22.04.2025, 09:29 ✶
Wciąż w jej objęciach, czuł się jakby część ciężaru spadała mu z serca. Nadal daleki był ustalenia tego co się z nim działo, dlaczego to wszystko było tak powalone i bolało, ale było lżej, kiedy mógł się podzielić z kolejną bliską osobą tym co się stało.
- Wiem o tym, nawet jeśli często zachowuje się jakbym totalnie był tego nieświadom - powiedział nie przerywając jeszcze kontaktu fizycznego, w tej jednej z niewielu chwil pozwalając sobie na egoistyczne zachowanie. Chłonął jej bliskość, która była pokrzepiająca. Zdawać by się mogło, że to taki prosty gest, jednak dla Thomasa wyrażał więcej niż długie rozmowy, nigdy nie potrafił dobrze zrozumieć słów, ale za to zawsze wiedział kiedy przytulenie jest szczere. Dlatego też rozluźnił się bardziej.
Oderwał się od niej po dłuższej chwili i posłał Brennie nieśmiały uśmiech, ale tym razem nie wymuszony, nie udawany - gdzieś tam czaiła się już szczerość. Absolutnie nadal nie wiedział dokąd zmierza, co się teraz będzie działo, ale wiedząc, że ma przy sobie innych było łatwiej mierzyć się z tym wszystkim.
- Nie wiedziałem, że o nim wiesz, ja dowiedziałem się wczoraj - odpowiedział zaskoczony, że i Brenna również ma informację o Thoranie, ale zaraz się nieomal faktycznie palnął otwartą ręką w czoło - przecież pracowała W BUMie, znała chyba trzy czwarte magicznego świata, zapewne usłyszała niejedną historię o nim.
Nie pozbędziesz się mroku z siebie
Dobrze wiedział, że głos ma rację - to co się tam czaiło, wykiełkowało intensywnie. Ale czy powinien na to narzekać? Czy teraz będzie sięgał po czarną magię nie jako ostateczność, ale coś pierwszego wyboru? Czy od teraz jeżeli przyjdzie mu z kimś walczyć to będzie od samego początku rzucał czary, których nie powstydziliby się śmierciożercy? A to wszystko dla większego dobra, tak, przecież miał być obrońcą światłości, nawet jeśli zapadał się samemu w mrok. Potrząsnął głową pozbywając się tych myśli z głowy.
- Staram się, zawsze. Jesteście dla mnie wszystkim - powiedział całkowicie poważnie, bo jednak zawsze do nich wracał, nie zawsze w jednym kawałku, nie zawsze taki sam jak wcześniej, ale wracał. Tylko czy gdzieś tam po drodze w całym tym procesie pomiędzy wyruszenim a powrotem nie zatraci siebie? Nie mógł się tym zadręczać, zawsze się starał do nich wrócić.
- Wiem o tym, nawet jeśli często zachowuje się jakbym totalnie był tego nieświadom - powiedział nie przerywając jeszcze kontaktu fizycznego, w tej jednej z niewielu chwil pozwalając sobie na egoistyczne zachowanie. Chłonął jej bliskość, która była pokrzepiająca. Zdawać by się mogło, że to taki prosty gest, jednak dla Thomasa wyrażał więcej niż długie rozmowy, nigdy nie potrafił dobrze zrozumieć słów, ale za to zawsze wiedział kiedy przytulenie jest szczere. Dlatego też rozluźnił się bardziej.
Oderwał się od niej po dłuższej chwili i posłał Brennie nieśmiały uśmiech, ale tym razem nie wymuszony, nie udawany - gdzieś tam czaiła się już szczerość. Absolutnie nadal nie wiedział dokąd zmierza, co się teraz będzie działo, ale wiedząc, że ma przy sobie innych było łatwiej mierzyć się z tym wszystkim.
- Nie wiedziałem, że o nim wiesz, ja dowiedziałem się wczoraj - odpowiedział zaskoczony, że i Brenna również ma informację o Thoranie, ale zaraz się nieomal faktycznie palnął otwartą ręką w czoło - przecież pracowała W BUMie, znała chyba trzy czwarte magicznego świata, zapewne usłyszała niejedną historię o nim.
Nie pozbędziesz się mroku z siebie
Dobrze wiedział, że głos ma rację - to co się tam czaiło, wykiełkowało intensywnie. Ale czy powinien na to narzekać? Czy teraz będzie sięgał po czarną magię nie jako ostateczność, ale coś pierwszego wyboru? Czy od teraz jeżeli przyjdzie mu z kimś walczyć to będzie od samego początku rzucał czary, których nie powstydziliby się śmierciożercy? A to wszystko dla większego dobra, tak, przecież miał być obrońcą światłości, nawet jeśli zapadał się samemu w mrok. Potrząsnął głową pozbywając się tych myśli z głowy.
- Staram się, zawsze. Jesteście dla mnie wszystkim - powiedział całkowicie poważnie, bo jednak zawsze do nich wracał, nie zawsze w jednym kawałku, nie zawsze taki sam jak wcześniej, ale wracał. Tylko czy gdzieś tam po drodze w całym tym procesie pomiędzy wyruszenim a powrotem nie zatraci siebie? Nie mógł się tym zadręczać, zawsze się starał do nich wrócić.