21.02.2023, 13:45 ✶
Przypałętał się do biblioteki w trakcie deszczu, bardzo wczesnym porankiem. Niemalże biegł, przyklejony jak najbliżej drzew i bloków mieszkalnych. Teoretycznie słońce było za chmurami lecz jak na nowicjusza w nieżyciu dosyć mocno ryzykował. Nie wspomniał Rhei o której godzinie przyjdzie - powinna spodziewać się go po zmroku, a on wparował do przedsionka o siódmej rano. Wilgoć osiadła na jego grzywce, która jako jedyna wystawała spod kaptura. Kurtka była za to przemoczona, tak samo jak ciężkie buciory, którymi naniósł trochę błota poza wycieraczkę. Oddychałby niczym plumpka wyrzucona na brzeg wody - taki był przejęty, że udało mu się zdążyć uciec przed słońcem - lecz jego organizm nie potrzebował tlenu do okazywania przejęcia. Zdjął kaptur, kurtkę, wytarł pospiesznie podeszwy i przeszedł czym prędzej do recepcji, dając znać pracującej tam kobiecie, że sam sobie poradzi i znajdzie to, co go interesuje. Dostał przepustkę i ruszył wgłąb biblioteki, wzrokiem wyłapując Rheę. Celowo nie odzywał się telepatyczną myślą aby ją zaskoczyć. Odnalazł ją przy jednych z pobocznych stolików. Nie obchodziło go aktualnie co tam robiła (chyba, że znalazłby ją tam z jakimś mężczyzną). Zakradł się cichutko za jej plecami aż znienacka położył dłonie ja jej ramionach w akompaniamencie niegłośno "bu".
- Dzień doberek. Wampir z rana się kłania.- szepnął przy jej włosach i obszedł ją wokół, opierając swoje pośladki o stolik, przy którym "coś" robiła. Skrzyżował ręce na ramionach i zaprezentował jej szeroki uśmiech nasyconego krwią wampira. Bez kłów, rzecz jasna.
- Zaskoczona? Wierz mi, ja też. Myślałem, że zaraz się przejaśni i po drodze mnie spali. Muszę to kiedyś sprawdzić na własnej skórze czy to faktycznie prawda bo narazie tylko wierzę na słowo.- wierzył Williamowi lecz jego imienia nie wymawiał przy dziewczynach… jeszcze. Co prawda miały prawo podejrzewać, że ktoś mu pomaga tylko nabierał przy tym wody w usta i ucinał temat.
- Co robiłaś zanim ci tak brutalnie przerwałem?- pytał, otwierając swój umysł na fale telepatyczne Rhei. To było jak otwarcie okna, a może drzwi i to tylko tych przeznaczonych dla pani Parkinson.
- Dzień doberek. Wampir z rana się kłania.- szepnął przy jej włosach i obszedł ją wokół, opierając swoje pośladki o stolik, przy którym "coś" robiła. Skrzyżował ręce na ramionach i zaprezentował jej szeroki uśmiech nasyconego krwią wampira. Bez kłów, rzecz jasna.
- Zaskoczona? Wierz mi, ja też. Myślałem, że zaraz się przejaśni i po drodze mnie spali. Muszę to kiedyś sprawdzić na własnej skórze czy to faktycznie prawda bo narazie tylko wierzę na słowo.- wierzył Williamowi lecz jego imienia nie wymawiał przy dziewczynach… jeszcze. Co prawda miały prawo podejrzewać, że ktoś mu pomaga tylko nabierał przy tym wody w usta i ucinał temat.
- Co robiłaś zanim ci tak brutalnie przerwałem?- pytał, otwierając swój umysł na fale telepatyczne Rhei. To było jak otwarcie okna, a może drzwi i to tylko tych przeznaczonych dla pani Parkinson.