• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu Epping Forest [23.10.1972] Under copper branches (Edith Rookwood, Astoria Avery)

[23.10.1972] Under copper branches (Edith Rookwood, Astoria Avery)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
3 godzin(y) temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 2 godzin(y) temu przez Astoria Avery.)  
22.10.1972
zbiórka drewna

Astoria Avery zupełnie nie wyglądała na osobę, która przyszła do lasu po drewno. Miała na sobie elegancką, ciemną szatę o prostym, dopracowanym kroju, na którą narzuciła długi jesienny płaszcz. Materiał miękko układał się wokół jej sylwetki, a wysokie, skórzane buty pozostawały niemal nieskazitelne mimo grząskiego podłoża. Włosy miała starannie ułożone, a dłonie chroniły cienkie rękawiczki. Całość bardziej przypominała strój na spacer po posiadłości któregoś z arystokratycznych rodów niż wyprawę po opał. Tyle że czarownica nie zamierzała sama niczego dźwigać. Tuż za nią dreptał Deek, rodzinny skrzat, który ewidentnie został przydzielony do najcięższej części zadania. Kiedy tylko Astoria wskazywała różdżką odpowiedni fragment drewna, skrzat zajmował się resztą. Kolejne kawałki drewna unosiły się nad ziemią i ustawiały w równym szeregu za nimi, podążając powoli ścieżką niczym osobliwa, lewitująca kolumna opału. Czarownica poruszała się niespiesznie. Nie rozglądała się bez celu. Obserwowała las z taką samą uwagą, z jaką oglądała dzieła sztuki przed przyjęciem ich do galerii. Oceniła kilka powalonych konarów, jeden odrzuciła niemal natychmiast, inny wskazała po krótkim namyśle. Interesowało ją przede wszystkim suche drewno, odpowiednio twarde i pozbawione oznak gnicia. Miało trafić do organizatorów sabatu w Little Hangleton, więc nie zamierzała pozwolić, żeby Deek znosił przypadkowe gałęzie tylko po to, by zwiększyć stertę.
- Ojciec mnie poprosił, wiesz? Mam przygotować stragan z ikonami świętych na sabat w Little Hangleton, więc przy okazji mam też nazbierać chrustu - westchnęła ciężko, bo choć nie było to żmudne zajęcie, tak kolejna cegiełka dołożona do jej rozbudowanych obowiązków, powodowała dodatkowe oznaki zmęczenia organizmu. Obróciła głowę do kobiety, która maszerowała obok. Obecność kuzynki sprawiała, że cała wyprawa miała mniej charakter obowiązku, a bardziej jesiennego spaceru. Edith należała do osób, przy których Astoria nie musiała bezustannie pilnować każdego gestu. Deek tymczasem pracował bez wytchnienia. Każdy wskazany przez kobietę konar unosił się w powietrze z cichym szelestem liści, dołączając do pozostałych.
- Udało ci się przemówić Matt'iemu do rozsądku? - zagaiła z ciekawością w głosie. Miała szczerą nadzieję, że chłopakowi minęło to fatalne zauroczenie i nic przykrego nie spotkało jego rodziny.
Zrobiła kilka kroków poza ścieżkę, żeby wskazać kolejne gałęzie. Las zdawał się zupełnie nie pasować do jej świata. W powietrzu mieszał się zapach mokrej ziemi, kory, grzybów i gnijących liści. A jednak Astoria poruszała się między drzewami z tą samą pewnością i gracją, z jaką przemierzała sale swojej galerii.


learn the rules
then
break some

edytka rokłudowa
I'll hide behind a smile
and

understanding eyes
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
amnezjatorka
Niebiesko-zielone oczy Edith, przydymione trochę niedbałym, ciemno-szarym makijażem są przeważnie neutralne — czasem tylko na ułamek sekundy skrzą niejednoznacznie, zupełnie jakby ich właścicielka planowała coś niedobrego. Włosy, nie potrafiąc zdecydować pomiędzy prostą taflą, a burzą loków, okalają bladą twarz niesfornie, zakrywając czoło i lekko odstające uszy. Przeważnie spływają swobodnie w dół pleców, nieskrepowane skomplikowanymi upięciami czy tysiącem wsuwek, bo kto miałby do tego cierpliwość. 170 cm wzrostu, normalnej budowy. Chód Rookwood jest zupełnie zwyczajny, chociaż z ust niemiłych ciotek i plotkujących matron, nie raz słyszała, że brakuje jej gracji oraz powabu typowego dla panien z czystokriwstych rodzin — nadrabia to jednak drogimi, dobrze skrojonymi i modnymi szatami w kolorach głębokiej zieleni, czerwieni oraz czerni. Jest blada, ktoś mógłby powiedzieć, że chorobliwie blada, ale nawet długie godziny w słońcu nie są w stanie zmienić kolorytu jej cery. Z drugiej strony może to i dobrze, bo dzięki temu jej twarz nieoświadcza rumieńcy, piegów czy najdrobniejszych pieprzyków. Długie palce i dłonie zdobią misterne pierścienie oraz srebrne bransolety, które brzęczą z każdym jej ruchem. Pachnie świeżo i dość przyjemnie; świeżym praniem oraz soczystymi owocami, chociaż gdzieś w tle można poczuć również zapach dymu papierosowego.

Edith Rookwood
#2
1 godzinę temu ✶  

Nawet towarzystwo ulubionej kuzynki, nie było w stanie poprawić humoru Edith.

Powiedzieć, że nienawidzi lasów, pól, rzek; dzikiej natury w ogólnym tego słowa znaczeniu, to tak jakby powiedzieć nic. Stąpając obok Astorii, czuła się jak kaczka albo troll jaskiniowy, którego stopa nigdy nie postała w cieniu drzew, bo większość życia spędzał pośród skał. Jej skałami było miasto, Londyn i wszystkie eleganckie sale, najmodniejsze restauracje oraz szare, brudne ulice, gdzieś, gdzie każdy kolejny krok nie groził skręceniem kostki, nie krzaki w okolicy Londynu. Pomimo tej całej niechęci, nie potrafiła jednak Astorii odmówić, tylko i wyłącznie dlatego, że była — no cóż — Astorią.

Na początku ich wycieczki po chrust była jeszcze w całkiem dobrym humorze; nogi Edith panowały nad sytuacją, stąpając po zabłoconej ziemi lekko, dopiero, gdy weszły w głąb, tam gdzie drzewa rosły co raz gęściej, a las robił się jakiś mroczy, pojawiły się małe niedogodności.

Idąc czuła się, jak kaczka, albo nie, jak troll, który większość swego życia spędził w górach się czuła, nie zapuszczając się z swej jaskini dalej, niż dobrze znana istocie okolica. Jej górami był jednak Londyn — z najmodniejszymi restauracjami i uroczymi kawiarenkami. Z domami mody i zatłoczoną Pokątną, gdzieś, gdzie nawierzchnia była twarda na tyle, by nie skręcić sobie kostki czy nie wylądować twarzą w błocie.

Chyba dlatego też, te gałęzie, posyłała do tyłu z agresją. Niektóre z nich obijały się o drzewa oraz ziemię, losowo, łamiąc na pół, jedno czy dwa uderzenia były głuche, więc musiała trafić skrzata. Którego? Nie wiedziała, bo nie odwracała głowy w tył, patrząc ciągle prosto, w strachu, że się w tym lesie wywróci i jeszcze bardziej ubrudzi swe szaty. Jej kupka była zdecydowanie mniejsza, ale nie stresowała się tym zbytecznie, wystarczająco stresujące było dla Edith chodzenie po tym lesie.

— Dziwi mnie, że jeszcze nikt nie zrobił z tego całego zbierania interesu, — mruknęła Edith, marszcząc nos w niezadowoleniu, bo jednak z gałązek wyrastającego nieopodal drzewka, postanowiła zakraść się pomiędzy szopę, jaką ktoś mógł teraz nazwać jej włosy. — Bóstwom chyba wszystko jedno skąd ten chrust, ważne są intencje. Skoro ktoś wydaje na to swoje ciężko zarobione galeony, to raczej robi to szczerze. — wypowiadając ostatnie słowa, potknęła się, po raz pierwszy, o wystający nad powierzchnie ziemi korzeń. Robiąc to, kierowała jednocześnie drewno do tyłu w stronę skrzatów, a że koncentracji nie straciła, to sama gałąź z impetem poleciała daleko i bardzo, bardzo wysoko ponad głowami ich i skrzatów, w nikomu niewiadomą stronę. Szkoda, bo to był naprawdę ładny kawałek chrustu.

Na pytanie o kuzyna spochmurniała jeszcze bardziej.

— Proszę Cię, nie wspominaj nic o tym chłopaku. Po pogawędce na temat tego, jak się prowadzi strasznie się obruszył. Stwierdził, że ją kocha, a ja wpycham swój bulwowaty nos w nieswoje sprawy. — prychnęła zniesmaczona, bo co sobie ten gówniarz wyobrażał. — Chyba będę musiała uderzyć w stronę tej pannicy. Może jak straci wszystkie włosy na głowie, a na jej twarzy zagości prawdziwa bulwa zamiast nosa, to razem zmądrzeją i znajdą sobie inne zajęcie niż romansowanie. — czy Edith była w stanie to zrobić? Jak najbardziej. Szczególnie po tym komentarzu o nosie, bo jeśli chodzi o wtrącanie się w nieswoje sprawy to chłopak miał po części racje. Edith robiła to oczywiście tylko i wyłącznie ze względu na swoją rodzinę, nie miała jednak ochoty na gierki typowe dla czystokrwistych panien — większość zapominała o plotkach wyjątkowo szybko, za szybko jej osobistym zdaniem, dlatego musiała zadziałać bardziej bezpośrednio i brutalnie.

— Proszę, odwróć mą uwagę od tego gówniarza i tego lasu, bo zaraz wybuchnę. — rzuciła w rozpaczy, zestresowana cała. Jej dłoń zacisnęła się na różdżce, palce pobielały. — Możesz mówić o sobie, cokolwiek. Mężczyźni, rodzina, plotki, bylebym nie myślała o tej lafiryndzie i niewdzięcznik.



charm me. FURIOUSLY.
[Obrazek: 7a90f11105af48eb0dfbf06ddd0ce3052d8869b1.jpg]
torment me. IN DETAIL.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (384), Edith Rookwood (614)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa