• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[01/05/1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców [Nicholas&Edith]

[01/05/1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców [Nicholas&Edith]
edytka rokłudowa
I'll hide behind a smile
and

understanding eyes
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
Niebiesko-zielone oczy Edith, przydymione trochę niedbałym, ciemno-szarym makijażem są przeważnie neutralne — czasem tylko na ułamek sekundy skrzą niejednoznacznie, zupełnie jakby ich właścicielka planowała coś niedobrego. Włosy, nie potrafiąc zdecydować pomiędzy prostą taflą, a burzą loków, okalają bladą twarz niesfornie, zakrywając czoło i lekko odstające uszy. Przeważnie spływają swobodnie w dół pleców, nieskrepowane skomplikowanymi upięciami czy tysiącem wsuwek, bo kto miałby do tego cierpliwość. 170 cm wzrostu, normalnej budowy. Chód Rookwood jest zupełnie zwyczajny, chociaż z ust niemiłych ciotek i plotkujących matron, nie raz słyszała, że brakuje jej gracji oraz powabu typowego dla panien z czystokriwstych rodzin — nadrabia to jednak drogimi, dobrze skrojonymi i modnymi szatami w kolorach głębokiej zieleni, czerwieni oraz czerni. Jest blada, ktoś mógłby powiedzieć, że chorobliwie blada, ale nawet długie godziny w słońcu nie są w stanie zmienić kolorytu jej cery. Z drugiej strony może to i dobrze, bo dzięki temu jej twarz nieoświadcza rumieńcy, piegów czy najdrobniejszych pieprzyków. Długie palce i dłonie zdobią misterne pierścienie oraz srebrne bransolety, które brzęczą z każdym jej ruchem. Pachnie świeżo i dość przyjemnie; świeżym praniem oraz soczystymi owocami, chociaż gdzieś w tle można poczuć również zapach dymu papierosowego.

Edith Rookwood
#1
10.08.2026, 03:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2026, 21:39 przez Edith Rookwood.)  
01/05/1971 — gdzieś na terenie Walii

Kolejna, dwunastogodzinna zmiana była wyczerpująca. Bolały ja plecy i głowa, bolały ręce i pozbawione odpoczynku oczy — było im ciężko, wszystkim — narzekali aurorzy oraz amnezjatorzy, pracownicy administracji, uzdrowiciele i przełożeni — wydawało jej się, ze całe społeczeństwo narzeka i co najważniejsze boi się tego co niedługo nadejdzie. Ona jednak, czuła tylko i wyłącznie satysfakcje, i czuła, czuła głęboko pod powierzchnią skóry, czuła, że to jeszcze nie koniec.

I było to piękne, piękna była ta cała destrukcja, te zgliszcza, na których budowano fundamenty nowego porządku, rewolucja nastała jeszcze za jej życia i ona również czuła odpowiedzialność za te wszystkie zmiany. Tak naprawdę, pragnęła jeszcze więcej — pragnęła całkowitej dezintegracji, pragnęła niepokoju oraz strachu, pragnęła końca ich śmiesznego społeczeństwa i tych wszystkich bezsensownych nakazów, które dawno temu w przestarzałych księgach, motywowane tylko i wyłącznie strachem, zapisały mądre głowy.

Działała więc po swojemu, po cichu i dyskretnie, schowana za zasłoną biurokracji i na wieczność zagubionych raportów. Pomagał ojciec, nie pytała dlaczego, ale wydawało się, że ten chaos jest mu na rękę. Większość wykonywanych przez nią, amenzjatorskich zadań odbywała się właśnie na jego polecenie. Najczęściej pojawiała się tam ostatnia i zupełnie sama — pracowała na tyle długo i przełożeni ufali jej na tyle mocno, że już dawno zrezygnowano z osoby, który patrzyłaby jej na ręce. A sprawy były do bólu proste, idź, wymarz to co najważniejsze, działaj tak, by nikt nie zadawał zbędnych pytań, bezmyślnie rób to co do Ciebie należy i pod żadnym pozorem nie używaj legilimencji. Więc to robiła.

Często rozmyślała jednak, nad sposobem działania Śmierciożerców. Czy Czarny Pan dawał im wolną rękę? A może, niczym najlepszy taktyk, rozsyłał swoich ludzi w kierunku niezbędnych dla wygranej pól? Czy tak było w przypadku mężczyzny, w którego mieszkaniu właśnie się znajdowała? Ten wydawał się Edith do bólu zwyczajny. Co skrywał w swym brudnym, mugolskim umyśle, że właśnie na niego polowano?

Przez kilka minut stała w milczeniu, skupiona na własnych myślach, które goniły naprzód, niepowstrzymane. Wyrzuty sumienia były nie do zniesienia, bała się ojca, bała tego co zrobi, gdy dowie się, że łamie jedną z narzuconych zasad. W głowie Edith, kłębiło się jednak zbyt wiele pytań, ciągle trafiała na nowe niewiadome i ten byt w całkowitej niewiedzy był dla niej nie do zniesienia. — Legilimens — wydobyło się z jej ust nagle, trochę jakby sama się tego nie spodziewała. Słowa był jednak spokojne, wypowiedziane głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji. Zupełnie jakby to grzebanie w ludzkim umyśle, w prawdach i sekretach, wadach i zaletach i wszystkim tym, co każdy człowiek, nie ważne czy mugol czy czarodziej, chciał ukryć przed całym światem to była nic nieznacząca rzecz. W jednej chwili, całkowicie przestała mrugać, jej oczy rozszerzyły się lekko i stały całkowicie puste, a zielonkawe tęczówki utkwiły w jednym punkcie.

I był już tylko kalejdoskop wspomnień oraz fala obcych emocji.



charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki o krótkich włosach blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego spojrzenie niebieskich oczu, często przedstawia chłód, powagę, tajemniczość, a nawet strach. Trudny do odczytania pod względem emocji i uczuć, gdzie tych drugich nie posiada. Nie potrafi okazać współczucia i miłości. Powiadają, że zsynchronizował się ze swoim zawodem w Komnacie Śmierci. Tak też się ubiera. Czerń jest jego życiem i codziennością.

Nicholas Travers
#2
15.08.2026, 11:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2026, 11:24 przez Nicholas Travers.)  

Człowiek, który stał się celem, widział zbyt wiele. Słyszał, zbyt wiele. Należało go usunąć. Problematyczną sprawą okazała się jego szybka interwencja ucieczki. Nie teleportował się, nie używał świstoklika. Zwyczajny mugol potrzebował tylko pojazdu, tyle mu wystarczyło, aby w jedną noc wyjechać do Walii. Był świadkiem ataku na dom sąsiadów, nieświadomym tego, że zamieszkiwany był przez czarodziei. Widział coś, czego jego oczom się nie śniło. Coś, co wiadome było tylko w bajkach – magia. Prawdziwa, czysta magia. Oni ją użytkowali do walki. Co więcej, to była zacięta walka, gdyż jeden w czarnej szacie stracił maskę. Widział jego twarz. Ale nie potrafił do nikogo jej przypisać. Był w totalnym szoku. Gdy tylko ujrzał obcy wzrok, natychmiast uciekł. Uciekł, zabierając najpotrzebniejsze rzeczy i wyjechał. Tak po prostu. Wiedział, że nikt mu nie uwierzy w to co widział. Ciągle powtarzał sobie, że to koszmar. To zły sen. To nie dzieje się naprawdę.
Czy ucieczka była dobrym rozwiązaniem?

Obie strony o nim wiedziały. Był świadkiem, który nie powinien przeżyć. Był mugolem, który nie powinien pamiętać. Brakowało pracowników w wydziałach po masowych atakach Śmierciożerców w różnych miejscach. Nie mogli być wszędzie.

Cytat:"Patrick Christopherson, mugol, widział zbyt wiele. Aż za wiele. O jedną twarz za dużo. Znajdziesz go w Walii. Dokończ to, czego nie zdołał jeden z naszych."
Liścik jaki trzymał w dłoni Travers, uległ samozapłonowi, gdy tylko został odczytany. Zlecenie, które Nicholas nie mógł zlekceważyć. W drugiej dłoni trzymał broszkę, celtyckiego wzoru, będącą najpewniej świstoklikiem. A także kawałek kartki z zapisanym adresem, gdzie przebywa jego cel. Nie zastanawiając się, ubrał strój śmierciożercy i po zabezpieczeniu swojego miejsca zamieszkania, użył broszki, przenosząc się do Walii. W bezpiecznym miejscu, gdzie ów miejsce zamieszkania, miał nieopodal. Teleportował się, zjawiając w drzwiach ofiary.
Nie wiedział, że ktoś był już przed nim.

Z pomocą zaklęcia, włamał się do środka. Odziany w dosłowną czerń, szaty z kapturem na głowie i maską, wyglądał niczym przychodząca Śmierć po swoją ofiarę. W lewej dłoni trzymał różdżkę. Aby być gotów na wypadek niespodziewanego. Zachowywał czujność i ostrożność. Zajrzał do każdego pomieszczenia, trafiając ostatecznie do tego, w którym ktoś jeszcze był. Stał nad śpiącym mugolem na kanapie. Podróż musiała wykończyć mężczyznę, że pozwolił sobie na sen. Cóż czyniła kobieta, stojąca przy nim?

Travers zmarszczył brwi, obserwując jej działanie. Magię, jaką używała. Nie przypominała mu takiej, jaką mogli używać amnezjatorzy, albo hipnotyzerzy. A nawet magimedycy. To było coś, co było mu znane. Sam tego doświadczał, ucząc się oklumencji od swojego mentora. Z czyjego polecenia ona działała?

Wyszedł z ukrycia, powoli zmierzając w jej kierunku. Ze spokojem, opanowaniem.

- Czego w nim szukasz?
Odezwał się głosem przez maskę nieco zniekształconym, pozbawionym emocji i uczuć. Tak zimnym, jak jego własne skute lodem serce. Różdżkę celując w jej kierunku, nie wiedząc jakim może być zagrożeniem dla niego. Choć pytanie skierował pod postać, na której używała swojej magii. A nie miejsce, w którym oboje przebywali.

edytka rokłudowa
I'll hide behind a smile
and

understanding eyes
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
Niebiesko-zielone oczy Edith, przydymione trochę niedbałym, ciemno-szarym makijażem są przeważnie neutralne — czasem tylko na ułamek sekundy skrzą niejednoznacznie, zupełnie jakby ich właścicielka planowała coś niedobrego. Włosy, nie potrafiąc zdecydować pomiędzy prostą taflą, a burzą loków, okalają bladą twarz niesfornie, zakrywając czoło i lekko odstające uszy. Przeważnie spływają swobodnie w dół pleców, nieskrepowane skomplikowanymi upięciami czy tysiącem wsuwek, bo kto miałby do tego cierpliwość. 170 cm wzrostu, normalnej budowy. Chód Rookwood jest zupełnie zwyczajny, chociaż z ust niemiłych ciotek i plotkujących matron, nie raz słyszała, że brakuje jej gracji oraz powabu typowego dla panien z czystokriwstych rodzin — nadrabia to jednak drogimi, dobrze skrojonymi i modnymi szatami w kolorach głębokiej zieleni, czerwieni oraz czerni. Jest blada, ktoś mógłby powiedzieć, że chorobliwie blada, ale nawet długie godziny w słońcu nie są w stanie zmienić kolorytu jej cery. Z drugiej strony może to i dobrze, bo dzięki temu jej twarz nieoświadcza rumieńcy, piegów czy najdrobniejszych pieprzyków. Długie palce i dłonie zdobią misterne pierścienie oraz srebrne bransolety, które brzęczą z każdym jej ruchem. Pachnie świeżo i dość przyjemnie; świeżym praniem oraz soczystymi owocami, chociaż gdzieś w tle można poczuć również zapach dymu papierosowego.

Edith Rookwood
#3
17.08.2026, 18:32  ✶  

Widziała dorosłe już dzieci, które zupełnie nie mają czasu dla swojego ojca. Widziała kobietę, chyba byłą już żona, która zostawiła go kilka lat wcześniej dla kogoś, kto był w jej oczach lepszy. Widziała codzienne spotkania z sąsiadami; krótkie rozmowy o niczym prowadzone na ulicy. Widziała wyjścia z psem, który budził swego pana każdej nocy, jeszcze przed tą całą miejską wrzawą, która wybudzała się z nocnego marazmu każdego poranka. Widziała zupełnie zwyczajny, mugolski dom z równiutko przystrzyżonym trawnikiem i różami, które swoim pięknem nigdy nie dorównają, tym widywanym w Maida Vale. Widziała do bólu nudne i wyzute z emocji życie i czuła też samotność, bo ta istniała w praktycznie każdym aspekcie jego życia.

Jednak, w wspomnieniach mugola, tylko pozornie, nie znajdowało się nic ciekawego, bo w końcu poczuła również przeogromny strach. Uczucie nie nadeszło jednak falą — było brutalne, zupełnie jakby ktoś stąpał po cienkiej warstwie lodu i nieprzygotowany, zanurzył się w mroźniej cieczy znajdującej się pod przeźroczystą taflą. Stała przed domem, tym którym widziała w umyśle mugola tak wiele razy wcześniej. Tym razem jednak mężczyzna znajdował się bliżej niż na bezpiecznej ulicy, a jego spojrzenie nie potrafiło oderwać się od wydarzeń dziejących się pośród obcych czterech ścian. I był to obraz zupełnie dla mugola niezrozumiały — Edith jednak dobrze zdawała sobie z tego, czego jest świadkiem.

Zaciekawienie, mieszało się z przerażeniem mężczyzny. Te, razem z każdym kolejnym zaklęciem posłanym w stronę ofiary ataku, wzrastało. Śmierciożercy bawili się swoją ofiarą w najlepsze, a Edith myślała tylko o tym, kiedy się odwrócą i nakryją mężczyznę na gorącym uczynku. Gdybała jeszcze nad tym, co tak właściwie łączy jej ojca z tym całym zamieszaniem? W końcu to on ją do tego wymazania wysłał. Brnęła, więc dalej — poszukując odpowiedzi.

Aż w końcu, zupełnie obcy głos, wyrwał ją z transu legilimecji.

Zaskoczona, odskoczyła od mężczyzny, gdzieś do tyłu. Na jej drodze stała jednak szafka nocna, której wystający blat, wbił się z impetem w jej udo. W oczach Edith w tym samym momencie pojawiły się łzy bólu, z gardła zaś prawie wyrwał jego jęk — ten udało jej się uwięzić w środku, poprzez bolesne zagryzienie dolnej wargi. W ustach, przez chwilę poczuła smak swojej własnej krwi. Nie miała jednak czasu, by przejmować się tępym bólem, zignorowała go całkowicie i tak samo, jak nieznajomy, wycelowała swą różdżkę w stronę jego sylwetki.

Pierwszy raz widziała Śmierciożerce z tak bliskiej odległości i był to widok, mówiąc lekko, niepokojący. Biła od niego moc, która wprowadzała Rookwood w dyskomfort. Dusząca wręcz w swoim jestestwie. Było w tym coś odrażającego i na swój sposób nieludzkiego. Może gdyby wychowywała się w normalniejszych warunkach krzyczałaby donośnie, błagając na kolanach o litość, ale ta cała energia była jej również na swój sposób znajoma. Od najmłodszych lat swego życia, manewrowała przecież wśród czarodziejów różnej maści i różnego pochodzenia, tych którzy zajmowali się najczarniejszą magią. Sama nie była przecież nigdy dobra, zbyt często i zbyt głęboko zatracała się w umysłach swych ofiar, czerpiąc czystą satysfakcję, z zasadzonych przez nią drobnych ziaren nienawiści. Lubiła niszczyć im życie na swój własny sposób i robiła to tylko, i wyłącznie dla swojej osobiste, chorej uciechy.

Przyglądała mu się tak przez chwilę, chyba pierwszy raz nie wiedziała co powinna zrobić, ojciec przygotował ją na wiele, jednak nigdy na bycie w centrum spraw Śmierciożerców.

— Sama nie wiem czego szukałam. Być może odpowiedzi? Może po prostu chciałam zobaczyć co tak naprawdę w sobie skrywa. — rzuciła wyuczonym, spokojnym tonem. I chyba pierwszy raz w życiu, postanowiła nie kłamać. Nie wiedziała wszakże czy Śmierciożerca również nie jest legilimentą. — Oddam Ci swoje wspomnienia, zrobię wszystko bylebyś mnie nie zabijał. — kolejna prawda była wyjątkowo gorzka, ale postanowiła się po prostu poddać. Nie wiedziała czy jest na tyle cenna by pozostać przy życiu i nie liczyła na współczucie czy zaufanie, ona sama nie obdarzała nimi żadnego człowieka. Była wierna swej rodzinie, bo ją tego nauczono, zdecydowanie częściej jednak działała tylko i wyłącznie na swoją własną, egoistyczną korzyść.


charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki o krótkich włosach blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego spojrzenie niebieskich oczu, często przedstawia chłód, powagę, tajemniczość, a nawet strach. Trudny do odczytania pod względem emocji i uczuć, gdzie tych drugich nie posiada. Nie potrafi okazać współczucia i miłości. Powiadają, że zsynchronizował się ze swoim zawodem w Komnacie Śmierci. Tak też się ubiera. Czerń jest jego życiem i codziennością.

Nicholas Travers
#4
28.08.2026, 00:27  ✶  

Mrok jaki ze sobą przyniósł, wypełniał to pomieszczenie. Reakcja kobiety go wcale nie zaskoczyła. Wystraszył ją? Bardzo dobrze. Nie spuszczał jej ze swojego lodowatego spojrzenia skrytego pod maską, dostrzegając, że również wycelowała w jego osobę różdżkę. Travers nie spodziewał się spotkać tutaj kogoś jeszcze. A jednak, miał przed sobą interesującą dziewczynę, która szukała odpowiedzi. W marnym człowieku, który powinien zakończyć swój żywot. Miał już zapytać, co znalazła, ale podjęła dalszą konwersację, prosząc o darowanie życia. Z chęcią chcąc oddać swoje wspomnienia. Inni uciekali, bądź podejmowali się samotnej walki o przetrwanie. A ona, nie rzuciła w jego kierunku żadnego zaklęcia. Wiedziała, kogo ma przed sobą. Wiedziała i poddawała się?

- Zrobisz wszystko?
Powtórzył za nią, jakby w upewnieniu się na jej słowa. Niezależnie od tego, czy mu potwierdziła, postanowił to wykorzystać. Nie zmieniając swojej pozycji, w której stał i wciąż celując w jej stronę różdżką. Wydał polecenie.
- Skoro tak. Zabij go. To może Cię oszczędzę.
Gestem głowy wskazał na śpiącego i jeszcze nic nieświadomego mugola. Tego, któremu grzebała w pamięci. Tego, którego wspomnienia przeżywała wraz z nim. Tego, który widział za dużo i mógł wydać jednego z ich popleczników Czarnego Pana, jeżeli jeszcze tego nie zrobił. To miała być nauczka dla pozostałego społeczeństwa mugolskiego.

Jak w takim wypadku zachowa się dziewczyna? Wykona polecenie, które jej zlecił, jeżeli chciała przeżyć to spotkanie? Był ciekaw, czy go posłucha i jak tego morderstwa dokona. Czy będzie próbowała tłumaczyć tego marnego mugola, aby darować mu życie?

Śmierciożerca który stał przed nią, nie był legilimentą. Na jej chęć oddania wspomnień, nie odniósł się ani słowem. Przybył tutaj w celu wykonania zlecenia na zabójstwo. Skoro miał ochotnika, który cenił sobie własne życie, przedłuży sobie, ukracając je innej osobie. Usuwając szkodnika.



edytka rokłudowa
I'll hide behind a smile
and

understanding eyes
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
Niebiesko-zielone oczy Edith, przydymione trochę niedbałym, ciemno-szarym makijażem są przeważnie neutralne — czasem tylko na ułamek sekundy skrzą niejednoznacznie, zupełnie jakby ich właścicielka planowała coś niedobrego. Włosy, nie potrafiąc zdecydować pomiędzy prostą taflą, a burzą loków, okalają bladą twarz niesfornie, zakrywając czoło i lekko odstające uszy. Przeważnie spływają swobodnie w dół pleców, nieskrepowane skomplikowanymi upięciami czy tysiącem wsuwek, bo kto miałby do tego cierpliwość. 170 cm wzrostu, normalnej budowy. Chód Rookwood jest zupełnie zwyczajny, chociaż z ust niemiłych ciotek i plotkujących matron, nie raz słyszała, że brakuje jej gracji oraz powabu typowego dla panien z czystokriwstych rodzin — nadrabia to jednak drogimi, dobrze skrojonymi i modnymi szatami w kolorach głębokiej zieleni, czerwieni oraz czerni. Jest blada, ktoś mógłby powiedzieć, że chorobliwie blada, ale nawet długie godziny w słońcu nie są w stanie zmienić kolorytu jej cery. Z drugiej strony może to i dobrze, bo dzięki temu jej twarz nieoświadcza rumieńcy, piegów czy najdrobniejszych pieprzyków. Długie palce i dłonie zdobią misterne pierścienie oraz srebrne bransolety, które brzęczą z każdym jej ruchem. Pachnie świeżo i dość przyjemnie; świeżym praniem oraz soczystymi owocami, chociaż gdzieś w tle można poczuć również zapach dymu papierosowego.

Edith Rookwood
#5
02.09.2026, 22:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.09.2026, 23:37 przez Edith Rookwood.)  

Słysząc odpowiedź Śmierciożercy szybko pożałowała swych słów.

Nie chodziło co prawda o to, że poprosił ją o zabicie świadka — był przecież brudnym mugolem, nikim kogo by w jakikolwiek sposób żałowała, bała się jednak konsekwencji. Bo co, jeśli prawda kiedykolwiek wyjdzie na jaw? Co, jeśli Ministerstwo lub ktokolwiek inny dowie się o jego śmierci. Co powie ojcu, którego będzie musiała o całym zdarzeniu powiadomić. Czy uda jej się ukryć powody śmierci mugola, a jeśli nie, to co zrobi w tej całej sytuacji Cyrus? Jak bardzo bolesna będzie jej kara? Bo musiała mu powiedzieć, nie widziała innej opcji. W końcu, to on wysłał ją do tego mugola, to on wyznaczał granice, na krawędzi których kilka minut wcześniej tańczyła Edith. Przez chwilę zastanawiała się jeszcze nad tym, czy ojciec wiedział, że właśnie w tym mieszkaniu i właśnie tej nocy, pojawi się czarnoksiężnik służący Czarnemu Panu? Czy była jednym z trybków w jakimś większym planie, czy może to było tylko i wyłącznie jej szczęście, zwyczajny przypadek.

Milczała przez chwilę, milczała, bo co miała teraz zrobić? Kłócić się? Próbować go przekonać? W jednym momencie zabrakło jej słów, zupełnie nie wiedziała, jak może się wybronić. I chyba to ją najbardziej irytowało. Nie Śmierciożerca, celujący w jej stronę różdżką, nie ojciec, który po raz kolejny udowadniał jej, że tak naprawdę bawi się jej życiem i chyba nie do końca obchodzi go co się stanie z jego jedyną córką. Nie ten wścibski mugol, ten który zareagował na zamieszanie w domu sąsiada, ten który zajrzał tam, gdzie nie powinien, ten, który jak tchórz uciekł z miejsca wydarzeń, nie powiadamiając o tym co widzi nawet bezużytecznych, mugolskich władz.

Bez słowa, marszcząc jedynie brwi w geście irytacji właśnie, skierowała swą różdżkę ponownie w stronę mugola. Zastanawiała się przez chwilę jakiego zaklęcia użyć, co zrobić i jak zakończyć sprawę na tyle szybko, by wrócić do domu i, jak najszybciej zapomnieć o tym niewygodnym spotkaniu i co najważniejsze, nie ubrudzić sobie rąk.

/rzut na mugola, na Zauroczenia
Rzut PO 1d100 - 91
Sukces!

Rzucając urok myślała tylko o tym, jak bardzo go nienawidzi, a nienawidziła go z wielu powodów. Samo przebywanie w jego obecności było dla niej trudne, a wspomnienia, jakie kilka minut wcześniej obejrzała tylko pogłębiały całą tą niechęć — był zwyczajny, do bólu nudny i to całe nieszczęście, rozwód, dzieci, które miały go głęboko gdzieś, tylko potęgowały wszystkie te, kłębiące się pod skórą uczucia. Winiła go za to w jakiej sytuacji się znalazła, za zachowanie ojca i rozkaz Śmierciożercy, który kazał Edith zrobić to, czego nie myślała, że kiedykolwiek będzie musiała zrobić.

Rozejrzała się po pomieszczeni, w poszukiwaniu czegoś, dzięki czemu mógłby zakończyć swój nędzny los; jednocześnie nie spuszczała go z końca swojej różdżki. W końcu, wzrok Edith zatrzymał się na szklanym kloszu lampki nocnej, znajdującej się tuż obok łóżka.

— Rozbij klosz i poderżnij sobie gardło. — powiedziała spokojnie i pewnie, nie dając swemu głosowi zadrżeć nawet na sekundę. W tym samym momencie znikł cały ten strach, który czuła jeszcze kilka minut wcześniej, ten, który nakazał jej poddać się woli Śmierciożercy. Nie czuła jednak również żadnej ekscytacji ani szczęścia. Nie czuła zadowolenia, jakie mógł nieść fakt pozbawienia kogoś życia. Dlaczego? Bo tak naprawdę nie miał z nią żadnych szans, bo krew płynąca w jej żyłach, stawiała Edith na szczycie łańcucha pokarmowego, bo magia, którą władała była w stanie zrobić naprawdę wiele — rzeczy strasznych, ale i pięknych.

Trigger Warning: samobójstwo (Odkryj)

Mężczyzna usiadł na łóżku i bez zastanowienia rozbił lampę o ścianę, później wziął największy z odłamków szkła i wbił go w wprost w swoją szyję. Bez cienia zastanowienia, bez żadnych emocji czy oporów. Trafił prosto w tętnice i pociągnął poziomo, poszerzając rozcięcie, a krew rozbryzgała na boki, plamiąc śnieżnobiałą pościel, w której jeszcze kilka minut wcześniej spał oraz samą Edith, która znajdowała się najbliżej. Kilka kropel wylądowało na bladej twarzy czarownicy, odrobina na jej dłoniach, reszta na krwistoczerwonej szacie, którą tamtego dnia ubrała.

Kiedy była już pewna, że mężczyzna zakończył swój marny los i wykonała zadanie zlecone przez postać obok, której stała. Wyprostowała się dumnie i zwróciła swe spojrzenie z ciała na niego właśnie, dłońmi otrzepała swoją szatę, trochę jakby próbowała pozbyć się z swoich ubrań krwi, która wsiąkła w drogi materiał. Milczała przez chwilę przyglądając się bogato zdobionej masce, w spojrzeniu Edith czaiła się tylko i wyłącznie obojętność.

— Zadowolony? — rzuciła w końcu, neutralnie, jakby to co właśnie zrobiła było, jak coś zupełnie zwyczajnego. Nie oczekiwała na słowa pochwały czy uznanie. Chciała być już w swoim własnym domu i myślała tylko i wyłącznie o gorącej kąpieli, jaką sobie urządzi by zmyć tą całą krew.



charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki o krótkich włosach blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego spojrzenie niebieskich oczu, często przedstawia chłód, powagę, tajemniczość, a nawet strach. Trudny do odczytania pod względem emocji i uczuć, gdzie tych drugich nie posiada. Nie potrafi okazać współczucia i miłości. Powiadają, że zsynchronizował się ze swoim zawodem w Komnacie Śmierci. Tak też się ubiera. Czerń jest jego życiem i codziennością.

Nicholas Travers
#6
04.09.2026, 22:56  ✶  

Ceniła swoje życie, chcąc oddać własne wspomnienia. Nie potrzebował jej wspomnień, bo i na co mu one? Nie potrzebował świadków, którzy by widzieli to co miał zrobić. Dziewczyna sama pokazała przed chwilą, jak bawiła jego umysłem ofiary, szukając czegoś we wspomnieniach. Wydał jej polecenie, jeżeli chciała zachować swoje życie. Dał jej szansę uchronić swoje życie, za cenę innego.

Odbieranie komuś życia u niektórych osób, po czasie powodowało pewnego rodzaju wyrzuty sumienia. Ale też byli tacy, którzy tego nie doświadczali. Wierząc w to co robili, dla dobra czegoś. Tutaj, dla ideologii czystości krwi, gdzie brudni i mugolskiego pochodzenia, powinni znać swoje miejsce.

Nie mieli całego dnia i nocy. Choć dziewczyna milczała, nie widział w jej spojrzeniu zawahania. Nie wycofywała się z polecenia, jakie jej nakazał wykonać. Nie potrzebował usłyszeć potwierdzenia, że to zrobi. Potrzebował widzieć czyny jej działania, zwłaszcza, że mężczyzna słysząc ich rozmowę, przebudził się.

Traversa tożsamość była dobrze skrywana pod maską i czarną szatą śmierciożercy. Za to dziewczyny, była odkryta. To byłby kolejny dowód na to, że mugola trzeba zabić. Bowiem teraz widział ją. Jej twarz, kiedy do niego mówiła. Kiedy rzucała swój urok. Wydała mu polecenie.

Nicholas cofnął się, ale nie opuszczał różdżki. W milczeniu obserwował działa jej i mężczyzny, który posłusznie rozbił lampę i rozciął sobie gardło kawałkiem szkła. Krew trysnęła. Widok umykającego życia, ulatniającej się duszy z brudnego ciała, był wspaniały.

Zabiła mugola. Niczym się nie przejmując. Jakby to nie było dla niej nic trudnego. Nie drżała, że odebrała komuś życie. Nie okazała emocji żadnych, które świadczyłyby o jej zawahaniu czy poczuciu winy. Wykonała zadanie bardzo dobrze. Pokazując przy tym, jakie posiada zdolności.

Był zadowolony.
Nie musiał tego mówić, gdy zapytała.

Jego emocje skrywała maska. Emocje, których na twarzy nie posiadał, nie okazywał. Z obojętnością i neutralnością podchodząc do sprawy, niczym chleb powszedni. Traktował to jako coś oczywistego, obowiązkowego, że trzeba było zrobić. Posłużył się dziewczyną, dla której życie było cenne. Czy powinien puścić ją wolno? Oszczędził sobie brudzenia szaty.

- Zabijałaś już kiedyś?
Zapytał. Jakby może w tym pytaniu coś się ukrywało. Być miałby propozycję, ale nie znał jej nazwiska. Jej poglądów. Ale też chciał czegoś się upewnić, dowiedzieć o niej więcej. Czy już kiedyś zdarzyło się jej komuś odebrać życie? Czy to był pierwszy raz?
Cały czas jednak pozostawał czujny, na wypadek jej nieuczciwej gry.

edytka rokłudowa
I'll hide behind a smile
and

understanding eyes
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
Niebiesko-zielone oczy Edith, przydymione trochę niedbałym, ciemno-szarym makijażem są przeważnie neutralne — czasem tylko na ułamek sekundy skrzą niejednoznacznie, zupełnie jakby ich właścicielka planowała coś niedobrego. Włosy, nie potrafiąc zdecydować pomiędzy prostą taflą, a burzą loków, okalają bladą twarz niesfornie, zakrywając czoło i lekko odstające uszy. Przeważnie spływają swobodnie w dół pleców, nieskrepowane skomplikowanymi upięciami czy tysiącem wsuwek, bo kto miałby do tego cierpliwość. 170 cm wzrostu, normalnej budowy. Chód Rookwood jest zupełnie zwyczajny, chociaż z ust niemiłych ciotek i plotkujących matron, nie raz słyszała, że brakuje jej gracji oraz powabu typowego dla panien z czystokriwstych rodzin — nadrabia to jednak drogimi, dobrze skrojonymi i modnymi szatami w kolorach głębokiej zieleni, czerwieni oraz czerni. Jest blada, ktoś mógłby powiedzieć, że chorobliwie blada, ale nawet długie godziny w słońcu nie są w stanie zmienić kolorytu jej cery. Z drugiej strony może to i dobrze, bo dzięki temu jej twarz nieoświadcza rumieńcy, piegów czy najdrobniejszych pieprzyków. Długie palce i dłonie zdobią misterne pierścienie oraz srebrne bransolety, które brzęczą z każdym jej ruchem. Pachnie świeżo i dość przyjemnie; świeżym praniem oraz soczystymi owocami, chociaż gdzieś w tle można poczuć również zapach dymu papierosowego.

Edith Rookwood
#7
11 godzin(y) temu ✶  

Czy Edith robiła to w imię ideologii? Była ona jednym z zapalników, jakie skierowały ją ku tak karygodnemu zachowaniu, ułatwiały to niewybaczalne dla normalnych ludzi zachowanie, ale najważniejsze było dla niej przetrwanie. Gra pozorów, w której zawsze wychodzi obronną ręką; tak by nikt nigdy nie dowiedział się, jak czarne ma myśli, jak bardzo nie szanuje ludzkiego życia. Nie tylko mugole byli w jej mniemaniu gorsi od niej — wielu czarodziejów czystej krwi, tych którzy byli zbyt słabi by się postawić, zbyt miałcy by wziąć sprawę w swoją ręce nawet w najgorszych okolicznościach, znajdowali się równie nisko. Do czynu pchała ją desperacja, pragnienie życia i przeżycia, zrobienia czegoś więcej niż wymazania kilku pamięci mugoli czy wprowadzenia zmiany w ich zachowaniu — tak, by chociaż na chwilę obracali się przeciwko sobie.

— Nie wiem. — powiedziała szczerze, bo pewna być nie mogła. Czy szaleństwo, które zapanowywało w umysłach mugoli wtedy, gdy ojciec uczył ją legilimencji właśnie na nich, można było nazwać śmiercią? Czy człowiek żył, gdy jego umysł nie był w stanie poradzić sobie z złymi wizjami, które przychodziły znienacka, sprowokowane nieudolnymi czarami rzuconymi pod czujnym okiem ojca przez wtedy jeszcze nastolatkę. Czy, gdy mąciła im w umysłach nakłaniając do przemocy, krążąc w strefie nigdy niewypowiedzianych fantazji, w których stronę ich pchała można było zaliczyć, jako śmierć powolną, bo śmierć czystości duszy i sumienia?

— Być może, gdy uczyłam się legilimencji, ale nigdy bezpośrednio, raczej były to wypadki przy pracy. — Nie podobało jej się, że tak drąży, to może, który rzucił między słowami kilkanaście minut wcześniej, gdy nakazał jej zrobić to do czego się posunęła, ciążyło jej niemiłosiernie. Bo co jeśli jednak zmieni swe zdanie. Miała wrażenie, nienienie, Edith, była pewna, że jej życie jest warte więcej niż to, należące do mugola.

Czuła się, jak zwierzę zagonione w najciemniejszy, najgłębszy zakątek lasu, jak istota, która wyrywa się w nadziei, że los oszczędzi ją z rąk myśliwego. Kata. Oprawcy.

Wyczekiwała więc w ciszy, spokojnie, na jego kolejne słowa, nieustająco wpatrując w maskę Śmierciożercy, gdzieś, za czym zajmowała się twarz. Być może i jej znana. W swojej desperacji posunęła się do najgorszego, czego więc chciał? Do czego prowadziły te pytania, jakby to czy zabiła było ważne. Złość narastała dalej, chociaż tym razem spokojniej, sącząc żyłami Rookwood w oczekiwaniu. Była pewna jednego — nie ulegnie. To była ostatnia rzecz, jaką zrobi tej nocy na polecenie Śmierciożercy.



charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edith Rookwood (2258), Nicholas Travers (1141)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa