1 godzinę temu ✶
24.10.1972
zakupy
zakupy
Popołudniem Astoria opuściła galerię i skierowała się na Pokątną. Nie zamierzała poświęcać kolejnych godzin na zamawianie rzeczy przez sowy i skrzaty, skoro część zakupów mogła załatwić od ręki. Samhain zbliżało się wystarczająco szybko, by nawet tak dobrze zorganizowana kobieta zaczynała odczuwać presję czasu.
Miała na sobie elegancką, ciemną szatę o prostym kroju, dopasowaną w talii i wykończoną subtelnym haftem przy mankietach. Na ramiona narzuciła długi jesienny płaszcz w głębokim, przygaszonym odcieniu burgundu. Cięższy materiał chronił przed chłodem, a wysoki kołnierz można było zapiąć niemal pod samą brodę. Ciemne rękawiczki, skórzana torba przewieszona przez ramię i starannie upięte włosy dopełniały całości. Nie wyglądała jak osoba, która przyszła wybierać warzywa.
Pokątna była już wyraźnie jesienna. W witrynach pojawiały się pierwsze dekoracje związane z Samhain, a przed sklepami wystawiano kosze pełne suszonych ziół, świec, wiązek drewna i warzyw przeznaczonych do drążenia. Czarownica zatrzymała się przed jedną z witryn, przyglądając się przez chwilę kompozycji wykonanej z suszonych gałązek, czarnych świec i wianków z jesiennych liści.
Ostatecznie w sklepie spędziła znacznie więcej czasu, niż początkowo planowała. Nie ograniczyła się do listy. Przechadzała się między półkami, oglądając wystawione towary, brała do ręki różne rodzaje soli, sprawdzała etykiety na słoikach z suszonymi ziołami, oglądała wosk, świece oraz niewielkie metalowe przedmioty wykorzystywane przy tradycyjnych obrzędach. Złożyła już zamówienia na pojemniki, gwoździe, świece i szaty, więc żadne z materiałów nie znalazły się na jej liście. Wybrała za to kilka opakowań soli, upewniając się, że będzie jej wystarczająco dużo na wszystkie planowane przygotowania. Najwięcej uwagi poświęciła jednak warzywom. Przy długim stole ustawiono całe rzędy dyni. Małe, duże, podłużne, niemal idealnie okrągłe - każda miała inny kształt i układ żeber. W końcu wskazała sprzedawcy większość dorodnych dyń, które najlepiej nadawały się do drążenia. Do tego dobrała kilka mniejszych warzyw charakterystycznych dla jesiennych obchodów - takie, które również można było wydrążyć i wykorzystać jako niewielkie lampiony albo elementy dekoracji, jak chociażby większe ziemniaki czy rzepy. Jedną po drugiej odkładała na stół, po czym znów po nie sięgała. Dynia. Ziemniak. Rzepa. Dynia jeszcze raz. Nie wybierała według wielkości ani tego, które warzywo wyglądało najlepiej. Analizowała je jak konserwator przed przystąpieniem do pracy.
Po dokonaniu tej jakże skrupulatnej selekcji, całe zamówienie miało zostać wysłane prosto do galerii, do jej prywatnej pracowni, więc po ostatecznym sfinalizowaniu, schowała listę do torby i ruszyła do wyjścia. Miała dość tych zakupów na dziś, resztę mogła załatwić korespondencją. W ostateczności wyśle Deeka. Teraz musiała wrócić do galerii i wziąć się do roboty, jeśli miała ze wszystkim zdążyć.
Koniec sesji
learn the rules
then break some
then break some