• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[04/1972] Oswajanie | Geraldine & Mellvyn

[04/1972] Oswajanie | Geraldine & Mellvyn
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#21
30.04.2023, 00:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.04.2023, 07:41 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  

Gerry nie spuszczała wzroku z jego oczu. Miała wrażenie, że coś zrobiła nie tak. Nie dostrzegła w nich bowiem tego, co wczoraj. Jakby nie spełniła jego oczekiwań, to nie zadziałało. Potwierdziły to tylko słowa Mellvyna. Była zbyt delikatna. Wynikało to z tego, że nie chciała przypadkowo go skrzywdzić. Trochę jej to zamąciło w głowie, ale tylko na chwilę. Nie miała zamiaru przestawać, nie teraz, kiedy znaleźli się w tym momencie.

Jego wzrok mówił sam za siebie. Chciał więcej, miała jego przyzwolenie, nie mogła się wahać. Musiała kontynuować, pokazać, że jest w stanie to zrobić. Przecież chodziło o to, żeby miała władzę. Zawsze jej na tym zależało. Wreszcie mogła to osiągnąć. Stać ją było na więcej, on powinien to poczuć.

Krew, która pojawiła się na jego ciele nie przyniosła satysfakcji. Było jej mało. Za mało. Złapał ją za dłoń, w której trzymała grot, pociągnął w dół, trochę ją to zirytowało. - Nie ruszaj. - Powiedziała stanowczym tonem.

Zabrała rękę. Przez dłuższą chwilę trzymała ją w powietrzu. Wybierała miejsce, w które grot wbije się tym razem. Mogła bardziej uważać na pierdolonych lekcjach anatomii, tak musiała zdać się na los. Nie do końca wiedziała, jak bardzo może to mu zaszkodzić, ale zadecydowała.

Pewnym ruchem wbiła grot w okolice mostka, z początku delikatnie, przesuwała go coraz niżej, przy okazji wbijając narzędzie coraz głębiej, robiła to bardzo precyzyjnie - widać było, że ma wprawę. Skupiona była w pełni na tej czynności. Przyglądała się krwi, która zaczęła wypływać z jego ciała, jej kolor ją zachwycał, pięknie kontrastował z jego skórą. Nie przestawała jednak sunąć dalej, dopóki nie dotarła do jego podbrzusza. Tutaj się zatrzymała. Dopiero wtedy przeniosła spojrzenie spowrotem na jego twarz, mógł dostrzec w jej oczach satysfakcję, błyszczały intensywnie. Była dumna ze swojego dzieła. Na pewno pozostanie po tym ślad, który będzie z nim do końca jego życia, będzie mu o niej przypominał.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#22
30.04.2023, 11:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.05.2023, 10:23 przez Mellvyn Ollivander.)  
Mogła spokojnie zabrać rękę - nie trzymał jej nadgarstka dłużej, niż przez kilkanaście sekund, bo już wtedy zaczęło zżerać go poczucie winy. Spodziewał się, że strzeli mu w pysk za nieposłuszeństwo. Skulił się preemptywnie.
Nie uderzyła go, jedynie upomniała. Pokłady litości Jego Pani wydawały się nieograniczone, nie rozumiał dlaczego. Gdyby był nią, ukarałby się strachem i upokorzeniem. Obserwował jej uniesioną dłoń i z zaskoczeniem myślał o tym, że miał ochotę testować jej granice. Jak dużo byłby w stanie zrobić, zanim by go uderzyła?

Tym razem przegapił moment, w którym wybrała miejsce. Strach ogarnął go dopiero w chwili, gdy dostrzegł błysk opadającego grotu.
Bólu był nikły... ale nie kończył się. Ogarnął go zimny, lodowaty lęk, kiedy zorientował się, że ostrze wciąż tkwiło wewnątrz jego ciała, gdy jej ręka sunęła w dół. Cholernie długie cięcie było czyste, doskonałe, przez co nie był w stanie na ślepo ocenić, jak głębokie. To właśnie okazało się najgorsze. Najlepsze. Najbardziej ekscytujące.

Oddychanie bolało, jucha z niego ciekła. Czuł, jak spływa mu w dół mostka, jak rozprasza się niżej na boki. Zapaskudzi pościel Jego Pani, będzie ją musiał przeprosić.
Przyłożył dłoń do brzucha, brzegi rany rozstępowały się pod naciskiem jego palców. Mógł dotknąć swojego śliskiego wnętrza. Zakręciło mu się w głowie.

Ale nie zemdlał. Patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. Był przerażony.
Kilkoma suchymi, jakby bezwiednymi ruchami bioder przyciskał do niej swoje łono. Później zauważył, że był w stanie użyć własnych mięśni ud do masturbacji i skorzystał z tego. Wił się pod nią. To było takie żałosne, że aż zabawne, że fizycznie wystarczało tylko trochę nacisku i frykcji.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#23
30.04.2023, 22:43  ✶  

Geraldine zachowywała się trochę jak w transie. Bardzo się zaangażowała w rozcinanie jego skóry. Zależało jej na tym, żeby wszystko było dokładne. Jeśli ona za to odpowiadała to musiało wyjść idealnie. Nie pozwoliła, aby ręka jej zadrżała nawet przez chwilę. Mogłoby się wydawać, że zajmuje się takimi czynnościami od zawsze. W zasadzie, to było w tym trochę prawdy, chociaż obiekt zgoła się się różnił od tych z którymi miała doczynienia zazwyczaj. Tylko, czy tak naprawdę była, aż tak wielka różnica między człowiekiem, a zwierzęciem? Zaczęła jej się teraz ona zacierać. Miała wrażenie, że to właściwie to samo, no może poza świadomością, bo jednak Mellvyn wiedział, co może się wydarzyć.

Yaxley miała wrażenie, że z każdą sekundą pojawia się coraz więcej krwi. Nie przeraziło jej to jednak, była obyta z takim widokiem. Fascynował ją. Oddychała spokojnie kiedy zakończyła swoje dzieło. Jakby jej to w ogóle nie poruszyło, przynajmniej takie sprawiała pozory. We wnątrz się gotowała, czuła, że przekroczyła pewną granicę i już nic nie będzie w stanie jej zatrzymać, będzie mogła zrobić wszystko.

Gerry postanowiła jeszcze przejechać palcem po tej ranie, którą uczyniła. Chciała poczuć ciepło krwi, która pojawiła się na jego klatce piersiowej. Bardzo delikatnie, dotknęła jego mostku, po czym zmierzała dalej, powoli, aby móc nacieszyć się tym uczuciem. Krew była ciepła i gęsta, taka sama jak zwierząt, które przyszło jej zabijać.

Poczuła ruch jego bioder, co upewniło ją w tym, że mimo przerażenia, jakie dostrzegła w jego oczach musiało mu to odpowiadać. Musiało mu również sprawiać satysfakcję. Czyli wszyscy byli zadowoleni, nie o to im właśnie chodziło? Chociaż do pełni zaspokojenia nadal jej czegoś brakowało, wszak to zbliżenie nie było takie do jakich przywykła. Wiedziała, że jeśli tylko wyda mu polecenie, to je wykona, póki co jednak jeszcze się powstrzymywała.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#24
01.05.2023, 13:04  ✶  
Kiedy przyłączyła się do dotykania jego nowej rany, poczuł irracjonalną radość i podniecenie. Jego Pani czerpała przyjemność nie tylko z samego aktu przemocy, ale też z jego konsekwencji. Nie skupiała się wyłącznie na swoich emocjach, ale myślała też o nim. Nie brzydziła się tego, czym był, chociaż on sam się brzydził. Nie gardziła tym, czego chciał, chociaż on sam tym gardził. Akceptacja przez ból. Brzmiało pięknie.

Nie potrzebował dużo czasu, żeby dojść. Z początku zastygnął w bezruchu, starając się odwieść nieuniknione, ale poczuł tylko więcej ciepła pałającego z jej ciała. Musiał skończyć, decyzja nie należała do niego. Mógł tylko wybrać, jak to będzie wyglądało.
Jej ciemne od krwi palce przyciągały jego wzrok, ale zmusił się, żeby spojrzeć w górę. Patrzył po jej umięśnionym brzuchu, po jej grubych bliznach. Nosiła je tak godnie, tak dumnie. Nie potrzebowała go tam.
Wyżej były jej piersi. Oglądał je z rumieńcem na twarzy - był blisko. Obraz mu się rozmazywał, przez strach i euforię oddychał za szybko. Zostało mu może parę sekund i zamierzał wykorzystać je na myślenie o tym, co mógłby zrobić z jej sutkami.

Jęczał, gdy doszedł, z półprzymkniętymi oczami dalej wpatrzonymi w jej cycki. Ciężko mu było to wyjaśnić, ale to nie ją tym poniżył, tylko siebie. Chciałby skupić się na jej oczach, ale przecież był tylko zwierzęciem. Zwierzęta nie myślą, panuje nad nimi instynkt. Widzą sygnał, że samica jest płodna, to strzelają nasieniem. Nie było w tym nic więcej.

Odetchnął głęboko, ciesząc się nagłym rozluźnieniem. Dalej czuł trochę przyjemności, chociaż teraz głównie ze względu na dyskomfort - krocze pulsowało mu tępym bólem, za długo zwlekał z orgazmem.

Pieczenie rany na brzuchu przyćmiewało resztę bodźców, więc położył nań ręce. I spojrzał w twarz Jego Pani z błogim uśmiechem na ustach.
Zaskoczyło go to, jak pięknie wyglądała w tym świetle i w tym stanie - z piegami, z zaróżowionymi policzkami i ze zmęczonymi oczami. Aż zdążył o tym na chwilę zapomnieć podczas seksu; zauważył, że dochodził sam, zamknięty w swojej głowie, w świecie strachu, wstydu i poczucia winy. Dlaczego nie dochodził z nią? Czy to nie byłoby przyjemniejsze?

Wyciągnał brudne od juchy dłonie w jej kierunku, oparł je na jej biodrach. Nie pamiętał, kiedy czuł się tak spokojnie. Był pod wrażeniem, że Jego Pani potrafiła zrobić z nim coś takiego, nawet jednym palcem nie dotknąwszy jego penisa. Chciał się jej odwdzięczyć, ale nie wiedział jak, ani czy w ogóle będzie w stanie.
- Cz-czy zemdleję od tego - zapytał niewyraźnie, jakby zapomniał, jak się mówi. Cóż, w końcu był zwierzęciem przez dobrą chwilę. - Pocałowałbym cię, ale co jak zemdleję.
Właściwie to cholernie chciało mu się pić. I jeść. I ćpać. I kleiły mu się uda. I te ręce we krwi.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#25
02.05.2023, 02:44  ✶  

Największą przyjemność czerpała właśnie z widoku tego, co udało jej się osiągnąć. Krew, która powoli sączyła się z długiej rany, precyzyjne cięcie, proste, piękne - pewnie mało kto byłby w stanie zrobić podobne; jej doświadczenie było  w tym przypadku nieocenione. Potrafiła obchodzić się ze zwierzyną. Jak widać, nie tylko z nią, nie miała problemu z tym, aby zacząć zabawiać się z ludźmi. Wcześniej by o tym nie pomyślała. Sama by nigdy w życiu nie wpadła na to, że może jej sprawiać to przyjemność. Starała się przestrzegać pewnych norm, chociaż i tak miała spaczoną ich wizję. Dzisiaj jednak jej świat zmienił się jeszcze bardziej. Zupełnie straciła grunt, popłynęła tak głęboko, że nie spodziewała się, że kiedykowlwiek się to wydarzy, ale nie utopiła się w tym, to było najważniejsze.

