09.11.2023, 11:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.02.2024, 18:34 przez Olivia Quirke.)
Możliwe, że tak było. Faktycznie Marta wydawała się być zainteresowana tylko i wyłącznie swoim własnym nieszczęściem. Jednak jednocześnie Marta była przewrażliwiona na swoim punkcie - i na punkcie swojego nieszczęścia. Więc jeżeli ktoś znowu chciał jej dokuczyć... A ona myślała, że Olivia brała w tym udział, to koniec. To miało w jej głowie naprawdę ogromny sens i powodowało tak duże uczucie niepokoju, że nie mogła się skupić.
- Nawet jeśli, to nie jest twoja sprawa, Rowle - skorzystała z okazji i odepchnęła się od ściany, by zwiększyć między nimi dystans. Lubiła go, ale czasem miała ochotę go udusić gołymi rękami. Jak on mógł z niej kpić w tej sytuacji? To była naprawdę ważna dla niej sprawa. Ale on chyba nie rozumiał: nigdy nie miał problemów, był prymusem, wszystkie dziewczyny za nim latały, a on miał co chciał. Jednak mimo całej tej zazdrości Olivia nie mogła nie dostrzec logiki w jego rozumowaniu. Ruda zmarszczyła brwi, gdy powoli zaczęły docierać do niej słowa chłopaka. - W sumie... To o tym nawet nie pomyślałam.
Przyznała cicho, drapiąc się po skroni. Gdy Leviathan potwierdził, że Marta odpłynęła gdzieś daleko, to nagle jakby nad głową Olivii zapaliła się lampka.
- Marta nigdy nie opuszcza swojej łazienki. Nie wiem czemu teraz z niej wyleciała, ale muszę tam pędzić! Chodź! - ruda rzuciła się pędem przez szkolne korytarze, nie patrząc czy Leviathan za nią biegnie. Obiecała mu wspólne wyjście do biblioteki i naukę, ale musiała najpierw załatwić tę sprawę. To była sprawa życia i śmierci, nawet jeśli on uważał, że to coś w rodzaju głupiego pamiętniczka czy listy najprzystojniejszych chłopaków w Hogwarcie.
Olivia biegła, już na starcie łapiąc zadyszkę. Niełatwo było biec z torbą pełną rzeczy, przewieszoną przez ramię. Ale nie miała wyjścia - duchy były cholernie szybkie, jeżeli tego chciały. Wystarczy kilka sekund, by Marta zawróciła i zmieniła się w świetlistą kulkę, by na powrót znaleźć się w łazience. Olivia wbiegła na schody, skręciła w kilka korytarzy i zatrzymała się tylko raz, by upewnić się, że dobrze idzie. A potem stanęła przed nią. Przed damską łazienką.
Wszyscy unikali tej łazienki jak ognia właśnie ze względu na Jęczącą Martę i jej sposób bycia. Na jej umartwianie się, płacz i wbrew pozorom agresję, gdy coś szło nie po jej myśli. Musiała być za życia cholernie nieszczęśliwa. Na samą myśl o tym, że ona sama miałaby tak skończyć, czuła mdłości. Powinna zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić. Właśnie dlatego zdecydowana się nacisnąć klamkę i wejść do środka, raz tylko się oglądając, czy Rowle postanowił być ponad tym, czy jednak pomóc koleżance z roku. Postanowił jednak zostać, wiec wślizgnęła się do środka. Która to była kabina...
Olivia znalazła co miała i wyszła z łazienki z silnym postanowieniem że powróci do tematu zadania z zielarstwa po kolacji.
- Nawet jeśli, to nie jest twoja sprawa, Rowle - skorzystała z okazji i odepchnęła się od ściany, by zwiększyć między nimi dystans. Lubiła go, ale czasem miała ochotę go udusić gołymi rękami. Jak on mógł z niej kpić w tej sytuacji? To była naprawdę ważna dla niej sprawa. Ale on chyba nie rozumiał: nigdy nie miał problemów, był prymusem, wszystkie dziewczyny za nim latały, a on miał co chciał. Jednak mimo całej tej zazdrości Olivia nie mogła nie dostrzec logiki w jego rozumowaniu. Ruda zmarszczyła brwi, gdy powoli zaczęły docierać do niej słowa chłopaka. - W sumie... To o tym nawet nie pomyślałam.
Przyznała cicho, drapiąc się po skroni. Gdy Leviathan potwierdził, że Marta odpłynęła gdzieś daleko, to nagle jakby nad głową Olivii zapaliła się lampka.
- Marta nigdy nie opuszcza swojej łazienki. Nie wiem czemu teraz z niej wyleciała, ale muszę tam pędzić! Chodź! - ruda rzuciła się pędem przez szkolne korytarze, nie patrząc czy Leviathan za nią biegnie. Obiecała mu wspólne wyjście do biblioteki i naukę, ale musiała najpierw załatwić tę sprawę. To była sprawa życia i śmierci, nawet jeśli on uważał, że to coś w rodzaju głupiego pamiętniczka czy listy najprzystojniejszych chłopaków w Hogwarcie.
Olivia biegła, już na starcie łapiąc zadyszkę. Niełatwo było biec z torbą pełną rzeczy, przewieszoną przez ramię. Ale nie miała wyjścia - duchy były cholernie szybkie, jeżeli tego chciały. Wystarczy kilka sekund, by Marta zawróciła i zmieniła się w świetlistą kulkę, by na powrót znaleźć się w łazience. Olivia wbiegła na schody, skręciła w kilka korytarzy i zatrzymała się tylko raz, by upewnić się, że dobrze idzie. A potem stanęła przed nią. Przed damską łazienką.
Wszyscy unikali tej łazienki jak ognia właśnie ze względu na Jęczącą Martę i jej sposób bycia. Na jej umartwianie się, płacz i wbrew pozorom agresję, gdy coś szło nie po jej myśli. Musiała być za życia cholernie nieszczęśliwa. Na samą myśl o tym, że ona sama miałaby tak skończyć, czuła mdłości. Powinna zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić. Właśnie dlatego zdecydowana się nacisnąć klamkę i wejść do środka, raz tylko się oglądając, czy Rowle postanowił być ponad tym, czy jednak pomóc koleżance z roku. Postanowił jednak zostać, wiec wślizgnęła się do środka. Która to była kabina...
Olivia znalazła co miała i wyszła z łazienki z silnym postanowieniem że powróci do tematu zadania z zielarstwa po kolacji.
Koniec sesji