Teraz jednak żadne argumenty, które mógłby wyciągnąć Prewett, nie mogłyby jej przekonać do zmiany zdania. Brenna wprawdzie nie bawiła się w domu samochodzikami, lalki odstawiła, kiedy wybrała się do Hogwartu, drewnianą broń ojciec włożył jej w ręce, kiedy miała jeszcze pięć lat, a pierwszą śmierć zobaczyła w snach jako dziecko… ale nigdy nie uczestniczyła w czymś brzydkim, nielegalnym, czymś, czego należałoby się przed innymi wstydzić.
Ona i Vincent Prewett byli jak z innych światów, które zderzyły się ze sobą na hogwarckim korytarzu i polała się krew.
– Co? – zdziwiła się Brenna, zamierając na moment podczas pakowania, a potem nie zdołała powstrzymać śmiechu. – Słuchaj, to jesteś psychopatą, jak grozisz komuś rozbiciem mu głowy, tak? – spytała, już nie zła na niego, a szczerze rozbawiona. I wskazała na własną głowę, w jasnym komunikacie.
Zapewniał, że nie jest psychopatą, by grozić czymś takim Tabi.
Dwie minuty wcześniej groził, że rozbije głowę jej.
– Plączesz się w zeznaniach – podsumowała, nie komentując już nawet tego domniemanego uroku osobistego. Gdyby była starsza, może odbiłaby jakoś piłeczkę, i wspomniała coś o aurze masowego mordercy, co dostanie wyrok dziesięciu lat w zawieszeniu za sam wyraz twarzy… ale miała tylko czternaście lat.
To Vincent miał od niej usłyszeć dopiero, kiedy podrośnie.
– Hogsmeade, na samym skraju wioski jest domek, mieszka tam zielarka. Czasem sprzedaje takie wyroby – poinstruowała Brenna, bo i nie było powodów, żeby mu nie mówić. To znaczy niby był, jej obite żebra, ale Brenna rzadko chowała długo urazę, póki szło tylko o nią. Nie wspominając już o tym, że tłukła się od najmłodszych lat z bratem i Mavelle, oczywiście tylko przyjaźnie, więc nigdy jakiś tam pojedynczy siniak nie stanowił dla niej większego problemu ani czegoś, nad czym trzeba ronić łzy. Ot… kwestia wychowania. A ten domek odkryła od razu na początku roku, podczas pierwszych wycieczek. Bo, oczywiście, jak to ona – musiała wszędzie się wcisnąć, wszystko zobaczyć i każdego zaczepić.
- Chyba już poszli - dodała, zsuwając się z blatu.