Czuła, że Mellvyn się jej przygląda. Była jednak tak bardzo zafascynowana jego krwią, że z początku nie podniosła wzroku. Wolała dalej brodzić rękoma w świeżej ranie. Krwi pojawiało się coraz więcej, miała nadzieję, że jest to chwilowe, bo jeśli nie, to będzie delikatny problem. Nie potrafiła składać ludzi, wolałaby więc tego uniknąć, bo wtedy dopiero mogłaby go skrzywdzić. Raz, a dobrze.

Przestała jednak o tym myśleć. To nie był odpowiedni moment. Później się tym zajmie, choć miała nadzieję, że nie będzie musiała prosić nikogo o pomoc, bo trochę by się jej było ciężko z tego wszystkiego wytłumaczyć.

Uniosła głowę znad jego klatki piersiowej, roztrzepała włosy palcami, zapewne miała w nich teraz czerwone pasemka z krwi. Dostrzegła jego minę, wiedziała, że skończył, że udało jej się bez zupełnego problemu doprowadzić go odpowiedniego stanu. Tego pragnął, a ona mu to dała. Podobało jej się nawet, że wiedział, czego chce, bo dzięki temu mogła mu to dać.

Sama Yaxley była poruszona nowym doświadczeniem, zapewne będzie chciała spróbować kolejny raz, zobaczyć, czy stać ją na więcej. Będzie musiała podszkolić się, nabyć wiedzę, żeby wiedzieć w jaki sposób działać umiejętnie. Dzisiaj to było spontaniczne, nie do końca miała pojęcie co robi i czy robi to dobrze, powinna nabyć doświadczenia. Niby najlepiej uczyć się w praktyce, jednak w tej sytuacji przydałaby się i teoria.

Oparł dłonie na jej biodrach. Tak właściwie to był pierwszy moment, kiedy to on jej dotknął. To zbliżenie nie miało w sobie nic wspólnego z tymi, które dane jej było przeżyć wcześniej. Dla Geraldine zdecydowanie przynosiło bardziej doznania duchowe niżeli cielesne, ale jej to nie przeszkadzało. Czuła w tym trochę mistycyzmu, kiedy tak się zabawiali w tej krwi i innych wydzielinach.

Widziała w nim spokój, spełnienie. Osiągnęła to, na czym mu zależało. - Mam nadzieję, że nie, ale nie mogę obiecać, nie znam się, to mój pierwszy raz. - Może powinna o tym pomyśleć wcześniej? Nim zaczęła działać, chociaż wydawało jej się to zupełnie zbędne.

- Nie zemdlejesz. - Powiedziała jeszcze cicho, po czym sama się nad nim nachyliła i bardzo delikatnie dotknęła jego ust swoimi. Chciała go pocałować, jednak nie było to w żaden sposób zachłanne. Potrzebowała nieco bliskości, chciała też w pewien sposób podkreślić ich więź, przekazać mu, że jest dla niej czymś więcej niż tylko zwierzyną. Po tym dość brutalnym zbliżeniu, była to na pewno spora odmiana.

Zsunęła się z niego po chwili i położyła obok. Przymknęła oczy, oddychała powoli, spokojnie, jakby wcale przed momentem nie robiła mu krzywdy.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#26
02.05.2023, 11:27  ✶  
Rozbawiła go odpowiedź Jego Pani, ale nie mógł się śmiać, bo to by bolało. Czuł pewien niepokój, jednak nie bał się, że coś poważnego mu się stanie. Przecież tu z nim była, widziała to wszystko. Na pewno mu pomoże, jeśli faktycznie odleci.

Zaskoczyła go delikatność jej pocałunku, kiedy odwzajemniał go. To było przyjemne, doskonale pasowało do jego obecnego nastroju. Tylko jak ona się z tym czuła? Jego Pani nie miała jeszcze okazji w pełni skorzystać z sytuacji i spodziewał się, że wlaśnie teraz zacznie, jednak ona... zwyczajnie postanowiła dać mu odpocząć.
Był wdzięczny za to, jak ostrożnie się z nim teraz obchodziła. Faktycznie czuł się kochany, bez czego pewnie poradziłby sobie, ale ona po prostu mu to dawała. Sama z siebie. Musiał jej to wynagrodzić, szybko.

Gdy położyła się obok, wyciągnął rękę po jej dłoń. Splótł z nią palce, tak jak wczoraj się spodziewała, że z nią splecie. Wtedy jeszcze go nie znała. Tym razem to on wciąż nie znał jej.
Nie był pewien, czy też była masochistką. Rozumiała go za dobrze, równie dobrze mogła nią być. Ale nie chciał tego o niej zakładać, bo mógł jej tym sprawić przykrość.
Z tego, co dotąd mówiła i jak reagowała, mógł wynieść, że w życiu brakowało jej czegoś zupełnie innego, niż jemu. Tak samo jak on miała w sobie wstyd, dużo wstydu, ale płynął z obcego mu źródła.
- Dziękuję, naprawdę. Moja Pani.
Mogło chodzić o dotyk, o miękki i adorujący dotyk, i o spokój, który dominowałby całe doświadczenie. Tak, aby mogła zwolnić i skupić się na własnym ciele, na jego potrzebach i możliwościach. Na jego kształcie i na jego pięknie. Na tych jego częściach, które nie służyły jej jako narzędzie, których przeznaczeniem było po prostu istnieć i być jej ozdobą. To pewnie zajęłoby godziny, ale było wykonalne.

Walczył z nagłą sennością, która wraz z upływem czasu okazywała się zbyt intensywna, żeby wynikała z niedawnego orgazmu.
- Chyba muszę iść do szpitala. Co myślisz.
Nie mógł udawać, że nie zakrwawiał właśnie całego materaca. Nie sądził, żeby stracił wybitnie dużo krwi, ale wydawało się, że zaczynali w niej pływać.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#27
02.05.2023, 15:17  ✶  

Gerry nie oczekiwała nic w zamian. Przynajmniej jak na razie. Wiedziała, że to, co mu zrobiła musiało boleć. Potrzebował czasu, aby się ogarnąć, dojść do siebie. Mimo, że chciał właśnie tego, to zapewne również dla niego nie było to do końca takie proste doświadczenie. Pragnął bólu, dała mu go, tyle ile potrafiła, jednak teraz pojawiały się konsekwencje. W końcu rana nie zasklepi się od razu, do tego pozostanie ślad, na zawsze. Do końca swoich dni będzie pamiętał o tym, że to ona mu to zrobiła, miała nadzieję, że jej wybaczy wielkość tego cięcia, bo wydawało jej się, że trochę przesadziła, jak na pierwszy raz. Powinna mieć więcej wyczucia, ale tego dopiero będzie się uczyć.

Pozwoliła mu złapać się za dłoń, było to całkiem przyjemne poczuć jego dotyk po tym wszystkim. Bała się trochę, że może zbytnio go skrzywdziła, że wcale nie był tego taki pewien. To splecenie dłoni jednak tylko upewniło ją w tym, że wszystko jest dobrze, że nie zrobiła nic złego. Nadal przecież jej dotykał, nie uciekał, musiało być między nimi w porządku.

- Proszę bardzo. - Odwróciła się teraz na bok, wpatrywała się w Ollivandera swoimi niebieskimi oczami, jakby nigdy nic. Nie sądziła, że pojawi się tu tyle krwi, miała wrażenie, że jeszcze moment i popłyną. Nie przerażał jej ten widok, nie obrzydzał, było to coś zupełnie normalnego.

Geraldine oparła się na jego ramieniu, chciała nadal czuć bliskość, ciepło jego ciała. Tego jej najbardziej brakowało. Nie chodziło nawet o zaspokajanie pragnienia związanego ze sferą seksualną. Sama obecność drugiej osoby wystarczała.

Z chwilowego zamyślenia wyrwały ją jego słowa. Odruchowo znowu spojrzała na ranę, aby sprawdzić, czy faktycznie wymaga wizyty u lekarza. Nie, żeby była specjalistą, nie umiała stwierdzić, czy faktycznie jest mu to potrzebne. Nie chciała jednak, żeby jej tutaj odpłynął zupełnie, nie miałaby pojęcia, co powinna wtedy zrobić. - Starałam się nie ciąć zbyt głęboko, żeby nie uszkodzić czegoś w środku, ale faktycznie tej krwi jest dużo. Przesadziłam trochę. - Widać było, że ma do siebie wyrzuty sumienia, powinna była to bardziej przemyśleć. - - Tylko, jak pójdziesz do szpitala, to co im powiesz? To może być niepotrzebne, mogłabym spróbować Cię zszyć, ale to też się może źle skończyć. - Szczególnie, że jak do tej pory robiła to może kilka razy w życiu, gdzieś w lesie, kiedy nie mogła liczyć na wsparcie nikogo doświadczonego. Może lepiej byłoby pójść do specjalisty? Wyjątkowo Geraldine nie miała pojęcia, co powinni zrobić.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#28
02.05.2023, 20:26  ✶  
Cieszył się, że Pani tak spokojnie reaguje na jego dotyk i że odwzajemnia go. Nie wyglądała na rozczarowaną. Jakkolwiek by się nie starał, potrzebował trochę przerwy, zanim byłby w stanie sensownie skupić się na jej przyjemności.
Wolną dłonią przeczesał jej włosy, gdy oparła się o niego. Miał kłopoty z koordynacją, teraz już nie mogła tego nie zauważyć.

Danie się jej zszyć byłoby niemal romantyczne. Ale miał dzisiaj klienta. Musiał jeszcze pogotować, żeby zarobić trochę knuta. Przecież nie mogła go utrzymywać.
Zaśmiał się, patrząc gdzieś w przestrzeń. Nie spodziewał się, że będzie chciała unikać bezpośredniości.
- Powiem im, powiem im, że się ruchaliśmy i tyle. To im powiem. I że jestem nietrzeźwy. Widzieli gorsze rzeczy - odparł zachrypniętym z pragnienia głosem. - Ty masz podobno, masz jakąś znajomą. Uzdrowicielkę. Coś mi mówiłaś, że list wyślesz. Czy mogłabyś... wysłać teraz?

Spojrzał znowu po ranie, której ledwo jedna trzecia wyglądała, jakby miała się w jakimkolwiek stopniu zasklepić. Mimo wszystko nie wyglądało to aż tak źle - flaki, istotnie, wciąż miał w środku. Nie chciał na nią naciskać niepotrzebnie; pewnie miała dobre powody, żeby się z tym ukrywać.
- Chyba, że nie mogłabyś...
Kręciło mu się w głowie, ciężko mu było teraz podejmować decyzje, czy w ogóle skupić uwagę.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#29
02.05.2023, 21:22  ✶  

Dostrzegła, że nie jest z nim najlepiej. Wyglądał na wyczerpanego, zapewne miało z tym coś wspólnego to, że ta krew nie przestawała z niego wypływać. Musieli coś z tym zrobić, bo mogłoby się to skończyć niezbyt ciekawie. Musiała mu pomóc, jak najszybciej.

- Pewnie widzieli, ale nie chciałabym być wiązana z takimi czynnościami. Nie z ruchaniem, możesz mówić, że się ruchaliśmy, tylko ta rana, o to mi chodzi. - Wolałaby, żeby nie wiązano jej osoby z takimi praktykami, zdecydowanie wystarczało jej to, że wiele osób uznawało ją za mordercę, tylko dlatego, że zabijała magiczne stworzenia. Czuła na sobie nieprzyjemne spojrzenia, gdy pojawiała się w towarzystwie i wiedziała, czym są spowodowane.

- Wyślę, poproszę ją żeby tutaj przyszła, chyba nie ma sensu, żebyś się stąd ruszał, to może Ci tylko zaszkodzić. - Odezwał się w niej jakiś głos rozsądku, który siedział bardzo głęboko. Rzadko kiedy z niego korzystała. Zależało jej na tym, żeby to ich dzisiejsze zbliżenie nie przyniosło żadnych konsekwencji. Musiała mu pomóc.

Podniosła się z łóżka i ruszyła energicznie do szafki, aby napisać ten cholerny list. Miała nadzieję, że Florence znajdzie dla niej chwilę i się tutaj pojawi, inaczej będą musieli sobie poradzić sami, a ona będzie zmuszona zobaczyć, czy jest w stanie go zaszyć. Wolałaby jednak tego uniknąć.

Wyszła z pokoju, zgarnęła po drodze swój szlafrok, który na siebie narzuciła. Przekazała list Floretowi, który miał go dostarczyć Flo. Kiedy wracała do sypialni weszła jeszcze do kuchni, żeby zgarnąć ze sobą whisky i szklankę z wodą. Zapewne miał ochotę się napić. Wróciła do pokoju wręczyła Mellvynowi szklankę. - Pij. - Sięgnęła jeszcze po papierosy i zapaliła jednego, upiła spory łyk alkoholu z butelki, potrzebowała tego, aby się trochę znieczulić, szczególnie, że będzie musiała się za chwilę skonfrontować ze znajomą. - Napisałam do niej, zapewne niedługo się tutaj pojawi. - Chciała go trochę uspokoić.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#30
03.05.2023, 08:51  ✶  
Spojrzał na nią z podejrzliwością, gdy powiedziała, że nie chce być kojarzona z takimi sytuacjami. Starał się być dobrej wiary. bo dlaczego nie, skoro dotąd zrobiła tyle rzeczy, za które mógł być jej wdzięczny.. ale pamiętał podobne sytuacje z przeszłości.

Mimo to szczerze zastanowił się nad tym, w jaki sposób najlepiej byłoby coś takiego ukryć przed uzdrowicielką, która maiała tu do nich zajrzeć.
Sama scena była bardzo oczywista - łóżko, on nagi, z zaschniętą spermą między nogami i z podejrzajnie wprawnie, precyzyjnie wykonanym cięciem na brzuchu. Nie mógłby zrobić sobie tego przypadkiem, nie mogło to zostać zrobione wbrew jego woli, chyba że byłby na tyle zastraszony, że trwałby grzecznie w bezruchu na czas zadawania rany. Ale wtedy skąd sperma? Z gwałtu?

Patrzył średnio trzeźwo na to, jak pisała list. Wyglądała na naprawdę zestresowaną. Miał ochotę ją przytulić i jej powiedzieć, że nie musi się martwić. Że najgorsze, co się może stać, to umrze. A i tak niedługo umrze, niezależnie od tego, jak bardzo będą się starać.

Gdy podawała mu szklankę, spróbował podciągnąć się na łokciach i oprzeć o wezgłowie łóżka. Zabolało, krew chlapnęła, wrócił więc do leżenia. Niezgrabnie upił wody i skrzywił się, bo spodziewał się whisky.
- Dobra, ale co mam mówić? - wymamrotał, średnio świadomy swojego błogiego tonu. - Żeby nie wyszło, że ty mnie straszysz, żebym nie powiedział. Prawdy.
Bawiło go to bardzo. Wszystko.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (5466), Mellvyn Ollivander (4640)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa