• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[14.02.1969] Nawiedzone obrazy, a pośród nich Ty | Percival & Astoria

[14.02.1969] Nawiedzone obrazy, a pośród nich Ty | Percival & Astoria
Z pierwszych stron gazet
you are the bane of my existance and the object of all my desires
wiek
33
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
były łamacz klątw | pisarz
180 centymetrów wzrostu, ciemnobrązowe włosy, równie ciemne oczy, kilkudniowy zarost na szczęce i policzkach oraz wiecznie pogodna twarz: to tylko cechy, które zauważa się jako pierwsze. Dopiero później widzi się to, że chodzi z laską u boku, czasem widocznie się nią asekurując, czasem jakby dla szpanu. Wtedy też dostrzegasz coraz bardziej widoczną na jego skroniach i zaroście siwiznę. Ale hej, przecież wciąż jest czarujący i przystojny! Gdy zmienia się w kota, ma ciemnobrązowe, średniej długości futerko, dość długi ogon i, cóż, siwiznę widoczną na pyszczku. Jak zaczniesz z nim rozmawiać, to usłyszysz, że mowi dużo, czasem chaotycznie, ale zawsze z irlandzkim akcentem. Ponadto czasem zdarzy mi się wpleść jakies francuskie słowo. Jego głos jest ciepły i melodyjny.

Percival Fletcher
#1
16.10.2026, 18:41  ✶  
14.02.1969 rok, Galeria OdNowa

Nieczęsto bywał w Londynie, a gdy bywał, zwykle nie miał za dużo czasu dla siebie, czy to, aby iść coś zjeść na mieście, czy to, aby poświęcić chwilę na odpoczynek. Prawda była taka, że gdy już wracał choć na moment do Wielkiej Brytanii, zawsze działał w pośpiechu, bo i powody powrotu nie były typowo odpoczynkowe. Jego kalendarz był przepełniony po brzegi. Dlatego tak bardzo się ucieszył, że spotkanie autorskie promujące jego najnowszą, wydaną w ubiegłym roku książkę przebiegło sprawnie i bez zbędnego zatrzymywania autora. Ludzi nie było zbyt dużo, w końcu kto przychodzi na spotkanie z autorem o 10 w piątek? On by nie poszedł, więc szacunek dla zainteresowanych. Jednak i tak było więcej osób niż na jego pierwszym, tym przed którym spróbował przetransmutować swoją twarz tak, aby nikt nie rozpoznał w nim klątwołamacza z Gringotta. Towarzystwo było trochę bardziej… Mieszane. Chociaż widział jak co najmniej dwie czarownice robiły do niego maślane oczka. Ale chwała za to Merlinowi, że nikt nie sprawił, że musiał siedzieć w księgarni dłużej niż planował. Nie miał na to czasu.

O godzinie 14 umówił się ze swoją byłą studentką, Astorią Avery, a jako że była dopiero 13. Ale, nie na randkę, nie. Miał z nią porozmawiać o kilku ważnych rzeczach. Korzystając z tego, że kobieta była kuratorką sztuki, korzystając z nadmiaru wolnego czasu, miał nadzieję zwiedzić jeszcze Galerię OdNowa. Zawsze uwielbiał muzea i ich klimat, odwiedzał każde, które napotykał, choć osobiście wolał te związane z historią i techniką. Jedynie do galerii z obrazami było mu trochę nie po drodze. Nie powinno wiec nikogo dziwić, że w życiu tam nie był, choć w Londynie spędził niemal dziesięć lat życia. Nazywał to w głowie traumą wywołaną przez Grubą Damę. Ta bowiem zawsze go zagadywała, gdy spieszył się na lekcje, a on głupi wdawał się w dyskusje, co skutkowało spóźnieniem.

Dotarł do Galerii, otulając się specjalną, szytą na miarę szatą zimową, która utrzymywała komfortową temperaturę ciała czarodzieja, który ją nosił. Wszedł do środka i od razu się rozejrzał. Miejsce to na wstępie robiło ogromne wrażenie. Jego wnętrze było… magnetyzujące. Ściągnął okulary, których zapomniał zdjąć po wyjściu z Esów i Floresów, i które po wejściu do cieplejszego wnętrza lekko zaparowały. Korzystał z nich tak rzadko, że niekiedy zapominał, że nie rzucił na nie zaklęcia anty-pary. Jego wada wzroku nie była aż tak duża, że musiał chodzić w nich cały czas, nie przepadał za nimi. Jednak nie mógł sobie odmówić tego, że wyglądał na trochę bardziej ułożonego i poważnego. Zajebista sprawa, szczególnie w sprawach biznesowych, pisarskich lub uniwersyteckich. Ale tutaj, choć przybył tu w interesach naukowych, miał wrażenie, że mógł sobie pozwolić na odrobinę większą swobodę. A przynajmniej miał taką nadzieję, bo Astoria nie była już jego studentką. Odezwał się do niej listownie w sprawie konsultacji do powieści, w trakcie pisania której właśnie był. Miała opowiadać o kuratorce sztuki, łudząco podobnej do Astorii, choć Percy twierdził, że to akurat nieświadomie, odkrywając tajemnicę domu, w którym nawiedzone były obrazy. Pomysł wydawał mu się dobry, choć wymagał dopracowania. Ba, w jego wyobraźni miał on zadatki na serię, jednak nie chciał się zamykać w szufladzie kogoś, kto tworzy książki w seriach, jedna po drugiej, będących kontynuacjami. Z wątkami, które niekiedy były odgrzewany kotletami. Jego podejście do prozy było chyba bardziej klasyczne.

Rozejrzał się i nie widząc żadnej znajomej twarzy, zdecydował się wprowadzić swój plan w życie. Najpierw zwiedzenie, później rozmowa z panną Avery. Kulturalnie przywitał się z osobą sprzedającą bilety. Kupił wejście, choć pewnie każdy inny powołałby się na niegdysiejsze bycie wykładowcą lub artystą, aby tylko wejść na ekspozycję za mniejszą ilość sykli. On jednak nie był takim człowiekiem. Może i w młodości, w czasach szkolnych, zdarzało mu się ukraść coś drobnego raz na jakiś czas, z czego złapany za taki wybryk został tylko raz, na drugim roku (po czym dostał wyjca od ojca i czuł ogromny wstyd przez całą resztę roku), ale od dawna w ogóle tego nie robił. Na Merlina, przecież pracował w Banku! Znał wartość pieniędzy. No i był już za stary na szukanie adrenaliny w kradzieży tak, jak ojciec zawsze mówił: cicho, sprawnie i bez zbędnych świadków. Przed wejściem na wystawę, odwiesił jeszcze szatę w szatni, aby przypadkiem nie nabrudzić.

Z każdą salą, był coraz bardziej zachwycony zbiorami Galerii. Każde z eksponowanych przez nią dzieł napawał go ogromnym wręcz natchnieniem. Czuł się tak, jakby pomysły go wręcz rozpierały. Jednak, jeśli miał wybierać, większy wpływ niż rzeźby wywarły na nim portrety. W każdym dostrzegał emocje portretowanej osoby, miał wrażenie, że widzi jej charakter, nawet gdy postaci powstrzymywały się od mówienia i próbowały udawać nieruchome, aby zwiedzający mógł je podziwiać. Jednak im dalej szedł, tym bardziej robiło się to niepokojące. Albo to może jego wyobraźnia się rozszalała. Szala się przelała, gdy na ostatnim obrazie w sali dostrzegł prawdziwe znudzenie; był to obraz matki z córką. Matka stała nieruchomo, dziewczynka też usiłowała, jednak w pewnym momencie ruszyła się i spojrzała na matkę. Zapytała ją o coś niezrozumiale, bardzo cicho, a matka wtedy w końcu się ruszyła, trzepnęła ją lekko w tył pleców, aby ta się na nowo wyprostowała i uśmiechnęła.

Wtedy właśnie Percival stwierdził, że już wie, czemu nie przepada za portretami. I ruszył dalej, aby oglądać pejzaże. Po niepokoju i lekkiej konsternacji, którą poczuł w poprzedniej sali, w Jadeitowym Lesie poczuł spokój. No, takie łono natury potrafił znieść i nawet lubić. Przynajmniej pszczoły nie latały wokół niego. Zatrzymał się przy jednym z zimowych pejzaży, z rzeką, łudząco przypominającą rzekę Liffey w Wicklow. Co prawda przepływała ona też przez jego rodzinny Dublin, ale to właśnie piękne widoki z Cill Mhantáin zapadły w pamięć, z którychś wakacji spędzonych u dziadka. Uśmiechnął się na myśl o tym. Było to miłe wspomnienie. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że w momencie, kiedy wpatrywał się w ruchomy obraz i obserwował jak wolno płynie rzeka, wybiła godzina 14. To, aby być niesłownym i niepunktualnym nie było jego celem. Nie lubił spóźnialstwa u innych, a sam właśnie był spóźniony, co za paskudna hipokryzja… Gdy się zorientował, znacznie przyspieszył zwiedzanie, licząc na to, że wpadnie na kobietę w połowie drogi do umówionego miejsca.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
8 godzin(y) temu ✶  
Czternasty lutego był jednym z tych dni, w których galeria OdNowa pozwalała sobie na odrobinę artystycznej ekstrawagancji. Averych trudno było posądzić o przesadny sentymentalizm, niemniej nawet oni rozumieli, że święto zakochanych stanowiło doskonałą okazję do zaprezentowania zbiorów, które przez pozostałą część roku ustępowały miejsca dziełom o znacznie poważniejszej tematyce. Wystawę przygotowano z rozmachem, choć bez popadania w przesadną ckliwość, której Astoria osobiście nie znosiła. Między marmurowymi kolumnami rozwieszono girlandy z zaczarowanych róż, których płatki przybierały odcienie od głębokiego burgundu po delikatny pudrowy róż. W niszach ustawiono alabastrowe rzeźby przedstawiające mitologicznych kochanków, a ponad głowami odwiedzających przemykały niewielkie, uskrzydlone kupidyny, co jakiś czas wypuszczające z miniaturowych łuków złociste strzały. Te ostatnie rozpływały się w powietrzu, zanim zdążyły kogokolwiek dosięgnąć, pozostawiając po sobie jedynie subtelny zapach kwiatów.
Sama pojawiła się w galerii jeszcze przed południem. Oficjalnie nie należała do grona pracowników OdNowy; dopiero co zaczęła kurs "Teoria, Krytyka i Kuratorstwo Sztuki". Nie przeszkadzało jej to jednak spędzać niemal każdej wolnej chwili w rodzinnej galerii. Znała już znaczną część zbiorów, uczestniczyła w przygotowaniach do wystaw, pomagała przy katalogowaniu dzieł i z coraz większą swobodą prowadziła rozmowy z artystami oraz kolekcjonerami. W praktyce wykonywała obowiązki niewiele różniące się od tych powierzanych etatowym kustoszom, choć w dokumentach wciąż pozostawała jedynie córką właścicieli, której wyjątkowo trudno było odmówić dostępu do zaplecza. Tego dnia miała jednak również własne plany.
Percivala Fletchera poznała niespełna rok wcześniej we Francji, podczas kursu poświęconego łamaniu klątw i zabezpieczaniu przeklętych dzieł sztuki. Początkowo traktowała go wyłącznie jako wykładowcę, którego wiedza mogła okazać się przydatna w przyszłej pracy. Z czasem przekonała się jednak, że poza niewątpliwymi kompetencjami posiadał również dar opowiadania o rzeczach skomplikowanych w sposób, który nie przypominał czytania instrukcji konserwacji starych ram. Po zakończeniu kursu wymieniali sporadyczną korespondencję, dotyczącą najczęściej zagadnień związanych z magią, sztuką i jego pisarskimi przedsięwzięciami. Ostatni list zawierał propozycję spotkania i konsultacji dotyczącej powstającej powieści, której bohaterką miała być kuratorka sztuki. Astoria przyjęła zaproszenie z autentycznym zainteresowaniem.
O czternastej miała już za sobą przegląd dokumentacji kilku obrazów przeznaczonych do przyszłej ekspozycji. Odłożyła pióro, zamknęła oprawiony w skórę katalog i zerknęła na zegarek. Następnie, z właściwą sobie dokładnością, poprawiła mankiety sukienki w kolorze głębokiego śliwkowego fioletu, której prosty krój przełamywały drobne perłowe guziki i delikatne hafty przy kołnierzyku. Włosy miała starannie upięte, a jedyną wyraźniejszą ozdobę stanowiła niewielka brosza z ametystem, przypięta tuż pod szyją. Minęło pięć minut. Potem kolejne trzy. Czarownica ponownie spojrzała na tarczę zegarka, tym razem unosząc lekko brew. Punktualność uważała za elementarny przejaw szacunku wobec drugiej osoby, a od ludzi, którzy sami prowadzili wykłady i wyznaczali terminy, oczekiwała w tej kwestii szczególnej dyscypliny. Nie zamierzała jednak obrażać się o kilka minut, zwłaszcza że miała wystarczająco dużo zajęć, by nie uzależniać całego popołudnia od przybycia jednego mężczyzny.
Przechodząc przez kolejne sale, wymieniła kilka uprzejmości ze znajomymi gośćmi, poprawiła przekrzywioną tabliczkę informacyjną przy jednym z eksponatów i dopiero w pobliżu części poświęconej pejzażom dostrzegła znajomą sylwetkę. Fletcher najwyraźniej zdążył już rozpocząć zwiedzanie na własną rękę, co poniekąd wyjaśniało jego nieobecność w umówionym miejscu. Ruszyła w jego stronę, ale on również ją zauważył, więc spotkali się w połowie drogi, wśród obrazów poświęconych miłości. Na jednym z płócien młodzieniec od przeszło dwóch stuleci bezskutecznie usiłował zdobyć względy damy, która konsekwentnie odrzucała kolejne bukiety, na innym para kochanków wymieniała ukradkowe spojrzenia ponad stołem zastawionym do wystawnej kolacji. Wszystkie łączyło jedno - zaklęta w pigmentach magia, która subtelnie oddziaływała na emocje oglądających. Nie była na tyle silna, by pozbawiać ich własnej woli, lecz wystarczała, by wzbudzić ciepło, rozrzewnienie lub tę osobliwą tęsknotę za bliskością.
- Monsieur Fletcher - przywitała go uśmiechem. - Chyba powinnam poczuć się urażona, że nasze obrazy okazały się bardziej interesujące od mojego towarzystwa? - zagadnęła z rozbawieniem. Przyjrzała mu się z dyskretnym zainteresowaniem. Od czasu ich ostatniego spotkania zdążyła niemal zapomnieć, jak osobliwie dobrze prezentował się w otoczeniu dzieł sztuki. Być może była to kwestia swobody, z jaką się poruszał, a może zwyczajnie jego urody, której nie sposób było odmówić pewnych zalet estetycznych.
- Proszę mi tylko powiedzieć, które dzieło zatrzymało pana na tak długo - uniosła lekko brwi, jak gdyby od odpowiedzi zależało, czy zdecyduje się wybaczyć mu przewinienie. - Wolałabym wiedzieć, z kim przyszło mi konkurować.
Nie zamierzała jednak czynić mu z tego powodu poważnych wyrzutów. Właściwie trudno byłoby o większy komplement dla galerii niż gość, który tak dalece zatracił się w oglądaniu jej zbiorów, że zapomniał o upływającym czasie.
- Przyznam, że pana wiadomość mnie zaintrygowała. Nieczęsto zdarza się, żeby pisarz poszukiwał konsultacji w sprawie pracy kustosza - przechyliła nieznacznie głowę. - Jestem ciekawa, czy potrzebuje pan mojej wiedzy, czy raczej zamierza pan przekonać mnie, że praca w galerii jest znacznie bardziej ekscytująca, niż dotąd przypuszczałam.
Życie kustosza bywało zdecydowanie mniej romantyczne, niż mogłaby sugerować literatura, choć Astoria podejrzewała, że w walentynkowym otoczeniu należało zachować tę opinię dla siebie.
- I przede wszystkim, monsieur, jak wiele kłopotów zamierza pan sprowadzić na swoją nieszczęsną bohaterkę?


learn the rules
then
break some
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (811), Percival Fletcher (1007)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa