzi i możliwości wyboru stolika. Zajął więc miejsce na zewnątrz, przy ogródku, jednak nadal przy oknie, dwuosobowy stoliczek z kwiatem w małej doniczce na środku. Przy stoliku obok siedziała co prawda kobieta, ale wolał siedzieć względnie blisko niej niż się cisnąć na miejscu w kącie pomieszczenia. Skinął kobiecie głową, z lekkim uśmiechem i zasiadł. Czekanie aż jego zamówienie zostanie dostarczone nie trwało długo, głównie dlatego, że zostało przerwane przez nieznajomą przy stoliku obok.
- Przepraszam... -zająknęła się nieśmiało.- Mogę zająć Panu chwilkę? -dopytała uprzejmie, z lekkim akcentem, którego francuski wilkołak nie do końca umiał rozpoznać.
Mimo, że w tej chwili byli tylko oni obok siebie, Neil i tak odruchowo obrócił się przez ramię, by spojrzeć czy aby na pewno sympatyczna kobitka nie przestrzeliła się ze swoją prośbą, ale nie, mówiła do niego, na pewno do niego.
- Tak... Śmiało. -odpowiedział z uśmiechem, trochę mniej pewnym niż przed chwilą, co wynikało z tego, ze nie wiedział jaką prośbę będzie miała do niego kobieta. Czy zrobił coś nie tak? Może jednak usiadł za blisko o uznała, że poprosi go o zmianę miejsca? Może to miejsce na jej randkę? Spojrzał na drzwi wejściowe do taniej jadłodalni, przez które właśnie weszła kolejna kobieta. Obrzuciła ich nawet spojrzeniem. Czyli one? Nie, jednak nie. Nowa kobieta podeszła do barku, zamówiła coś na szybko i zaraz zebrała się do wyjścia kolejny raz na nich popatrując.- W czym mogę pomóc? -zagadnął, licząc, że nie trafi mu się jakaś fanatyczka matematyki, żadne równania nigdy nie były mu miłe, ani w szkole podstawowej, ani w akademii, ani nigdy. Może powinien się ich poduczyć? Tyle jeszcze lat życia przed nim, kto wie, może kiedyś mu się to przyda, do wyznaczania masy jakichś rzadkich ziół, jakich żal mu byłoby zmarnować.
- Otóż... -kobieta poderwała się ze swojego stolika, aż jej filiżanka brzdęknęła nieprzyjemnie dla uszu, a łyżeczka zsunęła się z talerzyka na blat stolika. Nie mógł powiedzieć, że go to nie wystraszyło na ułamek sekundy.- ...planuję wycieczkę, wie Pan, TAM, do Londynu mugolskiego i wie Pan, jak to bywa, człowiek musi mieć czym płacić, a kantory bywają wadliwe, już nie mówiąc o tym, że tu w Londynie, każdy oszukać chce. Trzeba do zaufanych ludzi chodzić, a Pan mi wygląda na takiego, co mnie nie oszuka. -zaśmiała się nerwowo, kładąc workowatą sakiewkę na stoliku przed wilkołakiem.- Z resztą młodzi ludzie tacy obeznani teraz w tym wszystkim, nie to co kiedyś było. -pochwaliła go, co pewnie miało go przekonać do pomocy jej w sposób uczciwy, zupełnie jakby planował ją zaraz okłamać. Aż tak mu źle w oczu patrzyło? Chyba nie, ale co on tam wie, widzi je w końcu na co dzień, przyzwyczaił się do nich. Wiedział jednak, że owszem, niektórzy nie lubią jasnych oczu.
- Znaczy nie to, że jestem znawcą, ale coś o mugolach wiem. Rodzina... Rodzina mieszka przy nich, mają sąsiadów mugoli. -pokiwał głową. Nie to, że się wstydzi swojego pochodzenia, w końcu jest ono, jak każde inne, nie jest w niczym gorszy od czarodziejów i czarownic czystej krwi, są tacy sami i jak najbardziej równi, w teorii. Nie było jednak co tak machać swoim pochodzeniem, bo jeszcze ktoś nieodpowiedni to usłyszy.
- Tak? To cudownie, to w takim razie. Mam nowe pieniądze, wymieniłam i jeszcze znalazłam po babci trochę banknotów i monet, nie wiem czy one są aktualne i czy mogę ich użyć. Też nooo.... -zarumieniła się głupawo i uciekła spojrzeniem w bok.- Nie wiem która moneta jaką ma wartość, różnią się one obrazkami i wielkością... -widział, jak bardzo zażenowana była proszeniem obcej osoby o pomoc w tak prostej rzeczy, ale nie widział nic złego w tej niewiedzy. Ważne, że szukała odpowiedzi i była chętna do dowiedzenia się czegoś więcej, nawet jeśli wprawiało ją to w lekkie zakłopotanie. Poza tym posiadanie własnych pieniędzy i umiejętność odpowiedniego gospodarowania nimi to dowód niezależności, a to cenił w innych niezwykle mocno.
- Nie ma problemu, proszę mi pokazać do Pani ma, na pewno coś się uda policzyć i objaśnić. -dziwnie mu było w roli nauczyciela, ale na swój sposób czuł odrobinę dumy z siebie i z niej. Razem zaraz odkryją wszystkie karty tajemniczej angielskiej waluty.
Monety zostały wysypane na stół i Neil od razu wyłapał jedną, która angielska na pewno nie była. Może była niemiecka? Chyba tak, ale ręki sobie nie da uciąć. Od razu położył na niej palec i odsunął na bok.- Ta angielska nie jest. -zamruczał, patrząc na kolejne monety. Hmm... Ta też była chyba niemiecka i ta też, a ta? Zmarszczył brwi na widok kolejnej monety. Wziął ją w palce, obrócił, zmarszczył brwi. Czy on był głupi, czy może w ciągu nocy coś się zmieniło w tym cudownym kraju? Kobieta wyłapała to zmieszanie i widocznie się zestresowała.
- C-coś nie tak? -zająknęła się, zerkając w bok, jednak skonfundowany wilkołak nie podążył za jej wzrokiem.
- Nie mam pojęcia co to za monety, ale to na pewno nie są funty brytyjskie. Nie wiem nawet czy to są jakiekolwiek monety. -podał jej okrągły kawałek metalu, dalej szukając w głowie wytłumaczenia. Oskarży go o kłamstwo? Najwyraźniej nie, bo upatrzyła sobie szybko inny cel.
- Oszukane!? -znów w ciągu pięciu minut poderwała się z krzesła i tym razem dobrze, że zamówienie Neila jeszcze nie zostało przyniesione, bo aż cały stolik się przesunął i na pewno coś by się rozlało.- OSZUKANE! To on od niego brałam pieniądze! -zawyła, na całą ulicę, aż ludzie się obejrzeli. Najpierw wzrok przechodniów wylądował na kobiecie, a później na miejscu jakie wskazywała. Stojący po drugiej stronie goblin, ubrany na galowo wedle własnych możliwości, wzdrygnął się i rozejrzał chaotycznie dookoła. Widząc na sobie stado spojrzeń i łącząc je z oskarżeniami, podskoczył w miejscu jeszcze raz i rzucił się dzikim biegiem wzdłuż uliczki. Nikt nie próbował go zatrzymać, bo w końcu skoro to złodziej, to trzeba się odsunąć, bo jeszcze i nas okradnie.
Oszukana kobieta, czy to przez goblina czy to przez innego pracownika kantoru, zgarnęła w garść podrabiane pieniądze, wrzuciła je na szybko do kieszeni i ruszyła biegiem w stronę w jaką uciekał goblin. Neil z kolei siedział dalej przy stoliku, nadal trzymając w palcach oszukaną monetę i patrzył się na ulicę, na stolik przy jakim przed chwilą siedziała kobieta, na trasę jaką pobiegła. Czy goblin naprawdę ją oszukał? Czy był jedynie przypadkową ofiarą, bo złość musiała być w końcu na kimś rozładowana? Co jakiś czas rzeczywistość upominała się o weryfikację, a moralność o aktualizację. Czy powinien kobietę zatrzymać? Może powinien krzyknąć do tłumu, że to tylko nieporozumienie? Prawda była taka, że nic nie wiedział o sytuacji i życiu ani kobiety, ani goblina. Nie jemu było ich oceniać, chociaż odczuwał w środku pewien żal, bo sztywne prawdy świata w jakim przyszło mu żyć wyszły na wierzch. Kiedyś to na niego tak wskazywali. Kiedyś to jego nikt nie obronił i kiedyś to za nim gonili, oskarżając o kradzież i oszustwo. Można powiedzieć, że życie kołem się toczy, że po prostu wskoczył na nieco wyższy szczebelek hierarchii społecznej, że teraz jego miejsce zajęli inni. Kiedyś nie uważał tego za sprawiedliwe, ale teraz kiedy był na nieco bardziej uprzywilejowanej pozycji musiał przyznać, że czuł się bezpieczniej kiedy nie był tym złym, kiedy dookoła był zawsze ktoś inny kogo można było oskarżyć, na kogo można było zrzucić winę. Na bogów... Może on naprawdę jest złym człowiekiem.
Drzwi restauracji otworzyły się, kelnerka przyniosła mu jego zamówienie, ostrożnie odstawiając je na stolik. Wyjął portfel i dał jej napiwek, niewielki, ale jednak. Czy w ten sposób spłaci swój wielki dług? Na pewno nie, ale teraz jego sumienie chociaż odrobinę przycichło.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Neil Enfer (1613)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa