• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9
06.04.1972 | Geraldine i Thomas | ulica

06.04.1972 | Geraldine i Thomas | ulica
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#1
22.10.2022, 19:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2023, 15:06 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - Piszę, więc jestem

Dzisiejszy patrol był zupełnie nudny. Wiedział, że bycie detektywem nie zwalnia go z pewnych obowiązków, tego dnia jednak powoli zaczynał się zastanawiać, czy by przypadkiem nie wyjść z siebie i stanąć obok. Podejrzewał, że czarodzieje znali na to sposoby.
Przy czym wolał jednak ich chyba jednak nie wypróbowywać.
Tak czy siak, stał właśnie zaraz obok kawiarni, gdzie jego partner w niedoli, znaczy pracy, załatwiał kolejną dawkę kofeiny i drugie śniadanie, co według Thomasa, ciągnęło się w nieskończoność, choć czekał na razie niecałe dwie minuty. Bardzo długie.
Obserwował więc okolicę znudzonym wzrokiem, skubiąc beznamiętnie rękaw swojego munduru, czują na sobie spojrzenia przechodniów. Często nieprzychylne, do tego jednak się już zdołał przyzwyczaić. Wiedział, że niektórzy członkowie społeczeństwa z radością wypisują na murach domów na pokątnej hasła takie jak “Bryndzadziści”, “BU mówię buuuuu”oraz inne, których nie należało cytować, trudno jednak było cokolwiek zrobić z tym nastawieniem. Pozna ratowaniem żyć i tak dalej.
Cóż jednak można było poradzić, jak jednym z jego obowiązków było na przykład wypisywanie mandatów za zaparkowanie miotły w sposób, który niemalże uniemożliwiał przejście chodnikiem, tak, jak ta, którą właśnie wypatrzył.
Westchnął cicho, w duchu ciesząc się, że przynajmniej nie musi stać bezczynnie i chociaż tak zabije czas, po czym podszedł do nieszczęsnego pojazdu latającego. Nie, żeby miotła była zła, bo widać było, że jej posiadacz nie był biedny. Całkiem dobry model, sam by takiej polatał, to jednak nie zmieniało niczego. Wziął więc odpowiedni plik papierków, wyciągnął pióro, po czym zaczął skrobać odpowiednie informacje, za które właściciel miotły pewnie go znienawidzi.
I pewnie nawet by go to nie ruszyło, gdyby nie zauważył blond czupryny zmierzającej w jego strony. Tej, której mimo upływu kilku lat nie dał rady tak do końca zapomnieć. Spiął się lekko, widząc, jak kobieta do niego podchodzi. Przerwał pisanie, po czym nie spuszczając wzroku z twarzy blondwłosej, uśmiechnął się lekko krzywo.
- Geraldine! Dawno się nie widzieliśmy. Ładna miotła… - stwierdził, po czym lekko zrezygnowany spojrzał na wypisywany mandat. - Tylko trochę źle zaparkowana - dodał, przenosząc wzrok na pojazd i chwilowo go nie podnosząc.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
22.10.2022, 20:10  ✶  
Powoli można było zacząć odczuwać bliskie przyjście wiosny. Dzień robił się coraz dłuższy, a leniwe promienie słońca, które przebijały się przez warstwę chmur zachęcały do wyjścia z domu. Nie, żeby Ger zimą unikała jakoś specjalnie świeżego powietrza, jednak teraz nie mogła usiedzieć już w czterech ścianach. Nie zastanawiając się specjalnie zbyt długo wyszła z domu, wzięła w dłoń miotłę i wybrała się na krótki oblot okolicy.
Uwielbiała latać na miotle, czuć wiatr we włosach, wolność... Gdyby nie to, że tak bardzo interesowała się magicznymi stworzeniami to zapewne latałaby zawodowo. Tak była to jej jedynie czasowa przyjemność, która czasem pomagała w pracy.
Jakoś tak się złożyło, że wylądowała na ulicy Pokątnej. Postanowiła odwiedzić kilka sklepów, zobaczyć, jak wygląda zaopatrzenie konkurencji, może znaleźć nowych klientów na odzwierzęce składniki. Musiała być na bieżąco z rynkiem, wiedzieć, co w trawie piszczy. W końcu chciała zostać jednym z najważniejszych dostawców w Londynie, a to nie mogło się wydarzyć samoistnie. Powinna być zaangażowana w rozprowadzanie swoich produktów. Ojciec na pewno będzie z dumny z tego, że działa, a nie leży. W końcu jako jedna z nielicznych w rodzinie pracowała w zawodzie, przynajmniej w praktyce. Nie chciała skończyć w ministerstwie i mieć ciepłej posadki, potrzebowała w życiu trochę adrenaliny, na całe szczęście jej się to udało i mogła robić to, na co miała ochotę.
Miotłę zaparkowała, właściwie to rzuciła gdzieś przed wejściem do jednego ze sklepów. Przecież miała tu wejść tylko na krótką chwilę, nie powinno to nikomu przeszkadzać. Zagadała się jednak ze sprzedawcą, widać znał się na rzeczy, wydawał się być zainteresowany kilkoma komponentami. Powinna się do niego odezwać w najbliższym czasie. Wyszła ze sklepiku uśmiechnięta, dzień był przecież taki przyjemny, do tego sukces związany z rozmową sprzed chwili. Gdy zauważyła kogoś przy swojej miotle. - Kurwa.- mruknęła pod nosem. Oczywiście nie mogło być zbyt kolorowo.
Tak się zirytowała tym, że ktoś się zainteresował tym, że źle zaparkowała, że dopiero po chwili dostrzegła, że sylwetka wydaje się jej być znajoma. Schowała za ucho kosmyk włosów, który opadał jej na twarz i zbliżyła się do mężczyzny. -Thomas!- odparła z nieudawanym wcale entuzjazmem. - Ile to właściwie lat?- zmrużyła oczy, robiła tak zawsze, kiedy próbowała myśleć. Nie wyglądała wtedy specjalnie inteligentnie. - Źle zaparkowana?- powtórzyła po mężczyźnie. - Dostanę od Ciebie mandat, czy w ogóle nie powinnam mówić do Ciebie panie władzo?- uśmiechnęła się do niego, naprawdę ucieszyła się z widoku znajomej twarzy.
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#3
22.10.2022, 22:23  ✶  
