Ger też nie należała do osób, które miały poczucie estetyki, ba można było o niej powiedzieć, że nie ma gustu, ale nawet ona uważała, że żółty to jeden z tych kolorów, które w ogóle nie powinny istnieć w garderobie.
- Masz rację, to nie ja muszę tego wysłuchiwać, może przez to nie do końca rozumiem tą całą sytuację. - Nie miała problemu z tym, żeby przyznać się do swojej niewiedzy, zresztą to, jak wyglądało życie Urquartów było abstrakcyjne chyba dla wszystkich innych osób, bo ta choroba nie była specjalnie popularna, Ger daleko było do specjalistów od ludzkiej psychiki, próbowała więc to zrozumieć na swój sposób. Widać szło jej to raczej jako tako.
- Tylko jedno, to nie jest jego życie, to wasze życie. - Postanowiła dodać coś od siebie.
Nie zamierzała naciskać, Ger może i była zdesperowana, może bardzo pragnęła chwilowej uwagi, jednak nie miała zamiaru zmuszać go do tego, żeby przekroczył swoje granice.
- Odprowadzę cię do drzwi. - To by było na tyle, miała nadzieję, że namieszała mu za bardzo w głowie, bo tak właściwie to przecież nic się między nimi nie wydarzyło, poza tymi paroma pocałunkami. Oby po prostu wyparł to z głowy, a nie powinni mieć problemu z tym, żeby kontynuować ich znajomość na takiej stopie, jak do tej pory. Przynajmniej tak się jej wydawało.
Podeszła z nim jeszcze do drzwi - Dzięki za film. - Dodała jeszcze nim wypuściła go na zewnątrz.
Później wróciła do siebie, nie miała ochoty dzisiaj widzieć się ze swoimi współlokatorami, zamknęła się w pokoju, gdzie wypiła te pół butelki whisky, a następnie zakopała się pod kołdrą, gdzie chlipała nad tym, jakim jest człowiekiem. Wydawało jej się, że dzisiaj przekroczyła pewną granicę, tylko o krok, gdyby jednak trafiło na kogoś innego, mogło by być gorzej. Nie spodziewała się, że stwierdzi kiedyś, że Jonathan ma więcej rozsądku od niej.