29.09.2023, 22:15 ✶
Po raz ostatni przejrzała się w lustrze, upewniając się, że prezentuje się nienagannie, po czym otworzyła dwuskrzydłowe drzwi salonu, w którym siedział już jej gość uraczony przez skrzata filiżanką różanej herbaty (przywiezioną przez Evelyn z ostatniej podróży). Aaron Skeeter. Dziennikarz, z którym współpracowała od... cóż, zawsze. Mężczyzna, który z łatwością obnażał jej sekrety (również te czające się pod materiałem prostej sukni z czarnego jedwabiu, którą aktorka miała na sobie, lecz o tym nie powinno mówić się głośno), człowiek, któremu w pewnym sensie zawdzięczała swoją karierę - gdyby nie chciał pisać o wyczynach czarownicy, o otaczającym ją woalu skandali, społeczeństwo prędko by o niej zapomniało.
Wiedziała, w jaki sposób powinna mu się odwdzięczyć.
Nauczyła się jednak, że na przyjemności powinna sobie zapracować - w tym wypadku udzielić wywiadu. Nie miało znaczenia, czy był dla Proroka Codziennego, Czarnowcy, czy też gazetki kowenowej. Im więcej mówiono o Evelyn - niekoniecznie w superlatywach - tym większą sprawiało jej to radość.
— Wybacz, że musiałeś czekać, Aaronie — posłała mężczyźnie najłagodniejszy uśmiech, na jaki było ją stać, po czym podeszła do niego kołysząc biodrami. Długie srebrne kolczyki kołysały się z każdym krokiem. Objęła Skeetera, po czym trzykrotnie ucałowała powietrze tuż obok jego policzków - prawy-lewy-prawy — Mon Dieu, wyglądasz absolument magnifique! — oświadczyła, błądząc spojrzeniem po jego sylwetce. Zajęła miejsce na fotelu naprzeciwko niego w wyuczonej pozycji z prostymi plecami i nogą założoną na nogę.
— Opowiadaj, mon ami — zachęciła go — Tak dawno cię nie widziałam. Wywiad może poczekać.
Wiedziała, w jaki sposób powinna mu się odwdzięczyć.
Nauczyła się jednak, że na przyjemności powinna sobie zapracować - w tym wypadku udzielić wywiadu. Nie miało znaczenia, czy był dla Proroka Codziennego, Czarnowcy, czy też gazetki kowenowej. Im więcej mówiono o Evelyn - niekoniecznie w superlatywach - tym większą sprawiało jej to radość.
— Wybacz, że musiałeś czekać, Aaronie — posłała mężczyźnie najłagodniejszy uśmiech, na jaki było ją stać, po czym podeszła do niego kołysząc biodrami. Długie srebrne kolczyki kołysały się z każdym krokiem. Objęła Skeetera, po czym trzykrotnie ucałowała powietrze tuż obok jego policzków - prawy-lewy-prawy — Mon Dieu, wyglądasz absolument magnifique! — oświadczyła, błądząc spojrzeniem po jego sylwetce. Zajęła miejsce na fotelu naprzeciwko niego w wyuczonej pozycji z prostymi plecami i nogą założoną na nogę.
— Opowiadaj, mon ami — zachęciła go — Tak dawno cię nie widziałam. Wywiad może poczekać.