Jonathan jakby zaczął jej tu nagle odpływać. Nie miała pojęcia, czym było to spowodowane. Nie dość, że od kiedy się tu pojawił, to towarzyszyła mu jakaś dziwna atmosfera, nie był sobą, te zaczepne pytania, jakby ona robiła coś złego, to teraz to. Co za pojebany dzień, a dopiero się zaczynał... Wolała nawet nie myśleć o tym, jak będzie wyglądała jego dalsza część.
Gerry nie przestawała obserwować przyjaciela. Zastanawiała się, czy to ten moment, w którym pojawia się jego kolejna osobowość, dlatego też uważnie się mu przyglądała. Potrafiła już czasem wyczuć moment przejścia - w końcu znali się od lat. Wiele razem przeżyli. Ręce nadal mu drżały, to było niepokojące, tym bardziej, że nie umiała stwierdzić, czym jest to spowodowane. Okazało się, że nie miała racji. Jonathan nadal tutaj był. To tylko spowodowało u niej większy niepokój, bo teraz już zupełnie nie miała pomysłu dlaczego tak reagował.
- Gdzie mnie nie było? Wiem, że wczoraj, na Beltane zerwał się wiatr, ale myślałam, że nic więcej. - Nie miała pojęcia tak naprawdę co stało się na polanie. Tym bardziej, że Giovanni dosyć szybko odesłał ją do domu, nawet z tego powodu ubolewała. - Koszmar? - Powtórzyła jego słowo. Nie zdążyła sięgnąć po gazety, przecież dopiero wstała. Nie rozmawiała od wczoraj póki co jeszcze z nikim, także nie miała zielonego pojęcia o co chodzi Jo. - Co się wczoraj stało Jonathan? - Przyglądała mu się uważnie. W głębi duszy czuła, że coś złego. Cały wieczór towarzyszło jej dziwne uczucie - niepokój, który był skierowany na osobę Theona. Jakby miało wydarzyć się coś złego, ale przecież nie powinno. Będzie musiała się z nim skontaktować, chociaż ostatnio się pokłócili, to jednak nadal pozostawał jej bratem, a więzy krwi były dla niej istotne.