• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[18.08.1972] Pour me truth || Zelena & Adrian

[18.08.1972] Pour me truth || Zelena & Adrian
Dr Jekyll & Mr Hyde
o dwóch takich, co podzieliły księżyc
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
rozszczepieniec
zawód
stażystki w Mungu / kelnerki w mugolskim barze
Dość wysoka (173 cm) blondynka o niebieskich oczach. Wydaje się szczupła, ale w rzeczywistości jest dobrze umięśniona i szybko biega. Mówi z delikatnym akcentem. Najczęściej zakłada mugolskie ubrania, ceni sobie swobodę, ale na specjalne okazje ma kilka pięknych sukni i szat, odziedziczonych po matce.

Zelena Brekker
#1
02.08.2026, 13:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.08.2026, 14:21 przez Zelena Brekker.)  
18.08.1972
aktywna Pełnia
[Obrazek: 98ed8dafc5590a55c2508182b506dfa2291ae2eb.jpg]

Jak zwykle w piątki bar, w którym pracowała weekendami tętnił życiem od progu aż po ostatni stolik. Przez uchylone okna do środka wpadało jeszcze ciepłe, letnie powietrze, mieszając się z zapachem piwa, cytrusów i świeżo wypolerowanego drewna. Szklanki brzęczały o siebie przy każdym toaście, gdzieś z radia cicho płynęła muzyka, a rozmowy kilkunastu gości zlewały się w jednostajny, znajomy gwar. Zelena przesunęła dłonią po drewnianym blacie stolika, zbierając wilgotną ścierką okruchy pozostawione po ostatnich klientach. Ostrożnie ułożyła na tacy puste kufle, poprawiła przekrzywioną solniczkę i odsunęła krzesła z powrotem na swoje miejsce. Nawet po kilku godzinach pracy uśmiech nie schodził z jej twarzy, a zmęczenie ginęło gdzieś pod naturalną pogodą ducha.
Nagle z rogu sali rozległ się donośny wybuch śmiechu. Kilku mężczyzn siedzących przy największym stoliku najwyraźniej świętowało zakończenie tygodnia pracy. Jeden z nich z takim rozmachem uderzył kuflem o blat, że piwna piana przelała się przez krawędź szkła, wywołując kolejną falę śmiechu i żartów. Czarownica uniosła wzrok tylko na moment, rozbawiona tym znajomym obrazkiem, po czym ruszyła w stronę baru z tacą pełną naczyń. Odstawiła kufle do zlewu, odruchowo wygładziła biały fartuszek i omiotła wzrokiem salę, upewniając się, że nikt nie czeka zbyt długo. Wtedy dostrzegła nową twarz - mężczyznę samotnie siedzącego przy ladzie. Musiał wejść dosłownie chwilę wcześniej, bo nie pamiętała, żeby go widziała.
Natychmiast ruszyła w jego stronę. Zatrzymała się po drugiej stronie baru, oparła dłonie o blat i posłała mu pogodny uśmiech.
- Dobry wieczór! Już jestem. Co mogę podać? - zapytała z naturalną swobodą. - Chyba że jest pan z tych, którzy lubią najpierw chwilę pomyśleć. Wtedy mogę poudawać, że wcale nie próbuję niczego sprzedać.
Zaśmiała się cicho.
- Jeśli miałabym coś polecić, to nasze jasne ale. Nie dlatego, że muszę, tylko dlatego, że naprawdę jest dobre. Właściciel uparł się kiedyś, że będzie sprowadzał beczki z jednego małego browaru, choć wszyscy mówili mu, że nikt tego nie kupi. Teraz co piątek kończy się pierwsze.
Przechyliła lekko głowę, jakby właśnie przypomniała sobie coś jeszcze.
- A jeśli dzień dał panu bardziej w kość - dodała, widząc jego posępny wyraz twarzy. - to zrobiłabym whisky sour. Nasz przepis jest trochę inny niż w większości barów. Główny barman twierdzi, że sekretem jest odrobina cierpliwości przy wstrząsaniu, ale ja jestem przekonana, że po prostu lubi mieć wymówkę, żeby potrząsać shakerem dwa razy dłużej niż trzeba. - Jej uśmiech tylko się poszerzył. - Tak czy inaczej, jeszcze nikt nie oddał go z powrotem, więc chyba mogę go polecić z czystym sumieniem.
Sztafaż
dzień bez Pliski, koniec bliski
wiek
30
sława
—
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
asystent sędziego
Błękitne oczy, włosy w odcienku ciemnego blondu, niekiedy zarost na twarzy, innym razem jedynie wąs. Mężczyzna o przyjemnym, łagodnym głosie, szczupłej budowie ciała, średniego wzrostu (178 cm). Z pozoru wydaje się zdystansowany i nieśmiały, gdy jednak bliżej się go pozna, pokazuje swoje prawdziwe barwy sympatycznej gaduły. Jednak na ogól pozostawia założoną maskę ogłady i powagi.

Adrian Norwid
#2
23.08.2026, 19:11  ✶  
Czasem miał dosyć magii. Chciał tylko wrócić do domu, zwykłego, niemagicznego domu, gdzie aby coś ugotować, nie używa się zaklęć, a listy nie są przynoszone sową, a przez zwyczajnego listonosza. Czasami chciał po prostu się odciąć i tego dnia czuł się wyjątkowo… mało magiczny. Zresztą, czuł się tak już od wczoraj, dziś jedynie dostał potwierdzenie, że nie nadaje się do małżeństw, związków, ba, czuł się tak, jakby nie nadawał się do niczego. I choć zwykle w alkohol nie uciekał, uważał to za unikanie problemów, którym każdy powinien stawiać czoła, tego dnia nie potrafił sobie poradzić z własnymi myślami.
Dlatego też uciekł. Z pomiętym listem o decyzji żony w kieszeni, z portfelem wypchanym funtami i pensami, ze zdjęciem dzieciaków wetkniętym do osobnej kieszonki w tymże portfelu. Uciekł prosto do jednego z mugolskich pubów, które odwiedzał kilka razy w swoim życiu, jeszcze na studiach. Po wejściu, nie zwracając zbytniej uwagi na innych ludzi, podszedł do lady i usiadł na hokerze. Nie upominał się o uwagę, cierpliwie czekał i myślał. Myślał przede wszystkim o tym, że jego życie zawaliło się po jednej kłótni i po kilku zbyt ostro wypowiedzianych słowach. Nawet nie zauważył, że do lady podeszła młoda barmanka lub kelnerka, którą miał wrażenie, że już kiedyś widział. Próbował sobie przypomnieć, skąd ją kojarzył, ale to wciąż Cissy i dzieciaki zaprzątały mu głowę.

Spróbował się uśmiechnąć, ale wyszło mu to raczej dość… Koślawo, powiedzmy. Wysłuchał jej do końca, nie chcąc przerywać i chwilkę się zastanowił.

– W takim razie poproszę whisky sour – odparł, uśmiechając się odrobinę szerzej, choć wciąż nie był to uśmiech naturalny i szczery. Był za bardzo przybity, aby udawać, że nic się nie stało. Miał tylko nadzieję, że alkohol nie rozwiąże mu języka za bardzo, bo to mogłaby być katastrofa, która skończyłaby się złamaniem Międzynarodowego Kodeksu Tajności Czarodziejów, który mógłby cytować nawet przez sen. – Jest mocne? Przepraszam za głupie pytanie, zwykle jak piję alkohol to jest to słabe wino lub piwo – dodał dla wyjaśnienia, choć tak naprawdę wcale nie musiał. No ale Adrian uznawał, że musi się wytłumaczyć. Z jakiegoś powodu zawsze to robił.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Adrian Norwid (347), Zelena Brekker (415)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa