15.01.2023, 14:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2023, 11:56 przez Brenna Longbottom.)
Brenna prawdopodobnie byłaby w stanie skłonić Erika do zmiany zdania. Groźbą, prośbą, podstępem. Nie próbowała, choć nie paliła się do tych badań, bo była to zbyt poważna sprawa, aby mogła odebrać bratu prawo do decyzji. Co nie znaczyło, że ot tak, radośnie przytaknęła. Chciała zobaczyć dokumentację, i gdyby znalazła w niej jakiekolwiek uchybienia, na pewno brat usłyszałby parę słów. I nie zamierzała pozwolić, aby robił to sam, w formie, w której się nie kontrolował.
Zachowywała się formalnie, przynajmniej jak na siebie. Trochę było jej z tym łatwiej, bo mimo wszystko potrzebowała odpowiedzi oficjalnie, trochę musiała oddzielić własną sympatię do Fergusa i Castiela od tej sprawy, trochę wreszcie – okoliczności były za poważne, aby tak od razu mogła z tego po prostu żartować.
W dodatku nawet jeżeli nie była zła, to zmartwiona i rozczarowana całym wydarzeniem już tak.
Dlatego gdy Flint zaproponował pływanie zawahała się. Właściwie to nie powinna – naprawdę miała dużo pracy, a tu przyszła głównie służbowo. Brenna jednak była w stanie domyśleć się, że Castiel odmowę zrozumie jako odrzucenie. Może przejaw złości o to, że wciągnął ją w sytuację, a o samo wezwanie Brenna akurat nie była rozzłoszczona nawet przez pięć sekund.
A był wystarczająco przybity. Dało się łatwo domyśleć, że miał wyrzuty sumienia, martwił się o Fergusa, a wizja utraty pracy go przerażała. Do pewnego stopnia Brenna martwiła się i o niego: o to, jak udźwignie całą tę sytuację. Przyjaźnili się przecież. Jaką byłaby przyjaciółką, gdyby teraz dołożyła mu zmartwień? Odrzuciła gałązkę oliwną, a może nawet pewnego rodzaju prośbę o wsparcie – nawet jeżeli tą miało być wspólne pływanie w tym cholernie zimnym morzu? Popełnił błąd, kto ich jednak nie popełniał?
Uśmiechnęła się do niego, trochę blado, ale po raz pierwszy dziś szczerze.
- W takim razie aportuję się na jacht. Ale od skrzeloziela wolę rzucić bąblogłowę. Hodowanie sobie skrzeli zostawię Flintom – powiedziała, dźwigając się z pomostu. - Pamiętaj tylko, że nie pływam tak dobrze, jak ty.
Zachowywała się formalnie, przynajmniej jak na siebie. Trochę było jej z tym łatwiej, bo mimo wszystko potrzebowała odpowiedzi oficjalnie, trochę musiała oddzielić własną sympatię do Fergusa i Castiela od tej sprawy, trochę wreszcie – okoliczności były za poważne, aby tak od razu mogła z tego po prostu żartować.
W dodatku nawet jeżeli nie była zła, to zmartwiona i rozczarowana całym wydarzeniem już tak.
Dlatego gdy Flint zaproponował pływanie zawahała się. Właściwie to nie powinna – naprawdę miała dużo pracy, a tu przyszła głównie służbowo. Brenna jednak była w stanie domyśleć się, że Castiel odmowę zrozumie jako odrzucenie. Może przejaw złości o to, że wciągnął ją w sytuację, a o samo wezwanie Brenna akurat nie była rozzłoszczona nawet przez pięć sekund.
A był wystarczająco przybity. Dało się łatwo domyśleć, że miał wyrzuty sumienia, martwił się o Fergusa, a wizja utraty pracy go przerażała. Do pewnego stopnia Brenna martwiła się i o niego: o to, jak udźwignie całą tę sytuację. Przyjaźnili się przecież. Jaką byłaby przyjaciółką, gdyby teraz dołożyła mu zmartwień? Odrzuciła gałązkę oliwną, a może nawet pewnego rodzaju prośbę o wsparcie – nawet jeżeli tą miało być wspólne pływanie w tym cholernie zimnym morzu? Popełnił błąd, kto ich jednak nie popełniał?
Uśmiechnęła się do niego, trochę blado, ale po raz pierwszy dziś szczerze.
- W takim razie aportuję się na jacht. Ale od skrzeloziela wolę rzucić bąblogłowę. Hodowanie sobie skrzeli zostawię Flintom – powiedziała, dźwigając się z pomostu. - Pamiętaj tylko, że nie pływam tak dobrze, jak ty.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.