06.09.2023, 14:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2024, 20:07 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Każde miejsce było pełne ech i widm.
Brenna nie była pewna, jak długo zdawała sobie z tego sprawę – być może od zawsze. Na pewno od zbyt dawna, aby była w stanie wskazać początek albo żeby kiedykolwiek, choćby przez sekundę to co jej towarzyszyło uznała za dziwnie. Na początku to nie była wiedza ani świadomość, jedynie ulotne przeczucie. Sny o chłopcu, co do których nie wiedziała nawet, że to wspomnienia, i że ten chłopiec dawno dorósł i umarł. Czasem przedziwne uczucie deja vu, głos rozbrzmiewający za plecami, choć była sama w pokoju, cień, wyłapywany kątem oka. Albo emocje: z niewyjaśnionych przyczyn źle czuła się w pokoju, w którym dopiero co ktoś się kłócił i wiedziała, że ta kłótnia miała tutaj miejsce, chociaż nie była jej świadkiem. Albo wręcz przeciwnie, niektóre lokalizacje dobrze się jej kojarzyły, chociaż nie było ku temu żadnego racjonalnego powodu. Nie panowała nad tym - nie mogła, zwłaszcza że długo nikt nie miał pojęcia, co dzieje się w głowie małej Brenny, co przekazano jej we krwi babki.
Była szczerze zdziwiona, kiedy pierwszy raz wspomniała o tym komuś i okazało się, że to nie jest normalne.
Miała jakieś dwanaście lat, gdy babka, żona Godryka, zrozumiała, co się dzieje i zaczęła ją uczyć podstaw, i trzynaście, kiedy pierwszy raz usiadła w kręgu widmowidza. Pod okiem najpierw babci, potem Alfreda, sny powoli znów stały się tylko snami, echa umilkły, widma przestały się pojawiać w najmniej właściwym momencie. Trzecie Oko nie groziło już Brennie wciągnięciem w otchłań szaleństwa.
Jeżeli jednak chciała kiedyś używać tej magii w naprawdę świadomy sposób, bo widmowidzenie ustabilizowano, ale jeszcze nie opanowała go w pełni – a oczywiście, że chciała, Brenna miała tendencje do bycia aż nazbyt ciekawą – musiała uczyć się dalej. Ta nauka, z konieczności, była okrojona głównie do wakacji i ewentualnie ferii, gdy ona przebywała poza Hogwartem, a Alfred znalazł dla niej czas. Tak jak dzisiaj.
(Ewentualnie do... cóż, jej własnych eksperymentów, na które pozwalała sobie po kryjomu, ale do tego przecież nikomu nie zamierzała się przyznawać.)
- Ja zupełnie tego nie ogarniam – oświadczyła piętnastoletnia Brenna Longbottom, palcem popychając jedną ze świeczek, które przygotowano w pokoju w rezydencji Longbottomów. Pomieszczenie służyło zwykle do różnego rodzaju treningów, było więc niemal puste i całkiem nieźle nadawało się do ćwiczenia transu widmowidza. – Po kiego nam te świeczki? Dlaczego tylko my potrzebujemy świeczek? To absolutnie niesprawiedliwe. Danielle widzi aury bez żadnych głupich kadzideł, a podobno jasnowidz tylko na kogoś patrzy… i bufff! Już wie, co ta osoba planuje zjeść na kolację. Albo że przejdzie ją dzisiaj Błędny Rycerz – stwierdziła, obracając się do Alfreda.
Nie wyglądała tak, jak na młodą damę z bogatego, wpływowego domu czarodziejów przystało. W wakacje nosiła się po mugolsku, po części dla wygody, po części, bo w Dolinie Godryka mugoli nie brakowało. Krótkie włosy Brenny miały tendencje do sterczenia na wszystkie strony, a na nosie miała przyczepiony plaster, pamiątkę po tym, jak wczoraj potknęła się w Kniei i walnęła rzeczonym nosem centralnie w korzeń. Matka uznała, że jeśli pomęczy się dzień lub dwa, zamiast pić eliksir, następnym razem będzie ostrożniejsza.
Elise Potter – Longbottom zwykle nie była naiwna, ale w przypadku córki czasem się jej zdarzało.
Pozwalała jednak na córce na całkiem wiele, przynajmniej póki ta zachowywała się jak należy w towarzystwie.
– To co mam z tego próbować zobaczyć? – spytała Brenna, unosząc medalion, na którym miała spróbować widmowidzenia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.