Ciepło rzeczywiście stanowiło miłą odmianę od zimowych dni, Thomas zresztą mógłby powiedzieć, że miał za chwilę nadejść czasem jego idealnej temperatury do życia. Nie lubił ani mrozów, ani upałów, wiosenna umiarkowana pogoda była za to dla niego w sam raz. Mógł wtedy spokojnie zarzucać na siebie swoją ukochaną skórę, nie gotując się w niej niczym eliksir w kociołku. Zresztą, mundury brygadzistów również nie należały do zbyt przewiewnych, na co często zdarzało mu się narzekać gdzieś w środku lata, ku znudzeniu jego współpracowników.
Szczerze mówiąc, dziś również żałował, że ma na sobie ten cały mundur, tym razem jednak nie z powodu pogody.
Geraldine była taka, jaką ją zapamiętał. Ten sam sposób mówienia, znajome gesty, uśmiech, a jednocześnie jej twarz stała się trochę dojrzalsza i było w niej mniej niewinności niż przed latami, gdy to kończyli naukę w Szkole Magii. Praktycznie dekadę temu.
Nie dowierzał, że minęło tyle czasu. Znaczy, spotkali się jeszcze kilka razy, zaraz po ukończeniu Hogwartu, potem jednak musieli zająć się swoimi sprawami i kontakt się urwał. Thomas w głębi duszy zawsze żałował. Tak, mieli z Ger wiele utarczek, zawsze jednak lubił jej towarzystwo i cóż, czasami mu się wydawało, że tęsknił za blondynką.
Czasami, gdy czuł się naprawdę samotny i postanawiał roztrząsać wszystkie błędy swojego życia, aż nie skończy mu się zapas piwa w mieszkaniu.
Teraz więc, gdy po tym całym czasie stała przed nim i mógł usłyszeć jej głos, jakoś nie chciał za szybko jej puszczać.
- Będzie gdzieś prawie dziesięć lat, choć mam wrażenie, jakbym wczoraj dostał od ciebie tłuczkiem na jednym z naszych ostatnich treningów. - Zaśmiał się, nagle trochę pewniej. Bał się, że Geraldine będzie wściekła, okazało się jednak, że może jednak ta rozmowa nie skończy się tak źle, jak myślał na początku.
- Powiedziałbym, że koszmarnie - odparł, patrząc znów na nieszczęsną miotłę. - Proszę, nie mów tak do mnie, bo czuję się jak stary, nieprzyjemny dziad. - Podrapał się po głowie, ręką, w której trzymał pióro. - Mam nadzieję, że moim przełożeni tego nie usłyszą - dodał po chwili, znów się krzywiąc. - Niestety, ale wiesz, bez mandatu cię niestety nie puszczę, wiesz, praca i w ogóle, ale uwierz, nie sprawia mi to przyjemności. W przeciwieństwie, że w końcu udało nam się spotkać. Wolałbym tylko jakieś przyjemniejsze okoliczności, wiesz, pub i piwo, kawiarnia i ciastko, nawet stanie w tej samej kolejce przed sklepem od sprzętu do quidditcha - stwierdził, dalej się uśmiechając lekko niezręcznie. - A tu jestem dziś twoim nieszczęściem. - Westchnął. Miał nadzieję, że tylko dzisiaj, bo w Hogwarcie naprawdę mieli parę razy, w których ostro się pożarli. Merlinie, miał nadzieję, że Ger nie zapamiętała go tylko jako kłócącego się z nią dupka.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
22.10.2022, 23:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2022, 23:26 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  
Geraldine wyglądała zwyczajnie. Spodnie dzwony, a do tego biała koszula, na wierzch narzuciła starą, skórzaną kurtkę, zrobioną zapewne z jakiegoś stworzenia, które udało jej się uratować. Policzki miała rumiane od wiatru, który towarzyszył jej dzisiaj niemal cały dzień. Przyglądała się uważnie Thomasowi zauważając jak bardzo zmężniał. Niewiele zostało w nim z tego chłopca, którego poznała na pierwszym roku nauki w Hogwarcie. Spędzili w końcu siedem lat spotykając się niemal codziennie. Przypomniała sobie, jaki był na początku zagubiony, w końcu trafił do zupełnie nowego dla siebie świata, trochę jej go było szkoda, tym bardziej, że wśród czarodziejów nie brakowało osób, które uważały, że dla takich jak on nie ma miejsca w tym magicznym świecie. Daleko nie musiała szukać, takie poglądy reprezentował jej brat Theon, zresztą niemalże cała jej rodzina. Pamiętała również, jak pewnego roku wrócił po wakacjach zupełnie inny, urósł chyba o połowę! Wreszcie miała w nim godnego siebie konkurenta podczas treningów drużyny quidditcha. Jakoś tak te milsze wspomnienia utkwiły jej bardziej w pamięci, choć tych innych też nie brakowało. Omal nie spadła przez niego z miotły! No, ale wtedy byli dziećmi.
- To już dziesięć lat? A my nadal tacy piękni i młodzi. zaśmiała się w głos ze swojego, jakże zabawnego żartu. - Serio, aż tak mocno Ci przyłożyłam? Nie pamiętam właściwie, kiedy ostatnio grałam w quidditcha, chyba w czasach Hogwartu. - Zapomniała, jak bardzo to lubiła, może powinna wrócić do tego sportu? Zapisać się na jakieś dodatkowe zajęcia, aktywności fizycznej nigdy zbyt wiele, szczególnie w jej zawodzie.
- Naprawdę jest aż tak źle? - przyglądała się miotle, choć wiedziała, że mężczyzna ma rację i powinna się z nim zgodzić bez zawahania. - Coś Ty, stary dziad? Całkiem dobrze wyglądasz w tym mundurze. Może nie, aż tak jak w stroju do gry w quidditcha w barwach Gryffindoru, jednak nadal masz ten swój wdzięk.- widać było, że Thomas nadal jest bardzo wysportowany, zresztą  nie mogło być inaczej, skoro skończył w BUMie, policjanci chyba sporo się ruszali, a przynajmniej takie miała wyobrażenie o ich pracy.
- Od razu nieszczęściem, nie przesadzaj, biorę to na siebie, spełniaj swoje obowiązki, przyjmuję mandat, Twoi przełożeni będą zadowoleni. Wiesz, takie nieszczęście, to trochę jak szczęście. Gdyby nie ta miotła, to byś się nie zatrzymał i byśmy się nie spotkali, a tak to przynajmniej udało nam się na siebie wpaść po tylu latach. - Nieszczęściem w jej przypadku mogło być ugryzienie przez jakiegoś bazyliszka, czy inne stworzenie, dzisiejszy dzień należał raczej do tych przyjemniejszych i nie popsuje tego nawet mandat.
- Pub, kawiarnia? Właściwie to powinniśmy się kiedyś spotkać, chętnie bym się dowiedziała jak Ci minęło te ostatnie dziesięć lat. - a i byłaby możliwość powspominać dawne, dziecięce czasy.
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#5
23.10.2022, 14:08  ✶  
Thomas polemizowałby, czy na pewno zwyczajnie to dobre słowa, bo w jego oczach Geraldine prezentowała się jakoś niewytłumaczalnie wyjątkowo. Nie widział jej naprawdę długo, do tego stopnia, że niektóre szczegóły jej twarzy zaczęły się już zacierać, jednocześnie trochę się pozmieniało i choć nie umiał ubrać tego w słowa, tak było dziś w niej coś wyjątkowego. Wszystko zwalał na czas, który upłynął i jego radość, ze spotkania dziewczyny, z którą ostatnio spotkał się przed laty.
A choć nigdy się do tego nie przyznał, w latach szczenięcych Ger była jego młodzieńczym zauroczeniem.
Tak, nigdy nie udało mu się jej tego wyznać, ba, teraz to i tak nie miało znaczenia, więc podejrzewał, że tajemnicę tą zabierze do grobu (jakby połowa otaczających osób i tak o tym nie wiedziała), ale sam fakt powodował, że czuł się jakoś niepewnie. Uderzały w niego wspomnienia odczuć i chwil, które razem spędzali i próbował je jakoś przetrawić.
To było tak dawno temu, upływ czasu przecież wszystko niemal zatarł, a jednak kłębiła się w nim pewna radość. Jego serce dopadało przyjemne ciepło, gdy przywoływał tamte wszystkie chwile, gdy wzdychał do blondynki podczas treningów, by chwilę później dostać od kapitana parę gorzkich słów, po tym, jak zamyślony przepuścił kafla.
Ger nadal była ładna. Nie mógł tego nie stwierdzić, gdy znów jawiła się przed nim z tym swoim uśmiechem i zawadiackim spojrzeniem, które rzadko kiedy gasło. Jej śmiech nadal był przyjemny dla ucha i powodował, że i on się musiał zaśmiać.
- Nie skończyłem w Szkrzydle Szpitalnym, więc chyba nie tak źle, szczerze mówiąc, nie mogę sobie przypomnieć czy bardzo bolało. Pamiętam jednak, że wtedy miałem ochotę cię zamordować, bo bałem się, że przez to nie zagram w ostatnim meczu, ale nie miałem siły za tobą biec. - Pokręcił głową, gdy jego umysł podsunął mu odpowiednie wspomnienia, które teraz wywoływały raczej rozbawienie. Choć dorastającemu Thomasowi do śmiechu wtedy nie było. - Jakbyś potrzebowała rozprostować kości i znów zagrać, to napisz, Erik i ja czasem lubimy sobie porzucać kaflem. - Puścił jej oczko, a jego ciało ogarnęła jeszcze większa radość. Ile by dał, by znów spotkać się w starym składzie drużyny i po prostu zagrać mecz. Brakowało mu tych chwil, przynosiły one naprawdę beztroskie i szczęśliwe wspomnienia.
- Dobrze wiedzieć, bo czasem wrażenie, że ten mundur kompletnie się ze mną gryzie. Szczerze wolałbym być stróżem prawa mogącym nosić swoje codzienne ubrania, nie ma się jednak wszystkiego. Przy okazji, myślę, że jakbym nosił na co dzień strój do quidditcha, ludzie by mnie mylili z jakimś profesjonalnym graczem, i kazali dawać sobie autografy, nie wiem jakbym to zniósł. - Teatralnie przyłożył dłoń do czoła, udając, że jest mu słabo na samą myśl.
- A co tam w ogóle u ciebie? Tak jak miałaś zamiar, siedzisz w rodzinnym interesie? - zapytał szczerze ciekawy. Garaldine wielokrotnie opowiadała, że jak skończy Hogwart, ma zamiar podróżować po świecie, poszukując rzadkich magicznych stworzeń, a jej głos przepełniała wtedy czysta pasja. Chyba taką ją najbardziej wtedy lubił.
- Cóż, może to dobrego złe początki? - stwierdził, kończąc wypisywanie papierka, który ciążył mu znacznie bardziej niż zwykle. - Możesz opłacić go w Ministerstwie w naszym departamencie, albo za pomocą sowy, zależy jak ci wygodniej - powiedział, wręczając nieszczęsny zwitek papieru, po czym zamilkł na chwilę. Przynajmniej dopóki nie usłyszał o propozycji spotkania, a coś w jego żołądku nie wywinęło fikołka.
- Jasne, fajnie by było powspominać. Daj znac kiedy masz wolny wieczór, to można pójść na jakieś piwo, czy coś - zgodził się, a jego ręka znów potarła tył głowy, gdy wpatrywał się w miotłę.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
23.10.2022, 15:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.10.2022, 15:23 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  
Gdyby tylko Ger dowiedziała się o tym, że Thomas był w niej zauroczony w czasach szkoły... Na pewno uznałaby to za żart. To, w jaki sposób się do niej odnosił, zaczepiał ją sugerowało raczej, że z niej drwił. Najwyraźniej robił to wszystko bardzo nieumiejętnie, przynajmniej na tyle nieumiejętnie, że samej zainteresowanej nigdy nie przeszło to przez myśl. Sama właśnie, przez te zagrywki myślała, że po prostu się z niej nabija, nie wiedziała w końcu, co siedzi mu w głowie, a też nie była jakoś szczególnie zaznajomiona z metodami chłopców na podryw. Nie do końca interesowały ją takie rzeczy w czasie nauki w Hogwarcie, więc mogła być nieco ślepa i ignorować nawet bardzo intensywne sygnały.
- Zapewne i tak byś mnie nie dogonił, te dziesięć lat temu byłam naprawdę bardzo wysportowana, teraz pewnie to ja nie miałabym z Tobą szans.- odparła mieżąc go wzrokiem. Faktycznie dobrze wyglądał, czas mu zdecydowanie sprzyjał. Po chwili jednak odpędziła od siebie tę myśl, dlaczego w ogóle myślała o tym, że dobrze wygląda? Co ją tak właściwie nawiedziło. Przecież nie miała tendencji do takich zachowań.
- Tak właściwie, to nie jest wcale taki głupi pomysł, może bym miała nawet jeszcze jednego chętnego z naszej starej drużyny quidditcha.- od razu pomyślała o Thesie, który przecież grał z nimi w czasach szkolnych, na pewno również by się ucieszył z takiej propozycji.
- Nie marudź, Ty przynajmniej w tym mundurze dobrze wyglądasz! Na pewno nie wszyscy maja tyle szczęścia. Nie to, że w stroju do quidditcha byłoby inaczej, ogólnie myślę, że po prostu jest dobrze. - zaczęła się trochę plątać w tym, co miała do powiedzenia, a na jej policzkach pojawiły się jeszcze bardziej intensywne rumieńce, tym razem jednak nie spowodowane wiatrem, a zawstydzeniem. Nie powinna mówić na głos takich rzeczy, zdecydowanie nie. Dlaczego po tylu latach stąpania po tym świecie nadal nie nauczyła się, że zanim się odezwie powinna pomyśleć? Tego nie wiedziała sama Yaxley.
- Tuż po Hogwarcie byłam na rocznym stażu w Ministerstwie, który nawet skończyłam, jednak jedynie utwierdziło mnie to w tym, że taka ciepła posadka nie jest dla mnie. Postanowiłam się zaangażować w rodzinny biznes już całkowicie i nadal to robię. Wiesz, łapiemy magiczne stworzenia na zamówienia, jedyne co mogę powiedzieć, że nie jest nudno, ale czasem te wyjazdy męczą, człowiek robi się coraz starszy, a nie jest w stanie osiąść na dłużej w jednym miejscu. - Sporo czasu spędzała w drodze, gdy była młodsza zupełnie jej to nie przeszkadzało, teraz jednak czasem, takie podróże z miejsca na miejsce bywały męczące, szczególnie gdy miała ochotę dłużej posiedzieć w domu pod kołdrą, czy nawiązać jakieś bliższe relacje. Tak naprawdę blisko siebie miała tylko Theseusa, który z nią pracował i mieszkał.
Yaxley przyjęła mandat z uśmiechem na twarzy, wcale nie żałowała, że go dostała, sięgnęła również po miotłę, aby ta nie przeszkadzała już dłużej przechodniom. - Do której dzisiaj pracujesz? - zapytała go jeszcze. Może warto kuć żelazo póki gorące i skoro już dzisiaj na niego wpadła, to warto skorzystać z okazji.
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#7
05.01.2023, 21:47  ✶  
Thomas był idiotą. Przynajmniej wtedy, bo miał cichą nadzieję, że trochę udało mu się na przestrzeni lat wyrobić. Prawdy wolał nie znać.
Długo jednak nie potrafił osiągnąc dojrzałości emocjonalnej, która pozwalałaby mu na coś więcej niż końskie zaloty. Czy pluł sobie za to w brodę? Może. Czy jednak wyszło muu to na złe? Tego swtwierdzić nie mógł, tak więc trzymał się tej mysli i szedł dalej, nie roztrząsując tego co było. Przynajmniej do dziś, bo wspomnienia przyniosły za sobą różne myśli, także te z serii “co gdyby?”
Uśmiechnął się szerzej gdy otaksowała go wzrokiem, wiedząc, że ma rację. Trudno było kiedyś ją dogonić, a jeszcze trudniej przed nią uciec, o czy przekonał się nie raz.
- Wiesz, gonienie kieszonkowców i te sprawy, prowadzę pościgi zawodowo, toteż mam gdzie się wprawiać. Choc podejrzewam, że niektóre stworzenia też wymagają czasem wzięcia nogi w zapas. Przynajmniej w moim miemaniu o ile pamiętam jako tako podręczniki do opieki nad magicznymi stworzeniami. - Uniósł brwi, przypominając sobie niektóre ilustracje i opisy. Tak, zdecydowanie z niektórymi istotami lepiej było nie zadzierać. Ger pewnie sądziła inaczej, była jednak zawodowcem. A im najlepiej zostawić niektóre kwestie.
- W takim razie koniecznie muszę do ciebie napisać, gdy tylko uda się zorganizować kolejny mini mecz. Czasem bierze mnie na wspomnienia tych naszych wspólnych treningów i wrzasków, które kierował do nas kapitan. Aż łezka się w oku kręci na wspomnienie tego, jak wyzywał mnie od imbecyli. - Udał, że ociera łezkę wzruszenia, zaraz znów spojrzeć na Ger, proieniejąc jakąś coż, szczenięcą radością. Którą lekko peszący komplement jedynie wzmocnił.
- Serio, dzięki, jeszcze chyba nie słyszałem by ktoś mi prawił tyle komplementów gdy jestem w stroju służbowym. Chociaż nie, jakaś staruszka kiedyś mówiła, że jestem bardzo miłym i przystijnym młodzieńcem i wyglądam bardzo dobrze w swoim mundurze, ale cóż, jakos od ciebie milej to słyszeć - stwierdził, pesząc się jeszcze bardziej. - Bo wiesz, nie jesteś staruszką, nie żeby to była jedyna zaleta, ten, no. - Sam też się zaplątał, przez co przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, pozwalają na zapadnięcie dziwnej, lekko niezręcznewj ciszy.
- To świetnie, że udało ci się skończyć robiąc to, co lubisz! Choć rozumiem, że może to męczyć. Sam czasem czuję się przytłoczony tym wszytskim co niesie ze sobą służba w BUM, wiem jednak, że chyba lepszej ściezki o prostu dla mnie nie było. A wiesz, nigdzie nie jest idealnie. Myślę, że praca gdzieś typowo za biórkiem wykończyłaby mnie znacznie bardziej. - W końcu zawsze wolał działać niż siedzieć nad pergaminem i piórem. Ba, nawet teraz raporty były dla niego katorgą i złem koniecznym, a wolał pracować typowo w terenie. a roboty papierkowej tylko przybywało zbiegiem lat.
Trochę zaskoczyło go jej pytaniem, szybko więc pzeanalizował, czy miał jakiekolwiek plany na wieczór po pracy, mając szerą nadzieję, że nie. Coż, nawet jeśli, to własnie w tej chwili o nich zapomniał, celowo lub nie. Bo taka okazje rzeczywiście nie zdarzała się zbyt często.
- Wiesz co, po ósmej wieczorem jestem już chyba wolny i szczęśliwy. Jesli ci to oczywiście pasuje. Wiesz że jestem wolny. W sensie, że juz wtedy nie pracuje - dodał szybko, mając ochotę przywalić sobie w czoło pliczkiem do wypisywania mandatów, przed czym jednak powstrzymał się chcąc zachowac jakieś resztki pozorów normalności.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#8
06.01.2023, 00:43  ✶  

Zapewne idiotą Ger by go nie nazwała, takie przyjemne epitety zostawiała dla swojego brata bliźniaka. W Hogwarcie jednak brakowało jej nieco pewności siebie. Z czasem się to zmieniło, przestało jej przeszkadzać. Ten cholerny wzrost, który był jej znakiem charakterystycznym, aczkolwiek pamiętała jak się wtedy czuła. Przybierała obronną pozę, bo nie zamierzała nikomu pozwalać się nad sobą znęcać, niektóre słowa, które były kierowane w jej stronę traktowała jako atak, choć wcale nie powinna. Była przewrażliwiona, bo nie zamierzała pozwolić nikomu się nad sobą znęcać. Zapewne przez myśl by jej nie przeszło, że ktoś taki jak Thomas mógłby się nią zainteresować na poważnie. Nie zauważyłaby pewnie tych zalotów. Zresztą w szkolnych czasach raczej średnio interesowała się relacjami damsko - męskimi. Dużo bardziej ciekawiło ją to, czy uda im się dojechać Ślizgonów w kolejnym meczu.

- Czasem trzeba gonić zwierzynę, jednak obserwacja jest zdecydowanie dużo bardziej czasochłonna. Najczęściej biorę miotłę, bo jakbym tak miała siedzieć w krzakach, to pewnie bym zasnęła. Zdarzają się szybkie zwierzęta, wiesz jeden ruch i po Tobie, myślę jednak, że masz to samo. Czy nie jest tak, że w pewien sposób też polujesz, tyle że na ludzi? No, może ich nie zabijasz, ale łapiesz, ja mam podobnie, też niektóre łapię, no nie wszystkie, zdarza mi się też zabijać… - Może nie powinna aż tak wylewnie dzielić się z nim tym wszystkim? Wiedziała, że nie wszyscy lubią słuchać o mordowaniu magicznych stworzeń, jednak jakoś tak wyszło, że dostała przy nim słowotoku, nie panowała nad tym, co mówiła. Zapominała się. Uśmiech jednak nie schodził jej z twarzy, widać było, że to spotkanie naprawdę sprawiło jej radość. W końcu naprawdę miło jest powspominać, szczególnie o czasach, kiedy nie musieli się niczym martwić.

- Mam nadzieję, że o tym nie zapomnisz. Chętnie sprawdzę czy nadal jestem w stanie Was dogonić. Brakuje mi tej rywalizacji. Na samą myśl o treningach wracają przyjemne wspomnienia, tak właściwie, to większość czasu spędzaliśmy na boisku.- W końcu to drużyna była najważniejsza, musieli dokopać wszystkim innym pokazać, że Gryfoni rządzą, nie spodziewała się nawet, że tak wyśmienicie odnajdzie się w tym domu, w końcu cała jej rodzina należała do Slytherinu. - On wyzywał wszystkich jak leci, po kolei, bardzo był przejęty tą swoją rolą.- Trochę mu nawet współczuła, bo mało kto byłby w stanie zapanować nad taką bandą nastolatków, jakimi byli. Wcale nie tak łatwo było ich ułożyć, a niektórzy, jak Ger nadal miewali problem z okrzesaniem gorącego temperamentu.

Może i Thomas był speszony, jednak na policzkach Gerry pojawiły się rumieńce, coraz bardziej intensywne. Raczej rzadko kiedy zdarzało jej się prawić jakieś mężczyznom, a ten tutaj przed nią do tego wszystkiego to był Thomas, jej pałkarz. Co też w nią wstąpiło? Dlaczego w ogóle dopiero teraz zobaczyła, jaki jest uroczy, to było chyba odpowiednie słowo. Nie miała pojęcia. - Staruszka miała rację. Po co właściwie brnęła w to dalej? - Zresztą jeszcze trochę i ja już niedługo będę staruszką, jak widać mamy podobny gust, może już niedługo rzeczywiście dosięgnie mnie starość. - Piotra głupoty, nieco zagubiona w tej całej rozmowie. Czuła jednak dziwną radość, która rozchodziła się po jej całym ciele, ta rozmowa naprawdę sprawiała jej ogromną przyjemność.

Na chwilową ciszę, może nieco niezręczną zareagowała uśmiechem. - Wiesz jak jest, zawsze lubiłam za kimś gonić, zanudziłabym się wykonując jakąś papierkową robotę. Zresztą, Ciebie też nie potrafię sobie wyobrazić w jakiejś nudnej pracy. Za dużo energii w nas siedziało od zawsze. Dobrze widzieć, że jesteś zadowolony z tego, jak wybrałeś. Nie wszyscy mają tyle szczęścia.- Najwyraźniej każde z nich wylądowało w odpowiednim dla siebie miejscu, dobrze było wiedzieć, że Thomas był zadowolony z tego, czym się zajmował. Zawsze dobrze mu życzyła, pomimo tego, że nie do końca wpasowywał się w wizję przyjaciół, którymi powinna otaczać się Geraldine zdaniem jej rodziny. Nie przejmowała się tym jednak praktycznie wcale.

Sama była dość zaskoczona, że postanowiła go zapytać o to, kiedy kończy pracę. Nie było to dla niej normalnością, jednak w sumie, to przecież nie miała nic do stracenia. - Pasuje mi że jesteś wolny.- Powtórzyła za nim, może nieco zbyt szybko. - W sensie pasuje mi, że jesteś po pracy. Gdzie mam na Ciebie czekać? - Właściwie to już przyjęła do wiadomości, że się spotkają, także nie miał możliwości jej odmówić, no chyba, że ją wystawi, ale wtedy mogłaby się zdenerwować, a tego nikt by nie chciał.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#9
06.01.2023, 20:02  ✶  
Był zapewne ostatnim, który miał prawo oceniać kogoś po wzroście, nie oznacza to jednak, że nie potrafił dziewczynie dopiekać jakoś inaczej, szczególnie gdy w grę wchoidzła rywalizacja na boisku. Idiotyczna, bo przecież grali w tej samej drużynie, a jednak istniejąca gdzieś pomiędzy tą dwójką, komplikująca ich i tak zagmatwane odczucia względem siebie. Zresztą oboje byli w gorącej wodzie kompani, do tego spotykali się z docinkami nad wyraz często. Thomas w końcu jako mugolak nie miał łatwego życa, przez co czasem reagował na niekture sytuacje dość agresywnie, szczególnie jako młodzik w szkole pęłnej dzieciaków, ktore potrafiły być całkiem brutalne. Dopiero z czasem zaczął nabierac ogłady.
- Wiesz co, nigdy nie myślałaem o tym jak polowaniu, ale sporo ma to wspólnego. Wiesz, szukanie dowodów i potencjalnego sprawcy jest niczym jak tropienie, samo złapanie podejrzanego też wymaga czatownia i zaganiania w płapki, potem jednak nadchodzi czas przesłuchań, papierkowej roboty i tu chyba pojawia się największa róznica. Złapanie kogś wcale nie oznacza końca roboty. Raczej jej środek - mówił, w duchu ciesząc się, że ma okazje do porozmawiania z kimś o swojej pracy. - Co do zaś zabijania... - Zamilkł na chwilę i przybrał niezręczny usmiech. - Wiesz, to nie jest taka czysta robota, co prawda nie biegam za czarnoksiężnikami i nie wymierzam im kary, ale chyba każdy kto skończył jako stróż prawa ma kogoś na sumieniu - wyznał, choc widać było po nim, że temat sprawia, że czuje się nieswojo i że nie chce dalej w to wszytsko brnąć.
- Pamiętam, treningi rano, treningi wieczorem i w weekendy. A w międzyczasie wspólne przeglądanie magazynów o qudditchu w pokoju wspólnym, długie dyskusje o graczach zawodowych i o miotłach. Rzadziej o strategii, bo jakoś mało kto zwykle chciał o niej słuchać. Naprawdę były to miłe czasy - przyznał, z przyjemnym ciepłem w sercu. Żyli rywalizacją między domami, meczami oraz czystą przyjemnością gry. I choc nie była to jedyna rzecz wokół której kręciłlo się ich zycie, była zdecydowanie ważnym aspektem.
- Wcale mu się zresztą nie dziwię, bylismy zgrają, która robiła mu tylko pod górkę, szczególnie nasza dwójka. - Zasmiał się na wspomnienie, po czym pokręcił głową. - Dziwne, że nigdy nie podjął próby morderstwa, choć mam wrażdenie, że był tego bliski, szczególnie gdy niemal nie rozwaliliśmy jednego meczu. - Znów dało się uśłyszeć śmiech, choć lekko zduszony, ze wględu na to, że nadal stali na środku ruchliwej ulicy.
- Przestań, wyglądasz doskonale i zdecydowanie daleko ci do staruszki! - Rzucił bez chwili zawachania, po czym sam poczuł mrowienie policzków, gdy zauważył na tych Ger ślad czerwieni. Nie wiedział co się z nim dzieje, choć miał pewne bardzo głupie podejrzenie.
- Mam wrażenie, że nikt się po nas nie spodziewał, że kiedykolwiek będziemy robić coś nudnego i bezpiecznego. Przynajmniej ci, którzy nas zanli musieli wiedzieć, że skończymy w jakiejś pracy z wyraźną dawką adrenaliny - przyznał, kręcoś głową z pewnym politowaniem dla siebie i Ger.
Na chwilę stracił zdolność mówienia, gdy stojąca przed nim kobieta przyznała że pasuje jej jego aktualny stan niezwiazania, odzyskał ją jednak w chwili, gdy zostało wyjaśnione, że nie do końca o taki, a nie inny fakt bycia wolnym chodziło. Szkoda, że wraz z nia nie wróicł jego normalny kolor twarzy, który prawdopodonie bardzo dobrze pasowałby so szat Gryffindoru.
- Mi też pasuje - wyrzucił, zanim nie zapatrzył się na Ger, znów tonąc w krótkirj ciszy. Spojrzał jej na chwilę w tęczówki, by w końcu znów wdobyc z siebie głos. Nie do końca wiedział co się własnie dzieje, ale w jakiś poplątany sposób czuł, że mu się to coś posobało. - Po ósmej? Przed Mnisterstwem? Będę musiał jeszcze złozyć raport w biórze, a potem możemy gdzieś iść - mówił, trochę nie wierząc w dziejszy bieg przypadków.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
06.01.2023, 22:32  ✶  

Gerry spotykała się z szykanowaniem raczej ze strony żeńskiej, powodowało to jednak to, że czuła się dość niepewnie we wszystkich relacjach. Zawsze gdzieś tam trzymała gardę, nie do końca dopuszczając do siebie wszystkich, nie zauważała przez to czasem dość oczywistych i całkiem prostych znaków. Na całe szczęście to wszystko już minęło, aktualnie zdecydowanie dużo mniej przejmowała się takimi pierdołami, jak swoją aparycja. Mieli z Thomasem wbrew pozorom dużo wspólnego, każde z nich w pewien sposób było przewrażliwione i nie ma się co dziwić, w końcu spotkało ich sporo nieprzyjemności.

- Dobra, z tego, co mówisz, to wychodzi na to, że ja mam bardziej wesoło. Wystarczy, że łapię, czy zabiję i mogę szukać następnych zleceń. Nie muszę wypełniać żadnych papierków, chyba jednak mam więcej szczęścia. Jednak te przesłuchania mnie zaciekawiły… - Spoglądała na niego uważnie, wydawał się być takim ciepłym człowiekiem, jednak skoro potrafił przesłuchiwać przestępców pewnie posiadał też inną stronę. Próbowała go sobie wyobrazić w takiej sytuacji, szło jej to jednak średnio. - Chciałabym Cię zobaczyć kiedyś takiego stanowczego, masz magiczne kajdanki? - Ciekawość związana z jego pracą była ogromna, nie miała w końcu w rodzinie żadnego BUMowca, a że te pytania brzmiały dość specyficznie, to już przez to, że nie do końca panowała nad tym, co mówiła.

To, że Thomas miał kogoś na sumieniu, nieszczególnie poruszyło Geraldine, w końcu sama pozbawiła życia wiele niewinnych istnień, może nie człowieczych, ale też miała na sporo na sumieniu. - Taka praca, ma swoje wady, jak każda.- Miała jednak wrażenie, że mimo wszystko była dużo bardziej obciążająca psychicznie.

- Mieliśmy wtedy dużo determinacji, jak na takie dzieciaki, całkiem nieźle potrafiliśmy się zorganizować, żeby wygrać. W sumie nie wiem, co bym robiła w szkole, gdyby nie quidditch. - Tak naprawdę to on i szermierka pochłaniały jej niemalże cały wolny czas, no i ewentualne wędrówki do Zakazanego Lasu, kiedy nikt nie patrzył.

- Nie da się ukryć, że mieliśmy bardzo ogniste charaktery, mam wrażenie, że z wiekiem trochę udało nam się je okiełznać, jednak wtedy, jeszcze jak buzowały w nas hormony… Całe szczęście, że nas nie wyrzucił z drużyny. - Yaxley starała się pracować nad swoim dość niewygodnym charakterem, bo przystwarzał jej ogrom kłopotów, wychodziło jej to różnie, ale próbowała.

Śmiech Thomasa powodował, że i Geraldine nie przestawała chichotać, najwyraźniej również ją bawiły te wspominki. Poczuła, że policzki coraz bardziej pieką ją z gorąca, kiedy mężczyzna ją skomplementował. - Mam nadzieję, że mówisz prawdę! Czuję oddech trzydziestych urodzin powoli na karku… - Nie żeby one miały coś zmienić, ale rodzice też jej czasem wypominali, że jest już dość stara i tak dalej.

- Mój los można było przewidzieć od zawsze, w końcu poszłam w ślady rodziny. - Tak właściwie, to była jedyna rzecz, która tak silnie łączyła ją z rodziną. - Ty i mundur, i adrenalina to też musi być dobre połączenie, nie chciałabym wpaść na Ciebie gdzieś w nocy, w ciemnej alejce… - przemyślała chwilę to, co przed momentem powiedziała. - Znaczy, nie to, że nie chciałabym Cię spotkać w nocy, ale wiesz chodzi mi o to, że gdybym złamała prawo.- Próbowała wytłumaczyć o co jej chodzi.

- Będę na Ciebie czekać Thomas. Mam nadzieję, że szybko Ci pójdzie papierkowa robota.- Była zadowolona, że zgodził się wyjść z nią wieczorem. Pogawędzili jeszcze krótko, po czym Yaxley siadła na swoją miotłę i odfrunęła do swojego mieszkania. Musiała w końcu przygotować się na wieczorne spotkanie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (2607), Thomas Hardwick (2522)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa