• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[02.06.1972] - Raporty | Laurence & Ludovica

[02.06.1972] - Raporty | Laurence & Ludovica
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#1
19.02.2024, 01:27  ✶  

2 czerwca 1972r.
Ministerstwo Magii / Departament Przestrzegania Prawa / Biuro Aurorów



Po przekazaniu sprawy Biurowi Aurorów, związanej z atakiem na kobietę w Dolinie Godryka, Laurence udał się na piętro swojego Departamentu. Rodolphusowi zostawił to, aby udał z Chesterem w celu zbadania miejsca zbrodni pod okiem aurorskim. On zaś musiał spisać mu raport i nazwiska świadków, zamieszkujących tereny Doliny Godryka. Szczególnie tych, którzy widzieli lub mogli znać Anne Millan. A których znał po sąsiedzku.

W drodze do swojego biura, zajrzał do pomieszczenia zajmowanego przez uzdrowicieli.
- Kto jest w tej chwili wolny? Potrzebuję dwie osoby.
Zapytał wprost, spoglądając na czwórkę osób przebywającą w pomieszczeniu. Różny wiek. Być może pisali swoje raporty z udziału ratownictwa lub zabezpieczeń imprez, przyjęć. Zawsze jakiegoś muszą wystawiać, gdyby ktoś zrobił sobie krzywdę. Albo takowa mogła niespodziewanie kogoś dotknąć.
Dwie osoby zgłosiły się. Dziewczyna i chłopak.
- Doskonale. Do mojego biura.
Kojarzył ich nazwiska. Jako zastępca szefa Departamentu, starał się zapamiętywać imiona i nazwiska pracowników tego departamentu. A współpracując z Departamentem Przestrzegania Prawa, to znało się także i kilku od nich pracowników. Nie mógł nic na to poradzić, że jedno z dwojga było mugolakiem. Nawet jeżeli miał na ich temat swoje zdanie, to jednak nie mógł obnosić się z tym.
Wezwał ich ze sobą do swojego gabinetu, na którego drzwiach widniała tabliczka z jego imieniem i nazwiskiem jako Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof.

Usiadł za swoim biurkiem, wziął czysty pergamin, ujął w lewą dłoń pióro i zanotował najważniejsze informacje.

- Udacie się do kliniki w Dolinie Godryka. Dostarczono tam w krytycznym stanie ranną kobietę. Atak… Podejrzewam nożownika. Może teraz być w śpiączce. Więc nie porozmawiacie z nią.
Mówiąc to, dokończył pisanie i spojrzał na nich. Pozwalając w tym czasie wyschnąć tuszowi na pergaminie.
- Nazywa się Anne Millan. Sprawę ataku na jej osobę, na razie bada auror. Nic o niej nie wiemy, poza tym, że miała przy sobie przypominajkę.
Dodał dla informacji, aby mieli pojęcie po co są teraz mu potrzebni.
- Dowiedzcie się, jakiego jest pochodzenia. Skąd miała ten przedmiot. A przede wszystkim, w jakim jest stanie fizycznym. Mam podejrzenia, że może być charłakiem albo mugolem.
- Pan tam był?
Przerwał chłopak. Zauważając, że Laurence mówił o tym jakby znał dobrze sprawę.
- Tak. Dowiedzcie się też, czy ma rodzinę. Kogoś bliskiego i wypytajcie go o powiązania i posiadanie przypominajki. Jeżeli nie ma pytań, weźcie to i idźcie.
Podał pergamin, na którym były potrzebne dla nich informacje. Oboje skinęło głowami i opuścili jego biuro.

Laurence, został sam. Mógł skupić się na spisaniu raportu, w którym zawarł w szczegółach swoją obecność na bocznej uliczce w Dolinie Godryka. Że ranna kobieta, znaleziona została przez jego kuzyna. Musiał podać Rodolphusa Lestrange’a. Opisał przebieg ratowania jej życia. Jakie mieli i nie mieli warunki na przeprowadzenie akcji ratunkowej. Nie mieli czasu na wzywanie wsparcia, musząc liczyć na pomoc mugoli. Opisał także, że trafiła do kliniki mugolskiej. Co miała przy sobie, co było w jej otoczeniu.

Westchnął, gdy skończył. Możliwe że naruszyli miejsce zbrodni, ale niestety czas grał tutaj największą rolę. Drugi pergamin zajmowały nazwiska osób, które przewinęły się jako ”gapiowicze”, martwiąc o ich koleżankę, sąsiadkę. Nazwisk było z dziewięć. Przeważały znane z magicznej społeczności. W mniejszej stanowiły mugolskie. Na spisanie raportów dla Rookwooda, zajęło mu to jakąś godzinę. Musiał pomyśleć, przypomnieć sobie wszystko. Jego uzdrowiciele jeszcze nie wrócili. Dokumenty podpisał swoim nazwiskiem. Włożył do nowej teczki, a to do dużej koperty, podpisując Chester Rookwood. Opuścił swój gabinet, udając piętro niżej, wracając do Biura Aurorów.

Niestety, poszukiwanego Rookwooda nie dostrzegał, zatem postanowił wspomóc się sekretarką biura.

- Chester Rookwood nie wrócił jeszcze z terenu?
Zapytał pannę Nott. Ich sekretarkę. Cokolwiek robiła przy swoim biurku, stojąc czy siedząc.
Laurence miał na sobie wizytowy garnitur, ale nie do końca pasujący w komplecie ze spodniami. Nieco jaśniejszy. Powodem była przymusowa zmiana, przebranie się po tym, jak ubrudził się krwią człowieka. Miał tylko mieć spotkanie w Dolinie Godryka. Coś załatwić. A pech chciał że natrafił na ranną kobietę i kuzyna przy niej. 
⚘ • ° . femme fatale . ˚ ・
⭒ She had a smile that could charm even the devil. ⭒
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się nasuwa pierwsze, ujrzawszy pannę Nott? Niebezpieczeństwo i przyciąganie. Niebezpieczeństwo, bo może to ten ciemny odcień czerwieni na wargach kobiety, tak działa na zmysły. A może aspekt, który zaważył na ocenie, to spotkanie jej najczęściej w sytuacjach, gdzie nie powinna się znaleźć? Drobna kobieta, mierząca około sto sześćdziesiąt jeden centymetrów wzrostu, ale spokojnie! Szczypta złośliwości i oblubowania w gierkach słownych, nadrabia przy pierwszym zetknięciu się z kobietą, niszcząc otoczkę pozornej niewinności.

Ludovica Nott
#2
11.03.2024, 22:00  ✶  
Było sporo pracy, a sama blondwłosa klęła co i rusz jak szewc. Dziś wszystko nie szło po jej myśli, humor też nie był zbyt tęgi, zważywszy na bóle pleców, na de facto niewygodnym łóżku. Upierała się przy swoim, nie chciała nic brat od brata, a tym bardziej nie od rodziny. Kierowała się jedną ważną rzeczą — sama chciała zbudować wszystko, od początku, nawet jeśli miało to kosztować nerw panny Nott.
Szlag by to! Znów wypełnili źle sprawozdanie. No tak, najlepiej samemu robić, aniżeli oczekiwać, że będzie dobrze zrobione. Pewien punkt kulminacyjny zaczął nadchodzi, gdyż blondwłosa siedziała jak na szpilkach, ale nie szpilkach stresu, a raczej swoistego zdenerwowania. Złowrogi tupot szpilek przecinał ciszę w biurze, gdy ta kierowała się do miejscu gdzie stacjonowali jak na razie stażyści, gdyż po konfrontacji z Nottówną, niektórzy postanawiali oddelegować się w trybie natychmiastowym. Pod płaszczykiem anielskiej twarzy, serdecznego uśmiechu, skrywała się niezła strzyga, która obcinała spojrzeniem ludzi, którzy nie wykazywali od samych siebie choćby krztę minimum, licząc iż prześlizgną się, przytulając ciepłą posadkę. Po jej trupie. Prędzej wygryzie ich i odeśle z kwitkiem, zanim zdążą się poskarżyć, iż ta była niemiła. Wzrok z wyważonym chłodem, przechodził z jednego stanowiska na drugie, szlajać winowajcy, gdy lico przyozdabiał uśmiech, jakoby Ludovica miała mówiąc o pogodzie. Czyżby zbliżała się burza? W wykonaniu kobiety prawdodpobnie tak.
Podeszła do biurka mężczyzny, który odpowiadał za spartaczenie roboty. Złapała za plik papierów i uderzyła z hukiem o powłokę biurka, wbijając w nieszczęśnika ostre spojrzenie. Niejaki Smith, choć ów nazwisko umknie kobiecie szybko, pozostawiając go z zepsutą resztą dnia.
⸺ Czy znalazłeś się tutaj przypadkiem? No nie wiem. Wzięli Cię tu z ulicy, robiąc eksperyment czy człowiek niedoświadczony da sobie radę w Ministerstwie? Bo tak to właśnie cholera wygląda. Zamieniłeś się rozumiem z wiewiórką? Choć wybacz, wiewiórka by nie wykonała tego zadania gorzej niż Ty  ⸺ rzucała słowami na prawo i lewo, by mężczyźnie poszło w pięty i zastanowił się nad tym co robi. Wyłapała jedynie kątem oka, iż tej zaniemówił, co nie usatysfakcjonowało ów panny. Złapała za szklanka z zawartością wody i uważając na dokumenty, wylała na niego zawartość naczynia. Usatysfakcjonowana zabrała dokumenty, rzucając na odchodne, iż sama się tym finalnie zajmie. Pogłoski, iż była pokręcona, poniekąd się pokrywały, ale jednego nie można było jei ująć, gdy zaczęła coś robić, zawsze kończyła, przykładając się do najmniejszych szczegółów.
Finalnie trafiła za swoje biurko, popijając herbatę, pierwsza kawa już była. Czas na herbatę, która ma ukoić nerwy kobiety... A raczej miała, bo nim się obejrzała i zdążyła dopić napar do końca, tak zjawił się mężczyzna z Departament Magicznych Wypadków i Katastrof. Już kojarzyła niektóre persony i akurat do tego osobnika miała dość neutralne nastawienie, lecz trafił chyba na zły moment, bowiem blondwłosa na zapytanie uniosła brew. Cisnęło się na wargi kobiety, by odpowiedzieć coś nieprzychylnego, ale też wiedziała, że musi się powstrzymać.
⸺ Pan Rookwood? ⸺  zerknęła na niego i otworzyła książkę, gdzie prowadziła wychodne ludzi w teren. Przejechała wzrokiem i dotknęła palcem znaleziska.
⸺ Aha! Nie, nie wrócił jeszcze. Jakiś problem, coś przekazać? ⸺ siliła się na miły ton, choć nie mogła uszów oszukać. Podała mu kartkę i pióro.
⸺ Może Pan zapisać. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć   ⸺ uśmiechnęła się w jego stronę, lecz krył się tam nieco zadowolony uśmieszek.  Oby szybko poszedł.
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#3
15.03.2024, 16:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2024, 23:54 przez Laurence Lestrange.)  

Kto by się spodziewał, że sekretarka dzisiejszego dnia będzie w nie najlepszym nastroju. Tylko i wyłącznie dlatego, że ponownie ktoś nie wypełnił odpowiednio dokumentacji. Pomyłki się zdarzają, ale nie można być do tego tak niegrzecznym.
Nie jego Departament, ci czarodzieje tutaj pracujący, nie podlegali pod niego. Miał pod sobą przeważnie uzdrowicieli. A jedną parę wysłał po potrzebne informacje w celu dowiedzenia się o stanie zdrowia tajemniczej pacjentki.

Pojawiając się w biurze aurorów, nie tyle co nie widział Chestera, aby wrócił z terenu, to także widział grupę paru brygadzistów otaczającego jednego ich kolegę. Nie wnikał co tam się działo. Przyszedł tylko w celu przekazania raportu, o który prosił go Rookwood. A że tutaj pracowało dwóch, zapodał także jego imię.

Skinieniem głowy potwierdził, że pod tym nazwiskiem. Może widziała, może nie. Bezpieczniej było jak ktoś mu to przekaże, niż miałoby leżeć na jego biurku. Właściwie, zrobią z tym co uważają.

- Tak…
Zaczął, ale nie dokończył. Kobieta udając zapewne miłą, zaczęła mu podsuwać kartkę, pióro i dodała coś o zapominaniu sprawy. Mając cierpliwość nawet do takich pracowników, Laurence posłał jej lekki uprzejmy uśmiech. Wysunął zapieczętowaną kopertę z pieczątką Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof. Podpisaną dla adresata ”Chester Rookwood”. Nieco większego formatu A4, gdyż tam była dokumentacja raportu z nazwiskami świadków zdarzenia.
- Proszę przekazać tę kopertę Rookwoodowi, Chesterowi. Jeszcze dzisiaj.
Rzekł ze spokojem, przekazując pannie Nott kopertę. Mając nadzieję, że wykona swoje zadanie należycie. Nic więcej nie miał z tutejszych spraw. Zatem zgodnie z jej pragnieniem, postanowił wrócić do swojego biura i czekać na informacje. Swoje zadanie wykonał. A czekały też inne sprawy biurowe, kadrowe, spotkania.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurence Lestrange (923), Ludovica Nott (543)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa