Znowu razem z Atreusem.
Dejavu.
Tylko tyle dobrego, że tym razem nie tylko on siedział obmacując sobie obitą twarz, bo jakimś cudem ktoś aportował się do nich w sekundę, tak że nie zdążył się odwdzięczyć.
– Mnie? – spytał i splunął krwią. A potem ostrożnie dotknął szczęki. Jeden cios zaserwował mu tam przepięknego krwiaka, który miał zaraz zamienić się w opuchliznę, kolejny rozwalił wargę, tak że tę pokrywała teraz krew. - Jakbyś to ty nie prowokował, kurwa – prychnął. Gniew powoli opadał. I do Chrisa zaczęło docierać, że przecież Bulstrode zrobił to specjalnie. – Kochasz robić wokół siebie zamieszanie i dowalać innym, Bulstrode, ale poważnie? Dojebywać się do Victorii? Baw się swoimi pannami Avery, a nie wpierdalaj tutaj. Pół Londynu już opowiada o tym, że planujesz się oświadczać.