• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[6 grudnia 1970r] Brenna & Cain | Where there's life, there's hope.

[6 grudnia 1970r] Brenna & Cain | Where there's life, there's hope.
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#11
21.10.2023, 15:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2023, 15:34 przez Cain Bletchley.)  

To nie mogło być przyjemne, prawda? Kiedy ktoś zmuszał cię do tego, żeby zrobić coś wbrew sobie, postąpić inaczej, niż byś się zachował. Wstać, kiedy chciałeś trzymać tego skurwiela za szmaty i bić go, dopóki całkowicie nie straci przytomności. Przynajmniej przestał się uśmiechać... tak, przestał. Jak nikt się już nie uśmiechał.

Jej dłonie śmierdziały żelazistą krwią, kiedy ułożyła je na jego twarzy odchylając tak, by stworzyć między nimi przestrzeń pozwalającą na spojrzenie sobie w oczy. Gdyby ktoś ich teraz zobaczyły czy nie wyglądaliby jak para? Osłonięci woalem nocy, romantyczna przechadzka. Tylko ten mężczyzna leżący przy ich nogach psuł cały walentynkowy czar. Z drugiej strony mogliby wyglądać jak para szaleńców, która właśnie samozwańczo pozbawiła kogoś życia. Ściągnął brwi, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Jej dłonie były ciepłe, gorące wręcz od tej krwi, tak jak jej policzki były rozpalone od wysiłku, a gorący oddech prawie parzył, kiedy lądował na jego odsłoniętej szyi. Brenna Longbottom - brygadzistka, bogaczka i... kobieta, która nie pozwalała sobie upaść.

- Nie będę. - Obiecał, choć - było to kłamstwo. Nie było mądrych słów do wypowiedzenia. Miał powiedzieć, że nie zaufał jej dostatecznie w kwestii opanowania? Albo że sam postąpił pod wpływem emocji, ze strachu o nią, z tych dzwoniących głuchym echem wrażeń, które odbijały się w pustce jego wnętrza, które nie chciało zalać się żadną z konkretnych emocji, tylko tworzyła splot wszystkiego? Było to kłamstwo, bo wcale nie wiedział w tej chwili, czy kiedyś nie postąpi tak znowu, kierując się odruchem, nie myślą. Albo myślą, ale tylko jedną - żeby uchronić Brennę przed nią samą. Uniósł dłoń do swojej twarzy, gdy go minęła, by przetrzeć palcami mokry policzek i spojrzeć na swoje palce, rozmazując czerwoną krew. Zawsze pachniała tak samo odrażająco i zarazem tak bardzo znajomo. Obejrzał się przez ramię na kobietę, która skierowała się do sierocińca, a potem powędrował szarymi oczami do tego ścierwa. Oddychał. Naprawdę go nie zabiła.

Przesunął różdżką w powietrzu, żeby unieść mężczyznę magią translokacji. Lodowaty dreszcz przeszył jego ciało, kiedy zaczął z nim iść wzdłuż ulicy wsuwając ręce w kurtkę, którą złapał wtedy z krzesła i zdążyła zostać upuszczona na ulicę w ten śnieg. Strzepnął puch z ramion. Zatrzymał się tylko, żeby rzucić do Brenny, żeby się tym zajęła... a on odstawi tego śmiecia tam, gdzie powinien gnić i wróci pomóc ze wszystkim. Chciał się śpieszyć, naprawdę. Ale jakoś nie potrafił. Adrenalina spłynęła z żył i zostawiła gorzki smak żalu na języku.

Dzieci zostały bezpiecznie zabrane wraz z tymi rzeczami, które zostały dla nich zorganizowane. Dwójka z nich rzeczywiście powędrowała do sierocińca pod patronatem matki Brenny, a pozostałym zorganizowało się chwilowo mały kącik, w którym starsza kobieta mogła się nimi bezpiecznie zajmować. To była aż jedna śmierć. I powinno być jakimś pocieszeniem, że udało się chociaż pomóc pozostałym. Cain łapał się tej myśli, bo przecież - co innego pozostało? Ta nadzieja - nie można było pozwolić jej odejść. Bo dopóki byli ludzie, których trzeba chronić i dopóki byli ludzie, którzy chronili, dopóty walka trwała. Jeśli się poddadzą - świat zostanie wyklęty.


Koniec sesji


• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2259), Cain Bletchley (3292)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa