• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
17 marca 1972 | Loretta & William || Zakupy

17 marca 1972 | Loretta & William || Zakupy
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#1
07.11.2022, 05:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2022, 05:03 przez William Lestrange.)  
Słońce świeciło wysoko na niebie, gdy Williamowi udało się dotrzeć do Londynu, aby spotkać się z siostrą. Dzień wcześniej wysłał jej szybką wiadomość, tłumacząc, dlaczego ich wypad do sklepów musi wydarzyć się tego dnia, a nie później. Zwyczajnie, musiał wszystko załatwić na ostatnią chwilę i miał nadzieje, że może liczyć na pomoc.
Niezbyt cieszył się na to wyjście. To nie tak, że nie chciał zobaczyć się z siostrą, wręcz odwrotnie, upomniał się w głowie, że częściej powinien pytać członków rodziny o ich zdrowie i być może zapraszać na herbatę... albo cokolwiek się robi w takich sytuacjach. Kłótnia z Eden uświadomiła mu, że powinien wziąć się za siebie i zadbać, aby jego najbliżsi czuli, że mogą na niego liczyć, że zdarza mu się o nich myśleć. Zmiana nawyków bywała trudna, ale William zdawał sobie sprawę, że powoli, jeżeli się zaweźmie na pewno uda mu się poprawić tę kwestię w swoim życiu.
Westchnął głęboko, bo mimo dobrych chęci jego tolerancja do tłumów oraz przepychających się, rozmawiających ze sobą czarodziejów w centralnym Londynie wciąż była bardzo mała.
- Jak wy wszyscy tak żyjecie, Lor? Z tym wszystkim, popatrz ile tutaj ludzi, okropne. - zmarszczył nos i przetarł okulary o wewnętrzną część zarzuconej na bordowy golf lekkiej kurtki. Jego ubrania nie wyglądały na wyświechtane, ale przypominały coś, co mógłby wyciągnąć z szafy dziadka albo ojca i stwierdzić, że w tym właśnie będzie odkrywał swój nowy styl. Trzeba zaznaczyć, ze dziadek albo ojciec musieliby być w tym przypadku, albo sprzedawcami w sklepie, albo innymi pracownikami mniej istotnych przybytków, bo żaden szanujący się przodek rodziny Lestrange tego typu ubrań by na siebie nie założył, przynajmniej nie pod koniec 19 i na początku 20 wieku. Teraz czasy były kompletnie inne.
Mężczyzna wystosował prośbę do swojej siostry, aby ta pomogła mu znaleźć odpowiednio odświętne ubrania na bal, na którym musiał towarzyszyć swojej żonie. Po sprzeczce, którą mieli dwa dni temu, William bardzo chciał pokazać, że naprawdę mu zależy, więc samodzielne zajęcie się swoją garderobą było pierwszym krokiem do tego, aby żona zauważyła, że faktycznie chce zmienić swoje postępowanie względem ich małżeństwa.
- Gdzie mówiłaś, że musimy iść? Wspominałaś coś o jakimś centrum handlowym. - zagadnął, przylegając do ściany jednego z budynków, właściwie praktycznie się do niej przyklejając. Wyglądał jakby stanie się z nią jednością i przeczekanie aż tłum ustąpi, byłoby dla niego najlepszą opcją.
Spojrzał błagalnie, z nutą beznadziei na swoją jak zwykle wyglądająca idealnie i promieniście siostrę, z jego oczu aż wylewał się krzyk o pomoc.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#2
10.11.2022, 21:49  ✶  

Pomoc bratu plasowała się w jej randze priorytetów na chyżym, lwim miejscu, bo chociaż był jej bardziej odległy niż brat bliźniak, którego kochała miłością bezwarunkową i – jak sama stwierdzała – wieczystą, gotowa mu pomóc nawet w brutalnym mordzie (który, swoją drogą, zapewne popełniłaby bez sentymentów czy przysłowiowego mrugnięcia okiem), tak jej miłość w stosunku do Williama mogły znaczyć odciski czystej i piekielnie silnej. Diabeł wszak tkwił w drobnym wnętrzu, a ona sama, choć na ogół promienna i radosna, emocje odczuwała bardzo dobitnie i z okrutną mocą – kierowana niepokalaną wręcz czystością uczuć, gotowa była do czynów skrajnych i diabelnych w swoim wyrazie, dlatego też z pewnością nie odmówiłaby prośbie starszego brata.

Może gdyby była odrobinę bardziej frasobliwa, odrobinę mocniej pragmatyczna, niestworzona z półmisku emocjonalności i szczypty niepokorności, a jej myśli nie owijałyby się w marzycielską bawełnę, przewidziałaby szare chmury, które w masywy zbierały się nad aleją. Odziana raptem w pstrokatą bluzkę, luźnie spodnie i – jak zawsze – obcasy tak wysokie, że nieomal dorównujące jej wyśrubowanemu ego, narzuciła na ramiona luźny, przejściowy płaszcz. Loki otaczające lotnie jej drobną buzię, tym razem nie były ujarzmione dłonią czarnego kapelusza, podskakiwały więc przy każdym dziarsko stawianym kroku.

Gdy tylko ujrzała brata, rozpromieniła się wyraziście, przybierając na wargi uśmiech osjaniczny (jak te mary, które krążą tylko nad ziemią, przemieniając piękne przenośnie w dandyzm współczesny), a gdy tylko stanęła już przed nim, wyprostowała się, unosząc dłonie.

A dłonie jej powędrowały na czoło brata, z którego – musząc wspiąć się na same palce – odgoniła jeden z niepokornych kosmyków, aby ułożywszy dłonie na jego policzkach (tak podobnych rysami do niej!), odcisnąć usta na jego czole. Prędko zaciągnęła rękaw, ścierając z jego skóry znamiona szminki krwistej, którą jak zawsze powleczone były jej spętane brakiem kurtuazji wargi.

– Will! – zagaiła początkowo. – Może gdybyś chętniej wychodził ze swojej nory, widywalibyśmy się częściej, a i może do obecności tych – ucięła, biorąc dramatyczny wdech – tfu, ludzi! – nie spodziewała się sama po sobie tak gorliwej ironii – przywykł trochę. Nie martw się jednak, ze mną nie grozi ci żadne niebezpieczeństwo z rąk tych szalonych bestii – ucięła, a jej kąciki ust ponownie zadrżały nieprzejednanie.

– Znam sklep, w którym z pewnością znajdziemy coś, co ci przypadnie do gustu. Nie kieruj się jednak swoim, a moim – odparła miękko.

Nie pozwalając mu na nazbyt długie chowanie się w cieniu potężnej budowli, chwyciła go pod ramię i zaciągnęła do jednego z przybytków zajmujących się modą męską. Znała go głównie dlatego, że często odbierała z niego szaty Leandra, przechodząc nieopodal; pociągnąwszy brata solidnie za łokieć, skierowała się ku drzwiom.

The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#3
19.11.2022, 18:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.12.2022, 20:06 przez William Lestrange.)  
Rezolutność siostry, mimo swojego własnego zakłopotania kołaczącego się w piersi, mimowolnie rozjaśniła odrobine jego, zazwyczaj pogrążona w srogi zamyśle, twarz. Kąciki ust pnąc się odrobinę w górą spowodowały, że zmarszczki na bladych policzkach uwydatniły się delikatnie, przysporzywszy ciemnoniebieskie oczy o migoczący wyraz szczęścia.
Sam przesunął dłonią po czole, nie wiedząc czy być może nie ma na nim pozostałości szminki, w lekkim zmartwieniu spojrzał to ku górze, jak gdyby chciał oczami objąć obraz swego własnego czoła, to na drobną osobę siostry wibrującej od ukontentowania ilością energii, która roztrząsała po całej ulicy. Mógłby przysiąc, że cień, w którym stał zniknął w tym samym momencie, w którym do niego podeszła. Nie przeszkadzało mu to, póki to ona była osobą, która lśniła oplatana promieniami uwagi, on sam chciał być raczej tłem, spojrzenia innych mu przeszkadzały, bo przyzwyczaił się, że nie były one zazwyczaj nazbyt pochlebne.
- Nie mam czasu na takie rzeczy, wiesz przecież. Wychodzę jak trzeba, a i wtedy raczej do ludzi, którzy nie będą się sklejać ze sobą w całym tym motłochu codzienności, bo jakoś tak... - zaraz z ust Loretty padły kolejne słowa o ludziach. William nie był najlepszy z rozpoznawaniem sarkazmu, ale znał siostrę wystarczająco długo, aby się zorientować, że to właśnie nim się posługuje. Wykrzywił usta w parodii uśmiechu i wywrócił lekko oczyma.
- Ha-ha bardzo śmieszne. Wiesz, że nie o to mi chodzi. Stresuje mnie jak się tak przepychają między sobą. - jego wyraz twarzy pozostał trochę kwaśny, ale widać było, że odrobinę rozbawił go siostrzany żart, więc wszystko było w normie.
Pozwolił wziąć się pod ramie i zaciągnąć najpierw pod sklep, a potem do jego środka. Odetchnął z ulgą, gdy przestał otaczać ich zgiełk ulicy, ale odrobinę speszył się wzrokiem ekspedientki ... albo sprzedawczyni. Nie był pewny jak nazwać kobietę w swojej głowie, więc postanowił się nad tym nie zastanawiać.
Jego wzrok padł na jeden z garniturów, który mienił się ciemną zielenią, a wiszący obok krawat nie próżnował w ilości wzorzystych wygibasów pnących się po materiale. Lestrange uniósł brwi.
- Jesteś pewna co do tego sklepu? - zapytał żartobliwie kompletnie ignorując wcześniej rzucająca spojrzenie ekspedientkę, bo tak też uznał, ze będzie ja nazywał w głowie. Wziął do ręki krawat i przekrzywił odrobinę głowę.
- No ogólnie jest to krawat - przyznał - Tak myślę. - dodał po chwili, udając niepewność.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#4
26.12.2022, 14:13  ✶  

Jej energia oświetlała jaśniejącym całunem z pewnością całą ulicę, jeśli nie więcej; uśmiech tańczył na wargach, zupełnie jakby te były przyzwyczajone jedynie do układania się w urokliwe grymasy. Zmarszczyła brwi, z drobnym przejęciem wpatrując się w osobę brata, nieomal naskórnie odczuwając jego żarzący się niepokój i bulgoczące pod skórą niepewności. Znała go na tyle, aby czytać jego postawę wręcz niebagatelnie doskonale; bo choć skupiona na swojej trwożącej w tempo karierze, rodzina grała dla niej pierwsze skrzypce i zapewne gdyby się dowiedziała, jakoby ktoś skrzywdził Williama, nie przebierałaby w środkach w żadnej mierze. Niezbrzydła zaklęciami niewybaczalnymi i czarną magią, którą przesiąknięty był ten demon, gdzieś głęboko lokujący się na dnie klatki piersiowej, była w stanie dokonywać aktów okrutnych i nieludzkich.

A jego przecież kochała miłością siostrzaną.

Z tęgiego namysłu wyrwała ją czysta proza codzienności, w której tym razem zostali zamknięci, w duecie o planach jasnych i klarownych – aby Eden nie musiała wstydzić się za wygląd Williama; Loretta wyrocznią modowych arkanów nie była, a pstrokaty gust mógł uchodzić za daleko odsunięty od stoickiej elegancji – poprzysięgła sobie jednak, aby wybrać jemu ubiór niejako stonowany, tak daleki jej barwnym, pawim koszulom.

W końcu fajnie by było, aby Eden mu nie powiedziała, że ubrał się jak pierwsza lepsza kurwa.

– ”Nie mam czasu” to w twoim dialekcie „nie mam ochoty” i zupełnie to rozumiem, któreś z nas musiało być aspołeczne – rzekła. – Popieram to oczywiście nauką samą w sobie – parsknęła, dociskając się mocniej do ramienia brata.

Wejście do sklepu było niepozorne, w swoich ścianach jednak, gościło ogrom różnorakich szat na większość okazji, które mógłby umysł opracować. Te rozpoczynały się na dziwnych i abstrakcyjnych, kończąc zaś na prostych, eleganckich barwach. Omiotła początkowo wnętrze, mrużąc delikatnie oczy, aby po chwili spojrzeć na Williama.

– Możemy iść na kompromis. Wybierz jedną rzecz, która ci się podoba, ja dobiorę resztę. Tylko na boga, nic pomarańczowego – rzuciła, przyglądając się bacznie krawatowi.

– Nie przestajesz mnie zaskakiwać – rzekła, a jej kąciki ust ponownie uniosły się nieznacznie. Rozpoznanie jednego z kluczowych elementów było ważne; nawet jeśli było to jedynym, co William potrafił nazwać z dozą pewności.

The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#5
29.12.2022, 20:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.12.2022, 20:27 przez William Lestrange.)  
Nie można było krawatowi odmówić wymyślności, ale też odstraszał przepychem i pstrokatymi barwami wzorów. William przesunął palcem po jednym z nich, czując jak wypukłość wyszytych znaczków odznacza mu się na opuszku kciuka. Spojrzał na siostrę z ognikami rozbawienia migoczącymi w spojrzeniu, rozciągnął usta w szerokim uśmiechu, prawdopodobnie jednym z szerszych, jakie ostatnio zdobiły jego twarz. W towarzystwie rodziny czuł się pewniej, mimo cichego głosu, który mówił, że powinien się pilnować, że wszyscy na niego patrzą i zapewne zaraz zrobi z siebie scenę najbardziej, w jego mniemaniu, niewinną rzeczą jaką powie. Zresztą, od kiedy zaczął się tym w ogóle przejmować? Nie mógł sobie przypomnieć, ale zdawał sobie sprawę, że nie zawsze tak było. Poczuł nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej, ale postanowił je zignorować i skupić się na wyznaczonym zadaniu.
- A co jest złego z pomarańczem? Że to niby taki kolor na Yule, bo się wbija goździki w pomarańcze? Ale przecież pomarańcz jest wiosenny chyba. - zmarszczył brwi, bo nawet jeżeli nie miał w interesie obrony potwornego krawata, który właśnie wypuścił z dłoni, tak doprawdy nie rozumiał szkalowania pomarańczu. Był, za to, otwarty na argumenty siostry, na pełną dyskusję na temat minusów tego odcienia. W końcu to ją uważał za, jeżeli nie eksperta, to znawcę w tej dziedzinie, więc sam pozostawał raczej na pozycji osoby żądającej pytania i starającej się zrozumieć, zanim wyda osąd - odnośnie wszystkiego taki był.
- Nigdy nie daj im znać swojego następnego ruchu - mruknął pod nosem, w formie żartu i wziął w rękę coś ciemnobordowego, wpadającego w fiolet, w pierwszej chwili nie był przekonany, ale zaraz zauważył, ze jest to koszula - A to? Znaczy, ta koszula? Chyba, że lepiej zostać przy tym, klasycznym kolorze? czy biały jest za nudny? Albo, nie wiem, za mało wieczorowy? Chyba nie, biały to taka, em, klasyczna kwestia? Nie wiem, to wszystko z każdym, kolejnym rokiem idzie w stronę, której nie rozumiem. prościej by było jakbym mógł po prostu mieć na sobie sukienkę, Eden by kupowała dwie, jedną dla siebie i druga dla mnie, byłoby po problemie. - zazwyczaj nie przywiązywał uwagi do tego, jak wyglądał. Miał pare bezpiecznych opcji, po które zawsze sięgał, ale bale czy bankiety wywierały na nim presje, której nie lubił. Zwłaszcza, że chciał, aby wszystko poszło idealnie, chociaż raz... nawet jeżeli wydawało się to niemal niemożliwe, jeżeli nie niewykonalne.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#6
01.04.2023, 18:13  ✶  

Prędki rzut okiem na krawaty – ich wymyślne wyszycia, pstrokate wzory, haftem trące o opuszek palca, z oczywistych względów nie wpadały Williamowi w oko; nic straconego, gdyż sama Loretta uważała je za zbyt ekstrawaganckie w konflikcie z charakterem spędu. Jasnym przecież było, iż wycofany i nader spokojny – przynajmniej na zewnątrz – brat nie ucieknie się z chęcią do tego typu wyróżniania się z tłumu. Ona sama, niejednokrotnie ubrana jak wszetecznica, nie widziała absolutnie żadnych przeciwwskazań do brylowania i błyszczenia, znała jednak Williama na tyle, aby wiedzieć, iż stanowili dwa przeciwne bieguny. A przecież to on miał się czuć nader dobrze; przerzuciła więc spojrzenie na marynarki.

Wsunęła mu ponownie dłoń pod ramię, obdarzając go uśmiechem; jednym z tych serdeczniejszych.

– Pomarańcz zupełnie nie pasuje do twojej… – zamilkła, smakując słowa. – Do naszej urody. – Zamilkła, dotykając jednej spośród szat, oceniając materiał, z którego była wykonana.

– Och, faktycznie, ta koszula jest bardzo elegancka – rzekła, wzrok zatapiając w bordowym materiale. – Może zaproponuję kiedyś Eden, aby ci dobrała sukienkę na któreś z przyjęć? Chętnie zaobserwuję cię chodzącego na wysokich obcasach. Nie żeby było to konieczne, mi natura po prostu poskąpiła centymetrów i dla większości mężczyzn mogłabym być podłokietnikiem. Chyba rozumiesz patowość tej sytuacji – rzekła, jednak skupiona była na czymś zgoła odmiennym.

Chwyciła czarną, elegancką marynarkę, krawat z bordowymi akcentami – nierzucającymi się w oczy, ale jednocześnie stanowiącymi odrobinę ekstrawagancji. Wręczyła bratu naręcze ubrań, dłonią kierując go ku przymierzalni.

– Przebieraj się. Ocenimy jak będziesz wyglądać – rzekła, odchodząc od kotary, rozważając inne opcje – ot, gdyby ta nie była koniecznie trafiona.

Gdy tylko William wyszedł, zmrużyła oczy.

– Zapomnieliśmy o czymś ważnym – jakiego koloru będzie sukienka Eden? Musisz być dopasowany, a skoro zapuszczamy się poza klasyczną biel koszuli... – rzekła skupiona.

The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#7
13.08.2023, 19:10  ✶  
Stwierdzenie, że pomarańcz nie pasuje do ich urody zwieńczył skinieniem głowy.
– Aha – dodał, definitywnie zgadzając się z siostrą. Nie miał nic do dodania, bo przecież się z nią zgadzał. Zwłaszcza po dłuższym namyśle, komponując w głowie zestawienie koloru własnej cery, oczu, włosów i samego pomarańczu. Kto by pomyślał, że dobór ubrań i kolorów miały w sobie tyle logiki i schematów? Intrygujące.
– Z jej upodobaniami do oglądania potyczek innych, byłaby ogromną fanką tego pomysłu, powinnaś to zrobić – utrzymał lekko żartobliwy ton. Fakt, Eden lubiła patrzeć na wyczyny innych, zwłaszcza jak kończyły się dla tych innych katastrofą. Głównie dlatego że zabawnym było, w jaki sposób ludzie nie spodziewają się konsekwencji własnych działań. Poniekąd to rozumiał, ale nie widział w takich widowiskach aż takiej rozrywki. Wolał skupiać się na rozwiązaniu problemu, nawet takiego innej osoby, niż nad obserwacją jak ten się rozwija i pożera jednostkę, albo i większą grupę, w swojej kumulacji.
– To było szybkie – przyznał, ale nie oponował. Chwycił wręczone przez siostrę ubrania i wszedłwszy za dostępną w sklepie kotarkę, przebrał się. Nie zajęło to znowu tak wiele czasu, ale wyszedł z przymierzalni z niezawiązanym krawatem.
– To zawsze jest trochę problematyczny moment, dlatego ich nie nosze. Próbowałem go zawiązać, ale wyszło mi w drugą stronę – poskarżył się. Jak na bardzo inteligentną osobę, miał problem z podstawowymi czynnościami - nie było to niczym nowym w jego wypadku.
– W jakim? A, chyba takim fiolecie jaśniejszym, może trochę bordo, ale tak delikatnie. Tak myślę, że to ten kolor – wyjaśnił, bo mimo że na kupowaniu ubrań się nie znał, to potrafił rozpoznawać kolory.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Loretta Lestrange (1074), William Lestrange (1444)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa