• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[5.07.72|Urocze domostwo letnie Nott'a] Kwiat bez zapachu jest jak człowiek bez duszy

[5.07.72|Urocze domostwo letnie Nott'a] Kwiat bez zapachu jest jak człowiek bez duszy
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#1
07.02.2024, 21:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 20:30 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Samuel McGonagall - osiągnięcie Piszę, więc jestem

5.07.72

Urocze domostwo letnie Philipa Nott'a

Lipiec był gorący i życzliwy ciepłem i swoją łagodnością. Tylko chwasty zaczęły jakoś dziwacznie wyrywać się spod kontroli. Było ich więcej, ich korzenie sięgały głębiej. Ogród zarastał, przestał cieszyć oko.

Nie, żeby Samuela nie cieszył ten stan. Podwójnie. Kibicował roślinom. Im było ich więcej, tym on sam czuł się lepiej, korzystniej, bezpiecznej w obcym małomiasteczkowym świecie. Druga sprawa też była bardzo przyjemna — jako osoba pozbawiona stałej pracy, z przyjemnością łapał się drobnych zleceń, które obejmowały zakres jego specjalizacji, a ogród był jedną z nich.

Nie miał za dobrego oka, ale ręce silne umiejące obsługiwać narzędzia. Żal mu było chwastów, pożywnej i różnorodnej tkanki, mieszkania wielu. Ale, praca była pracą, a za uzbierane pieniądze... Cóż, miał swoje plany.

Rwąc, spulchniając ziemię, wysuwając z łagodnością białe nitki korzeni, nucił smutną melodię o wspaniałym miejscu, do którego odchodzą dusze martwych żeglarzy zwanym Fidler's Green. To była dobra praca. Przynajmniej z nikim nie trzeba będzie rozmawiać, gospodarza zdawało się, nie było w domu.

Perfekcyjne złote popołudnie.


Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#2
02.03.2024, 02:23  ✶  

Philip uwielbiał taką właśnie pogodę. Uwielbiał wygrzewać się na słońcu, jak przystało na prawdziwego lwa salonowego. W tym jakże pięknym dniu nosił białe szorty oraz białą koszulę, której rękawy podwinął do połowy łokci. Pozostawał na bosaka. Noszone przez niego klapki spoczywały w pobliżu ustawionego na soczyście zielonej trawie leżaka, na którym zamierzał się położyć jak tylko znajdzie się w ogrodzie.

Wynurzył się właśnie z wnętrza swojego domu, w którym przebywał w tym dniu na czas wizyty ogrodnika. Trzymał w dłoni napełnioną sokiem pomarańczowym szklankę. Towarzyszyły mu wiernie idące przy jego lewej nodze psidwaki, Taffy i Nuggets. Jego pupilom bardzo dobrze zrobi lekka zmiana otoczenia. W tym ogrodzie mogły się wybiegać do woli. Skierował swoje kroki w stronę ogrodu, stąpając po trawie bosymi stopami. Przystanął i swojego miejsca obserwował pielęgnowany właśnie ogród, na okalające go drzewa owocowe, słuchając bytujących w ich koronach rozsmakowanych w czereśniach ptakach. Pozwalał im na to, zbierając ich część dla siebie. Tak jak pozostałych owoców, jakie rosły na tych drzewach.

— Sam, nie chcesz zrobić sobie krótkiej przerwy? Jak się spiszesz to mogę zatrudnić cię na stałe. Chyba, że odpowiada ci brak stałej pracy. Oprócz ogrodu mam też dwa konie, którymi mógłbyś się zajmować. Ostatnio nie jestem zadowolony z obecnego ich opiekuna. — Zwrócił się do tego mężczyzny, którego działania obserwował ze swojego miejsca. Philip należał do osób, które nie przepadały za ciszą i to właśnie sprawiało, że będzie zagadywać pochłoniętego pracą ogrodnika.  To nie powinno mu przeszkadzać. Jeśli brać pod uwagę możliwość dania mu stałej pracy to również musiał go lepiej poznać.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#3
04.03.2024, 21:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.04.2024, 09:33 przez Samuel McGonagall.)  
Chwila przerwy nie była mu niezbędna, wręcz przeciwnie – był w tej komfortowej sytuacji, że to robota była mu największą przyjemnością, odskocznią od niesfornych myśli, które czasem jak komary oblepiały i nakłuwały błogosławiony spokój ducha, pozostawiając po sobie drapiące bąble. O nie, praca działała na te nieznośne pasożyty odstraszająco, koncentracja na roślinach, na docelowym ułożeniu, długości, na porządkach w obejściu... To było bosko proste, biegło od punktu a do punktu b, miało swój początek i koniec.

Rozmowy takie nie były.

Samuelowi aż nazbyt często zdarzało się podczas zleceń w przeciągu tych dwóch mięsięcy przymusowo spędzanych w Dolinie Godryka, brodzić pośród niezrozumiałych aluzji. Nie żeby celowo, ale całkiem przypadkiem zdarzało mu się już obrażać klientów. Nie rozumieć sugestii zaszytych w sugestywnym uniesieniu brwi, albo określonym, obcym dla nienawykłego ucha tonie. Dlatego to nie pracy się lękał, a rozmów ze zleceniodawcą. Pracę znał. Zasad małej, niezobowiązującej rozmowy już niekoniecznie. Czy w ogóle były jakieś zasady?

– Zwykłem robić to, za co mi zapłacono najlepiej jak potrafię – odpowiedział, podnosząc się znad zagonu, ukrywając dłonie w już-nie-białej ścierce, zadzieżgniętej za pasem poprzecieranych jeasnów. – ... panie Nott. – dodał trochę niezręcznie, bo przypominając sobie, że niektórzy, co bogatsi klienci, niechętnie patrzyli na takie spoufalanie się, a niewątpliwie pan Nott do nich należał. Wystarczyło spojrzeć na obejście, przez okno dostrzec wyposażenie domu. – Przyjąłem akuratnie spore zlecenie u Longbottomów, ale do sierpnia powinienem się uwinąć. Jeśli dzisiaj i jutro pójdzie wszystko po Pańskiej myśli, trzeba będzie tylko strzyc trawę co kilka dni. Będąc w okolicy mogę tego dopilnować. – o słodka nieświadomości, Sam nie miał pojęcia, jakiego psikusa sprawią mu i wszystkim czarodziejom magiczne anomalie. Już niedługo przystrzyżenie trawnika raz na kilka dni mogło się okazać karkołomnym wyzwaniem.

Zaraz jednak coś zgrzytnęło w umyśle zatrudnionego czarodzieja, gdy zdał sobie sprawę, z pozyskanej informacji.
– Coś nie tak z końmi? Są zaniedbane? Mogę je obejrzeć, jeśli im coś dolega, znam kilka dobrych niedrogich sposobów by ulżyć w bólu i przyspieszyć leczenie. – zaproponował, odkrywając przed zleceniodawcą, jak bardzo obchodziły go zwierzęta. Odwrotnie proporcjonalnie do koniuszego i jego ewentualnego losu.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#4
23.03.2024, 16:58  ✶  

Philipowi nie raz i nie dwa zdarzało się uciekać w pracę po to aby nie myśleć o tak wielu niewygodnych sprawach. Nie pomagało to rozwiązać wszystkich problemów, tylko czasowo zająć myśli. Lubił swoją pracę, Quidditch wciąż pozostawał jego pasją. Prace ogrodnicze wydawały się proste albo nawet trywialne. Obce dla niego samego. Nigdy nie skalał się tego rodzaju pracą, co wynikało również z tego, że nie ma zielonego pojęcia. Jedynie co jakiś czas zbierał rosnące na owocowych drzewach wokół swojego domku letniskowego. Tyle to akurat potrafił. Gdyby tego nie robił to wszystko będą zjadać ptaki i owady.

Obserwowany przez niego ogrodnik wydawał mu się być równie prostym człowiekiem. W niczym mu to nie uwłaczało. Podejrzewał, że z nim nie porozmawia o sporcie czarodziejów, typowych dla wyższych sfer rozrywkach, wydarzeniach kulturalnych i bankietach. Z pewnością istniał jakiś temat, który będą mogli poruszyć w swoich rozmowach. Jeśli tylko Samuel będzie skłonny porozmawiać. Nie zamierzał go do tego zmuszać, aczkolwiek niemożność porozmawiania z nim skaże go na nielubianą ciszę i może dać mu do zrozumienia, że będą łączyć ich relacje zawodowe.

— Wspaniale to słyszeć. Na pewno nie chcesz zrobić sobie chwili przerwy? — Postawa opłaconego przez niego ogrodnika zasługiwała na aprobatę z jego strony i z taką też się spotkała w tym momencie. Praca w ogrodzie wydawała mu się bardzo ciężka, a dzisiejszy dzień należał do tych parnych. Jeśli ogrodnik wyrazi taką chęć to nawet otrzyma coś do picia. W jakimś stopniu krytycznie spoglądał na jego poprzecierane spodnie, które były niewątpliwie odpowiednim ubiorem do tego typu pracy. Może i były też modne wśród mugoli. Nie zmieniało to faktu, że wołały o pomstę do nieba. Nie poprawił go, jeśli chodzi o nazywanie go panem. Na to było jeszcze za wcześnie. Pod tym względem nie był typowym bogaczem, bo domniemane spoufalanie się nie stanowiło dla niego ujmy.

— Jeśli będziesz w stanie się tym zająć to zapłacę ci za cały miesiąc z góry. Drzewa owocowe też możesz raz na czas doglądnąć. — Poinformował go. Niektórzy na jego miejscu nawet nie rozważyliby tego, żeby zapłacić komuś z góry za cały miesiąc za wykonanie jakiejkolwiek usługi, jednak dla niego było to znacznie wygodniejsze. Na co dzień mieszkał w magicznym Londynie, tutaj bywał znacznie rzadziej.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#5
26.03.2024, 09:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.04.2024, 09:33 przez Samuel McGonagall.)  
Zastanawiające, jak wszyscy pozostawali sumą doświadczeń i myśli utkanych na korzeniach i dziedzictwie przekazanym przez rodziców, przyjaciół i otoczenie. Samuel pod tym względem był mieszanką wybuchową, choć nie było tego widać na pierwszy rzut oka, zwłaszcza podczas pracy, kiedy zwyczajnie skupiał się na powierzonych mu zadaniach.

Jego rodzice byli bardzo wyedukowanymi ludźmi, matka Krukonka, córka znanego botanika, brata tej Minevry McGonagall, do snu czytała małemu chłopcu leksykony botaniczne, rozliczając go ze znajomości sposobów rozmnażania mchów i porostów. Ojciec, wydziedziczony wciąż jednak arystokrata, dzielił się tym za czym sam tęsknił – literaturą piękną i poezją pozbawioną nacechowania klasowego, romantycznymi opowieściami, znajomością eliksirów (nawet jeśli krew syna nie przybrała czarnej barwy, ale to może i na szczęście) i możliwości, które niosły ze sobą machinacje transportowania energii życiowej do i z istoty żywej. Jego otoczeniem jednak był nie Hogwart, a Knieja Godryka, rówieśnikami zwierzęta, nie koledzy noszący przydomki odzwierzęce w zależności od domu w którym się znajdowali. Klasą był las, zamiast regularnych wypadów do Hogsmeade, były ewentualne wizyty w Dolinie na jarmarkach, żeby zarobić trochę knutów na to, czego las im nie mógł dać.

Rodzice odeszli przedwcześnie, ale ich ideały, etos pracy i troski o wszystko, co żywe pozostało w Samuelu głęboko. I gdyby nie ta cała draka z upiorami i cieniami, nigdy nie opuściłby Kniei, nigdy nie stałby w tym wyglansowanym ogródku i nie rozmawiał z panem Philipem, który nic o nim nie wiedział.

Cóż, jeśli chciał przeżyć musiał się adaptować.

Odłożył narzędzia i podszedł do bosego sportowca, który całkiem słusznie zakładał, że jego rozmówca nie ma pojęcia na temat Quidditcha.
– Mogę to zrobić jeśli nikogo innego nie macie, dobrze jak owoce dojrzeją, żeby je zebrać, bo inaczej będą tylko gnić. Czy mam je wysłać do Pana, czy znaleźć dla nich inne zastosowanie? – Sam nie znał się za bardzo na gotowaniu, ale cóż... pobyt w miasteczku od maja sprawiał, że powoli rozeznawał się w ludziach i wiedział kto, z czym dobrze sobie radzi. Choćby Lizzy, u której pomieszkiwał w stodole, z pewnością przytuliłaby dodatkowy kosz śliwek...

– Mogę też pisać, jeśli by coś się działo i pogrozić palcem stajennemu. – tu uśmiechnął się całkiem zadowolony z siebie, bo przecież nie musiał zajmować się zwierzętami, żeby o nie dbać. Mimo całej niechęci do cywilizacji wrastał w społeczność, a poczucie powinności nie dało się wyplenić małą przeprowadzką. – Tak, mogę to zrobić. – potwierdził raz jeszcze, kiwając głową i nie patrząc na rozmówcę, a brzmiało to bardziej tak, jakby składał obietnicę. Coś w jego tonie, w jego prostolinijności dawało odczuć Nottowi, że mężczyzna nie czmychnie z zadatkiem na drugi koniec wysp, a jeśli nawet byłby niezdolny do opieki nad ogrodem, to i tak znalazłby na to miejsce kogoś, kto mógłby się tym zajmować.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#6
01.04.2024, 19:42  ✶  

Philip jak dotąd otaczał się wyłącznie osobami mu podobnymi, światowymi jak on sam. Sławami pojawiającymi się na łamach takich czasopism jak "Czarownica". Ludzie pokroju Samuela zdarzali się znacznie rzadziej. Dostrzegał jednak wyraźny urok w tego rodzaju prostocie. Pod pewnymi względami to coś, czego można było zazdrościć. Cechowała ich prawdziwa wolność wyboru - nikt nie starał się ułożyć im życia od dnia narodzin przez dorosłość. Wybór szkoły, ścieżki kariery oraz zaaranżowanie małżeństwa, przed którym on się starał bronić.

— W chwili obecnej... nie mam nikogo do tego. Możesz zabrać sobie jedną trzecią tego, co uda ci się nazbierać, a resztę przekażesz mojemu skrzatowi domowemu. Błysk z powodzeniem mógłby się zająć tym wszystkim, jednak potrzebuję go w moim drugim domu. — Powiedział nie przestając się uśmiechać do ogrodnika. W jego mniemaniu po zebraniu będzie co najmniej kilka koszy z owocami, dlatego mógł oddać niewielką ich część Samuelowi, a resztę odpowiednio wykorzysta. Przyda mu się paręnaście słoików domowych przetworów i też bardzo chętnie zje upieczony przez skrzata domowego placek ze śliwkami.

— Jakby coś się działo to napisz w pierwszej kolejności do mnie. Resztą zajmę się ja. — Poprosił tego czarodzieja, kierując się zasadą podziału obowiązków. Jako właściciel tych włości musiał umieć sobie radzić z ludźmi, których zatrudniał. — Doskonale. Później zajmiemy się sprawami finansowymi. — Zdaniem Philipa poszło nad wyraz sprawnie nawiązanie ustnej umowy. Nie stanowiło to dla niego zapłacenie komuś z góry za wykonaną usługę. Pieniądze stanowiły dla niego wyłącznie środek płatniczy. Od swoich pracowników jedynie oczekiwał tego, że nie będą naruszać jego prywatności przesiadując w jego domku letniskowym dłużej, niż to konieczne - mogli skorzystać z łazienki dla gości i z kuchni w razie potrzeby, jednak nic więcej. Obowiązywał ich zakaz zapraszania swoich znajomych.

— Przyniosę coś do picia... innego niż sok pomarańczowy. — Zakomunikował ogrodnikowi, pozostawiając go z ogrodzie wraz z dwoma psidwakami. Zwierzęta nie wydawały się być zainteresowane jego towarzystwem, bawiąc się w swoim towarzystwie. Przed domem stały dla nich miski ze świeżą wodą. Skierował się do domu, z którego tak naprawdę wyszedł zaledwie przed chwilą. Ponownie wynurzył się z niego niosąc w dłoniach dwa kufle chłodnego piwa. Jeden z nich wyciągnął w stronę Samuela. — Napij się ze mną. Potraktuj to jako okazję do rozmowy. Lubię wiedzieć więcej o ludziach, którzy dla mnie pracują. — Zachęcił go do tego, także uśmiechem. W tym momencie liczył, że Samuel powie coś ciekawego na swój temat.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#7
08.04.2024, 09:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.04.2024, 22:20 przez Samuel McGonagall.)  
Przepaść dzieląca Philipa i Samuela była gigantyczna. Ktoś z pierwszych stron gazet i nikt ze środka głuszy, bogacz nie mogący doliczyć się swoich posiadłości i łachudra śpiący w stodole na zapleczu miejscowego baru, książę i żebrak. Chciałoby się powiedzieć, że łączyła ich duma z tego kim są, ale Sam oderwany okolicznościami od Kniei bardzo cierpiał, a jego poczucie własnej wartości flaczało nieustannie podczas rozmów takich jak ta. Dla Philipa to było kilka groszy, pracownik w jedną czy drugą stronę, bez tej całej buchalterii, odprowadzania składek na ubezpieczenie, bez obawy, że jeśli kaprys się rozwieje następnego dnia, to będzie mógł pogonić Sama ze swoich włości i żaden prawnik nie zapuka mu do drzwi. Nie żeby to zrobił, ale sam fakt, że mógł to zrobić, stawiało ich w różnych miejscach.

Chociaż obaj stali na trawiastym gruncie, chociaż obaj zaraz mieli pić razem, obaj byli tylko ludźmi i aż ludźmi korzystającymi z dobrodziejstw magii... przepaść była gigantyczna.

I Samuel o tym wiedział.

Skinął głową przystając na warunki, bo nie były one dla niego złe i cieszył się, że jego obecny pracodawca uszanował ograniczony czas, który posiadał. Ogród nie był aż tak wielki, mógł zaglądać do niego raz w tygodniu, docinać trawnik, pogrozić stajennemu, zebrać owoce i rozgonić liście. Korzystanie z magii przyspieszało proces i choć osobiście lubił pocić się przy pracy, też nie był pozbawiony pragmatyzmu.

– Ja...– zawahał się, patrząc na szklankę z "czym innym niż sok pomarańczowy". Trochę piekły go uszy, alkohol o tej porze, to mógł nie być dobry pomysł z drugiej strony bał się odmawiać. Jego rozmówca zdecydowanie pragnął towarzystwa, kim był, żeby mu odmawiać? – Nie ma nic w sumie ciekawego do opowiedzenia. Mmm... Od maja jestem w Dolinie, próbuję jakoś ułożyć sobie życie po tym co się stało z Knieją, bo wcześniej mieszkałem właśnie tam, w puszczy i zajmowałem się no... lasem. – to była prawda, choć Sam czuł się winny od razu jak to powiedział. Przecież las doskonale potrafił zająć się sam sobą. – Sądziłem, że będę mógł szybko wrócić, ale... minęły już dwa miesiące i jakoś nie trąbią, że można, także szykuje się do zimowania tu. – Nie krył goryczy, choć pewnie osobie z miasta trudno byłoby zrozumieć, jak ktoś woli zimę spędzać po środku niczego, zamiast w ciepłym murowanym domu otoczonym przez mniej lub bardziej ale jednak sąsiadów, gotowych pomóc w razie choroby czy innej niedoli.


Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#8
01.05.2024, 17:35  ✶  

Philip bardzo często spotykał na swojej drodze ludzi, patrzących na niego przez pryzmat zamożności. Jemu również rzucało się w oczy to, że nie wszyscy byli tak bogaci jak on, że nie mieli zabezpieczonej przyszłości, tak jak on miał. Bo niezależnie od tego, jak będzie wyglądać jego kariera, nie zabraknie mu stabilności finansowej. Dzisiaj to było bardzo istotne, tym bardziej, że w kraju wybuchały wzniecane przez terrorystów pożary i nie sposób było przewidzieć to, czy i kiedy świat stanie w ogniu. Działania tych fanatyków dotykają zawsze najbardziej bezbronnych, o niepasującym do ich wizji urodzeniu czy poglądach. Jak to mówią, biednemu wiatr w oczy. Jemu nic nie groziło z racji bycia czystokrwistym czarodziejem, choć swoje robiło to, że również nie zaangażował się jawnie w ten konflikt.

— Przypomniałem sobie. Jakbyś miał jakiś wypadek, doznał jakiekolwiek urazu podczas wykonywania swojej pracy na terenie mojej posesji pokryję koszty twojego leczenia. — Poinformował tego czarodzieja z tym samym pogodnym wyrazem twarzy. Brał pod uwagę to, że podczas pracy w należącym do niego ogrodzie może dojść do jakiegokolwiek wypadku. Po drugie dzięki odpowiedniej opiece magomedycznej Sam nieco szybciej wróciłby do wykonywania swoich obowiązków.

— Jeśli chcesz coś powiedzieć to nie krępuj się. — Postanowił zachęcić go do szczerości, pojmując sposób w jaki ten mężczyzna spoglądał na przyniesione przez niego naczynie ze złocistym piwem. Zdaniem Philipa lejący się z nieba żar to doskonały powód, aby napić chłodnego piwa. Po słodkich napojach jeszcze bardziej chciało się pić, a wodę podałby komukolwiek na wyłączną prośbę. Standardowo woda była dla wszystkich jego zwierząt.

— Jakie masz plany w związku z tym? Spędzałeś zimy w lesie? Obawiam się, że ta sytuacja nie zostanie szybko rozwiązana. — Po wysłuchaniu tego, co Samuel miał mu do powiedzenia, miał podstawy sądzić że temu czarodziejowi potrzebny był długoterminowy plan. Poczucie stabilności było ważne. Wspomnienie o tym zimowaniu wystarczyło, aby spojrzał na swojego rozmówcę wyraźnie zaskoczony. W opinii samego Philipa spędzenie tej pory roku w lesie nie wydawało się rozsądne. Jak przepadał za spędzaniem czasu na łonie natury, tak nie był w stanie spędzić kilku miesięcy w takich warunkach. Nie zmusiła go do tego sytuacja życiowa.

przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#9
08.05.2024, 11:23  ✶  
Uniósł brwi w zdziwieniu, ale szybko na jego twarzy pojawił się uśmiech wdzięczności za tę ofertę. Nie żeby nie uważał, że sam sobie doskonale we wszystkim poradzi - całe zycie radził sobie sam, znał się na tym jak opatrzeć kozę, odbierał od niej poród, nastawiał złamane hipogryfie skrzydło, to jakieś ewentualne zlamanie czy zwichnięcie nie powinno nastręczyć problemów. A krew McGonagallóww, oraz fakt, że był młodym i zdrowym męzczyzną całe życie właściwie spędzając w ruchu, sprawiały, że jego ciało było bardzo wytrzymałe. Niemniej poczytał słowa Notta jako rzeczywistą chęć roztoczenia opieki. Okazania szacunku dla jego osoby. To było bardzo miłe. Nie żeby zamierzał cokolwiek sobie w tym ogrodzie robić, i tak był mniejszy i zdecydowanie bardziej... łatwy w obsłudze niż tereny okalające Warownie, którymi też poniekąd się teraz zajmował, nawet jeśli było to zajmowanie się pod kątem stolarki niż ogrodnictwa. Lubił pracować, ostatecznie nie ważne było co, tylko że w ogóle coś.

– Zimy, lata i jesienie, a nawet wiosny. Las przez całe życie był moim domem, jestem do niego nawykły zdecydowanie bardziej niżdo warunków które panują tutaj w mieście. – Zabawny wygibas językowy, to co dla mieszkańców metropolii było ledwie małym miasteczkiem, dla Samuela stanowiło wielkie zderzenie z cywilizacją – Idzie się przyzwyczaić oczywiście, też... ludzie nawykli do mnie trochę więc no... Jak mówiła moja matka, co nas nie zabija, to nas wzmacnia, a kto nie umie się adaptować tego czeka tylko zguba. – zacytował z nieukrywaną miłością, niepomny na to, że jego matka również nie dała mu narzędzi, żeby adaptować się w lesie. Być może zakładała, że jeśli sytuacja w Kniei zrobi się niewesoła, Sam po prostu znajdzie inny las. Być może nic nie zakładała, zaślepiona zaborczą krótowzrocznością, chęcią posiadania chłopca tylko dla siebie. A teraz on musiał nosić ten ciężar na swoich plecach.

Na moment tylko spochmurniał, ale zaraz potem wlał w siebie zawartość szklanicy. Chuchnął powietrzem przez zaciśnięte zęby, momentalnie czując jak alkohol rozlewa się po ciele, sprawiając że lipcowy upał był jeszcze trudniejszy do zniesienia. Nie ważne, przynajmniej mózg nie będzie za bardzo pływał w zgryzocie i tęsknocie za domem.
– Pan wybaczy, ale wróciłbym do pracy, skoro słońce jeszcze nie jest w zenicie. A potem koło południa przeszlibyśmy się do tej stadniny dobrze? Sprawdzimy pańskie maleństwa, może ten koniuszy nie jest aż taki zły. A jeśli jest to przestanie. – w uśmiechu mężczyzny pojawił się nieoczekiwanie jakiś drapieżny pazur. Pomruk niedźwiedzia, który potrafił być bardzo przyjaźnie nastawionym do ludzi i kontaktu z nimi stworzeniem, ale też przejawiał sporo opiekuńczych zachowań. Terytorialnych zachowań. A ten ogród, poniekąd, stał się teraz trochę jego, więc tym bardziej brak zaangażowania jakiejś osoby w opiekę nad poniekąd jego końmi okazywał się być bardzo... irytujący. Wrażenie jednak tak szybko jak się pojawiło tak zniknęło, gdy dobrotliwy blondyn chwycił znów za grabie i metodycznie powrócił do opieki nad roślinami Notta.

Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#10
08.05.2024, 21:55  ✶  

Dostrzegalną w uśmiechu Samuela wdzięczność odebrał jako coś szczerego. Możliwe, że ten mężczyzna nigdy nie skorzysta z jego propozycji, jednak nie stanowiło dla niego to najmniejszego problemu. Dopuszczał tylko taką ewentualność przez to, że podczas pracy zdarzały się jakiekolwiek wypadki. Praca ogrodnika wydawała się być znacznie bezpieczniejszą, niż ta którą on wykonywał - Quidditch to fascynujący i zarazem brutalny sport. Grał na pozycji najczęściej faulowanego zawodnika.

— Miasta mają swoje wady, jednak oferują wiele rzeczy... wygód, których nie znajdzie się w lesie. Zwłaszcza jesienią i zimą. — Faktyczne postawienie się w sytuacji Samuela było dla niego nieco trudne, bo nie wyobrażał sobie spędzania całych miesięcy w tak polowych warunkach, z dala od wszelakich wygód i dóbr. Zastanawiał się, jak on sobie radził w takich warunkach. On na jego miejscu bardzo szybko zatęskniłby do cywilizacji, a już na pewno nie przetrwałby jesieni i zimy w leśnej głuszy.

— Nie jesteś w końcu potworem z lasu, aby nie nawykli. Z pewnością miała rację, choć mi byłoby trudno zaadaptować się do życia z dala od miast. — Zdaniem Philipa rekreacyjne pobyty na łonie natury to coś zupełnie innego, niż osiedlenie się w głębi lasu. Pomijając bytujące w Kniei potwory, tak były jeszcze dzikie zwierzęta i magiczne stworzenia, trudny teren i nieznane mu rośliny, zarówno magiczne jak i zupełnie zwyczajne. Brał też pod uwagę ryzyko spotkania z wilkołakiem, niosące ze sobą poważne konsekwencje przemiany.

— W takim razie już nie zagaduję. Oczywiście, zaprowadzę cię. Maleństwami bym ich nie nazwał. Obecnie nie jestem zadowolony z jakości wykonywanej przez niego pracy, może po tej rozmowie się to zmieni albo go zwolnię. — Po wypowiedzeniu tych słów postanowił się oddalić i pozwolić Samuelowi w spokoju pracować. Musiał przyznać, że zaintrygowała go ta drapieżność w uśmiechu ogrodnika. Odchodząc gwizdnął na swoje psidwaki. Do południa zamierzał jedynie wypoczywać, zgodnie ze swoim wcześniejszym planem. Leżąc na leżaku wystawiał twarz do słońca, czasem zerkając na pracującego w pocie czoła Samuela oraz kręcące się po ogrodzie czworonogi.

Koło południa postanowił zaprowadzić Samuela do stajni, w której przebywały przez większość czasu należące do niego wierzchowce. Poza ogrodzeniem, z budynkiem praktycznie sąsiadował domek opiekuna tych zwierząt. Sam zamierzał się z nim w tym momencie z nim rozmówić po to, aby pokazać ogrodnikowi sytuację. Konie wydawały się zadbane, jednak samej stajni było dla niego zbyt brudno i to bardzo mu przeszkadzało, gdyż nie tolerował smrodu. Po oględzinach Samuel zakończył pracę i opuścił jego posesję po otrzymaniu zapłaty i pożegnaniu się.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Philip Nott (1774), Samuel McGonagall (1839)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa