• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 16 Dalej »
[Yule, 1967] Stanley sam w Ministerstwie, a jednak nie... bo z Brenną | Stan x Brenna

[Yule, 1967] Stanley sam w Ministerstwie, a jednak nie... bo z Brenną | Stan x Brenna
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#11
16.02.2025, 20:27  ✶  

A może sprawiały miały się całkowicie inaczej? Może to był jeden, wielki test ich przyjaźni przyszłej nienawiści, którą mieli przenieść z cukierników na siebie nawzajem? Może to wszystko było sprytnym planem Ministerstwa wraz z tą ich wścibską Harper Moody na czele. To oczywiście brzmiało jak jakaś teoria spiskowa, a sama pani Moody miała być przyszłą przełożoną Borgina, który brał przecież czynny udział w kursie Aurorskim.

Jedna rzecz nie zmieniła jednak faktu ich fatalnego położenia. Skok na "szczupaka", może i był dobrym pomysłem, ale nie przyniósł oczekiwanego rezultatu. Brunon przewyższał ich pod względem umiejętności, swojej przebiegłości, a przede wszystkim znajomości własnej cukierni.

Nie oszukujmy się. Brenna i Stanley byli na terenie wroga, a ich przeciwnik czuł się tutaj jak ryba w wodzie... lub cukiernik w lukrze, chociaż takie porównanie najpewniej nie istniało.

Kiedy Borgin był pewien, że Brunon to go tutaj za chwilę wykończy, wszak bez trudu udało mu się uwolnić, do środka wpadła Brenna... i udało jej się zamknąć szalonego cukiernika w kajdankach.

Stanley odetchnął z ulgą, ale zaraz poczuł jak zaczyna go skręcać w kiszkach. Nosz kurwa, uratowała mi życie w tej chwili. Powinienem podziękować Przeklinał się w myślach. Może trzeba było dać się wykończyć? Zastanawiał się jak wyjść z tej podłej sytuacji.

Te rozmyślania musiały jednak poczekać. Brygadzista się podniósł i podszedł w kierunku swojej towarzyszki.

- Nic Ci nie jest? - zapytał, spoglądać w kierunku Brenny - Jebany to nie dosyć, że sprytny, utalentowany, to jeszcze silny - przyznał odrobinę zdyszany. To był prawdziwy test, ponieważ większość przestępców poddawała się po słowach "Brygada Uderzeniowa Ministerstwa Magii, poddaj się!", ale Brunon był inny. Brunon dał im wycisk, który będą pamiętali do końca swoich dni.

- Nie powinien już się chyba do nas rzucać... - spojrzał to na Longbottom, to na skutego mężczyznę - Trzebaby spojrzeć za jego żoną, bo nigdzie jej nie widać... ani nie słychać... - zmrużył oczy, przyglądać się szalonemu cukiernikowi - Spróbuję go podpytać. Może teraz będzie spokojniejszy jak mu cukier zejdzie i będzie chciał z nami współpracować - uśmiechnął się lekko do Brenny, zbliżając się w kierunku ich głównego oskarżonego - A... no i dzięki, że tu wpadłaś. Mogłoby być nieciekawie gdybyś tego nie zrobiła - dodał jeszcze, odwracając się w kierunku swojej koleżanki na krótką chwilę.

Formalności są już za nami... przyznał sobie rację w głębi duszy, a następnie skupił swoją uwagę na tym, co powiedział, że zrobi.

- Panie Brunonie, proszę powiedzieć gdzie jest pańska żona. Musimy się upewnić, że nie stała jej się żadna krzywda... - zwrócił się do mężczyzny - Proszę pomóc sobie i nam. Proszę pomyśleć o własnej żonie - dodał, a na jego zmęczonej twarzy zagościł łagodny uśmiech. Podstęp to też rozwiązanie problemu


Próba przekonania Brunona do tego, aby porozmawiał z brygadzistami. Charyzma.
Rzut Z 1d100 - 54
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
19.02.2025, 10:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.02.2025, 10:38 przez Brenna Longbottom.)  
Może w jakimś innym świecie mogliby zostać przyjaciółmi… a przynajmniej mógłby tak uznać ktoś bardzo, bardzo naiwny. (To znaczy, Brenna pewnie w tym momencie swojego życia jeszcze by nie wykluczała istnienia takiej alternatywnej historii, ale wciąż bywała bardzo naiwna.)
– Jebany?! Jebany?! Ja wam pokażę, co znaczy utalentowany!!! – zawył pan Brunon, szarpiąc się w uścisku Brygadzistki, która z pewnym trudem mocniej przycisnęła go do ściany. Jakoś po tym wszystkim, co tutaj im odstawił, miała pewne obawy, że nawet skuty mógłby zacząć wyprawiać coś dziwnego.
– Może cukiernik to tylko przykrywka… – zaczęła, ale nie zdążyła odpowiedzieć Stanleyowi pełnym zdaniem, bo okrzyki pana Brunona ponownie jej przerwały.
– Jestem najlepszym cukiernikiem pod słońcem!!!
– Oczywiście, panie Brunonie – zapewniła Brenna poważnie, nie zamierzając z nim w tej chwili dyskutować, spoglądając na Stanleya i posyłając mu nieco zmęczony uśmiech. – Daj spokój, jakbyś go nie zatrzymał, to pewnie oberwalibyśmy tym tortem…
Wstyd, ale wcale nie była pewna, czy dopadłaby tego mężczyznę – który albo był bardzo silny i bardzo szybki, albo zażył jakieś dopalacze – gdyby Stanley wcześniej się na niego nie rzucił. Zdecydowanie musiała zacząć spędzać więcej czasu na treningach, bo najwyraźniej ćwiczyła o wiele za rzadko, skoro omal nie załatwił jej cukiernik, w dodatku kiedy mieli przewagę liczebną!!!
Zasadniczo w tej chwili powinna zacząć odczytywać panu Brunonowi jego prawa, ale uznała, że aresztowania i wszystkich formalności dopełni za chwilę, bo Stanley – naprawdę!!! – miał rację. W tej chwili wszyscy musieli pomyśleć o żonie pana Brunona. Poza tym Brennę niepokoiło, że ten tort tak świeci: niby widywała już magiczne wypieki, ale zdawało się jej, że ten blask jest jakiś taki… złowróżbny. Zerkała w tamtą stronę co rusz niespokojnie, milczała jednak, pozwalając działać Borginowi, któremu całkiem nieźle wchodziło teraz wcielanie się w dobrego glinę. Gdyby nie to, że pan Brunon ich słuchał, to może nawet spytała, czy ona powinna trochę ich podejrzanym potrząsać, tak żeby wejść w rolę złego…
– Czemu mam was słuchać?! Jesteście złoczyńcami! Szkodzicie sztuce cukierniczej! – wydarł się pan Brunon, ale najwyraźniej podejście Stanleya przynajmniej w pewnym stopniu zdało egzamin, bo chyba faktycznie pomyślał o swojej żonie… i zaczął rzucać jakieś takie niespokojne spojrzenia dokładnie w tę stronę, w którą przed chwilą zerknęła Brenna: czyli ku wielkiemu, jaśniejącemu w półmroku tortowi.
– On chyba nie… – wyrwało się Brennie, a jej twarz skamieniała w masce grozy. Naprawdę, nie należała do osób strachliwych, ale w tej chwili zrobiło się jej bardzo, bardzo słabo. Mało brakowało, a pan Brunon wyrwałby się jej, korzystając z tego momentu nieuwagi, ale na szczęście zdołała go utrzymać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#13
09.03.2025, 20:14  ✶  

Może i brygadzistom nie wypadało mówić takich słów w kierunku innych obywateli... ale na brodę samego Merlina, Brunon prawie ich tutaj wykończył. Jak Borgin mógł być spokojny w takim momencie? Nie dało się.

Z drugiej zaś strony był pewien, że ich cukierniczy kolega będzie uparty jak osioł. Z początku rzeczywiście taki był - próbował coś tam zalecać swoje mocne strony, które podobno były "cukiernicze", a tak naprawdę był bardzo dobrym czarodziejem. Powoli jednak zaczął się chyba interesować współpracą z brygadzistami, a może nawet zaczął się martwić?

Kiedy Brenna wypowiedziała swoje słowa, rzucił jej tylko spojrzenie. Dziwnie to brzmiało jak tak sobie miło mówili. Gdzie ta cała niechęć czy jad? To było coś całkowicie nowego - obcego. Jeszcze jedno takie stwierdzenie, a Stanley by zapewne coś tutaj zwrócił, ot na przykład swój ostatni posiłek.

Borgin nie zwracał takiej uwagi na ten tort. Bał się tego, że Brunon mógłby się zerwać i znowu zacząć pajacować, a nie miał siły i chęci na drugą turę zapasów.

- Szkodzimy sztuce cukierniczej...? - zapytał zdziwiony, przenosząc swój wzrok na ogromne ciasto - No ja nie wiem Brenno. Nie jestem ekspertem w pieczeniu ciast... - odparł, mrugając kilkukrotnie w zdziwieniu - Ale... Wolałbym, aby to nie była prawda... - odchrząknął. Pan Brunon chyba nie zamienił swojej żony w wielki tort? Prawda? To przynajmniej była wersja wydarzeń, której chciał ufać Stanley.

- Nie będę oszukiwał. Nie wiem co powinniśmy teraz zrobić - stwierdził, podchodząc odrobinę bliżej w kierunku ciasta. Nie omieszkał również, aby wyciągnąć różdżkę przed siebie - Panie Brunonie... proszę powiedzieć co tu się stało i jak możemy pomóc pańskiej żonie... - spoglądał nerwowo to na szalonego cukiernika, to na Brenne, to na tort. Czegoś takiego nie było w żadnym z podręczników do ich fachu. Nie było chyba nawet żadnego paragrafu na pokręconych cukierników.

- Spróbuję "osłuchać" tort... jakkolwiek by to głupio nie brzmiało... - przyznał, samemu nie wierząc, że to rzeczywiście będzie robił - Może uda nam się coś więcej z tego uzyskać - zasugerował, kucając przy stoliku. Borgin wstrzymał oddech i liczył, że uda mu się usłyszeć jakiś odgłos małżonki Brunona. Ona przecież nie mogła stać się wielkim tortem....


Dwie próby na osłuchanie ciasta. Percepcja.
Rzut O 1d100 - 63
Sukces!

Rzut O 1d100 - 80
Sukces!


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
10.03.2025, 10:12  ✶  
– Potrafię zrobić tylko biszkopt i najprostsze ciasteczka – wyznała Brenna ze wzruszeniem ramion, bo i jej nie było dane być asem sztuki cukierniczej, a już sztuka gotowania tak, by nadawać jedzeniu magiczne efekty, którą opanowała choćby Nora, była Brennie całkowicie obca.
I na pewno nie miała pojęcia, czy w ogóle dało się zrobić tort z człowieka.
Chociaż nie, zaraz. Cholera, ludzie byli tak pomysłowi, że na pewno dało się zrobić tort z człowieka.
Trzymała mocno pana Brunona, który jakby odżył, zaczął się szarpać i gdyby nie kajdanki, ciasno zapięte na jego rękach, na pewno miotałby już zaklęcia. Najwyraźniej cukiernikowi bardzo nie spodobało się, że Brygadzista zbliża się do jego tortu. Zaczął nawet wykrzykiwać pod nosem jakieś obelgi, a Brenna skorzystała z okazji, błyskawicznie recytując mu formułkę aresztowania – nie jej wina, że był zbyt zajęty przeklinaniem jej, Stanleya oraz ich przodków siedem pokoleń wstecz, aby usłyszeć, co takiego mówiła.
Tymczasem Borgin, osłuchując tort mógł usłyszeć jakieś… dźwięki. Zduszone dźwięki. Brzmiały tak, jak tort próbował coś powiedzieć: a raczej jakby coś wewnątrz tortu próbowało przemówić.
Coś albo ktoś.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi, a przynajmniej te w torcie, wskazywały na to, że pan Brunon może nie przerobił swojej żony na tort, ale najwyraźniej z jakichś względów postanowił umieścić ją w środku.
– I co? Powinniśmy go przekroić? Wzywać techników? Albo mam lecieć do mojej znajomej, która jest cukierniczką…? Mogłaby eee… zdiagnozować ten tort, o ile torty w ogóle można diagnozować… – powiedziała Brenna, ale jeśli planowała cokolwiek dodać, to już nie dała rady, ponieważ pan Brunon podjął kolejną próbę uwolnienia się, i by temu zapobiec musiała pozwolić, aby oboje upadli na ziemię. Przycisnęła go tym razem do podłogi, starając się nie przeklinać na kolejne sińce, i zezując na Stanleya oraz tort.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#15
25.03.2025, 19:52  ✶  

W takim razie - Brenna - potrafiła upiec dużo więcej, niż Borgin, który próbował tylko piec ciasteczka ze swoją chrześnicą. Poszło trochę ciężko i nie było przy tym żadnych sukcesów. To jednak była historia na kiedy indziej, wszak teraz mieli poważniejsze problemy, ot chociażby wielki tort, który krył cukiernicze tajemnice.

Stanley udało się usłyszeć stłumione dźwięki ze środka. Czyli to była prawda - Brunon chciał zamienić swoją żonę w wielki tort. Może była jego skarbem? Wszyscy wiedzieli, że skarby należało zakopać, a nie zamienić w wielkie dzieło z dziedziny cukierniczej.

Z niemal chirurgiczną precyzją, a raczej taką, którą udało mu się wynieść z kursów pierwszej pomocy, postarał się rozciąć tort, co by dostać się do środka. Borgin nie zamierzał ukrywać, że stresował go fakt posiadania Longbottom za swoimi plecami. Zupełnie jakby miała oceniać każdy jego ruch, krok i cięcie. Merlin mu świadkiem, że chciał dobrze i nie musiała go świdrować wzrokiem. Może to już była paranoja?

Zapewne tak.

W kilka minut później udało się rozciąć tort bez żadnych szkód. W środku rzeczywiście znajdowała się przerażona kobieta, która próbowała ratować się ucieczką. Na całe szczęście udało się ją powstrzymać, a ta uspokoiła się odrobinę na widok brygadzistów, którzy zdawali się panować nad całą sytuacją.

Na miejsce zostało wezwane wsparcie, które miało zająć się żoną pana Brunona, a pozostali funkcjonariusze zajęli dokumentowaniem zajścia. Krótki opis tego, trochę dłuższy tamtego. Ktoś nawet zrobił jakieś zdjęcie, które miało być dowodem zaistniałych wydarzeń. Stanley z Brenną również prowadzili skrzętne notatki, wszak musiał powstać z tego raport.

Borgin odmówił propozycji jednego z brygadzistów, aby zostać w świętym Mungu na obserwacji. Nie czuł się jakoś źle. Trochę bolało to fakt ale chciał się już po prostu znaleźć w domu. Na brodę samego Merlina, ile można było Ten wieczór był zdecydowanie za długi, więc pobieżny raport medyczny do raportu musiał wystarczyć.

O Longbottom nawet nie musiał się martwić, ponieważ ona zdążyła opuścić szpital w mgnieniu oka. Zanim Stanley się rozejrzał wokół, Brenny już nie było.

Nim nastał świt, wszyscy zdążyli powrócić do Ministerstwa. Chcąc, nie chcąc, udało im się złożyć obszerny raport o zaistniałej sytuacji. Co by nie mówić - to wezwanie nie wypadło, aż tak źle... ale Stanley wolał nie angażować się w żadne patrole przy akompaniamencie Brenny... Ona musi przyciągać nieszczęście, problemy, a przede wszystkim nadgodziny.

Tego wszystkiego był właśnie pewien. Borgin był pewny jeszcze jednego - faktu, że mimo wszystko ocaliła mu dzisiaj życie. Nigdy nie było wiadome do czego był zdolny Brunon. Może zabrzmi to dziwnie ale przez myśli Ślizgona przeszła jedna, krótka myśl - Brenno, dziękuje. Dobrze, że nie musiał tego powtarzać na głos wśród korytarzy Ministerstwa.


Koniec sesji


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2690), Stanley Andrew Borgin (3695)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa