• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[16.08.1972] Tu mi kaktus wyrośnie | Ast & Ger

[16.08.1972] Tu mi kaktus wyrośnie | Ast & Ger
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
25.04.2024, 12:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:09 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

—16/08/1972—
Mieszkanie Geraldine Yaxley, Aleja Horyzontalna
Astaroth Yaxley & Geraldine Yaxley



Nie było w tym poranku nic nadzwyczajnego, no, może poza tym, że kiedy była z psami na spacerze postanowiła wejść do okolicznego sklepu z eliksirami. Na chwilkę, na moment, bo akurat musiała uzupełnić braki w swoich kosmetykach. Nie, żeby korzystała ze zbyt wielu, bo zazwyczaj był to szampon, pasta do zębów i jakiś żel pod prysznic, jednak czasem musiała uzupełnić i to. Jako, że jej kochane łobuzy czekały na zewnątrz dokonała szybkiego wyboru. Skusił ją wytłuszczony grubymi literami napis oczy diabła morskiego, nie kojarzyła, żeby wcześniej korzystała z czegoś, co miało w sobie elementy tego stworzenia.

Gdy wróciła już do domu, postanowiła spróbować, czy faktycznie ten nowy, wspaniały szampon poradzi sobie z jej niesfornymi włosami, które miały tendencje do kręcenia się, chociaż nie do końca, tak właściwie to jej włosy żyły własnym życiem, były osobnym bytem, nad który nie zawsze potrafiła zapanować. Może dzisiaj, wreszcie znalazła na to lekarstwo? Musiała to sprawdzić.

Wzięła szybki prysznic i umyła włosy tym cudownym szamponem. Wysuszyła się nawet, narzuciła na siebie swój krótki, czarny satynowy szlafrok, kiedy wreszcie przejrzała się w lustrze. Wtedy wydała z siebie dźwięk, bardzo głośny dźwięk, niczym zarzynane prosię. - AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA - Na pewno usłyszał to każdy mieszkaniec tej kamienicy.

Wybiegła z łazienki jak poparzona, rzucała na prawo i lewo kurwami, bo co miała z tym zrobić? Miała na środku głowy pierdolonego kaktusa, i nie wiedziała, jak się go pozbyć, czy mogła go sobie po prostu oderwać? Czy przy okazji pozbyłaby się kawałka skóry. Nie spodziewała się, że ten dzień rozpocznie się dla niej tak fatalnie.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#2
26.04.2024, 21:59  ✶  
Zarejestrowałem swoich słuchem, że Geraldine już wstała. Z nudów uważnie obserwowałem zachowania i zwyczaje swoich współlokatorek, więc tak, Geraldine, uważnie cię obserwuję od samego początku i dobrze wyciągam wnioski czy coś w tym stylu. Nie zamierzałem jej być jednak matką, ale czasami wcisnę swoje trzy grosze w życie swojej siostry. Tylko że pierwszą i jak na razie ostatnią rozmowę na ten temat mieliśmy dwa dni temu, więc zamierzałem jej dać trochę odetchnąć, przemyśleć sprawę, poukładać to sobie i takie tam... Dlatego nie wciskałem jej się ze swoim zadem w nadchodzące śniadanie, szczególnie że oprócz towarzystwa za wiele bym w nie nie wniósł. Czytałem jakieś nudne gówno o świecie, które zapewne nie zamierzało uczynić mnie bogatszym w wiedzę. Jedynie bogatszym w znużenie, bo, uwaga!, sam z siebie zacząłem przysypiać. Godne podziwu, jak na moje ostatnie standardy zażywania snu... Tylko że z tego dosłownie chwilowego letargu wyrwał mnie wrzask zarzynanej świni. Oczywiście, że się poderwałem. W naszej rodzinie mieliśmy to chyba wypisane na kościach wiecznymi runami, że w sekundę mogliśmy przejść do stanu gotowości, nawet jeśli byliśmy nadzy albo najebani w sztok.
Ledwie wyrobiłem na zakręcie, ale już kilka sekund później znalazłem się obok Gerladine i zatrzymałem się wryty, bo darła mordę, klęła, nic się właściwie takiego nie działo, oprócz zaistnienia komicznego kaktusa na jej głowie. Nie wiem, ale z tego chyba całego zmęczenia nieżyciem, po prostu zacząłem się śmiać. Może trochę panicznie, ale trochę dla odreagowania...? Bo takie problemy to ja mogłem mieć.
- Ger, co to za nowa moda? Przybyła do nas z Australii? - zapytałem ją z ciekawości, bo nie miałem zielonego... ZIELONEGO pojęcia, co tu się działo. Obstawiałem, że kaktus na jej głowie był niezamierzony, więc trzeba było namierzyć źródło problemu. Może była tam instrukcja... albo dzięki temu znajdziemy winnego? Na winnym można było wymusić zdjęcie paskudnej klątwy, no nie?
- Spokojnie... Nie klnij tak, głowa mi pęka. Zaraz temu zaradzimy, ale powiedz, co się stało... - odezwałem się zaraz, bo ewidentnie jej nie uspokoiłem, a zapewne bardziej rozwścieczyłem. Postanowiłem dotknąć kaktusa żeby sprawdzić, czy był prawdziwy. Obstawiałem, że się ukłuję w palca, tylko że zapomniałem o jednej ważnej zmiennej. Byłem martwy. Niewiele czułem, więc to ukłucie jakoś nie zrobiło na mnie wrażenia. Ale za to potwierdziłem, że istniał.

Rzucam na wiedzę o świecie by zweryfikować, czy te książki o wszystkim i o niczym mi wchodzą
Rzut N 1d100 - 78
Sukces!
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
26.04.2024, 22:50  ✶  

Wkurwiła się strasznie, bo co to kurde miało być?! Kaktus na środku głowy. To nie mógł być przypadek, to ten cholerny szampon. Dlaczego w ogóle po niego sięgnęła? To musiały być te oczy diabła morskiego, to na pewno było to, przez nie na środku jej łba stał kaktus. No kurwa mać, jak miała właściwie wyjść do ludzi?

Wydawała z siebie dziwne dźwięki na przemian z przekleństwami, zdecydowanie nie był to ambitny monolog, jednak czego innego można się było spodziewać w takiej sytuacji? Ger miała bardzo krótki lont, a w tej chwili eksplodował, niczym bomba atomowa w Hiroszimie.

Oczywiście, że musiała wywołać wilka z lasu, znaczy wampira z trumny, Astarotha z pokoju, czy coś. Wyszedł jej na spotkanie, to znaczy wybiegł, bo prawie trzasnął w ścianę na zakręcie. Spojrzała na niego, było to bardzo krótkie spojrzenie, w jej oczach mógł zobaczyć panikę. Zdecydowanie nie miała pojęcia, co się dzieje, a przy tym była mocno zirytowana. Zdarzały jej się takie momenty od czasu do czasu, gdy nie miała pojęcia, co robić. Nie wiedziała, czy może sobie to wyrwać z głowy, czy ma zostawić, czy pójść do Florence jak zwykle?

- AAAA, Ty!! przebrzydły szatanie. - Śmiał się?! No jasne, najlepiej wyśmiać siostrę, gdy przydarzyła jej się taka tragedia. Spoglądała na niego nadal, bardzo wkurzona. Policzki płonęły jej ze złości, czuła, że krew bardzo szybko płynie jej w żyłach, że jest na granicy, a ten śmiech - w tej chwili tylko to potęgował.

Oczywiście, że musiał ją widzieć w stanie kompletnego rozjebania emocjonalnego, to nie tak, że ledwie dwa dni temu przeszli tę trudną rozmowę, wszystko przecież było z nią w porządku, w domu wszyscy zdrowi. Zdecydowanie tak to wyglądało...

- Z dupy przybyła. - Wysyczała przez zęby, nie miała teraz ochoty na żarty. Ciekawe, czy byłoby mu tak wesoło, gdyby to na jego głowie rosło jakieś ciało obce.

- SPOKOJNIE?! Nie widzisz, co się odjebało? Na środku mojej głowy stoi kaktus, prawdziwy kaktus, jak niby mam być spokojna? - Najwyraźniej nie mogła tego przeżyć. - Boję się, że moja faktycznie pęknie, jak zapuści korzenie. - Nie miała pojęcia, jak to coś mogło działać, co jeśli wejdzie jej do mózgu i wyssa resztkę rozumu?

- Jebany, w dupę, pierdolony kurwa szampon z oczami diabła morskiego. - Mruknęła jeszcze pod nosem i kopnęła w ścianę, żeby wyładować negatywne emocje.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#4
27.04.2024, 22:39  ✶  
Dobra, słowa Geraldine przywołały mnie do porządku, bo faktycznie to mogło być niebezpieczne. W pierwszym odruchu nawet o tym nie pomyślałem, bo siostra miała w sobie bardzo dużo energii, drąc się na całą kamienicę, i nic nie wskazywało na to by jakaś roślina miała ukrócić jej temperament. Jednakże to było coś nowego... W każdej chwili mogło się przemienić z mało śmiesznej komedii w krwawy dramat, a na domiar złego, jeśli ten kaktus faktycznie rozwali jej czachę, to pewnie ja się rzucę na jej wypływający mózg jak oszalały, wcale nie myśląc o tym by ratować siostrę, tylko KREW-KREW-KREW. Fuj. Wzdrygnąłem się.
- Nie szamotaj się tak! Idę sprawdzić - rzuciłem do niej, by samemu dorwać tego diabła morskiego. Że też... wymyśliła coś takiego. Wracałem do niej z tej łazienki, już czytając etykietę produktu, ale nic tu nie było o skutkach ubocznych ani jakiejkolwiek wzmianki o takim celowym działaniu szamponu. Skąd też siostra dorwała taki szampon? Kupowało się szamponiki fiołkowe, a nie takie z oczami diabła morskiego!
- Nic tu nie ma... Proponuję rzucić zaklęcie na rozproszenie, a jeśli nie wyjdzie, to rozkroić...? Może uschnie, kiedy sam straci głowę? - zaproponowałem już poważnie. Mieliśmy problem, więc trzeba było się go racjonalnie pozbyć. - Zrobiłbym to w tej kolejności, co zaproponowałem, ale to twoja głowa, więc... jestem do twojej dyspozycji. Idę po różdżkę. Zaraz wracam - odparłem, wciskając jej w dłonie opakowanie szamponu, jeśli sama chciała przejrzeć etykiety, a jeśli nie, to cisnąłem to gówno na stolik. Gdybym niechcący, dziwnym przypadkiem-wypadkiem wylał na siebie ten szampon, to mielibyśmy podwójny problem.
Kilka sekund później wróciłem z różdżką.
- To jak? Gdzie kupiłaś ten szampon? Może ktoś zrobił ci głupi żart? Ludzie to najgorsze potwory pod słońcem - zauważyłem, a potem pomyślałem o swojej przypadłości... Może jednak nie najgorsze. Bywały gorsze zmory. Takie, co się włos jeżył na skórze.
Nie rzucałem zaklęcia, czekając na decyzję siostry. Ważne by się przy tym nie poruszała gwałtownie po mieszkaniu, rzucając przy tym kurwami.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#5
27.04.2024, 22:57  ✶  

Ona z kolei nie pomyślała w ogóle o tym, że może pojawić się krew. Krew w przypadku obecności Astarotha mogła stać się problemem. Ostatnio przecież polubił ją, aż za bardzo. Mogło się to wiązać z próbą wyssania jej tej resztki mózgu, którą posiadała. Byli trochę, jak głupi i głupszy, idealnie do siebie pasowali, nie ma co.

- Łatwo ci się mówi, nie szamotaj się tak, to nie ty masz jebanego kaktusa, kurwa kaktusa na głowie. - Bała się w ogóle dotknąć to coś, obrzydzała ją sama myśl, że wyrosło to jej na środku głowy. Zaraz się zrzyga, jak tak dalej pójdzie. Musieli się tego pozbyć, bo nie wytrzyma. Wzięła sobie jednak słowa brata do serca i przestała się tak nerwowo poruszać, może faktycznie tylko spokój może ich uratować? Najgorzej, bo zazwyczaj miała problem ze spokojem. Walczyła ze sobą, żeby się przed nim znowu nie rozpłakać. Tym razem z niemocy, bo nie miała pojęcia, co powinna z tym czymś zrobić.

- Zaklęcie może zadziałać. - Powiedziała nieco spokojniejszym tonem głosu. Druga opcja jednak spowodowała, że w jej oczach znowu pojawiły się iskry, chyba ta propozycja nie do końca była czymś, co chciała usłyszeć. - Co jeśli on jest połączony z moim mózgiem, jeśli go odetniesz, a ja stracę swoją bystrość, czy cokolwiek innego? - Nie mieli przecież pojęcia, jak działa ten kaktus. Po drugie, miałby uschnąć? To oznaczałoby, że będzie chodzić z tym czymś do czasu, kiedy nie uschnie. Zdecydowanie tego nie chciała, jak miałaby wyjść do ludzi?

- Mam nadzieję, że nie ukrócisz mnie przy tym o głowę. - Rzuciła mu jeszcze na odchodne, gdy wybrał się po swoją różdżkę. Nie miała wyjścia, musiała mu zaufać. To nie tak, że wątpiła w jego umiejętności, tyle, że chodziło o jej głowę, a głowa... Głowa była dosyć ważną częścią ciała.

Przejęła od niego ten szampon, nie znalazła jednak na etykiecie nic ciekawego, więc sama wyrzuciła go w pizdu, żeby nie daj Merlinie nikt z domowników nie musiał przeżywać tego samego, co ona.

- Tutaj niedaleko, taki mały sklepik z eliksirami. - Nie pomyślała nawet o tym, że ktoś mógłby chcieć z niej zażartować, bo po co? - To prawda, ludzie to skurwysyny. - Dodała jeszcze, bo miała podobne zdanie, jednak nie wydawało jej się, żeby miała zbyt wielu wrogów, może była nieco ślepa? Kto ją tam wiedział.

- Dobra, zamknę oczy, a ty mi pierdolnij, tylko odlicz do trzech, żebym wiedziała, kiedy to zrobisz. - Poinstruowała go jeszcze, po czym odetchnęła głęboko i przymknęła oczy, była gotowa na pierwszą próbę.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#6
28.04.2024, 17:28  ✶  
Mimo że był z tego niezły dramat, to jeszcze i komedia. Przyznałem, że kaktus na głowie mojej siostry mógł okazać się poważnym problemem, ale był również śmieszny w swoim fakcie zaistnienia. Kto hodował kaktusy na głowie? Nawet dla jaj robiło się dziwne rzeczy ludziom na głowach, ale kaktusa to ja jeszcze nie widziałem! Szkoda aby, że był niewiadomego pochodzenia, bo pewnie na dłużej pękałbym w szwach ze śmiechu.
W tym nieszczęściu, musiałem przyznać, ale to tylko przed samym sobą, że obudził się dawny Astaroth, ten z lekkim podejściem do życia, co to nie lękał się oddychać w obawie, że kogoś skrzywdzi. Plus, to było niezłe otrzeźwienie umysłu po tym nudnym czytaniu.
- Nie chciałbym ci ubliżać, ale może jednak tak... Bo wiesz, z tą twoją bystrością, siska... To jest tak, że co najwyżej możesz na tym incydencie zyskać więcej, hmm, ostrości umysłu - odparłem na jej słowach, bo nie potrafiłem się powstrzymać. Zachichotałem przy tym, ale naprawdę się o nią martwiłem, ale było to też takie zabawne. Poza tym z tą jej bystrością... Użyła szamponu z oczami diabła morskiego - to nie mogło się dobrze skończyć. Może to był szampon dedykowany po prostu dla silnych mężczyzn, a nie delikatnych panienek, hehe. Ojojoj. Za to spostrzeżenie to pewnie zginąłbym marnie. Przemilczałem to jak najbardziej. I tak uważałem siostrę za najbardziej niezłomnego chłopa w rodzinie.
Wróciłem z tą różdżką i już miałem celować w jej głowę, ale ta się zawahała. I dobrze! Bo to nie była prosta operacja, raczej zadanie wymagające precyzji. Co jak co, ale w naszej rodzinie jednakże potrafiliśmy działać pod presją. Nawet z chirurgiczną precyzją, a że nie musiałem oddychać, to tym bardziej mogłem być precyzyjny... Ups. Czyżbym znalazł zalety w byciu martwym? No proszę!
Nie dziwiłem się jej stresowi. Na jej miejscu też bym był zaniepokojony sytuacją, ale nie było takiej sprawy, której byśmy nie załatwili, więc wysłuchałem jej polecenia i... nie zamierzałem się do niego dostosować. Tak na wszelki wypadek.
- Okej... To uwaga! Raz... Dwa... - I nie dokończyłem trzy, tylko świsnąłem zaklęciem. Nie chciałem by mi siostra drgnęła, skuliła się albo co. Bywała silna, ale widać było, że emocjonalnie podchodziła już w pewnych momentach pod panikę. Myślę, że chciałem ją chronić. I dobrze wykonać swoje zadanie.

Rzut N 1d100 - 73
Sukces!

Rzut N 1d100 - 28
Akcja nieudana
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
29.04.2024, 08:55  ✶  

Dla kogo komedia, dla tego komedia, w oczach Geraldine to bardziej tragedia, a na pewno się nią stanie, gdy zamorduje Astarotha za to, że go to wszystko tak bardzo bawiło. Ona również nigdy jeszcze nie widziała kaktusa który wyrósł w podobnym miejscu, bardzo szkoda, że musiała się z czymś takim spotkać po raz pierwszy akurat gdy pojawił się na jej własnej, prywatnej głowie. Zdecydowanie wolałaby, żeby to spotkało kogoś innego. Los ostatnio jednak jej nie sprzyjał i dosłownie brakowało jej do szczęścia tylko tej rośliny na środku łba.

Nie zastanawiała się specjalnie długo, kiedy usłyszała komentarz brata sprzedała mu kuksańca w ramię, bo chyba trochę się zagalopował. - Te, nie pozwalaj sobie, sam nie jesteś jakoś super bystry. U nas to chyba rodzinne. - Mimo wszystko, wreszcie na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Dobrze było mieć go tutaj przy sobie, jednak, czasami. Potrafił sprawić, że przestała, aż tak przejmować się tym głupim incydentem. Może faktycznie to nic strasznego?

Bardzo dobrze, że powstrzymał się od kolejnego komentarza, bo wtedy nie skończyłoby się na kuksańcu w ramię, gdyby usłyszała coś na temat kobiet by go chyba pobiła, zważając na to, że i tak ją już ta sytuacja zirytowała. Nie znosiła, kiedy ktoś spoglądał lekceważąco na jej płeć, na szczęście Astaroth zdawał sobie z tego sprawę. Nie ma sensu prowokować tej wariatki.

Nie przywykła do tego, że celował jej w twarz różdżką, nie była to normalna sytuacja, ale musiała się z tym pogodzić. Ufała mu jednak, przynajmniej starała się to robić, plusem tego, że z nią mieszkał było to, że nikt nie zauważy jej z tym kaktusem na głowie, tylko on. Pewnie będzie jej to wypominał przez lata, ale trudno.

Odetchnęła głęboko, miała zamknięte oczy, cały czas. Wolała na to nie patrzeć. Zaczął odliczać, tyle, że oczywiście nie zrobił tak jak chciała, musiał zrobić po swojemu. Może i lepiej? Nie spodziewała się bowiem, że to zaklęcie poleci w nią w tej chwili. Świsnęło w powietrzu, usłyszała to. Otworzyła wtedy oczy.

Zaczęła dotykać się po łbie, kiedy ją trafiło. Nie miała już nic na jego środku. Podbiegła do lustra, żeby sprawdzić, czy faktycznie zniknął. Przejrzała się w lustrze i tak, cud, pozbył się tego cholerstwa. Wróciła więc do brata, z uśmiechem na twarzy. - Co ja bym bez ciebie zrobiła. - Pokusiła się nawet na to, żeby się do niego przytulić, cała panika, która się pojawiła zniknęła. - Dziękuję braciszku. - Gdy czegoś chciała potrafiła być milutka niczym owieczka, no albo wtedy, kiedy musiała się odwdzięczyć za przysługę.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#8
30.04.2024, 21:56  ✶  
Szczerze? To serio na wdechu rzucałem to zaklęcie, nawet na bardzo krótkim, ze względu na to, że przy okazji, tak w międzyczasie, również odliczałem do trzech... Cóż, może nawet za krótko na tym wdechu byłem, by serio wierzyć, że mi się uda za pierwszym razem jednak z tą precyzją i opanowaniem, a tu, patrzcie drodzy mili, szarlatan roku, ogrodnik tysiąclecia, pan-kawaler ciemiężca kaktusa! Dobrze, że Geraldine nie wiedziała o mojej mikrosekundowej niepewności, bo pewnie inaczej podeszłaby do tematu, z większą tragedią i może serio bym stracił głowę, a tak w nagrodę otrzymywałem tulka!
Zamarłem na chwilę, bo wciąż nie mogłem się przyzwyczaić do bliskości innych osób, odkąd bylem martwy. Co prawda, Kimi ciągle naruszała tę granicę i nie miała oporów, ale sam osobiście jednak czułem różnicę, raczej wszyscy czuli różnicę, ale Kimi... to był człowiek z innej krainy. Byłem martwy, zimny, nie czułem dotyku tak, jak dawniej... I jednocześnie się tego obawiałem, jednocześnie tego potrzebowałem, więc przytuliłem się do Geraldine. Może nawet bardziej niż by tego chciała, niż ja bym chciał. Poza tym też schodziły z nas te emocje niepewności czy paniki, czy faktycznie ten kaktus nie zrobi jej krzywdy. Ten rok był feralny, paskudny, zdecydowanie dla nas kiepski.
- Polecam się na przyszłość... Po ostrości ani śladu, ale może następnym razem z przypadku uda nam się być bystrymi, co ty na to? - zauważyłem z lekkim humorem, już zostawiając tą swoją siostrę w spokoju. Wiedziałem, że nie nawykła do takich czułości. Rozmawialiśmy o tym ostatnio, poza tym czułem się nieswojo, zdecydowanie gorszy z myślą, że byłem chłodniejszy, nie taki mile ciepły jak niegdyś.
Wzruszyłem niewinnie ramionami i wcisnąłem różdżkę w tylną kieszeń swoich spodni. Zrobiłem to, bo chciałem dla podkreślenia uwagi klasnąć w dłonie. Chytry uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
- Teraz, moja droga, jak nic wisisz mi przysługę. Ogromną przysługę, bo to podchodzi pod ratowanie życia, nie zaprzeczysz - zauważyłem zdecydowanie ożywiony, jeszcze bardziej niż przy ujrzeniu kaktusa na głowie siostry. Śmiechy mi w ogóle z tego powodu też zniknęły, jakby za pomocą magicznej różdżki, hehe, ale wcale nie miałem strasznego zadania na myśli. Powinna się zgodzić. Już od jakiegoś czasu myślałem o tym, by poprosić którąś z moim współlokatorek... Ale na razie się czaiłem, a teraz miałem doskonałą okazję. - Potrzebuję drobnego zakupu. Czy ja mogę cię wykorzystać? - zapytałem ją, bo jednak nie zamierzałem jej do niczego zmuszać.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
01.05.2024, 22:54  ✶  

Nie zakładała nawet, że uda mu się to za pierwszym razem. Spodziewała się większych komplikacji, jak widać powinna mieć więcej wiary w swojego młodszego brata. Wydawało jej się jednak, że całkiem pewnie podszedł do swojego zadania. Może to dzięki temu ten czar poszedł mu tak gładko? Wiara w swoje możliwości była na pewno całkiem niezłym początkiem na drodze do sukcesu. Nie było to jednak teraz istotne, najważniejsze, że mu się udało, że pozbył się tego ciała obcego z jej głowy. Misja zakończona sukcesem.

Nie miała w zwyczaju się przytulać, jednak poczuła, że musi to zrobić. Zareagowała dosyć szybko, bo bała się, że faktycznie ten problem okaże się bardziej skomplikowany, a wszystko poszło jak z płatka. Nie przeszkadzało jej to, że jego dotyk różnił się od tego, który znała, zapach tak samo. Powoli przyzwyczajała się już do tej zmiany, jaka w nim zaszła, przynajmniej na tyle, na ile można było się oswoić z tym, że twój kochany, młodszy braciszek jest trochę martwy. Pewnie nigdy nie przywyknie do końca do tej myśli.

- Oby tak było, chociaż mam wrażenie, że z naszymi tendencjami, to będzie wręcz przeciwnie. - Byli cholernie narwani, a to szybkie reagowanie łączyło się na pewno trochę z głupotą, znaczy brawurą, którą inni mogli odbierać jako głupotę.

Czułości nie trwały długo, co też nie było niczym dziwnym. Co za dużo to nie zdrowo. Zabrałoby to nieco wyjątkowości tej relacji, gdyby się ciągle tak przytulali. Nie docenialiby, aż tak tych drobnych gestów, które pojawiały się tylko czasami.

Nie umknął jej ten chytry uśmiech. Zastanawiała się, co dzieje się teraz w jego głowie, bo widziała, że coś planuje. Inaczej nie zrobiłby tego w taki sposób. Przyglądała mu się z zainteresowaniem i czekała, aż się odezwie.

- Oczywiście, bo nie ma nic za darmo, prawda, braciszku? - Uśmiech, zupełnie niewinny zagościł na jej ustach. Ciekawa była, czego może od niej chcieć. Na pewno nie wprowadzi jej na minę, chociaż czy faktycznie? Mógł chcieć, żeby zrobiła coś głupiego, to było prawdopodobne.

- To nie brzmi źle. Czego potrzebujesz? - Miał na pewno ostatnio problem, żeby załatwiać swoje sprawunki, jako wampir jego możliwości były nieco ograniczone. Mogła więc odwdzięczyć mu się chociaż w ten sposób.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#10
03.05.2024, 23:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.05.2024, 23:23 przez Astaroth Yaxley.)  
Zaśmiałem się. Faktycznie nie bywaliśmy bystrzy; raczej jak dwie takie nierozgarnięte kurki uciekające przed własnym cieniem i jednocześnie szukające zagubionego blanta. Ale kto wie? Może czasami nam się uda? Tak z przypadku zawstydzić kogoś bystrością umysłu? Szczególnie teraz, kiedy życie nas nauczyło paru ważnych lekcji. Między innymi tego by się nie zakładać o własne życie, kiedy miało się tendencję do przegrywania zakładów, czy tego, że się nie kupuje szamponu do włosów z oczami diabła morskiego. O jakiś mały ułamek byliśmy chociaż mądrzejsi. Być może, bo to też nie była potwierdzona informacja, że drugi raz nie wleziemy w podobne lub te same bagno.
- Do usług - odparłem na jej zaczepkę, kłaniając się nisko. Mogła na mnie polegać, niezależnie od tego, co my tam rodzinnie mieliśmy we krwi i w głowie, i w sercu... i może też w dupie. Poza tym tylko wariaci byli coś warci, hehe. Szaleńcy powinni trzymać się razem...? Oby wampiry nie powinny, ups.
- A jeśli chodzi zaś o zapłatę... Sprawa jest myślę prosta, ale nie chciałbym, żebyś podeszła do niej lekceważąco, bo to bardzo dla mnie ważne by to był towar z wyższej półki - ostrzegłem ją, zanim wydukałem z siebie, o co tak na dobrą sprawę chodzi. Chciałem ją również - oczywiście umyślnie - potrzymać nieco w niepewności. W końcu jednak uśmiechnąłem się nieco zawstydzony, bo to jednak było trywialne, ale potrzebowałem kogoś o to poprosić.
- Kończy mi się notatnik... Mój dziennik. Chciałbym, żeby był porządnie wykonany, by wytrzymał jak najwięcej... czasu - wyrzuciłem to z siebie w końcu. W najgorszym przypadku, wszyscy umrzecie, a mi zostaną notatniki. - Ale żeby też przetrwał ciężkie warunki. Wiesz, takie notatniki Yaxleyów, to przy ich grafikach mają przerąbane - dodałem jeszcze, żeby też zanadto Geraldine o tym nie myślała. W sensie o czasie. Sam również nie chciałem o tym myśleć, bo już było mi go za dużo, kiedy nie potrafiłem zmrużyć oka.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astaroth Yaxley (1792), Geraldine Greengrass-Yaxley (1855)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa