Cenwealh Flint
Koncepcja postaci
— Siaaadaj, nie gadaj, zapłacisz jak dobijemy do brzegu. Tu, z przodu, wolne, pogadamy. Flint. Cenwealh, ale mów mi Flint. Podałbym Ci rękę, ale prowadzę. Musisz mi wybaczyć, Mozaika złamała skrzydło jak wyrżnęła w okiennicę i jest teraz w Opiece, więc nie ma kto gadać klientom podczas rejsu. Uhhh… chyba wychodzi na to, że ja będę zajmował ci czas. Poznajmy się.
Rok temu przebiłem półwiecze i tak, wywodzę się z Flintów. Zanim przyjdzie ci coś do głowy… Jestem żonaty. Ba, nawet i dzieciaty. Heregyþ to moja piękna i zaradna małżonka. Och, kojarzysz ją? No tak. Jeśli kręcisz się w pobliżu doków, to pewnie nie raz obsługiwała cię w tamtejszej knajpie. Albo ona, albo moja siostra. Dægberht, mój młody, nie wychowywał się w okolicy. Przez dłuższy czas przebywaliśmy w Kairze. Znaczy… no, moi bliscy przebywali. Ja, jak zwykle, bujałem w obłokach. Wulfwyn… Obiło Ci się o uszy to imię? Wulfwyn Flint? Nie?… Ach, szlag. Nic, nieważne. No i jest też wnuczka, słodki pyszczek. Abigail.
No i tak to jest. Dobrze cię widzieć na pokładzie. Świeża twarz. Biznes się kręci, hehe. Przez długie lata pływałem na wyprawy to tu, to tam, czasem przewoziłem pasażerów, czasem towar, różnie to było, ale teraz udało się trochę… osiedlić. Na stałe jestem w Londynie, chociaż to dużo powiedziane, bo też częściej uświadczysz tę facjatę tu na pokładzie, niźli tam, na dole. Ale tak jest; przewożę ludzi na życzenie, to do Francji, to do Stanów, to - jak dobrze ktoś zapłaci - gdzie się komu żywnie podoba.
A jak mi się pływa podniebnym statkiem? Ha. Wyjrzyj za burtę i przekonaj się na własne oczy. Dægberht też się tym zafascynował, zresztą dlatego i jego nauczyłem z czym to się je. No, nie wstydź się, mówię, wyjrzyj. Nie zdziwi cię, że to moja pierwsza miłość. No, chyba że jesteś szczurem lądowym. Nie obrzygaj mi tylko kadłuba.
No, a może Ty się na coś przydasz? Opowiedz coś o sobie, zanim zagonię cię do wioseł!