22.10.2026, 18:18 ✶
Umówili się na pójście do nowego klubu sztuk walki w niedzielę rano i prawdę mówiąc nic tak dawno nie uczyniło jej tygodnia lepszym niż ten spontaniczny pomysł na wspólne spędzenie czasu z Henrym. Chyba naprawdę potrzebowała takiego wypadu z kimś jej bliskim, bo od kilku dni widmo Samhain nieustannie próbowało zatopić jej dobry humor w morzu obaw. Jak na razie jeszcze mu się to nie udało, ale kilka razy było blisko. Była jednak pewna, że spotkanie z Henrym i wspólny trening (a potem może i jakieś dobre jedzenie w Złotym Smoku) skuteczenie poprawi jej nastrój. W końcu aktywność fizyczna zawsze robiła jej dobrze na głowę. Podobnie zresztą jak spędzenie czasu z kimś kogo naprawdę lubiła. No… Jedzenie w sumie też sprawiało, że miała lepszy humor. W końcu była córką swojego ojca.
Dlatego też przybyła w umówione miejsce z duzą dawką wesołej energii i pozytywnym nastawieniem. Henry już stał przed wejściem do klubu tyłem do niej. Hestia uśmiechęła się na jego widok. Zrobiła kilka kroków do przodu, zatrzymała się na chwilę rozważając czy na pewno chce zrobić to co chce zrobić, a następnie podbiegła do jeszcze niczego świad czarodzieja i przyjacielsko szturchnęła go w ramię.
– Orientuj się! – krzyknęła wesoło. – Gotowy na trening? – dodała szybko, aby Henry nie dostał zawału, że ktoś obcy nachodzi go od tyłu i zaczepia.
Dlatego też przybyła w umówione miejsce z duzą dawką wesołej energii i pozytywnym nastawieniem. Henry już stał przed wejściem do klubu tyłem do niej. Hestia uśmiechęła się na jego widok. Zrobiła kilka kroków do przodu, zatrzymała się na chwilę rozważając czy na pewno chce zrobić to co chce zrobić, a następnie podbiegła do jeszcze niczego świad czarodzieja i przyjacielsko szturchnęła go w ramię.
– Orientuj się! – krzyknęła wesoło. – Gotowy na trening? – dodała szybko, aby Henry nie dostał zawału, że ktoś obcy nachodzi go od tyłu i zaczepia.